BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą umowy śmieciowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą umowy śmieciowe. Pokaż wszystkie posty

04/04/2014

Umowa zlecenia, umowa śmieciowa…

Umowa zlecenia jest umową cywilnoprawną czyli opartą na przepisach Kodeksu Cywilnego. W szczególności – nie ma ona nic wspólnego z Kodeksem Pracy (prawem pracy). Definiuje Umowę Zlecenia Art. 734 Kodeksu Cywilnego – stwierdzając, że ta forma umowy dotyczy jedynie wykonywania czynności prawnych przez jeden podmiot – na rzecz innego podmiotu, pomiędzy osobami fizycznymi lub osobami fizycznymi a osobami prawnymi.

Definicję pojęcia „czynność prawna” można znaleźć np. w Wikipedii: patrz definicja czynności prawnej
Jak więc widać, taki typ umowy absolutnie nie da się zastosować do wykonywania czynności związanych z pracą w produkcji, usługach, ochronie itp.; gdyż nie są to czynności prawne.

Furtkę dla przedsiębiorców dążących do odchodzenia przy zatrudnianiu od stosowania umów o pracę w rozumieniu Kodeksu Pracy – stanowi Art. 750 Kodeksu Cywilnego – stanowiący, iż „Do umów o świadczenie usług, które nie są uregulowane innymi przepisami, stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu” (czyli artykuły k. c. zawarte w tytule XXI tej ustawy). Oznacza to, że przepisy Kodeksu Cywilnego zawarte w „Tytule XXI” Kodeksu Cywilnego – można stosować do umów o świadczenie usługi – pod warunkiem iż umowy te nie są uregulowane innymi przepisami. W szczególności – pod warunkiem, że nie są one uregulowane przepisami Kodeksu Pracy.

Mamy tu więc pierwszą istotną zasadę: umowa zlecenia może być stosowana do świadczenia usług nie mieszczących się w definicji i cechach stosunku pracy.
Nawet intuicyjnie – wyczuwamy że pewne zadania jakby „nie pasują” do istoty umowy o pracę. Dla przykładu, z autentycznych ogłoszeń na „tablica.pl”: „zlecę zamurowanie otworu okiennego…”. To jednorazowa usługa związana z czynnościami murarskimi i tynkarskimi, ewentualnie – jeśli umowa to w swojej treści obejmie – malarskimi, by doprowadzić do jednolitości wizualnej ściany w której był ten zbędny otwór okienny. Czy do wykonania tego trzeba aż zawierać umowę o pracę z murarzem, tynkarzem i malarzem ? Ustalać warunki pracy, czas pracy, dyscyplinę pracy, przydzielać kierownika lub brygadzistę, zakładać pełną dokumentację kadrową i płacową, wysyłać murarza na badania lekarskie, wydawać ubranie robocze? Zapewne byłoby to możliwe, ale niezmiernie niepraktyczne.

Wniosek: umowy zlecenia są użyteczne i potrzebne, gdy są prawidłowo stosowane.
W tym wypadku umowa zlecenia dotyczy jednorazowej usługi możliwej do samodzielnego wykonania przez zleceniobiorcę w ciągu np. tygodnia i jest jak najbardziej uzasadniona, gdyż może być z zadowoleniem obu stron umowy wykonana bez angażowania przepisów Kodeksu Pracy. To co jest istotne dla zlecającego – można (i należałoby) zawrzeć w treści umowy zlecenia, pamiętając jednak aby nie stosować regulacji właściwych dla prawa pracy ani nawet nie używać właściwej dla kodeksu pracy terminologii – gdyż jak pamiętamy – przepisy Kodeksu Cywilnego mogą być zastosowane jedynie do usług, które nie są uregulowane innymi przepisami (np. przepisami kodeksu pracy). Nie może więc w treści umowy zlecenia być mowy o podległości służbowej i kierowaniu pracą, o godzinie rozpoczęcia i zakończenia pracy, obowiązku podpisania listy obecności, usprawiedliwianiu nieobecności, wymiarze etatu, godzinach nadliczbowych itp.
Są tu możliwe dwa podejścia do tego problemu: albo po prostu rzetelnie badać okoliczności, czy konkretna sytuacja (wynikająca z realnej potrzeby) bardziej z natury pasuje do przepisów k. c. czy do k. p. – jak w powyższym przykładzie i ściśle się temu podporządkowywać, albo też, co jest ostatnio nagminnie stosowane – świadomie kształtować okoliczności tak, by je podporządkować swojemu z góry podjętemu zamiarowi zawarcia umowy zlecenia a nie umowy o pracę.
Albo zawarcie umowy zlecenia jest wyjątkiem w przypadkach gdy umowa o prace „jakoś nie pasuje” albo zawarcie umowy o pracę jest wyjątkiem od zasady zawierania zleceń, gdy nie da się w żaden sposób nagiąć okoliczności, by uzasadnić niezastosowanie umowy o pracę. Przedsiębiorca czy osoba prywatna (fizyczna) chcąca zawierać umowy zlecenia powinna bardzo dbać o zgodność tego z obowiązującymi przepisami, a to przez wzgląd na Art. 22 Kodeksu Pracy oraz powiązany z tym Art. 281 KP.
Przytoczmy wspomniane artykuły:

Kodeks Pracy Art. 22.

§ 1. Przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca – do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem.
§ 1/1. Zatrudnienie w warunkach określonych w § 1 jest zatrudnieniem na podstawie stosunku pracy, bez względu na nazwę zawartej przez strony umowy.
§ 1/2. Nie jest dopuszczalne zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną przy zachowaniu warunków wykonywania pracy, określonych w § 1.
§ 2. Pracownikiem może być osoba, która ukończyła 18 lat. Na warunkach określonych w dziale dziewiątym pracownikiem może być również osoba, która nie ukończyła 18 lat.
§ 3. Osoba ograniczona w zdolności do czynności prawnych może bez zgody przedstawiciela ustawowego nawiązać stosunek pracy oraz dokonywać czynności prawnych, które dotyczą tego stosunku. Jednakże gdy stosunek pracy sprzeciwia się dobru tej osoby, przedstawiciel ustawowy za zezwoleniem sądu opiekuńczego może stosunek pracy rozwiązać.


Kodeks Pracy Art. 281:

Kto, będąc pracodawcą lub działając w jego imieniu:
1) zawiera umowę cywilnoprawną w warunkach, w których zgodnie z art. 22 § 1 powinna być zawarta umowa o pracę,
2) nie potwierdza na piśmie zawartej z pracownikiem umowy o pracę,
3) wypowiada lub rozwiązuje z pracownikiem stosunek pracy bez wypowiedzenia, naruszając w sposób rażący przepisy prawa pracy,
4) stosuje wobec pracowników inne kary niż przewidziane w przepisach prawa pracy o odpowiedzialności porządkowej pracowników,
5) narusza przepisy o czasie pracy lub przepisy o uprawnieniach pracowników związanych z rodzicielstwem i zatrudnianiu młodocianych,
6) nie prowadzi dokumentacji w sprawach związanych ze stosunkiem pracy oraz akt osobowych pracowników,
7) pozostawia dokumentację w sprawach związanych ze stosunkiem pracy oraz akta osobowe pracowników w warunkach grożących uszkodzeniem lub zniszczeniem
– podlega karze grzywny od 1000 zł do 30 000 zł.


Istnieje tu więc pole do konkretnego egzekwowania odpowiedzialności, przy czym Państwowa Inspekcja Pracy podległa Marszałkowi Sejmu RP – zajmuje się sprawami dotyczącymi realizacji Kodeksu Pracy posiadając kompetencje kontrolne oraz karno-nakazowe, istnieje też instancja Wydziałów Pracy w sądach każdego szczebla, natomiast sprawy objęte przepisami Kodeksu Cywilnego (np. spory w sprawach umów zlecenia) rozwiązują bezpośrednio Sądy Cywilne (Wydziały Cywilne sądów odpowiedniego szczebla).

Z powyższych przepisów można więc sformułować definicję stosunku pracy:
stosunek pracy zachodzi wtedy, gdy osoba wykonująca pracę – wykonuje pracę określonego (w umowie) rodzaju lub na określonym stanowisku, wykonuje ją na rzecz pracodawcy który z nią zawarł umowę, zobowiązana jest wykonywać pracę w wyznaczonym przez zatrudniającego miejscu i czasie (np. określonej godziny rozpoczynania i kończenia dziennej pracy, stawiania się o wyznaczonej porze dnia w wyznaczonym, miejscu, podpisywania listy obecności itp. oraz działa pod kierownictwem pracodawcy – to znaczy ma dostosowywać się do poleceń pracodawcy i wykonywać je dokładnie w polecony sposób. Praca oparta o umowę o pracę musi być wykonywana osobiście i musi być opłacona umówionym wynagrodzeniem, którego nie wolno pracownikowi nie dostarczyć, jak również pracownik nie ma prawa go nie przyjąć.
Umowa o pracę jest umową „starannego działania” pod kierownictwem pracodawcy co oznacza brak obowiązku osiągnięcia określonego skutku, natomiast umowa zlecenia jest umową skutku wykonywaną samodzielnie, co znaczy iż wykonujący zlecenie ma osiągnąć skutek określony w umowie (wykonać określoną usługę) działając samodzielnie oraz niekoniecznie osobiście, beż żadnej podległości zleceniodawcy a jedynie uwzględniając uzgodnienia i wskazówki otrzymane w chwili podpisywania umowy zlecenia, pracować w dowolnym czasie dnia lub w nocy – byle skutek przewidziany do osiągnięcia został osiągnięty w terminie końcowym wyznaczonym umową i mieścił się w normach jakościowych i technologicznych danej specjalności czy branży.
Umowa zlecenia nie służy więc do zatrudniania.
Już samo mówienie o „zatrudnieniu na umowę zlecenie” jest absurdalne i nasuwa uzasadnione podejrzenie o łamanie prawa pracy, w szczególności przytoczonego powyżej przepisu prawa mówiącego, iż zawarcie umowy zlecenia (lub innej cywilno-prawnej) w sytuacji, gdy powinna zostać zawarta umowa o pracę – jest wykroczeniem przeciwko prawom pracownika i podlega karze grzywny w wysokości od 1000 do 30.000 zł.

A przecież jest to sformułowanie i praktyka codzienna; świadczy to jedynie o skali bezprawia pod rządami Platformy Obywatelskiej.

Powiedzmy to wyraźnie: prawo jednoznacznie zabrania zastępowania umów o pracę – umowami zlecenia.
Znakomita większość umów zlecenia funkcjonujących obecnie – jest w rzeczywistości jednoznacznym złamaniem prawa, lub jego „naciąganiem”, czyli – jak to określał Wałęsa wobec swoich własnych działań – „balansuje na krawędzi prawa”. Jest to przez władze co najmniej tolerowane.

W praktyce stosuje się zasadę, że umowa jest umową o pracę, jeśli występują w niej cechy charakterystyczne wymienione właśnie w Art. 22 § 1 Kodeksu Pracy, przy czym zasada ta jest interpretowana w ten sposób, iż cechy te muszą wszystkie wystąpić jednocześnie – w przypadku umowy o pracę. Prowadzi to do metody omijania zakazu zawierania umów zlecenia zamiast umów o pracę; wystarczy, że faktyczny pracodawca nie stosuje w umowie terminologii charakterystycznej dla umów o pracę oraz wyeliminuje jedną ze wspomnianych cech charakterystycznych stosunku pracy – by mógł skutecznie twierdzić, iż zawarł umowę-zlecenia, uchylając się w ten sposób od wielu obowiązków pracodawcy a także zmniejszając kosztem pracownika swoje wydatki (koszty pracy). Jest to mechanizm powstawania tak zwanych „umów śmieciowych”.

Państwowa Inspekcja Pracy ma uprawnienia kontrolne i nadzorcze w sprawach stosunku pracy a więc umów opartych na przepisach Kodeksu Pracy. Uprawnienia te nie sięgają więc do spraw umów zlecenia ani innych umów cywilno-prawnych, opartych na przepisach Kodeksu Cywilnego. Wykonawca umowy zlecenia tylko z jednym zarzutem adresowanym do zleceniodawcy może się zwrócić do Państwowej Inspekcji Pracy; z zarzutem iż stosunek łączący go z zatrudniającym – jego zdaniem jest w rzeczywistości stosunkiem pracy. PIP nie czekając na zgłoszenia osób oszukiwanych ma prawo kontrolować (rzekome) umowy zlecenia – pod względem ich zgodności z ustawowym zakazem zastępowania umów pracy umowami zlecenia, czyli zawierania umów zlecenia w sytuacji gdy powinna zostać zawarta umowa o pracę.
PIP nie wykorzystuje tych możliwości jak się wydaje – w pełni, gdyż prawdopodobnie jest pod ideologicznym naciskiem „ulgowego traktowania” przedsiębiorców zatrudniających, zasadą „przymykania oczu” i powstrzymywania się do karania za nieprzestrzeganie tego przepisu – i stąd taka masa umów „śmieciowych” i ich lawinowy przyrost.
Istnieje i działa moim zdaniem coś w rodzaju „parasola ochronnego” władzy nad działaniami pracodawców, by ich chronić od skutków łamania przepisów prawa, choćby w tej sprawie. Państwowa Inspekcja Pracy podlega Marszałkowi Sejmu a ten jest przedstawicielem większości politycznej w Sejmie, w Senacie i w Rządzie – czyli „opcji rządzącej”, dlatego zmiana tych niekorzystnych społecznie tendencji jest możliwa prawdopodobnie jedynie poprzez… zmianę rządzącej „opcji politycznej” w zbliżających się wyborach.

09/06/2013

„Badylarz” się buntuje…

Zespół do spraw ubezpieczeń Komisji Trójstronnej, składający się z przedstawicieli pracodawców, Rządu i Związków Zawodowych podjął wspólną decyzję o rozpoczęciu prac przygotowawczych dotyczących projektu NSZZ „Solidarność” – objęcia składkami ubezpieczenia społecznego i zdrowotnego wszystkich umów–zlecenia. Powstał projekt ustawy zmieniającej „Ustawę o systemie ubezpieczeń” obejmujący to zagadnienie, ma on być wkrótce skierowany do konsultacji społecznych.
Podstawą tego projektu są nowe przepisy, zaproponowane przez Solidarność.

Biorąc pod uwagę dotychczasowe nastawienie „anty” szeroko rozumianej „władzy” do wszystkiego co pochodzi od tego związku zawodowego – wygląda na to, że władza już zdaje sobie sprawę ze skali obecnej patologii, ale jeszcze nie ma na jej usunięcie żadnego pomysłu z którym mogłaby sama wystąpić – nie narażając na szwank swojego Prezia i jego notowań w badaniach poparcia społecznego. Jeśli bowiem skutek będzie zły – zawsze można powiedzieć: to „Solidarność” była pomysłodawcą a my dla dobra demokracji zgodziliśmy się na wypróbowanie ich propozycji, by opozycja nie miała argumentu o totalitarnych zapędach władzy i ignorowaniu głosu części społeczeństwa. Jeśli natomiast będzie dobrze – to jednak okaże się wówczas, że Solidarność jest tylko „pomysłodawcą” a cała zasługę władza przypisze sobie i swojemu Preziowi…

Ale mniejsza z tym: chodzi o skutek; jakby nie było – dobrze, że zajęto się wreszcie tym problemem.
Przypuszczam, że chodzi tu o stworzenie przeciwwagi dla tendencji pracodawców do uciekania od umów o pracę, w stronę jak najszerszego stosowania umów-zlecenia, nawet „balansując na krawędzi prawa” jak to nazywał nasz noblista Chłopek-Roztropek. Balansując a często – mając prawo po prostu w prozaicznej dupie. Przykładem są na to niedawne wypowiedzi Przewodniczącego Związku Przedsiębiorców i Pracodawców – Cezarego Kaźmierczaka.
Taka popularność umów zlecenia jest często związana z paranoicznym dążeniem do ograniczenia kosztów w celu maksymalizacji osobistego zysku – czyli wynika moim zdaniem ze skrajnego chamskiego pazerniactwa a nie z jakichś powodów ekonomicznych czy gospodarczych. Wynika ze słabości firm, głupio zaprojektowanej działalnoiści gospodarczej, zakladanej doraźności interesu, majacego szybko przynieść maksymalny zysk a następnie – likwidowanego.
Niemalże normą jest dziś wykorzystywanie wszystkich prawnych możliwości, by unikać odprowadzania składek na ubezpieczenie społeczne a nawet i zdrowotne na rzecz pracowników. Jest to społecznie szkodliwe, dlatego państwo występując w interesie społecznym musi podejmować przeciwdziałania. Bo państwo po prostu po to jest.

Jak wiadomo zleceniobiorca pracownikiem nie jest, dlatego w wielu wypadkach zamiast na umowy o pracę, zatrudniano wykonawców pracy na podstawie umów-zlecenia – wykorzystując wszystkie luki i „kruczki prawne”, a często po prostu bezczelnie prawem się zupełnie nie przejmując. Prawo pracy zabrania stosowania umów zlecenia tam – gdzie z charakteru wykonywanej pracy wynika iż powinna być zastosowana umowa o pracę. Umowa-zlecenie jest w rzeczywistości dość łatwo rozróżnialna, lecz w przepisach prawa nie ma dość jaskrawego sformułowania istoty tej różnicy, dokonanego w sposób wymuszający jednoznacznie legalność lub jej brak, stąd próby „kręcenia” przez usłużnych, aspołecznych, wyślizganych doradców zatrudnianych w tym celu przez przedsiębiorców.
Jest więc oczywiste, że zleceniem jest np.: (przykłady z aktualnych ofert, dostępnych w dniu dzisiejszym w Internecie).
Zlecę animację imprezy dla dzieci – Świnoujście. Witam. Impreza na boisku osiedlowym dla dzieci z okazji „Powitania lata” w Świnoujściu. Potrzebne są animacje i jakaś dmuchana zjeżdżalnia. Zainteresowanych proszę o kontakt. Pozdrawiam. [Dane kontaktowe].
Poszukuję iluzjonisty na komunię: Poszukuję iluzjonisty, który uatrakcyjniłby komunię dziecka w miejscowości Niedźwiady k. Kalisz (Wielkopolskie). Czekam na kontakt. [Dane kontaktowe]
(wyjaśniam, że tu potrzebne były jakieś cuda, ale prawdopodobnie nie chodziło o Jezusa).
Zlecę 5-6 osobowej brygadzie docieplenie budynku wełną mineralną w centrum Warszawy. Zainteresowanych proszę o kontakt. [dane kontaktowe].

Nie ulega tu wątpliwości, że chodzi o jednorazowe wykonanie pewnych czynności ewidentnie nie wymagających zawierania stosunku pracy ze zlecającym. Natomiast zatrudnianie murarza czy nawet kasjerki w hipermarkecie na umowę zlecenie – jest ewidentnym naciąganiem prawa, choć sprytny pracodawca może się cwanie zabezpieczyć przed odpowiedzialnością, nawet gdy ktoś zakwestionuje legalność takiej umowy. Przeważnie dziś nikt jednak nie zajmuje się tym, gdyż jest przyzwolenie polityczne na takie działania, wynikające z ideologii Platformy Obywatelskiej sprawującej rządy. Jest przyzwolenie polityczne na cwaniactwo, omijanie prawa, swoista „ideologia chciwości” wszystko to usprawiedliwiająca, pod dodatkowym płaszczykiem rzekomego „kryzysu”. Z tych samych powodów wynika praktyczny paraliż Państwowej Inspekcji Pracy, nie będącej w stanie kontrolować przestrzegania prawa pracy, a jeśli już ujawniającej wykroczenia – to nie posiadającej dostatecznych możliwości nacisku, wymuszającego podporządkowanie się przedsiębiorcy obowiązującemu prawu. PIP podlega jednak Sejmowi (Marszałkowi Sejmu) a więc w praktyce – większości parlamentarnej tworzącej rząd, czyli podlega też obecnie oddziaływaniu ideologii politycznej PO, zapewniającej dziś pracodawcom swoisty „parasol ochronny” w imię ideologii bogacenia się bez względu na cenę.

Kilkakrotnie już powtarzałem w moich felietonach i jeszcze raz powtórzę, że Państwo stworzone i zawładnięte przez przedsiębiorców, działające głównie w interesie przedsiębiorców – to w istocie ZAMACH NA PAŃSTWO. To zamach stanu – z punktu widzenia obowiązującej przecież Konstytucji.
Demokratyczne państwo ma być czymś w rodzaju „bufora” łagodzącego nieuniknione konflikty interesów, np. przedsiębiorców działających dla własnego dobra a pracowników – działających także dla dobra własnego. Narzędziem działania takiego państwa – jest tworzenie dobrego prawa i wymuszanie powszechnego przestrzegania go. A dobre prawo – to prawo zgodne z Konstytucją, jednoznaczne, proste i zrozumiałe dla każdego, godzące sprzeczności interesów na zasadzie powszechnych i nieuniknionych kompromisów podejmowanych podczas jego tworzenia (a nie podczas jego funkcjonowania!).
To zapewne z mojej strony uproszczenie motywowane emocjonalnie, ale ostatecznie nie jesteśmy tu na łamach jakiegoś biuletynu Akademii Nauk a w miejscu przeznaczonym na wygłaszanie emocjonalnych opiniin nie mających ambicji uporządkowanego, obiektywnego i uzasadnionego naukowo przedstawiania omawianych zagadnień. Poza tym, wspomniany już Przewodniczący ZPP Cezary Kaźmierczak dał powód do emocjonalnych reakcji swoimi wypowiedziami publicznymi na temat wspomnianego projektu. Mianowicie – jak tytułowy „zbuntowany badylarz” – wypowiadając się o przedsiębiorcach albo w ich imieniu, zaczął grozić władzy i szantażować państwo.

Celem pracy nad wspomnianą zmianą ustawy jest ograniczenie tzw. umów śmieciowych na rzecz zawierania „normalnych” umów o pracę a to z kolei ma związek z tak zwaną „reformą emerytalną” polegającą na podwyższeniu wieku nabycia uprawnień do emerytury do 67 lat. Chodzi o to, że ogromna masa ludzi nie opłaca dziś składek na ubezpieczenie emerytalne, to znaczy nie generuje ich opłacania poprzez fakt pozostawania w stosunku pracy – bo faktycznie utrzymują się z dochodów uzyskiwanych poprzez umowy śmieciowe, czyli „nieoskładkowane” i na dodatek nie jest to sprawa ich wyboru a jedynej dostępnej możliwości. Także – ogromna masa ludzi młodych pracując od kilku lat nie wygenerowała jeszcze żadnej, nawet jednej składki na swoim IKE – bo proponuje im się wyłącznie umowy śmieciowe a warunki materialne zmuszają ich do przyjmowania chocby takiej pracy – byle móc się utrzymać. Ludzie pracują i jakoś się utrzymują, ale ich sytuacja emerytalna stale się pogarsza, ze względu na IKE i brak wpływu składek lub ich nieregularność i wyłącznie minimalną wysokość.

Przewodniczący ZPP dopatrzył się tu jedynie podwyższenia kosztów pracy. Faktycznie – gdyby taka nowelizacja weszła w życie – zamyka ona pewne (ale bynajmniej nie wszystkie) furtki omijania prawa, jednak jest moim zdaniem zasadnicza różnica pomiędzy „podwyższaniem kosztów pracy” a „zapobieganiem ich obniżania kosztem sytuacji pracownika”.
Przewodniczący ZPP stwierdził, że „politycy powinni zrozumieć, że przedsiębiorców w Polsce już nie stać na wyższe pozapłacowe koszty pracy.” Straszy on władzę skutkiem w postaci pogorszenia sytuacji pracowników. Wygląda to wręcz na pospolity szantaż: jeśli decydenci uchwalą „składkowanie” wszystkich umów, to przedsiębiorcy zatrudniający odpowiedzą zwolnieniami, zmniejszaniem płac o wysokość dodatkowych składek, ucieczką w „szarą strefę” i zaprzestaniem opłacania jakichkolwiek kosztów pozapłacowych, zaczną zatrudniać wyłącznie osoby prowadzące działalność gospodarczą (same opłacające swoje składki), trwale zredukują zatrudnienie itp. Pan Przewodniczący Cezary Kaźmierczak wręcz straszy władzę… powrotem do praktyki z czasów PRL, gdy tak wówczas zwana „inicjatywa prywatna” – walcząc z politycznym nastawieniem i ograniczaniem warunkowanym ideologicznie, próbowała (z niezłym skutkiem) „rozmiękczać” przepisy, by pomimo wszystko „wyjść na swoje”. Oznaczało to wówczas głównie korupcję władzy, wszelkie metody omijania prawa.

Uważam, że pozapłacowe koszty pracy – pomimo że są w całości wypracowywane przez pracowników – są niepotrzebnie aż tak wysokie, jak to obserwujemy w praktyce. Wiąże się to z ogromną nieszczelnością systemu ubezpieczeń, zgodą władzy na masowe unikanie opłacania składek (tzw. „optymalizacja ZUS”), z ogromnymi kosztami własnymi ZUS czyli obsługi ubezpieczeń społecznych, z istnieniem KRUS i jego żerowaniem na systemie ubezpieczenia społecznego, w aspekcie budżetu państwa – z kolosalną nieszczelnością systemu podatkowego, z absurdami gospodarowania pieniędzmi publicznymi, z faktyczną dezaktywacją Państwowej Inspekcji Pracy.

Obciążenia pracodawców są niepotrzebnie tak wysokie i powinny zostać systemowo obniżone do możliwie najniższego poziomu. Polityką władzy powinno być więc zwiększanie zasobów budżetu państwa na cele społeczne w taki sposób, by można było zminimalizować obciążenia pracodawców i w ten sposób wpływać na rozwój gospodarczy. Gospodarka ma jednak charakter nadawany jej przez przyjęty model ekonomiczny a ten – może być bardzo różny, bo zależy od założonych celów, ma po prostu podłoże ideologiczne, polityczne. Wpływa to na sposób gospodarowania budżetem państwa, który bez założeń ideologicznych jest jakby ogromną walizką pieniędzy – bez instrukcji czy planu na co należy je wydać.
A dziś rząd PO nie potrafi zapanować ani nad pozyskiwaniem pieniędzy do budżetu ani nad rozsądnym gospodarowaniem tym co dało się pozyskać a nawet – nad wydawaniem wiele ponad to co zdołano zebrać.
Oczywiste jest więc, że obciążenia pracodawców powinny bym możliwie jak najmniejsze i to jakby nie podlega dyskusji, lecz mimo to nie można się zgodzić z postawą Cezarego Kaźmierczaka w tej sprawie.

Po pierwsze – niedopuszczalne jest szantażowanie władzy i straszenie jej „nieposłuszeństwem” czy jakimś „obstrukcjonizmem obywatelskim” przedsiębiorców. Straszenie redukcją działalności gospodarczej jest dziś śmieszne, bo działalności nie prowadzi się „w służbie dla narodu i społeczeństwa” tylko głównie „dla siebie”. Przedsiębiorcy nie zatrudniają pracowników w ramach jakiejś „misji społecznej” by mogli straszyć władzę zaprzestaniem wykonywania jej, a zatrudniają w związku ze swoją działalnością, dlatego ograniczając zatrudnienie – ograniczają swoją działalność, swój rozwój i swoją konkurencyjność a więc i swoje osobiste zyski. W wielu dziedzinach drobnej działalności (a chodzi tu o MSP) popyt ogranicza liczbę przedsiębiorców zajmujących się tą dziedziną, rezygnacja niektórych z nich natychmiast będzie powodowała wchodzenie innych w powstałą lukę, bo chętnych jest więcej niż możliwości wynikających z ograniczeń popytu. Najprawdopodobniej jednego przedsiębiorcę zamykającego działalność z powodu podwyższenia kosztów poprzez ograniczenie umów śmieciowych, zastąpi inny, który w swoim biznesplanie uwzględnił realne koszty i realną prawną możliwość ich optymalizacji.
Polska jest państwem prawnym, posiada Konstytucję i system prawa, który obowiązuje.

Po drugie – niedopuszczalne jest kwestionowanie prawa państwa do ustalania zasad i norm prawnych w tym państwie obowiązujących. A – jak stwierdził Cezary Kaźmierczak – „…mimo ponad 20 lat bezsilnych wysiłków, politycy nadal wierzą, że są w stanie kreować rzeczywistość ustawami. I mimo że cały czas przegrywają, bynajmniej nie studzi to ich regulacyjnego entuzjazmu”.
To kwestionowanie państwa jako takiego, postawa anarchisty. Politycy, posłowie i senatorowie „kreują rzeczywistość” jedynie za pomocą tworzenia „atmosfery prawnej” czy „otoczenia prawnego” w którym rozgrywa się całe życie gospodarcze, polityczne i społeczne. Mają takie prawo i wręcz po to istnieją. Jest wiele dziedzin w pozostałości po PRL zbyt dokładnie niepotrzebnie regulowanych szczegółowymi przepisami, co nie znaczy, że regulacje jako takie nie mają sensu czy są niepotrzebne. To państwo tworzy i ma tworzyć zasady, na jakich odbywa się działalność gospodarcza w Polsce, a także – na jakich funkcjonują ubezpieczenia społeczne.

Państwo nie jest przedsiębiorcą i nie służy tylko przedsiębiorcom a ma zapewniać równowagę pomiędzy różnymi interesami, szczególnie uwzględniając interesy najsłabszych.
Ciekawe i charakterystyczne, że pan Kaźmierczak nie domaga się zmniejszenia obciążeń pozapłacowych pracy poprzez uszczelnienie budżetu i uzdrowienie gospodarki funduszami publicznymi, np. by składki ZUS były powszechnie egzekwowane i z tego powodu nie musiały być powiększane a wręcz mogły być obniżone. Domaga się utrwalenia patologii – byle było taniej. Bo „taniej” – znaczy większy osobisty zysk i tylko to się liczy dla polskiego przedsiębiorcy.
Postawiłbym w tym miejscu tezę przeciwstawną niż Przewodniczący ZPP. Może w Polsce czas już skończyć z „równaniem w dół” poprzez obniżanie świadczeń, obcinanie płac, składek, podatków, poprzez dotacje, zwolnienia z obowiązków finansowych, dopłaty i upusty. Słowem – z całym tym „żebractwem” przedsiębiorców skierowanym do państwa i dorabianiem do niego mitu o „kryzysie”. Trzeba jednocześnie i zoptymalizować i uszczelnić przychody skarbu państwa i ubezpieczeń, ale z drugiej strony – może już czas skończyć z budowaniem gównianej gospodarki opartej na zwolnieniach z opłat, dotacjach i obniżkach wymuszanych jak widać nawet szantażem przez „gównianych” drobnych i średnich biznesmenów, bez dotacji zaraz straszących upadłością i likwidacją miejsc pracy. Może zamiast walczyć o obniżki składek, podatków i innych obowiązków finansowych – przedsiębiorcy zaczęliby walczyć o zwiększenie wpływów z działalności, efektywność, rozwój, ekspansję.

„Koszty pracy” określa się przecież jako wysokie lub niskie poprzez porównanie z dochodem firmy a nie z ceną najnowszego Mercedesa, który koniecznie natychmiast chce mieć żona właściciela tejże firmy…

16/02/2013

Nie prawa autorskie a gospodarka polska jest dziś ważna!

Może ktoś mi zarzuci, że się powtarzam w moich tekstach, obracających się wokół dość wąskiej tematyki, ale dlaczego właściwie nie powtarzać się, skoro mijają miesiące i lata a w tych sprawach nic się nie zmienia.

A dlaczego nic się nie zmienia?

Nasuwają się trzy możliwości;
pierwsza – że „ci co trzeba” doskonale znają realia, ale nigdy się do tego nie przyznają, gdyż to mogłoby być odebrane przez „tych co nie trzeba” jako negowanie linii ideologicznej Platformy Obywatelskiej, założeń politycznych prowadzących społeczeństwo do wielkiego krachu a w każdym razie do ogromnych choć niewymiernych ofiar, tak niewymiernych jak zmarnowane bez winy lata najlepszych potencjalnych możliwości, zmarnotrawione na bezowocnym poszukiwaniu zatrudnienia mimo że „w wieku 50+ już się nie zatrudnia”;
druga – że w wytworzonym na fali rzekomej „wolności” rozgardiaszu, na fali bełkotu młodej kadry niedouczonych „dziennikarzy” z różnego rodzaju „dys….”, po prostu już nikt a zwłaszcza władza nie wie już co się dzieje, co jest rzeczywistością a co wytworem propagandy jakiejś „opcji” i dlatego np. minister pracy błąka się na oślep jak dziecko we mgle, chcąc się wykazać „robieniem czegoś” – robi cokolwiek, widząc spoza „końskich klapek” swojego stanowiska i swojego resortu kompletnie fałszywy obraz rzeczywistości;
trzecia – że polska władza w Polsce jest już obecnie władzą marionetkową, a zarządza tym wszystkim ktoś inny i to zarządza w sposób wrogi;

W zasadzie można by zaryzykować i możliwość czwartą a mianowicie, że wszystkie te trzy wcześniej wymienione możliwości – są rzeczywiste i aktualne jednocześnie i funkcjonują w tym kraju.
Jedno jest pewne: władza w sposób skuteczny manipuluje opinią publiczną i tematyką publicznie funkcjonującą i ostatecznie nic w tym dziwnego; mieli za nauczycieli doskonałych fachowców od tych spraw a niektórych (po weryfikacji) zapewne „odziedziczyli w spadku” po PRL.

Zastanawiałem się właśnie: co też ta nasza nieszczęsna władzuchna wymyśli by skanalizować zainteresowanie społeczne w bezpiecznym dla siebie kierunku.
Słupki poparcia w rankingach spadają, stopień poparcia PiS dorównuje lub nawet czasem nieznacznie przekracza poparcie PO – w zależności od tego, kto robi sondaż i jaki został zamówiony (opłacony) jego wynik, wzrasta niezadowolenie i krytyka ze strony wszystkich, prócz buraczanych biznesmenów robiących mająteczki na szalejącym bezhołowiu (nadal poparcie dla PO w tej grupie – około 50%), niezadowolenie rolników z wyników unijnych negocjacji budżetowych, jeszcze na dodatek zapowiadane od dawna i już właśnie oficjalnie złożone propozycje zmiany rządu na apolityczny rząd fachowców nastawionych na walkę z kryzysem gospodarczym, złożone przez PiS itp.
No i mamy; wiadomo, że w takiej sytuacji sięga się do tematów zastępczych wzbudzających duże emocje społeczne. Takim tematem była sprawa praw autorskich i słynnego projektu ACTA. Więc nagle wyskoczył jak Filip z konopi minister Michał Boni ze swoimi propozycjami uwolnienia zasobów powstałych dzięki finansowaniu ze środków publicznych, zakotłowało się w środowisku intelektualistów i artystów, twórców, producentów… no i o to przecież chodziło…
Ale to może dziś nie wystarczyć.
Już nie.
Ludzie w coraz większym stopniu rozumieją co jest ważne.

Ważna jest gospodarka polska. Ważna jest możliwość sterowania nią i realna samodzielność w sprawach kluczowych, sprawach bezpośrednio skutkujących negatywnym wpływem na sytuację społeczną. Ważne jest selektywne stosowanie zaleceń administracji unijnej tak by nie dać sobie psuć tego, co jeszcze jako tako funkcjonuje. Tak robi Francja, Wielka Brytania i Niemcy i tak też musi do sprawy podchodzić Polska. Kraje tak zwanej „Unii” stosują protekcjonizm gospodarczy, interweniują jeśli trzeba w rzekomo „wolny” rynek, narzucają reszcie Unii własne warunki i indywidualne zasady ich tylko dotyczące, chronią własne społeczeństwa przed bezrobociem – szukając rynków zbytu własnych towarów i zwalczając konkurencję wytwórczą i handlową tak, by to ich towary miały zbyt na innych rynkach. Trwa bezwzględna walka o zbyt własnej produkcji w czasie nadprodukcji, bo od tego zależą miejsca pracy i stopa bezrobocia.
Polska musi działać podobnie i dlatego musi się pozbyć nastawienia służebnego. Nastawienie to jednak jest, jak się wydaje, preferowane przez reprezentantów Polski, dla których ich interes osobisty, prywatny – stał się ważniejszy. Polska jak rączy chłop pańszczyźniany znów „służy panom”… ?

Nie chodzi o jakąś obstrukcję czy brak solidaryzmu a raczej o zachowywanie do końca tej nienaruszalnej odrobiny zdrowego rozsądku czy odpowiedzialności przede wszystkim przed własnym społeczeństwem. Niestety jak się wydaje – kryteria wyboru kandydatów na europarlamentarzystów były całkowicie chybione, znalazło się tam wielu ludzi przypadkowych, bezmyślnych, dbających wyłącznie o własne interesiki i kariery, zabiegających teraz o unijne gaże jako pieniądze których w Polsce – jako artyści, naukowcy czy „ludzie pióra” – nigdy by nie zarobili.
Ważne jest zadbanie o gospodarkę, o własny rozwój, ale w takich dziedzinach które generują nowe (odtworzenie niedawno zlikwidowanych) miejsca pracy szczególnie w produkcji i przetwórstwie, bo tylko to pozwoli zmniejszyć bezrobocie do granicy tzw. naturalnego czyli przynajmniej zapobiec wielkiemu, nadciągającemu dziś protestowi społecznemu.

30/01/2013

Szykuje się nowe „dotacjobranie”, ale stopa bezrobocia z pewnością będzie nadal rosła. Tak chce władza.

Systematyczne przeglądanie ofert zatrudnienia coraz jaskrawiej dowodzi, że jedynym – a co najmniej najważniejszym mechanizmem działającym w sprawie zatrudniania – jest tzw. koszt zatrudnienia.
Jest to dla rządzących konkretną wskazówką. Zatrudniony pracownik jest zatrudniony po to, by generował jakiś określony przychód, bezpośrednio lub jako członek grupy, zespołu, wykonujący sprawnie swoje funkcje i przyczyniający się w ten sposób bezpośrednio do powstania przychodu firmy. Ostatecznie; – przecież po to został on wraz z innymi zatrudniony, by wytworzył przychód. Nie można jednak zapominać, że jego, pracownika, motywacją nie jest sama działalność dla jakiejś firmy a bezpośrednio – jego własny zarobek, jako ekwiwalent pieniężny za świadczoną pracę. Z owego wypracowanego z zasady sporego przychodu pracodawca pokrywa wszelkie obowiązkowe płatności związane z tym zatrudnieniem (jak ZUS, Fundusz Pracy, Fundusz wypadkowy, PFRON itp.) oraz płacę pracownika ustaloną w umowie. Pozostała nadwyżka jest dochodem firmy, z którego pokrywa się inne koszty, realizuje rozliczenia, amortyzację itp. aż wreszcie na końcu pozostaje kwota stanowiąca zysk własny przedsiębiorcy.
To – w jaki sposób to wszystko jest zorganizowane, jak funkcjonuje organizacyjnie i finansowo – zależy od przedsiębiorcy. Efekt – w dużej mierze zależy też od pracowników. Jak się wydaje – „interes” jest tu wspólny. Od pracownika zależy wyłącznie realizacja założonego planu wydajności bądź skuteczności i jeśli planu takiego nie wykonuje, najczęściej jest, a w każdym razie – może być – wymieniony na bardziej wydajnego lub skutecznego, – co także leży w gestii przedsiębiorcy. Podobnie jak cała konstrukcja biznesu, jego założenia, zaplecze, sensowność ekonomiczna pomysłu, itp.

Chcę z naciskiem podkreślić, że to przedsiębiorca planuje i realizuje swój biznesplan, realizuje go posługując się pracownikami najemnymi. Natomiast klimat, realia w jakich to wszystko jest osadzone i jakim podlega – tworzy władza państwowa.

W medialnym rozpatrywaniu tej sprawy wiele jest demagogii (po stronie przedsiębiorców oraz pracowników) i niekompetencji (po stronie dziennikarzy), ponadto mamy do czynienia z różnymi „zagrywkami psychologicznymi”.
Jedną z nich jest ciągłe narzekanie przedsiębiorców na „wysokie koszty pracy”, biadolenie – ile to przedsiębiorca musi odprowadzać do skarbu państwa. Jednak nie można dać się zwieść pozorom: przedsiębiorcy (może prócz jakiegoś „marginesu”) doskonale wiedzą i rozumieją, na czym polega społeczna rola ich działalności, społeczna rola pracy najemnej, ubezpieczeń społecznych, funduszu pracy itp. W tym widać wyraźne znamiona cwanego szantażu, nacisku na wymuszenie ulg, obniżek, dotacji, upustów, odliczeń – mających zmaksymalizować ten końcowy, ostateczny zysk właściciela.
Tak buduje się chorą, felerną, śmieciową gospodarkę „na glinianych nogach” funkcjonującą w dużej części dzięki dotacjom zewnętrznym oraz maksymalnemu wyzyskowi pracowników. W ten sposób – chciwość i pazerność przedsiębiorców tworzy fałszywy klimat „kryzysu”; bez przerwy rozlegają się narzekania, ostrzeżenia, groźby zaprzestania działalności i masowych zwolnień a wszystko to by wyłudzić dotacje i tym samym zwiększyć ostateczny zysk przedsiębiorcy.

Nie twierdzę tu oczywiście, że kryzysu nie ma, ale przedsiębiorcy jakby „z natury” gotowi są na wszystko, byle zwiększyć swój zysk; to jest jak choroba, zaburzenie umysłu o charakterze nerwicowo – psychotycznym. W pewnym sensie przenośnym i nieco złośliwie – można nawet śmiało powiedzieć, że największym kosztem pracy jest zysk pracodawcy.
Zależność tę widać właśnie w dostępnych ofertach pracy. Znaczną część rzeczywiście funkcjonujących ofert zatrudnienia (nie fikcyjnych) stanowią oferty dla osób młodych, do 26 roku życia. Dlaczego? Bo przy zastosowaniu umowy „śmieciowej”, czyli umowy-zlecenia w okolicznościach, gdy praca faktycznie spełnia kryteria zatrudnienia – przedsiębiorca w takim przypadku nie musi odprowadzać za tego zatrudnionego żadnych składek do ZUS. Proponowane wynagrodzenie poza kilkoma największymi miastami i tak nie przekracza 1600 zł brutto, więc efektem jest wzrost zysku z działalności. Pracodawcy skwapliwie korzystali w przypadku ludzi młodych zaczynających dopiero pracę, z możliwości pomniejszenia wynagrodzenia w pierwszym i drugim roku pracy – znacznie poniżej ustawowo określonego wynagrodzenia minimalnego (w przypadku umów o pracę), bo w przypadku umów cywilnych nic tego wynagrodzenia – prócz zgody samego kandydata – nie limituje.

Drugi najczęściej spotykany dziś rodzaj ofert zatrudnienia, to oferty pracy adresowane do osób niepełnosprawnych. Tu – efekt związany jest z ustawą o PFRON, która nakłada na przedsiębiorców obowiązek opłacania dość wysokiej składki na fundusz. Składka obowiązkowa danego pracodawcy maleje wraz z liczbą osób niepełnosprawnych zatrudnionych przez niego, w proporcji do liczebności załogi przedsiębiorstwa i ustawowego limitu. Ponadto zatrudnienie niepełnosprawnego nie tylko zmniejsza obciążenie składką, ale i daje wiele innych możliwości zdobycia dofinansowania, dopłat, refundacji wydatków itp. Efektem jest znaczna liczba ofert zatrudnienia wyłącznie dla osób posiadających orzeczenie o stopniu niepełnosprawności, (jako warunek kandydowania).
Obecnie daje to więc wyraźnie widoczne preferencje w zatrudnieniu dla studentów i ludzi do 26 roku życia oraz dla osób niepełnosprawnych a dokładniej – dla osób posiadających orzeczenie o niepełnosprawności. Podkreślam to celowo, bo niejednokrotnie wierzyć się nie chce, że przykładowa starsza pani z dużym czy średnim orzeczonym na piśmie stopniem niepełnosprawności, daje sobie radę ze sprzątaniem biur, myciem nieraz bardzo dużych i wysokich okien sięgając do nich po składanej drabince… nasuwa to niestety podejrzenie, że w części przypadków orzeczenia takie mogą być „na wyrost”; nie podejrzewam tu komisji właściwych do orzekania a raczej – samych zainteresowanych.
To zresztą oczywiste i banalne: w tym kraju zawsze tak było, że potrzeba sterowała zachowaniem ludzi: trzeba było (opłacało się) być partyjnym – to miliony szły do partii, nagle się zmieniło – to miliony członków i członkiń „znikły”, niemalże z dnia na dzień… Skoro więc „bycie niepełnosprawnym” znacznie dziś przybliża do uzyskania jakiegoś zatrudnienia, a nikt przecież nie będzie sobie robił krzywdy celowo tylko z tego powodu, to… „krzywda” może pojawiać się na papierze…

Sytuacja nosi w zasadzie znamiona powszechnej dyskryminacji w zatrudnieniu – ludzi sprawnych , oraz dyskryminacji osób po okresie nauki czy studiów, a to jest przecież jednoznacznie zabronione. Podobnie jak dyskryminacja ze względu na wiek, jaka dotyka osoby starsze w wieku produkcyjnym.
Władza (partia rządząca i obsadzone przez nią "większościowo" organa państwa) jest z ramienia społecznego organizatorem życia gospodarczego i społecznego choćby pod względem tworzenia pewnego „środowiska” prawnego, organizacyjnego, klimatu społecznego itp.
Władza ma być przecież gwarantem ale i jakby przeciwwagą dla wolnego rynku, wolności gospodarczej. Nie może jednak – zniewolona własną ideologią – ulegać dyktatowi gospodarki wbrew interesowi społecznemu. W takiej sytuacji – mamy klimat skłaniający do budowy chorej gospodarki opartej w dużym stopniu o dotowanie zatrudnienia, zatrudnianie ludzi bez doświadczenia nie dające im ani doświadczenia, ani zabezpieczenia społecznego, uprawnień emerytalnych oraz zatrudnianie ludzi głównie niepełnosprawnych. To prowadzi do absurdu.
To jest właśnie „rozdawnictwo” publicznych pieniędzy, tyle że tym razem na rzecz przedsiębiorców a nie pracowników.
Szczególnie duża ilość ofert pracy dla niepełnosprawnych jest dostępna w dziedzinie prac niefachowych, ale bardzo obciążających fizyczne; im bardziej praca wymaga sprawności, wręcz sprawności podwyższonej, ponadprzeciętnej, dobrego poczucia równowagi do prac na wysokości ponad 2 m (drabina) i to ze względu na bezpieczeństwo samego zatrudnionego – tym więcej jest ofert proponujących tę pracę wyłącznie osobom niepełnosprawnym. To absurd – ilustrujący jak bardzo nieopanowana chęć maksymalizacji zysku przedsiębiorcy wpływa na życie społeczne. Bo niestety w ten sposób z grupy pozostałych osób, tych w wieku produkcyjnym, pracę mogą znaleźć tylko prawdziwi fachowcy, korpus urzędniczy administracji państwowej, samorządowej i organizacji pozarządowych oraz instytucji edukacji i kultury – zwany ogólnie „wielką rodziną”; pozostała część społeczeństwa to znaczy osoby o niskich kwalifikacjach formalnych (udokumentowanych) oraz osoby w wieku powyżej 45 czy 50 lat – na zatrudnienie szanse mają bardzo niewielkie.
Skoro więc warunki prawne stwarzane przez władzę sterują w opisany wyżej sposób zachowaniem przedsiębiorców w sprawach zatrudnienia, to należy to wykorzystać do upowszechnienia zatrudnienia.
[Na marginesie: Może i przyświecało to kiedyś projektodawcom "ustawy o promocji zatrudnienia", lecz mogło w procesie legislacyjnym zostać doprowadzone niezliczonymi poprawkami do absurdu. No bo komu ustawodawca miał zamiar "promować zatrudnienie" ? - ludziom bezrobotnym przymierającym głodem i szukającym jakiejkolwiek płatnej pracy, po to żeby przeżyć? Jeśli tak - to zadanie takie jest z zasady absurdalne. Jeśli natomiast promocja zatrudnienia miała dotyczyć pracodawców, przedsiębiorców - to minęła się z celem bowiem ustawa nie zawiera żadnych istotnych działań ani nie daje wystarczających środków służących takiej promocji. Ustawę trzeba po prostu o te zadania i środki uzupełnić.]
Zatrudnianie powinno się opłacać przedsiębiorcy w sposób bezpośredni. Równocześnie opłacalność ta nie może się wywodzić z dotowania; dotowania należy w zasadzie zaprzestać.
Przede wszystkim, upowszechnić by trzeba obowiązek płacenia składek społecznych i innych obowiązkowych składek, (być może z jedynym wyjątkiem; odpowiednich programów zatrudniania dla osób niepełnosprawnych, których bez tego nikt nigdy by nie zatrudnił, lecz nie w dzisiejszy „janosikowy” sposób a’la PFRON).

Rejestrowane w urzędach pracy powinny być wyłącznie osoby bezrobotne faktycznie szukające zatrudnienia i wszystkie te osoby powinny mieć zasiłek dla bezrobotnych, w wysokości pozwalającej żyć, mieszkać i tego zatrudnienia skutecznie szukać.
Zasiłek powinien być przyznawany na odpowiednio długi okres czasu, podzielony na krótsze okresy kontrolne, np. jak w Danii – do skutku ale nie dłużej jak do 2 lat.
Osoba bezrobotna powinna mieć osobisty kontakt na co dzień ze swoim pośrednikiem pracy, zawsze tym samym, znającym ją co najmniej z widzenia (w osiedlowych czy dzielnicowych punktach kontaktowych), poszukiwanie pracy powinno być tam rejestrowane i dokumentowane.
Każdy bezrobotny powinien być traktowany indywidualnie przez swojego pośrednika pracy.
Środki na zasiłki dla tych rzeczywiście bezrobotnych powinny pochodzić bezpośrednio z obowiązkowych składek przedsiębiorców; to pracodawcy muszą utrzymywać szukających pracy tak, by bardziej im się zaczęło opłacać zatrudnić ich, niż utrzymywać jako bezrobotnych.
Wysokość składki powinna pozwalać na pokrycie zasiłków w realnej wysokości, pozwalającej na utrzymanie się w gotowości i zdolności do podjęcia pracy.
Powinna być stanowczo zlikwidowana wszelka „praca na czarno”, nielegalne zatrudnienie, łamanie prawa pracy i uchylanie się od obowiązku podatkowego powinno być bezwzględnie ścigane, podobnie jak uchylanie się od płacenia składek do ZUS, który trzeba natychmiast uszczelnić i wydzielić w finansach państwa. Tymczasem jest odwrotnie; – władza umorzyła właśnie zadłużenie bardzo wielu firm w ZUS z powodu niewpłacania składek, co należy rozumieć jako pokrycie tychże składek z budżetu państwa.
Oczywiście – to wszystko nie jest możliwe, bo to by zaprzeczyło podstawom ideologicznym Platformy Obywatelskiej.

Bezrobocie na koniec 2012 roku przerosło nawet te niekorzystne prognozy rządowe i wyniosło 13,3%, przy czym prognozuje się jego dalszy wzrost, w pesymistycznych wersjach nawet do 16% na koniec bieżącego roku. Ma to konkretne dramatyczne skutki społeczne rzutujące na stan państwa. Rząd jednak głównie prognozuje i przygląda się, czy prognozy się spełniają… Głównie tym się zajmuje, jeśli nie liczyć rozniecanych afer medialnych mających ukryć przed opinią publiczną fakt, że nie zajmuje się tym co potrzeba.

Generalnie – znakomita większość osób wypowiadających się na ten temat roztacza katastroficzne wizje, epatuje czarnowidztwem, ostrzega przed nadchodzącym kryzysem i zapaścią, ale nikt się nie zająknie w sprawie zapobieżenia temu, środków przeciwdziałania, zrozumienia powodu nieskuteczności działań dotychczasowych..
Rozumiem, że ludziom niezależnym tak bardzo od spełnienia się lub niespełnienia ich wizji, przepowiedni – zależy wyłącznie na satysfakcji osobistej, jaką spodziewają się odczuć, gdy ich przewidywania okażą się trafne. Na zasadzie: wiedziałem, że tak będzie i ostrzegałem, jestem wielkim ekonomistą, politykiem, dziennikarzem, analitykiem i wiedziałem wcześniej, że tak się stanie. A że to jest równoznaczne z tysiącami czy setkami tysięcy ofiar wśród osób zależnych od codziennej pracy najemnej – cóż, to nie ich, ekonomistów – czarnowidzów wina przecież…
Minister Pracy Władysław Kosiniak Kamysz nadal rozwija działania wychodzące naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców; to oczywiście zupełnie nie dziwi biorąc pod uwagę ideologię tej władzy, dającą bezwzględną „wolną rękę” biznesowi nawet wbrew konstytucji, prawu czy interesowi społecznemu. Nie Polska jest najważniejsza: najważniejsze jest „róbta co chceta”… adresowane do elity. I zabobonna wiara w „niewidzialną rękę” samoregulacji.

Minister Pracy przedstawił właśnie kilka dni temu (24.01) nowy projekt ingerencji w zatrudnienie – za pomocą dotacji: projekt Ustawy „O szczególnych rozwiązaniach na rzecz ochrony miejsc pracy, związanych z łagodzeniem skutków spowolnienia gospodarczego lub kryzysu gospodarczego dla pracowników i przedsiębiorców”.
Zakłada on wdrożenie działań finansowanych ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, co oznacza, że przeznaczony faktycznie na walkę z bezrobociem Fundusz Pracy, na którym ciężką rękę nie do końca legalnie położył Minister Finansów – jest tymczasem nie do odzyskania.
Ochrona miejsc pracy miałaby być realizowana poprzez częściowe dotowanie pensji pracowniczych w okresie skrócenia przez pracodawcę wymiaru pracy w firmie, na czas zastoju w jej działalności, częściowe dotowanie wynagrodzeń za czas całkowitego przestoju firmy pracodawcy zamiast likwidacji miejsc pracy, dotowanie przedsiębiorstw poprzez rekompensowanie im obciążeń z tytułu składek na ubezpieczenie społeczne od wypłacanych wynagrodzeń. Pomoc miałaby mieć charakter czasowy (6 a w wyjątkowych sytuacjach 12 lub 18 miesięcy) a jej wysokość odpowiadałaby zasiłkowi dla osoby bezrobotnej określonej w ustawie.
Tak więc obywatel zatrudniony na umowę o pracę otrzymywałby zasiłek taki jak gdyby był bezrobotny oraz częściową wypłatę wynagrodzenia od pracodawcy. Pracodawca byłby też zobowiązany do nierozwiązywania stosunku pracy i nielikwidowania dotowanych stanowisk pracy w okresie do 3 miesięcy po zakończeniu okresu pobierania pomocy. Pomoc ta stanowiłaby dla pracodawcy pomoc publiczną „de minimis”.
Nie da się wykluczyć, że z punktu widzenia przeciętnego bezrobotnego bezskutecznie poszukującego dziś zatrudnienia, pomoc taka mogłaby zapobiec upadkowi wielu osób do poziomu kloszarda, dając jakieś minimalne środki pozwalające egzystować (i tylko tyle), pod warunkiem uzyskania jeszcze jakiejś pomocy np. rzeczowej także i z funduszu Pomocy Społecznej. Ogólnie jednak pomysł ten idzie w tym, co zawsze kierunku: nie dotyka sedna problemu, jego przyczyny a – tak jak to opisałem powyżej – zostanie doskonale wykorzystany przez przedsiębiorców dla maksymalizacji swojego własnego zysku, kosztem czerpania z funduszy publicznych. Nie wiadomo, jakie zainteresowanie wzbudzi on wśród pracodawców; minister powoli, bardzo powoli, ale jednak uczy się, zadziała też biurokratyczny przymus samo-ochrony urzędników przed ewentualną odpowiedzialnością, co w procesie realizacji wszelkich zapisów ustawowych skutkuje takim zagmatwaniem szczegółowych rozwiązań, zasad, wyjątków od zasad i wyjątków od tychże wyjątków – że sprowadzają one wszystko do kompletnego absurdu.
Im bardziej szczegółowo projekt będzie zabezpieczał realizację swoich założonych z góry celów, tym mniej przedsiębiorców się nim zainteresuje: nie da się „zakombinować” dla zwiększenia własnego zysku – to znaczy, że to jest nieprzydatne.
Obawiam się, że realizacja tego projektu da nowy impuls żerowaniu na pomocy publicznej a po wyczerpaniu pieniędzy wszystko powróci w najlepszym wypadku do stanu obecnego. Skończą się dotacje – skończy się zatrudnianie a zacznie znów straszenie masowymi zwolnieniami, redukcją zatrudnienia, likwidacją działalności lub przeniesieniem jej za granice, – czyli ta sama szopka, co obecnie… wyłącznie w celu maksymalizacji zysku własnego.

Uważam, że jedyne rzeczywiste rozwiązanie problemu bezrobocia i kłopotów, z jakimi spotyka się gospodarka – musi się zacząć od całkowitej zmiany „opcji politycznej” w tym kraju, albo co najmniej od zasadniczych przekształceń w koalicji rządzącej, polegających na całkowitym odrzuceniu obecnej ideologii, która jest praprzyczyną wszystkich problemów.

30/12/2012

Luksusy dla bezrobotnych.

Uczciwy człowiek – nie może dziś milczeć, a milczący człowiek – nie jest dziś uczciwy!.
Im dłużej żyję – tym bardziej się dziwię. A wydawałoby się, że powinno być odwrotnie. Bardziej się dziwię oczywiście – nie tym, że jeszcze żyję a raczej tym, co widzę wokół siebie.

Bo też i trudno pojąć, jak w ciągu zaledwie kilkunastu lat, które przeminęły nie wiedzieć kiedy na codziennym borykaniu się z narastającymi trudnościami – można było tak dokładnie zniszczyć to co było, tworząc w zamian coś tak zdziczałego, nieludzkiego i chorego.
A ile jeszcze przed nami – bo może być jeszcze gorzej.
Nigdy bym nie przypuszczał, że przyjdzie mi żyć w takiej Polsce, dlatego zapewne zupełnie nie jestem na to przygotowany. To nie jest moja Polska.
Ale to jest zdziwienie jeśli tak można rzec – mniejsze.

Większe – dotyczy tego – dlaczego prawie nikomu to nie przeszkadza. Dlaczego nikt nie protestuje, nikt nic nie mówi. Mam na myśli jakieś głosy istotne, mające przynajmniej potencjalnie szansę sprowokować jakąś zmianę; w związku z pozycją tych co mówią, w związku z nasileniem protestu albo z siłą argumentacji. Nie jakieś pojedyncze "wyskoki" albo „poszczekiwanie” anonimów na forach internetowych.
Na przykład – Kościół. Praktycznie – milczy. Modli się w skupieniu za dusze zmarłych bezrobotnych, bezdomnych zmarłych z powodu zamarznięcia?
Na argumentację władza jest uodporniona. Na autorytety – też; ma swoje, nieuczone a wierne, przywiązane do apanaży. Więc może znów trzeba „protestu społecznego” – jaki niegdyś zapowiadał nasz „chłopek-roztropek” z MB w klapie i klapą w życiorysie. Tyle, że społeczeństwo jest całkowicie rozbite, niezorganizowane, na dodatek obecna władza miała zbyt dobrych „nauczycieli” w dawnych przeciwnikach z Partii czy Ubecji. Robi to, czego sama dawniej doświadczała od rządzących, tylko lepiej. Solidarność jest „na cenzurowanym” – trochę z własnej winy a trochę na skutek celowych, degenerujących działań władzy.
Najbardziej irytują „przepowiadacze”, ostrzegający o nadchodzącej katastrofie. Choćby znani, popularni dziś profesorowie – „genialni” ekonomiści z doskonale zapowiadającą się przyszłością; niczym Pytia wieszczący gospodarczy koniec świata… wiedzą ale nie powiedzą – jak temu zaradzić. Jak dyrygent orkiestry z Titanica – będzie taki do końca machał łapami czy batutą, zamiast powiedzieć: toniemy, rzućcie te idiotyczne instrumenty i wy – do szalup a wy – do pomp… Coraz więcej osób wie „z całą pewnością”, że będzie recesja, katastrofa, będzie „bardzo źle”, ale nikt się nie zająknie – jak się przed tym bronić, jak temu zaradzić w praktyce. To nie tylko zadziwiające ale wręcz przerażające – stopniem zobojętnienia, odczłowieczenia.
Tylko Tusk wszystkiemu zaprzecza; jak zwykle z głupawym uśmieszkiem: – będzie dobrze, na pewno nie będzie recesji, ja was obronię…Polska jest OK.

To coś niezrozumiałego; tak jakby wszyscy siedzieli i tylko patrzyli, przyglądali się i tylko to mieli do zrobienia. A przecież rządzenie nie na tym polega. Życie także.

Rząd potwierdził dalszy wzrost stopy bezrobocia rejestrowanego, do 12,9 – 13% do końca bieżącego roku. Co z tym nierejestrowanym? Ponad połowa osób w wieku produkcyjnym będących po 50 rokiem życia, ale przed emeryturą – już zaprzestała całkowicie poszukiwania pracy i rejestrowania się w Urzędach Pracy. To kilkaset tysięcy ludzi, całkowicie i trwale wypchniętych już „na zawsze” z rynku pracy. Ci szczęśliwcy – którzy mają tak korzystne warunki rodzinne, mogli sobie na to pozwolić – przejmując jakieś role wewnątrz swojej rodziny i pozostając na jej utrzymaniu. Co z pozostałymi?
Rząd przewiduje na przyszły rok dalszy wzrost bezrobocia, nawet do ponad 14%.

Ale – powtórzę to jeszcze raz: rząd to nie wróżka ani ewangelista Jan: nie jest od przewidywania, od opisywania „apokalipsy” a od zapobiegania. Pewnie: trzeba wiedzieć czemu zapobiegać, ale przewidywania są a na nich się kończy, wszyscy siedzą z założonymi rękami i czekają, czy się sprawdzi czy nie… a gdy się sprawdzi – tacy jak ja będą musieli „odejść” a oni – pokiwają głowami ze zrozumieniem; no – tak przypuszczaliśmy, że tak się stanie…
Każdemu badaniu z którego wynika, że coś idzie w złym kierunku – musi towarzyszyć automatycznie natychmiastowe badanie, jak temu zapobiec, albo choć złagodzić skutek. Niestety, nic takiego się nie dzieje: wielu tylko wie, że będzie źle i… no pewnie w takiej sytuacji będzie.

Ledwie 16 na 100 zarejestrowanych bezrobotnych dla których nie ma ofert pracy – otrzymuje zasiłek. Za co żyje tych statystycznych pozostałych osiemdziesięciu czterech? W krajach starej Unii – to 70% bezrobotnych ma zasiłek i dzięki temu łatwiej im skutecznie szukać zatrudnienia.
Jeśli rośnie bezrobocie, nie wystarczy to przewidywać, trzeba coś robić aby złagodzić skutki, ale jednocześnie i zapobiegać. Tymczasem w Ministerstwie Pracy Władysława Kosiniak Kamysza kwitnie działalność teoretyczno – korporacyjna: sympozja, konferencje, spotkania, programy pilotażowe… Minister bardzo zmartwił się przewidywanym wzrostem bezrobocia, i dlatego opracowano program, by… bezrobotni mogli się szybciej rejestrować w Urzędach Pracy, przez Internet. Zasiłku co prawda nie dostaną, pracy też nie – ale jaka wygoda… nowoczesność…

Dalej: że będzie mniej dokumentów do wypełnienia… takie ułatwienia już są…
Sytuacja staje się idealna dla małych przedsiębiorców: mają praktycznie pełną kontrolę nad rynkiem pracy, praktycznie całkowitą swobodę. W Hiszpanii rząd dąży do wprowadzenia horrendalnych kar dla przedsiębiorców za zatrudnianie „na czarno” osób pobierających jednocześnie zasiłki dla bezrobotnych – co stało się zjawiskiem nagminnym. W Polsce – nie: tu zatrudnianie „na czarno” – czyli po prostu nielegalne – jest normalne. To takie „tolerowane przestępstwo”, bo władza ma w dupie skarb państwa, budżet ZUS itp..: ważne by biznesmen zarobił maksymalnie dużo, zbił kapitał i stał się milionerem. O skarb państwa nie potrzeba przecież dbać, bo wystarczy że się powie: nie ma pieniędzy – i to już wszystko usprawiedliwia, zadowala wszelkich malkontentów. Ważne by biznes prywatny się rozwijał.

No przepraszam: jeszcze jedną bardzo ważną sprawę minister pracy załatwił; Jak ktoś będzie się chciał koniecznie zarejestrować jako bezrobotny w Urzędzie Pracy – to będą sprawdzać, czy nie jest już zarejestrowany w jakimś innym urzędzie pracy, w innej miejscowości. Postęp – ogromny, no i szansa na dodatkowe miejsca pracy urzędniczej (dla rodzin?).

Może jestem dziwny, ale mnie to dziwi…

Odwiedziny: