BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

06/10/2013

Pomoc w przekwalifikowaniu osób bezrobotnych jest potrzebna.

Jednym z wielkich problemów związanych z bezrobociem jest niedostosowanie kwalifikacji osób w wieku produkcyjnym do aktualnych potrzeb przedsiębiorców.
Nie chodzi już o to, że potrzeby te są często absurdalnie wygórowane w wyniku nastawienia pracodawców na maksymalny zysk (wyzysk) pracownika, na dodatek niezrównoważany odpowiednią zapłatą. Szacuje się, że stale jest co najmniej kilkadziesiąt tysięcy ofert zatrudnienia na które pracodawcy nie mogą znaleźć odpowiednich pracowników właśnie z powodu wymogów wiedzy, kompetencji czy doświadczenia, albo – jeśli już znajdują takich kandydatów, ci – świadomi swojej wartości – nie zgadzają się pracować za proponowaną im zapłatę, która zbyt często jest porównywalna z najniższym ustawowo określonym wynagrodzeniem albo nie jest związana z normalną umową o pracę. „Rynek pracy” jest dziś nadal przez przedsiębiorców rozumiany prostacko, jako celowo stworzone uwarunkowanie działające jednak tylko w jedną stronę; pracownicy muszą zdobyć środki niezbędne do życia dlatego muszą poddać się dyktatowi pracodawców co do warunków pracy i płacy a pracodawcy świadomi swojej przewagi – za tę minimalną płacę oczekują „cudów” kompetencji, wydajności, zaangażowania itp.
To jest ewidentny objaw działania na rzecz wprowadzenia, czyli może raczej powrotu do tzw. „niewolnictwa pracowniczego” charakterystycznego dla początków kapitalizmu światowego – jakieś sto pięćdziesiąt lat temu. Być może są tu i jakieś echa gospodarki pańszczyźnianej – które rząd Tuska wywołuje gdzieś z lamusa historii gospodarki, kierując się swoją „ideologią chciwości”.

W wielu wypadkach jednak niezależnie od tego rzeczywiście brak „fachowców”; ludzi posiadających odpowiednie kwalifikacje a nikt nie chce dziś wyszkolić specjalistów na swój użytek, oczekując raczej kandydatów tanich, nie wymagających szkolenia, ludzi którzy zaczną natychmiast po zatrudnieniu pracować z odpowiednią wydajnością i samodzielnością. Prowadzi to do absurdu; nikt nie chce umożliwić pracownikowi zdobycia doświadczenia a wszyscy poszukują wyłącznie doświadczonych.
Brak fachowców wywodzi się także z błędów władzy. Chodzi o to, że po 1989 roku nastąpił pewien skok technologiczny związany też i zupełnie innymi niż wcześniej modelami organizacyjnymi biznesu. Mam tu na myśli dostęp do współczesnych rozwiązań organizacyjnych oraz technologicznych a więc na przykład stopniowe zastępowanie przestarzałego parku maszynowego urządzeniami nowoczesnymi dla których nie było kwalifikowanej obsługi. Nastąpił skok w dziedzinie zastosowań informatyki, mechatroniki, automatyki, robotyki itp. Problem w tym, że w ślad za tym nie poszły dość szybkie i skuteczne działania w dziedzinie oświatowej i edukacyjnej, zresztą wykształcenie absolwenta na poziomie technika trwa przecież najczęściej pięć lat a absolwent posiada dość niewielkie doświadczenie w pracy przy wdrożeniach lub „na produkcji” w realnych warunkach dużego zakładu produkcyjnego. Nabycie takiego doświadczenia – to kolejne pięć lat. Tradycyjne, czysto mechaniczne i obsługiwane „ręcznie” maszyny do obróbki skrawaniem zaczęły być zastępowane maszynami sterowanymi cyfrowo (programowanymi) a dla obsługi takich urządzeń od początku brak było i nadal jest brak dostatecznej liczby fachowców. W każdej niemalże dziedzinie przełom techniczny czy technologiczny wyprzedził działania zmierzające do zapewnienia odpowiednio wykształconych kadr.
Stąd brak miejsc pracy zaczął mieć po części charakter także i strukturalny, co oznacza właśnie skrajne niedostosowanie kompetencji osób poszukujących zatrudnienia do kompetencji oczekiwanych przez pracodawców.

Problem ten mógłby przynajmniej częściowo zostać złagodzony odpowiednim systemem szkoleń, kursów – uzupełniających kwalifikacje pracowników albo całkowicie je zmieniających z dziś już w gospodarce zbędnych na te poszukiwane albo przynajmniej akceptowalne. Byłoby to znacznie łatwiejsze, gdyby władza prowadziła jakąś czytelną i przewidywalną politykę gospodarczą. Tymczasem zmiany gospodarcze jak się wydaje miały w latach dziewięćdziesiątych i początkowych latach XXI wieku charakter chaotyczny, przypadkowy, patologiczny, często wręcz kryminalny, czasem także uwarunkowany politycznie, jak choćby likwidacja przemysłu stoczniowego mająca na celu między innymi rozbicie zwartych i zorganizowanych struktur związkowych bazujących na wielkich zakładach pracy a tradycyjnie, historycznie – na stoczni gdańskiej oraz szczecińskiej. Gospodarką „kierowała” pogoń za maksymalnym „nachapaniem się” tego, co już „niczyje” – co było pozostałością po gospodarce „uspołecznionej” z czasów PRL.
Wraz z pojawieniem się funduszy unijnych, szczególnie Europejskiego Funduszu Społecznego – powstała szansa na poważne działania zmierzające właśnie do potrzebnego dostosowania kompetencji pracowniczych do współczesnych potrzeb, co mogło zapobiec przynajmniej częściowo nadmiernemu wzrostowi bezrobocia. Niestety gospodarowanie ogromnymi pieniędzmi przyznanymi Polsce na ten cel z EFS stało się także przedmiotem zawłaszczenia przez cwanych „biznesmenów” myślących jedynie o tym, jak „sprywatyzować” te środki a nie jak je skutecznie wykorzystać.
W jednym z wcześniejszych tekstów zastanawiałem się nawet, czy należy uznać to za błąd naiwności Donalda Tuska jako przywódcy partii rządzącej i szefa rządu, czy może raczej doskonale wiedział on jak ideologia Platformy wpłynie na działania lokalnych biznesmenów co do tych właśnie pieniędzy; zakładał z góry to co się stało. A stało się tak, że większość wspomnianych środków została wydana na źle zaplanowane, nieskuteczne, często wręcz fikcyjne, bardzo drogie „szkolenia bezrobotnych” po których bezrobocie nie tylko nie zmalało ale nawet wzrosło.
Pisałem o tym wielokrotnie.

Miliardy euro wydano z bardzo mizernym skutkiem, zmarnowano ogromną szansę społeczną choć nie zmarnowali jej lokalni cwani biznesmeni – powiększając dzięki temu swoje majątki. Szczególnie w grupie osób określanej jako „50+” szkolenia te okazały się bezskuteczne, gdyż powodem odmowy zatrudnienia ich nie był jak się okazało „brak kwalifikacji” ; ludzie ci z kilkoma nieraz dyplomami ukończonych kursów „unijnych” nadal pozostawali i pozostają do dziś bezrobotni, często nawet zdążyli już zapomnieć większość wiedzy zdobytej na wspomnianych kursach. Przyszedł czas ewaluacji i pomimo różnych „kombinacji” mających ukryć fakty – cała nieskuteczność owych szkoleń wyszła na jaw. Przede wszystkim – ujawnił ją wzrost bezrobocia zamiast spodziewanego spadku.
Reakcja władz była tak samo absurdalna – jak wcześniejsze działania lub zaniechania; skoro szkolenia bezrobotnych nie odniosły skutku, to całkowicie zaniechano szkoleń, poza tymi organizowanymi w ramach statutowej działalności przez urzędy pracy. Jednakże szkolenia takie dotyczą najwyżej 300 – 400 osób rocznie (w Szczecinie), z powodu limitu środków na ten cel; jeden kurs zawodowy – to grupa maksymalnie 15 – 16 osób. Wpływ tego na stan bezrobocia jest minimalny, poza tym – nikt i nic nie zmusi pracodawcy do zatrudnienia osoby której on z sobie znanych (w najlepszym razie) powodów zatrudnić nie chce; obojętnie czy bez kursu – czy po nim. Władza odżegnuje się od jakichkolwiek działań organizatorskich a gospodarką „rządzi” biznes kierując się swoimi i tylko swoimi zasadami oraz swoimi i tylko swoimi zyskami. Wobec osób kończących kursy zawodowe organizowane przez PUP nie są stosowane żadne działania pośrednictwa czy promocji; osoby te są pozostawiane same sobie i najczęściej nie znajdują zatrudnienia, tak jak i przed kursem…

Trzeba jednak wyraźnie stwierdzić: faktycznie istnieje bariera kompetencyjna ograniczająca wykorzystanie istniejących miejsc pracy. Na dodatek zjawisko to będzie prawdopodobnie narastać. Słusznym wreszcie pociągnięciem władzy jest próba dostosowania struktury szkolnictwa i programów nauczanie do faktycznych potrzeb gospodarki, co będzie wkrótce miało pozytywny skutek. Pozostają jednak ci ludzie dziś odsunięci od pracy którym wystarczyłoby rzeczywiste szkolenie, kilkumiesięczny kurs rzeczywiście nastawiony na uzupełnienie ich wiedzy, skojarzony jednak z faktycznym jednoczesnym pośrednictwem pracy dla nich, by natychmiast po tym kursie mogli rozpocząć pracę zawodową, na choćby i najprostszych stanowiskach i za najniższą płacę.

Całkowite wyłączenie finansowania szkoleń i dobrze zaplanowanych kursów z wykorzystaniem środków EFS dla osób bezrobotnych jest dziś tak samo idiotyczne, jak wcześniejsze bezładne organizowanie tych kursów na masową skalę choć bez zapewnienia ich skuteczności w postaci rzeczywistego i trwałego zatrudnienia tych osób. Ewidentnie „wylano dziecko z kąpielą” – co przecież obciąża, powinno obciążać władzę jakąś odpowiedzialnością. Ma to swoją przyczynę w braku kompetencji osób zatrudnianych do kierowania urzędami pracy oraz „teoretycznością” wiedzy ministra pracy i jego urzędników.
Gdzieś pomiędzy swobodnym „rozkradaniem” funduszy przeznaczonych na szkolenia a całkowitym wstrzymaniem finansowania takich szkoleń – jest ta potrzebna NORMALNOŚĆ, to znaczy działania przemyślane, kompleksowo zaplanowane od początkowej diagnozy sytuacji konkretnego człowieka – do uzyskania przez niego trwałego zatrudnienia. Domagałem i nadal domagam się od rządu Tuska takiej normalności.

Odwiedziny: