Uczciwy człowiek – nie może dziś milczeć, a milczący człowiek – nie jest dziś uczciwy!.
Im dłużej żyję – tym bardziej się dziwię. A wydawałoby się, że powinno być odwrotnie. Bardziej się dziwię oczywiście – nie tym, że jeszcze żyję a raczej tym, co widzę wokół siebie.Bo też i trudno pojąć, jak w ciągu zaledwie kilkunastu lat, które przeminęły nie wiedzieć kiedy na codziennym borykaniu się z narastającymi trudnościami – można było tak dokładnie zniszczyć to co było, tworząc w zamian coś tak zdziczałego, nieludzkiego i chorego.
A ile jeszcze przed nami – bo może być jeszcze gorzej.
Nigdy bym nie przypuszczał, że przyjdzie mi żyć w takiej Polsce, dlatego zapewne zupełnie nie jestem na to przygotowany. To nie jest moja Polska.
Ale to jest zdziwienie jeśli tak można rzec – mniejsze.
Większe – dotyczy tego – dlaczego prawie nikomu to nie przeszkadza. Dlaczego nikt nie protestuje, nikt nic nie mówi. Mam na myśli jakieś głosy istotne, mające przynajmniej potencjalnie szansę sprowokować jakąś zmianę; w związku z pozycją tych co mówią, w związku z nasileniem protestu albo z siłą argumentacji. Nie jakieś pojedyncze "wyskoki" albo „poszczekiwanie” anonimów na forach internetowych.
Na przykład – Kościół. Praktycznie – milczy. Modli się w skupieniu za dusze zmarłych bezrobotnych, bezdomnych zmarłych z powodu zamarznięcia?
Na argumentację władza jest uodporniona. Na autorytety – też; ma swoje, nieuczone a wierne, przywiązane do apanaży. Więc może znów trzeba „protestu społecznego” – jaki niegdyś zapowiadał nasz „chłopek-roztropek” z MB w klapie i klapą w życiorysie. Tyle, że społeczeństwo jest całkowicie rozbite, niezorganizowane, na dodatek obecna władza miała zbyt dobrych „nauczycieli” w dawnych przeciwnikach z Partii czy Ubecji. Robi to, czego sama dawniej doświadczała od rządzących, tylko lepiej. Solidarność jest „na cenzurowanym” – trochę z własnej winy a trochę na skutek celowych, degenerujących działań władzy.
Najbardziej irytują „przepowiadacze”, ostrzegający o nadchodzącej katastrofie. Choćby znani, popularni dziś profesorowie – „genialni” ekonomiści z doskonale zapowiadającą się przyszłością; niczym Pytia wieszczący gospodarczy koniec świata… wiedzą ale nie powiedzą – jak temu zaradzić. Jak dyrygent orkiestry z Titanica – będzie taki do końca machał łapami czy batutą, zamiast powiedzieć: toniemy, rzućcie te idiotyczne instrumenty i wy – do szalup a wy – do pomp… Coraz więcej osób wie „z całą pewnością”, że będzie recesja, katastrofa, będzie „bardzo źle”, ale nikt się nie zająknie – jak się przed tym bronić, jak temu zaradzić w praktyce. To nie tylko zadziwiające ale wręcz przerażające – stopniem zobojętnienia, odczłowieczenia.
Tylko Tusk wszystkiemu zaprzecza; jak zwykle z głupawym uśmieszkiem: – będzie dobrze, na pewno nie będzie recesji, ja was obronię…Polska jest OK.
To coś niezrozumiałego; tak jakby wszyscy siedzieli i tylko patrzyli, przyglądali się i tylko to mieli do zrobienia. A przecież rządzenie nie na tym polega. Życie także.
Rząd potwierdził dalszy wzrost stopy bezrobocia rejestrowanego, do 12,9 – 13% do końca bieżącego roku. Co z tym nierejestrowanym? Ponad połowa osób w wieku produkcyjnym będących po 50 rokiem życia, ale przed emeryturą – już zaprzestała całkowicie poszukiwania pracy i rejestrowania się w Urzędach Pracy. To kilkaset tysięcy ludzi, całkowicie i trwale wypchniętych już „na zawsze” z rynku pracy. Ci szczęśliwcy – którzy mają tak korzystne warunki rodzinne, mogli sobie na to pozwolić – przejmując jakieś role wewnątrz swojej rodziny i pozostając na jej utrzymaniu. Co z pozostałymi?
Rząd przewiduje na przyszły rok dalszy wzrost bezrobocia, nawet do ponad 14%.
Ale – powtórzę to jeszcze raz: rząd to nie wróżka ani ewangelista Jan: nie jest od przewidywania, od opisywania „apokalipsy” a od zapobiegania. Pewnie: trzeba wiedzieć czemu zapobiegać, ale przewidywania są a na nich się kończy, wszyscy siedzą z założonymi rękami i czekają, czy się sprawdzi czy nie… a gdy się sprawdzi – tacy jak ja będą musieli „odejść” a oni – pokiwają głowami ze zrozumieniem; no – tak przypuszczaliśmy, że tak się stanie…
Każdemu badaniu z którego wynika, że coś idzie w złym kierunku – musi towarzyszyć automatycznie natychmiastowe badanie, jak temu zapobiec, albo choć złagodzić skutek. Niestety, nic takiego się nie dzieje: wielu tylko wie, że będzie źle i… no pewnie w takiej sytuacji będzie.
Ledwie 16 na 100 zarejestrowanych bezrobotnych dla których nie ma ofert pracy – otrzymuje zasiłek. Za co żyje tych statystycznych pozostałych osiemdziesięciu czterech? W krajach starej Unii – to 70% bezrobotnych ma zasiłek i dzięki temu łatwiej im skutecznie szukać zatrudnienia.
Jeśli rośnie bezrobocie, nie wystarczy to przewidywać, trzeba coś robić aby złagodzić skutki, ale jednocześnie i zapobiegać. Tymczasem w Ministerstwie Pracy Władysława Kosiniak Kamysza kwitnie działalność teoretyczno – korporacyjna: sympozja, konferencje, spotkania, programy pilotażowe… Minister bardzo zmartwił się przewidywanym wzrostem bezrobocia, i dlatego opracowano program, by… bezrobotni mogli się szybciej rejestrować w Urzędach Pracy, przez Internet. Zasiłku co prawda nie dostaną, pracy też nie – ale jaka wygoda… nowoczesność…
Dalej: że będzie mniej dokumentów do wypełnienia… takie ułatwienia już są…
Sytuacja staje się idealna dla małych przedsiębiorców: mają praktycznie pełną kontrolę nad rynkiem pracy, praktycznie całkowitą swobodę. W Hiszpanii rząd dąży do wprowadzenia horrendalnych kar dla przedsiębiorców za zatrudnianie „na czarno” osób pobierających jednocześnie zasiłki dla bezrobotnych – co stało się zjawiskiem nagminnym. W Polsce – nie: tu zatrudnianie „na czarno” – czyli po prostu nielegalne – jest normalne. To takie „tolerowane przestępstwo”, bo władza ma w dupie skarb państwa, budżet ZUS itp..: ważne by biznesmen zarobił maksymalnie dużo, zbił kapitał i stał się milionerem. O skarb państwa nie potrzeba przecież dbać, bo wystarczy że się powie: nie ma pieniędzy – i to już wszystko usprawiedliwia, zadowala wszelkich malkontentów. Ważne by biznes prywatny się rozwijał.
No przepraszam: jeszcze jedną bardzo ważną sprawę minister pracy załatwił; Jak ktoś będzie się chciał koniecznie zarejestrować jako bezrobotny w Urzędzie Pracy – to będą sprawdzać, czy nie jest już zarejestrowany w jakimś innym urzędzie pracy, w innej miejscowości. Postęp – ogromny, no i szansa na dodatkowe miejsca pracy urzędniczej (dla rodzin?).
Może jestem dziwny, ale mnie to dziwi…