BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kursy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kursy. Pokaż wszystkie posty

11/04/2014

"Magiczne "myślenie i "mniemanologia stosowana" – w walce z bezrobociem.

Wypowiedzi polityków na temat pracy w znaczeniu zatrudnienia pojawiają się ostatnio jakby częściej, czyli w ogóle się pojawiają w odróżnieniu od niedawnego jeszcze okresu całkowitego oficjalnego milczenia na ten temat – oczywiście prócz „zawodowego” propagandysty – ministra pracy i polityki społecznej Władysława Kosiniak Kamysza.

Powrót tej tematyki niewątpliwie jest spowodowany jedynie narastającą kampanią wyborczą, nie tyle nawet do Parlamentu Europejskiego co „kampanią w ogóle” gdyż przy jak dotychczas drastycznie spadającym poparciu społecznym obecnej koalicji rządzącej czeka nas najprawdopodobniej niekończąca się „jatka” wyborcza – po PE dotycząca wyborów samorządowych oraz parlamentarnych.

W ramach jednak udawania „społecznej wrażliwości” rozlegają się głosy na temat bezrobocia. Na przykład kilka dni temu wypowiedział się w tej sprawie Pan Euro-poseł Paweł Kowal (PJN, obecnie Polska Razem).
Stwierdził on mianowicie, że  
"...szkolenia bezrobotnych nie przynoszą żadnych efektów, dlatego chciałby, aby dotacje unijne w wysokości 2 miliardów złotych przeznaczone na szkolenia – zostały wydanie na tworzenie nowych miejsc pracy dla ludzi młodych a nie na szkolenie bezrobotnych. Obecny system umożliwia tylko zarabianie firmom szkoleniowym, dlatego jego ugrupowanie „Polska Razem” ma zamiar bacznie się przyglądać wydatkowaniu tej kwoty."
W mojej opinii słowa te są najprawdopodobniej podyktowane wyłącznie zapotrzebowaniem wyborczym. Pan Kowal chciałby zapewne pozostać parlamentarzystą europejskim, doszedł więc do wniosku, że ostentacyjne słowa mające przekonać ludzi młodych iż mają w nim rzecznika ich interesu – dadzą mu głosy młodych i pozwolą zwyciężyć w wyborach dużo pewniej, niż głosy bezrobotnych, nawet tych „szkolonych”.
Jednocześnie prezentuje on tu postawę typowego polityka, który dba o poparcie „obojętne od kogo” byle skutecznie, ale przy okazji prezentuje się jako człowiek „mniej-więcej zorientowany w temacie” to znaczy; słyszący że gdzieś dzwonią, ale nie wiedzący dokładnie w którym kościele.

Bezrobocie związane jest z zasadniczymi zmianami w strukturze gospodarki wywołanymi przez „polski” czyli głupi, chaotyczny i anarchiczny proces „transformacji ustrojowej i ekonomicznej” a następnie – przez Unię Europejską. Bezrobocie powstało zarówno poprzez zanik wielu miejsc pracy np. w związku z likwidacją pewnych zakładów lub nawet dziedzin przemysłu, ale także zaniku pewnych zawodów, które stały się wybitnie „nadmiarowe”. Wpłynął na to także brak odpowiedniej polityki edukacyjnej powiązanej z planowaniem zmian gospodarki. Miary problemu dopełnił także „skok” technologiczny, gwałtowny napływ nowych rozwiązań technicznych i technologicznych które stały się dla wielu starszych pracowników szokiem, bo Polska była przecież przez długie dziesięciolecia PRL objęta (jak i cały blok radziecki) blokadą dostępu do nowej myśli technicznej, zdobyczy nauki i nowych technologii (materiałów i technologii ich produkcji) itp. W związku z tym wielu ludzi w „średnim wieku” mających już wówczas za sobą co najmniej kilkunastoletni staż pracy – stało się całkowicie zbędnymi dla pracodawców. Po pierwsze liczba funkcjonujących miejsc pracy zmniejszyła się w sposób trwały o ok. pięć milionów (w szczycie) co dało bezrobocie o stopie w granicach 24 – 25%, z drugiej strony bardzo wielu pracowników zostało niejako mimochodem pozbawionych zawodu – który nagle stał się zbędny. Dochodziły do tego elementy dodatkowe w postaci jakichś idiotycznych mitów na temat zatrudniania ludzi starszych; mitów funkcjonujących do dzisiaj a ponadto zaczęto budować zręby „niewolnictwa pracowniczego” poprzez zmiany w prawie i praktyce, wprowadzanie wymyślnych procedur naboru pracowników, szczególną socjotechnikę niszczenia ich poczucia godności, poczucia wartości, zadowolenia z dotychczasowych osiągnięć, szacunku dla pracy i dla pracodawcy, czyli tzw. „etosu pracy” itp.

Wspominam o tym by wyjaśnić jeszcze raz, po co są potrzebne szkolenia dla bezrobotnych oraz skąd się wzięła taka potrzeba. Chodzi po prostu o formę walki z bezrobociem polegającą na uzupełnianiu, aktualizowaniu lub całkowitej zmianie kwalifikacji osób które stały się bezrobotne – po to by mogły one spełnić ponownie oczekiwania i wymagania jakiegoś (jakiegokolwiek) pracodawcy i powrócić do normalnej pracy w dotychczasowym lub nowym zawodzie, stając się w miarę samodzielne finansowo.
Szkolenia kwalifikacyjne, kursy zawodowe itp. są nadal niezbędne. Oczywiście rzeczywiste szkolenia profesjonalnie zaplanowane i przeprowadzone. Jednocześnie – same w sobie nie są wystarczające do zmniejszenia bezrobocia, gdyż od wiedzy i umiejętności pracowników poszukujących zatrudnienia nie przybywa miejsc pracy, następuje co najwyżej proces wymiany jednych zatrudnionych na innych, podobnie jak w rejestrach PUP – jednych bezrobotnych na tych co jeszcze niedawno pracowali. Dlatego też stopa bezrobocia od dawna utrzymuje się na podobnym poziomie.
W wystąpieniu Posła Kowala przede wszystkim występuje element nierównego traktowania pracowników lub kandydatów do zatrudnienia. Nie ma kontrowersji czy wzajemnego przeciwstawienia bezrobotni – młodzi, bo młodzi to prawie połowa bezrobotnych i młodzi jako bezrobotni tak samo potrzebują szkoleń – jak i ludzie starsi.
Szkolenia bezrobotnych miały być formą walki z bezrobociem. Nie jest prawdą, że nie dają one efektów. Prawdą jest, że efekt ten jest zbyt nikły jak na wielkość przeznaczanych na to funduszy. Efekt jest zbyt niski – bo państwo które dysponuje pieniędzmi – wyższego efektu nie wymaga. To państwo realizuje scenariusz łatwego zarabiania na „szkoleniu bezrobotnych” przez firmy szkoleniowe. Top wynika z ideologii tej władzy. Tam gdzie jest dużo pieniędzy a nie ma właściwego zewnętrznego nadzoru nad ich przeznaczeniem oraz wykorzystaniem zawsze efekt jest niewłaściwy, ale czy to bezrobotni za to odpowiadają? Efekty szkolenia bezrobotnych wynikają ze sposobu ich organizowania, z przyjętego sposobu zwalczania bezrobocia jedynie poprzez oddziaływanie na bezrobotnych a nie na faktyczne jego przyczyny, które leżą po stronie gospodarki i pracodawców. Jeśli efektem nazywać realny spadek stopy bezrobocia, to szkolenie bezrobotnych powoduje po prostu, że jest więcej bezrobotnych dobrze przygotowanych do podjęcia pracy – dla których tej pracy nie ma.

Istnieje problem pokolenia transformacji; ludzi którzy często nie znają żadnego języka obcego a i własny – nieraz dość słabo, nie umieją często posługiwać się sprzętem komputerowym i biurowym, nawet nie mają prawa jazdy. Dlaczego? Bo tak ich wychowała Polska – państwo ludowe czasów ich młodości, w którym „ideologicznie podejrzane” było znać obcy język a posiadanie znajomych lub krewnych za granicą „obozu” było niemalże równoznaczne ze szpiegostwem; w którym latami czekało się na otrzymanie wcześniej przedpłaconego samochodu i jego posiadanie było ewidentnym luksusem dla najbogatszych; kraju w którym do połowy lat dziewięćdziesiątych komputer widywano głównie na amerykańskich filmach.
Ludzie ci nie są już przeważnie w stanie przed wiekiem emerytalnym nauczyć się jakiegokolwiek języka obcego w takim stopniu, aby móc go wykorzystywać do pracy, na zdobywanie prawa jazdy jest dla nich też już zbyt późno z powodu wieku. Ludzie ci nie są w stanie zostać przedsiębiorcami rozpoczynając własną działalność gospodarczą, bo wychowywali się w czasach w których działalność gospodarcza była niechciana, tępiona, zwalczana ideologicznie.
Zresztą nie jest możliwe ani potrzebne, by społeczeństwo składało się z samych przedsiębiorców. Nie może być tak, by nieznajomość języka niemieckiego spychała Polaka żyjącego w Polsce na margines egzystencji. To co to za Polska.
Ludzie ci mogą i muszą być dobrymi pracownikami, ale muszą istnieć dla nich właściwe stanowiska pracy, pracy usługowej lub choćby pomocniczej albo pracy w produkcji lub usługach – w której nie będzie się od nich wymagać tego, czym nie dysponują, np. posługiwaniem się językiem obcym, posiadania prawa jazdy itp. Nie może być tak, że Polak w Polsce zdycha z głodu, bo nie zna Niemieckiego albo nie potrafi i nie chce zajmować się własną działalnością gospodarczą. To jest po prostu jakieś zwyrodniałe, nieludzkie, dzikie; to forma eksterminacji. W takim samym stopniu dotyczy to i młodych.

Rozgraniczanie na młodych i starszych – gdy mowa o ubieganiu się o pracę graniczy z łamaniem prawa; prawa które zabrania nierównego traktowania pod jakimkolwiek względem kandydatów do zatrudnienia oraz już zatrudnionych. Szczególnie dotyczy to wieku. Bezrobocie równie dotyczy młodszych i starszych; jeśli mowa o przeznaczaniu sporych funduszy na „tworzenie miejsc pracy” – to dlaczego w takim razie „dla młodych” a nie po prostu dla bezrobotnych.

Ponadto gdy chodzi o stwierdzenie Pana Kowala – trzeba by się zastanowić, jaki może być związek potrzeby „tworzenia miejsc pracy” z pieniędzmi z dotacji unijnych. Po pierwsze – tworzyć miejsca pracy w sensie dosłownym mogą jedynie przedsiębiorcy rozwijający swoją działalność gospodarczą a nie politycy ani urzędnicy. W tym celu musi się zacząć znów rozwijać krajowy przemysł produkcyjny i przetwórczy ewentualnie także rzemiosło a to jest sprzeczne z polityką Unii. To Unia wywołała w dużym stopniu ten problem i Unia go podtrzymuje.

Rozwój przedsiębiorstw wynikający z rozwoju gospodarczego powoduje rzeczywiste zapotrzebowanie na pracę ludzką i musi to być na dodatek zrównoważone wobec różnych grup pracowników, o czym wspominałem wyżej. Dopóki tak się nie stanie – a Pan Kowal jako przedstawiciel Polski w Unii o to nie zabiega, możliwe jest tylko udawanie tworzenia miejsc pracy – poprzez dotowanie zatrudnienia. W wyniku tego pracownik otrzymuje czasowo niewielkie wynagrodzenie de facto nie od pracodawcy a z funduszu zewnętrznego, pracodawca dostaje darmowego lub bardzo taniego pracownika ale dla wszystkich jest to rozwiązanie tymczasowe czyli niczego nie zmienia ani nie angażuje żadnej ze stron, jedynie zużywa fundusze unijne. Gdy pieniążki na dotacje do zatrudnienia się kończą, pracodawca likwiduje to tymczasowe i do pewnego stopnia „fikcyjne” stanowisko, pracownik trafia na powrót do rejestru bezrobotnych, Unia jest biedniejsza o dwa miliardy złotych a pracodawcy są o tę samą kwotę bogatsi.
Nie bardzo więc rozumiem, jaką dla Posła Kowala to stanowi różnicę; zmarnować te pieniądze na szkolenia bezrobotnych czy zmarnować je na dotowanie tymczasowego lub wręcz fikcyjnego zatrudnienia… Czy tak wyobraża on sobie „tworzenie miejsc pracy dla młodych”?

Pozostaje nadal otwarte pytanie – jak ich nie zmarnować, ale odpowiedzi na nie – nie znajdziemy podczas kampanii wyborczej – szczególnie u kandydatów.

24/10/2013

Kolejne marnotrawstwo pieniędzy EFS – śliczne kursy „psu na budę”.

Pisałem niedawno o tym, że w okresie 2012/2013 wygaszono prawie całkowicie szkolenia przekwalifikowujące lub uaktualniające kwalifikacje dla osób bezrobotnych z grupy wiekowej „50+”, finansowane z Europejskiego Funduszu Społecznego.

Stało się tak na fali krytyki związanej z efektami ewaluacji, ujawniania się ogromnej nieskuteczności tego programu i jednocześnie jego ogromnych kosztów. Po prostu władza przesadziła z „puszczeniem wszystkiego na żywioł” – cyniczny i zachłanny żywioł biznesowy pod parasolem ochronnym Platformy Obywatelskiej. Być może obawiano się też trochę zbytniego nagłośnienia tej sprawy i reakcji unijnych instytucji kontrolnych lub samego EFS. Nagle znikło wszelkie zainteresowanie szkoleniami dla osób niepracujących za to zaczęły mnożyć się oferty skierowane do osób pracujących i ich pracodawców, szczególnie działających w kilku wybranych branżach.

Co do ewaluacji – zadbano o to, by nie stworzono narzędzi rzeczywistej kontroli efektywności szkoleń bezrobotnych, mających dzięki temu otrzymać szansę trwałego zatrudnienia.
Jeśli przyjmuje się na przykład, że sukces szkolenia następuje wówczas, gdy uczestnik takiego kursu znajdzie w ciągu trzech miesięcy od jego zakończenia jakiekolwiek zatrudnienie, to prowadzi to do absurdu, gdyż nie bada się czy wspomniane zatrudnienie ma jakikolwiek związek z tym kursem czy szkoleniem; związek tematyczny ale i związek przyczynowo-skutkowy. Jeśli np. kobieta pięćdziesięcioletnia ukończy kilkutygodniowy kurs podstaw księgowości, to księgowo po prostu nie jest, nie ma też doświadczenia praktycznego i nie ma na nie szans, gdyż nie uzyskuje żadnego zatrudnienia prawdopodobnie ze względu na wiek (niezależnie od liczby i jakości przebytych kursów). Jeśli w okresie do trzech miesięcy, przymuszona biedą, głodem, podejmie pracę np. sprzątaczki na umowę na czas określony (np. pracę tymczasową) to w myśl zasad ewaluacji szkoleń dotowanych z EFS – kurs odniósł sukces. To, że nie uzyskała pracy choć częściowo związanej z tematem kursu – księgowością (sprzątanie biur działu księgowości w jakiejś firnie – to jednak nie księgowość), że po kilku miesiącach ponownie powróci do rejestru bezrobotnych gdy minie okres jej zatrudnienia tymczasowego – już nikogo nie obchodziło a przecież to w ewidentny sposób świadczy o klęsce, o bezsensowności tak zaprojektowanego szkolenia czy wręcz o skandalicznym marnotrawstwie pieniędzy z funduszy unijnych. Sukces odniosła tu jedynie firma szkoleniowa prowadząca ów projekt; to sukces w sensie finansowym, oraz – w sensie sprawozdawczym – instytucja nadzorująca i pośrednicząca, czyli odpowiedni Wojewódzki Urząd Pracy i Ministerstwo Pracy.

W nowej perspektywie finansowej proceder ten zaczyna się odradzać, powtarzać. Widać tu, że niepowodzenie poprzedniego programu dofinansowania projektów unijnych nie było skutkiem niewiedzy czy braku doświadczeń a świadomie dopuszczonym „przekrętem” mającym jedynie „sprywatyzować” jak najwięcej z dostępnych pieniędzy a w żadnym wypadku nie zmniejszyć bezrobocia, jakie jest przykrywką dla tych działań i daje świetne alibi oszustom, rozgłaszającym na wszystkie strony o swoim zaangażowaniu społecznym i „misji”.
Jedyną różnicą jest dziś to, że oferta nie jest już skierowana bezpośrednio do bezrobotnych.
Dla przykładu; we Wrocławiu aktualnie trwa rekrutacja na kurs podstaw obsługi komputera dla osób z grupy „50+” w tym i osoby w wieku 64 lat niepracujące lecz deklarujące chęć podjęcia pracy. Różnica polega na tym, że projekt ten nie dotyczy Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki priorytetu VI, np. 6.1.1 – w którego ramach organizowane były kursy dla bezrobotnych, a priorytetu IX, mianowicie 9.6 upowszechnianie uczenia się dorosłych; 9.6.2 – upowszechnianie kompetencji osób dorosłych z zakresu ITC. Projekt ten trwa od jakiegoś czasu, cyklicznie „wypuszczając” osoby które dzięki temu po raz pierwszy zetknęły się z komputerem i oprogramowaniem i jakoś to przeżyły, wieszając sobie na ścianie swój certyfikat ECDL w złotych ramkach. Ma on duże zainteresowanie, bo jest dla uczestników absolutnie darmowy.

Czy to ma jakikolwiek związek z bezrobociem?
Wydaje się, że bezpośrednio – nie. Projekt ten nie ma na celu wpływać na stan bezrobocia. Być może firmy szkoleniowe zrozumiały już, że powodem bezrobocia w tej grupie wiekowej nie jest brak kompetencji a po prostu – nastawienie pracodawców by ludzi w tym wieku nie zatrudniać niezależnie od jakichkolwiek okoliczności, no może poza pokrewieństwem i koligacjami rodzinnymi.

Bardzo dobrze, że dba się o rozwój kompetencji tak zwanych „seniorów”, z punktu widzenia społecznego to świetnie, że ktoś taki może dzięki Europejskiemu Funduszowi Społecznemu odkryć całkiem nowe dla siebie obszary życia, choćby poprzez samodzielne korzystanie z komputera jako środka dostępu do informacji, wiadomości itp. Osoby 64-letniej po takim kursie komputerowym i tak dziś nikt nie zatrudni do żadnej pracy, dokładnie tak jak i przed takim kursem. Rozumiem więc, że beneficjentami mają być tu seniorzy posiadający jakieś źródła środków na podstawowe utrzymanie, np. pozostający na utrzymaniu swoich rodzin (dzieci).

Powtórzę tu jednak po raz kolejny: moim zdaniem sytuacja niedoboru powinna powodować koncentrację środków na celach najważniejszych, najtrudniejszych, najpilniejszych. Sytuacja w której są pieniądze na rozwój umiejętności seniorów, na budowę fontann, upiększanie miast, remonty parków miejskich, na wielkie przedsięwzięcia kulturalne dla elity a jednocześnie setki tysięcy bogu ducha winnych osób z powodu systemowej odmowy zatrudnienia walczy o przetrwanie każdego dnia, by jakimś cudem utrzymać dach nad głową, zdobyć schludną odzież i zjeść choć jeden posiłek dziennie – jest sytuacją skandalicznego wypaczenia, wynaturzenia – wywodzącego się z ideologii PO.
Nie czas teraz na "zabawianie" seniorów-emerytów, urozmaicanie im nudnego życia.
Jest teraz czas na stworzenie warunków dla powstania bardzo wielu potrzebnych miejsc pracy i to nie pracy czasowej i dotowanej.
Jest teraz czas na kierowanie gospodarką przez władze publiczne, stwarzające przedsiębiorcom właściwy i jak najbardziej korzystny klimat dla działalności i inwestycji, ale także i nie zapominających o elementarnych potrzebach społecznych.
Jest czas na wielki program szkolenia przedsiębiorców mający uświadomić im niezbędną konieczność przestawienia polityki kadrowej na zatrudnianie osób starszych bo taka jest przyszłość demograficzna Polski i całego świata.
Jest wreszcie najwyższy czas na stworzenie mechanizmu finansowego skłaniającego pracodawców do zatrudnienie osób starszych na wzór mechanizmu PFRON dotyczącego osób niepełnosprawnych.

Jednego nie wolno: milczeć i udawać, że „nie ma problemu”.

06/10/2013

Pomoc w przekwalifikowaniu osób bezrobotnych jest potrzebna.

Jednym z wielkich problemów związanych z bezrobociem jest niedostosowanie kwalifikacji osób w wieku produkcyjnym do aktualnych potrzeb przedsiębiorców.
Nie chodzi już o to, że potrzeby te są często absurdalnie wygórowane w wyniku nastawienia pracodawców na maksymalny zysk (wyzysk) pracownika, na dodatek niezrównoważany odpowiednią zapłatą. Szacuje się, że stale jest co najmniej kilkadziesiąt tysięcy ofert zatrudnienia na które pracodawcy nie mogą znaleźć odpowiednich pracowników właśnie z powodu wymogów wiedzy, kompetencji czy doświadczenia, albo – jeśli już znajdują takich kandydatów, ci – świadomi swojej wartości – nie zgadzają się pracować za proponowaną im zapłatę, która zbyt często jest porównywalna z najniższym ustawowo określonym wynagrodzeniem albo nie jest związana z normalną umową o pracę. „Rynek pracy” jest dziś nadal przez przedsiębiorców rozumiany prostacko, jako celowo stworzone uwarunkowanie działające jednak tylko w jedną stronę; pracownicy muszą zdobyć środki niezbędne do życia dlatego muszą poddać się dyktatowi pracodawców co do warunków pracy i płacy a pracodawcy świadomi swojej przewagi – za tę minimalną płacę oczekują „cudów” kompetencji, wydajności, zaangażowania itp.
To jest ewidentny objaw działania na rzecz wprowadzenia, czyli może raczej powrotu do tzw. „niewolnictwa pracowniczego” charakterystycznego dla początków kapitalizmu światowego – jakieś sto pięćdziesiąt lat temu. Być może są tu i jakieś echa gospodarki pańszczyźnianej – które rząd Tuska wywołuje gdzieś z lamusa historii gospodarki, kierując się swoją „ideologią chciwości”.

W wielu wypadkach jednak niezależnie od tego rzeczywiście brak „fachowców”; ludzi posiadających odpowiednie kwalifikacje a nikt nie chce dziś wyszkolić specjalistów na swój użytek, oczekując raczej kandydatów tanich, nie wymagających szkolenia, ludzi którzy zaczną natychmiast po zatrudnieniu pracować z odpowiednią wydajnością i samodzielnością. Prowadzi to do absurdu; nikt nie chce umożliwić pracownikowi zdobycia doświadczenia a wszyscy poszukują wyłącznie doświadczonych.
Brak fachowców wywodzi się także z błędów władzy. Chodzi o to, że po 1989 roku nastąpił pewien skok technologiczny związany też i zupełnie innymi niż wcześniej modelami organizacyjnymi biznesu. Mam tu na myśli dostęp do współczesnych rozwiązań organizacyjnych oraz technologicznych a więc na przykład stopniowe zastępowanie przestarzałego parku maszynowego urządzeniami nowoczesnymi dla których nie było kwalifikowanej obsługi. Nastąpił skok w dziedzinie zastosowań informatyki, mechatroniki, automatyki, robotyki itp. Problem w tym, że w ślad za tym nie poszły dość szybkie i skuteczne działania w dziedzinie oświatowej i edukacyjnej, zresztą wykształcenie absolwenta na poziomie technika trwa przecież najczęściej pięć lat a absolwent posiada dość niewielkie doświadczenie w pracy przy wdrożeniach lub „na produkcji” w realnych warunkach dużego zakładu produkcyjnego. Nabycie takiego doświadczenia – to kolejne pięć lat. Tradycyjne, czysto mechaniczne i obsługiwane „ręcznie” maszyny do obróbki skrawaniem zaczęły być zastępowane maszynami sterowanymi cyfrowo (programowanymi) a dla obsługi takich urządzeń od początku brak było i nadal jest brak dostatecznej liczby fachowców. W każdej niemalże dziedzinie przełom techniczny czy technologiczny wyprzedził działania zmierzające do zapewnienia odpowiednio wykształconych kadr.
Stąd brak miejsc pracy zaczął mieć po części charakter także i strukturalny, co oznacza właśnie skrajne niedostosowanie kompetencji osób poszukujących zatrudnienia do kompetencji oczekiwanych przez pracodawców.

Problem ten mógłby przynajmniej częściowo zostać złagodzony odpowiednim systemem szkoleń, kursów – uzupełniających kwalifikacje pracowników albo całkowicie je zmieniających z dziś już w gospodarce zbędnych na te poszukiwane albo przynajmniej akceptowalne. Byłoby to znacznie łatwiejsze, gdyby władza prowadziła jakąś czytelną i przewidywalną politykę gospodarczą. Tymczasem zmiany gospodarcze jak się wydaje miały w latach dziewięćdziesiątych i początkowych latach XXI wieku charakter chaotyczny, przypadkowy, patologiczny, często wręcz kryminalny, czasem także uwarunkowany politycznie, jak choćby likwidacja przemysłu stoczniowego mająca na celu między innymi rozbicie zwartych i zorganizowanych struktur związkowych bazujących na wielkich zakładach pracy a tradycyjnie, historycznie – na stoczni gdańskiej oraz szczecińskiej. Gospodarką „kierowała” pogoń za maksymalnym „nachapaniem się” tego, co już „niczyje” – co było pozostałością po gospodarce „uspołecznionej” z czasów PRL.
Wraz z pojawieniem się funduszy unijnych, szczególnie Europejskiego Funduszu Społecznego – powstała szansa na poważne działania zmierzające właśnie do potrzebnego dostosowania kompetencji pracowniczych do współczesnych potrzeb, co mogło zapobiec przynajmniej częściowo nadmiernemu wzrostowi bezrobocia. Niestety gospodarowanie ogromnymi pieniędzmi przyznanymi Polsce na ten cel z EFS stało się także przedmiotem zawłaszczenia przez cwanych „biznesmenów” myślących jedynie o tym, jak „sprywatyzować” te środki a nie jak je skutecznie wykorzystać.
W jednym z wcześniejszych tekstów zastanawiałem się nawet, czy należy uznać to za błąd naiwności Donalda Tuska jako przywódcy partii rządzącej i szefa rządu, czy może raczej doskonale wiedział on jak ideologia Platformy wpłynie na działania lokalnych biznesmenów co do tych właśnie pieniędzy; zakładał z góry to co się stało. A stało się tak, że większość wspomnianych środków została wydana na źle zaplanowane, nieskuteczne, często wręcz fikcyjne, bardzo drogie „szkolenia bezrobotnych” po których bezrobocie nie tylko nie zmalało ale nawet wzrosło.
Pisałem o tym wielokrotnie.

Miliardy euro wydano z bardzo mizernym skutkiem, zmarnowano ogromną szansę społeczną choć nie zmarnowali jej lokalni cwani biznesmeni – powiększając dzięki temu swoje majątki. Szczególnie w grupie osób określanej jako „50+” szkolenia te okazały się bezskuteczne, gdyż powodem odmowy zatrudnienia ich nie był jak się okazało „brak kwalifikacji” ; ludzie ci z kilkoma nieraz dyplomami ukończonych kursów „unijnych” nadal pozostawali i pozostają do dziś bezrobotni, często nawet zdążyli już zapomnieć większość wiedzy zdobytej na wspomnianych kursach. Przyszedł czas ewaluacji i pomimo różnych „kombinacji” mających ukryć fakty – cała nieskuteczność owych szkoleń wyszła na jaw. Przede wszystkim – ujawnił ją wzrost bezrobocia zamiast spodziewanego spadku.
Reakcja władz była tak samo absurdalna – jak wcześniejsze działania lub zaniechania; skoro szkolenia bezrobotnych nie odniosły skutku, to całkowicie zaniechano szkoleń, poza tymi organizowanymi w ramach statutowej działalności przez urzędy pracy. Jednakże szkolenia takie dotyczą najwyżej 300 – 400 osób rocznie (w Szczecinie), z powodu limitu środków na ten cel; jeden kurs zawodowy – to grupa maksymalnie 15 – 16 osób. Wpływ tego na stan bezrobocia jest minimalny, poza tym – nikt i nic nie zmusi pracodawcy do zatrudnienia osoby której on z sobie znanych (w najlepszym razie) powodów zatrudnić nie chce; obojętnie czy bez kursu – czy po nim. Władza odżegnuje się od jakichkolwiek działań organizatorskich a gospodarką „rządzi” biznes kierując się swoimi i tylko swoimi zasadami oraz swoimi i tylko swoimi zyskami. Wobec osób kończących kursy zawodowe organizowane przez PUP nie są stosowane żadne działania pośrednictwa czy promocji; osoby te są pozostawiane same sobie i najczęściej nie znajdują zatrudnienia, tak jak i przed kursem…

Trzeba jednak wyraźnie stwierdzić: faktycznie istnieje bariera kompetencyjna ograniczająca wykorzystanie istniejących miejsc pracy. Na dodatek zjawisko to będzie prawdopodobnie narastać. Słusznym wreszcie pociągnięciem władzy jest próba dostosowania struktury szkolnictwa i programów nauczanie do faktycznych potrzeb gospodarki, co będzie wkrótce miało pozytywny skutek. Pozostają jednak ci ludzie dziś odsunięci od pracy którym wystarczyłoby rzeczywiste szkolenie, kilkumiesięczny kurs rzeczywiście nastawiony na uzupełnienie ich wiedzy, skojarzony jednak z faktycznym jednoczesnym pośrednictwem pracy dla nich, by natychmiast po tym kursie mogli rozpocząć pracę zawodową, na choćby i najprostszych stanowiskach i za najniższą płacę.

Całkowite wyłączenie finansowania szkoleń i dobrze zaplanowanych kursów z wykorzystaniem środków EFS dla osób bezrobotnych jest dziś tak samo idiotyczne, jak wcześniejsze bezładne organizowanie tych kursów na masową skalę choć bez zapewnienia ich skuteczności w postaci rzeczywistego i trwałego zatrudnienia tych osób. Ewidentnie „wylano dziecko z kąpielą” – co przecież obciąża, powinno obciążać władzę jakąś odpowiedzialnością. Ma to swoją przyczynę w braku kompetencji osób zatrudnianych do kierowania urzędami pracy oraz „teoretycznością” wiedzy ministra pracy i jego urzędników.
Gdzieś pomiędzy swobodnym „rozkradaniem” funduszy przeznaczonych na szkolenia a całkowitym wstrzymaniem finansowania takich szkoleń – jest ta potrzebna NORMALNOŚĆ, to znaczy działania przemyślane, kompleksowo zaplanowane od początkowej diagnozy sytuacji konkretnego człowieka – do uzyskania przez niego trwałego zatrudnienia. Domagałem i nadal domagam się od rządu Tuska takiej normalności.

26/12/2011

18.
Chory kraj… Polska.

Twierdziłem w kilku wcześniejszych felietonach, że głównym - moim zdaniem oczywiście - powodem sporego zainteresowania pieniędzmi ze składek przedsiębiorców, będącymi w dyspozycji Funduszu Pracy oraz pieniędzy z funduszy unijnych przeznaczonych na walkę z bezrobociem – jest możliwość zarobienia na samym fakcie uruchomienia i wykorzystania tych funduszy.
Po prostu; tam gdzie jest jakiś przepływ pieniędzy, tam pojawiają się „zainteresowani”, zwracający uwagę jedynie na to, co ewentualnie może dla nich przy okazji „skapnąć”…

Nie będę ukrywał, że uważam to za ohydne, niegodne, podłe, małostkowe, prostackie i barbarzyńskie.
Tak jak pojawienie się „nadzianego gościa” w okolicy stawia w stan ekscytacji wszystkie okoliczne jawne i ciche „amatorki”, doskonale wiedzące o tym, że tam gdzie jest dużo pieniędzy – łatwiej o ich wydawanie „na przyjemności” a i kwoty bywają „umownie atrakcyjne” – tak i pojawienie się pieniędzy z Europejskiego Funduszu Społecznego i funduszy przeznaczonych na zmniejszanie skutków bezrobocia, przyciągnęło osoby o podobnej mentalności, sposobie myślenia… tym razem odniesionego jednak do "biznesu".

Pisałem o tym choćby we wcześniejszym tekście pt. „Pasożytowanie na funduszach przeznaczonych dla bezrobotnych”.

Obecnie, gdy pieniądze Funduszu Pracy zostały w równie barbarzyński sposób „zamrożone” przez ministra rządu PO - Vincenta Rostowskiego, całkowicie znikły jakiekolwiek oferty zorganizowanej działalności typu szkoleniowego lub dotowania zatrudnienia – co bezpośrednio dowodzi trafności mojego wcześniejszego spostrzeżenia. Nie chodziło o ludzi, o egzystencję dwóch milionów obywateli w wieku produkcyjnym, pozbawionych obecnie możliwości pracy zarobkowej. Chodziło o przepływ „łatwego” pieniądza i możliwość „uszczknięcia” z niego pod pozorem pomocy, ale w rzeczywistości tak, aby nie pomóc a tym samym nie zlikwidować tej „żyły złota”, jaką dla nieuczciwych jest bezrobocie; oczywiście bezrobocie innych. Była szansa na "biznes szkoleniowy" dlatego jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się różne instytucje "szkoleniowe"...
Z jakiegoś powodu zaczęło opłacać się zakładanie "Agencji zatrudnienia", to też masowo one zaczęły powstawać, a nawet firmy od dawna zajmujące się zupełnie czym innym, stawały się także zarejestrowanymi agencjami pracy, które... nikomu pracy nie załatwiały, może kilka osób rocznie, byle tylko spełnić minimum wymogów rejestracyjnych... mieć co napisać w obowiązkowym sprawozdaniu.
W powiatowych Urzędach Pracy panuje całkowity marazm. W okresie kwiecień – czerwiec skończyły się pieniądze na działalność inną niż wypłacanie zasiłków nielicznym „szczęściarzom”, fundusze na działania na rynku pracy - radykalnie obcięte (o 70% w stosunku do roku ubiegłego) przez rząd Donalda Tuska. Ludzie pozbawieni pracy zostali praktycznie bez pomocy...

Sytuacja staje się dramatyczna. Pocieszające jest, że dzięki owemu „zamrożeniu” – przynajmniej pieniądze te jeszcze są, jeszcze nie zostały zmarnowane na fikcyjne, nic nie dające osobom pozbawionym pracy – działania.

Wydaje się, że ich ponowne udostępnienie jest sprawą kilku decyzji; kiedy je uruchomić i czym je zastąpić - w działaniach ukrywających faktyczny stan długu publicznego państwa. Wiadomo przecież, że zablokowanie pieniędzy pracodawców (ze składek) stanowiących Fundusz Pracy przeznaczony na walkę z bezrobociem, miało służyć biurokratycznemu poprawieniu statystyk finansowych Polski w ocenie unijnych instytucji kontrolnych. Ratuje się finanse państwa kosztem tych najsłabszych, najbiedniejszych, tym których to państwo doprowadziło do takiej sytuacji i którym można pomóc - gdyby ktoś rzeczywiście chciał.

Aby to miało sens, musi nastąpić bardzo szybka nowelizacja ustawy „O promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy”. Nowelizacja aktualizująca „instrumenty rynku pracy” oraz sposoby oceny ich skuteczności. Dotychczasowe instrumenty "nie zagrały", zostały wypaczone, użyte do niewłaściwych celów.

Obecna sytuacja zaskoczyła wiele „instytucji szkoleniowych”, które dotychczas pozorowały pomoc dla bezrobotnych – nieźle sobie przy tym żyjąc. Obecnie nie ma żadnych programów przekwalifikowań ani szkoleń dla osób niezatrudnionych. Tego typu instytucje, prowadzące szkolenia w roku bieżącym – mają ogromne kłopoty ze spełnieniem wymogu ich skuteczności; wymogu, jaki pojawił się już po zaplanowaniu tych działań i nie był w planach uwzględniony. Bo jeszcze do niedawna nikogo w ogóle nie interesowała skuteczność wydawania pieniędzy na pomoc w zmniejszaniu bezrobocia. To wina rządu PO. Przez minione 4 lata zmarnowano straszliwe kwoty, pozorując pomoc w zwalczaniu bezrobocia. A bezrobocie rosło.

Nadzieja dla urzędników jest więc jeszcze w manipulacjach danymi statystycznymi.

Odwiedziny: