BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dotacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dotacje. Pokaż wszystkie posty

11/04/2014

"Magiczne "myślenie i "mniemanologia stosowana" – w walce z bezrobociem.

Wypowiedzi polityków na temat pracy w znaczeniu zatrudnienia pojawiają się ostatnio jakby częściej, czyli w ogóle się pojawiają w odróżnieniu od niedawnego jeszcze okresu całkowitego oficjalnego milczenia na ten temat – oczywiście prócz „zawodowego” propagandysty – ministra pracy i polityki społecznej Władysława Kosiniak Kamysza.

Powrót tej tematyki niewątpliwie jest spowodowany jedynie narastającą kampanią wyborczą, nie tyle nawet do Parlamentu Europejskiego co „kampanią w ogóle” gdyż przy jak dotychczas drastycznie spadającym poparciu społecznym obecnej koalicji rządzącej czeka nas najprawdopodobniej niekończąca się „jatka” wyborcza – po PE dotycząca wyborów samorządowych oraz parlamentarnych.

W ramach jednak udawania „społecznej wrażliwości” rozlegają się głosy na temat bezrobocia. Na przykład kilka dni temu wypowiedział się w tej sprawie Pan Euro-poseł Paweł Kowal (PJN, obecnie Polska Razem).
Stwierdził on mianowicie, że  
"...szkolenia bezrobotnych nie przynoszą żadnych efektów, dlatego chciałby, aby dotacje unijne w wysokości 2 miliardów złotych przeznaczone na szkolenia – zostały wydanie na tworzenie nowych miejsc pracy dla ludzi młodych a nie na szkolenie bezrobotnych. Obecny system umożliwia tylko zarabianie firmom szkoleniowym, dlatego jego ugrupowanie „Polska Razem” ma zamiar bacznie się przyglądać wydatkowaniu tej kwoty."
W mojej opinii słowa te są najprawdopodobniej podyktowane wyłącznie zapotrzebowaniem wyborczym. Pan Kowal chciałby zapewne pozostać parlamentarzystą europejskim, doszedł więc do wniosku, że ostentacyjne słowa mające przekonać ludzi młodych iż mają w nim rzecznika ich interesu – dadzą mu głosy młodych i pozwolą zwyciężyć w wyborach dużo pewniej, niż głosy bezrobotnych, nawet tych „szkolonych”.
Jednocześnie prezentuje on tu postawę typowego polityka, który dba o poparcie „obojętne od kogo” byle skutecznie, ale przy okazji prezentuje się jako człowiek „mniej-więcej zorientowany w temacie” to znaczy; słyszący że gdzieś dzwonią, ale nie wiedzący dokładnie w którym kościele.

Bezrobocie związane jest z zasadniczymi zmianami w strukturze gospodarki wywołanymi przez „polski” czyli głupi, chaotyczny i anarchiczny proces „transformacji ustrojowej i ekonomicznej” a następnie – przez Unię Europejską. Bezrobocie powstało zarówno poprzez zanik wielu miejsc pracy np. w związku z likwidacją pewnych zakładów lub nawet dziedzin przemysłu, ale także zaniku pewnych zawodów, które stały się wybitnie „nadmiarowe”. Wpłynął na to także brak odpowiedniej polityki edukacyjnej powiązanej z planowaniem zmian gospodarki. Miary problemu dopełnił także „skok” technologiczny, gwałtowny napływ nowych rozwiązań technicznych i technologicznych które stały się dla wielu starszych pracowników szokiem, bo Polska była przecież przez długie dziesięciolecia PRL objęta (jak i cały blok radziecki) blokadą dostępu do nowej myśli technicznej, zdobyczy nauki i nowych technologii (materiałów i technologii ich produkcji) itp. W związku z tym wielu ludzi w „średnim wieku” mających już wówczas za sobą co najmniej kilkunastoletni staż pracy – stało się całkowicie zbędnymi dla pracodawców. Po pierwsze liczba funkcjonujących miejsc pracy zmniejszyła się w sposób trwały o ok. pięć milionów (w szczycie) co dało bezrobocie o stopie w granicach 24 – 25%, z drugiej strony bardzo wielu pracowników zostało niejako mimochodem pozbawionych zawodu – który nagle stał się zbędny. Dochodziły do tego elementy dodatkowe w postaci jakichś idiotycznych mitów na temat zatrudniania ludzi starszych; mitów funkcjonujących do dzisiaj a ponadto zaczęto budować zręby „niewolnictwa pracowniczego” poprzez zmiany w prawie i praktyce, wprowadzanie wymyślnych procedur naboru pracowników, szczególną socjotechnikę niszczenia ich poczucia godności, poczucia wartości, zadowolenia z dotychczasowych osiągnięć, szacunku dla pracy i dla pracodawcy, czyli tzw. „etosu pracy” itp.

Wspominam o tym by wyjaśnić jeszcze raz, po co są potrzebne szkolenia dla bezrobotnych oraz skąd się wzięła taka potrzeba. Chodzi po prostu o formę walki z bezrobociem polegającą na uzupełnianiu, aktualizowaniu lub całkowitej zmianie kwalifikacji osób które stały się bezrobotne – po to by mogły one spełnić ponownie oczekiwania i wymagania jakiegoś (jakiegokolwiek) pracodawcy i powrócić do normalnej pracy w dotychczasowym lub nowym zawodzie, stając się w miarę samodzielne finansowo.
Szkolenia kwalifikacyjne, kursy zawodowe itp. są nadal niezbędne. Oczywiście rzeczywiste szkolenia profesjonalnie zaplanowane i przeprowadzone. Jednocześnie – same w sobie nie są wystarczające do zmniejszenia bezrobocia, gdyż od wiedzy i umiejętności pracowników poszukujących zatrudnienia nie przybywa miejsc pracy, następuje co najwyżej proces wymiany jednych zatrudnionych na innych, podobnie jak w rejestrach PUP – jednych bezrobotnych na tych co jeszcze niedawno pracowali. Dlatego też stopa bezrobocia od dawna utrzymuje się na podobnym poziomie.
W wystąpieniu Posła Kowala przede wszystkim występuje element nierównego traktowania pracowników lub kandydatów do zatrudnienia. Nie ma kontrowersji czy wzajemnego przeciwstawienia bezrobotni – młodzi, bo młodzi to prawie połowa bezrobotnych i młodzi jako bezrobotni tak samo potrzebują szkoleń – jak i ludzie starsi.
Szkolenia bezrobotnych miały być formą walki z bezrobociem. Nie jest prawdą, że nie dają one efektów. Prawdą jest, że efekt ten jest zbyt nikły jak na wielkość przeznaczanych na to funduszy. Efekt jest zbyt niski – bo państwo które dysponuje pieniędzmi – wyższego efektu nie wymaga. To państwo realizuje scenariusz łatwego zarabiania na „szkoleniu bezrobotnych” przez firmy szkoleniowe. Top wynika z ideologii tej władzy. Tam gdzie jest dużo pieniędzy a nie ma właściwego zewnętrznego nadzoru nad ich przeznaczeniem oraz wykorzystaniem zawsze efekt jest niewłaściwy, ale czy to bezrobotni za to odpowiadają? Efekty szkolenia bezrobotnych wynikają ze sposobu ich organizowania, z przyjętego sposobu zwalczania bezrobocia jedynie poprzez oddziaływanie na bezrobotnych a nie na faktyczne jego przyczyny, które leżą po stronie gospodarki i pracodawców. Jeśli efektem nazywać realny spadek stopy bezrobocia, to szkolenie bezrobotnych powoduje po prostu, że jest więcej bezrobotnych dobrze przygotowanych do podjęcia pracy – dla których tej pracy nie ma.

Istnieje problem pokolenia transformacji; ludzi którzy często nie znają żadnego języka obcego a i własny – nieraz dość słabo, nie umieją często posługiwać się sprzętem komputerowym i biurowym, nawet nie mają prawa jazdy. Dlaczego? Bo tak ich wychowała Polska – państwo ludowe czasów ich młodości, w którym „ideologicznie podejrzane” było znać obcy język a posiadanie znajomych lub krewnych za granicą „obozu” było niemalże równoznaczne ze szpiegostwem; w którym latami czekało się na otrzymanie wcześniej przedpłaconego samochodu i jego posiadanie było ewidentnym luksusem dla najbogatszych; kraju w którym do połowy lat dziewięćdziesiątych komputer widywano głównie na amerykańskich filmach.
Ludzie ci nie są już przeważnie w stanie przed wiekiem emerytalnym nauczyć się jakiegokolwiek języka obcego w takim stopniu, aby móc go wykorzystywać do pracy, na zdobywanie prawa jazdy jest dla nich też już zbyt późno z powodu wieku. Ludzie ci nie są w stanie zostać przedsiębiorcami rozpoczynając własną działalność gospodarczą, bo wychowywali się w czasach w których działalność gospodarcza była niechciana, tępiona, zwalczana ideologicznie.
Zresztą nie jest możliwe ani potrzebne, by społeczeństwo składało się z samych przedsiębiorców. Nie może być tak, by nieznajomość języka niemieckiego spychała Polaka żyjącego w Polsce na margines egzystencji. To co to za Polska.
Ludzie ci mogą i muszą być dobrymi pracownikami, ale muszą istnieć dla nich właściwe stanowiska pracy, pracy usługowej lub choćby pomocniczej albo pracy w produkcji lub usługach – w której nie będzie się od nich wymagać tego, czym nie dysponują, np. posługiwaniem się językiem obcym, posiadania prawa jazdy itp. Nie może być tak, że Polak w Polsce zdycha z głodu, bo nie zna Niemieckiego albo nie potrafi i nie chce zajmować się własną działalnością gospodarczą. To jest po prostu jakieś zwyrodniałe, nieludzkie, dzikie; to forma eksterminacji. W takim samym stopniu dotyczy to i młodych.

Rozgraniczanie na młodych i starszych – gdy mowa o ubieganiu się o pracę graniczy z łamaniem prawa; prawa które zabrania nierównego traktowania pod jakimkolwiek względem kandydatów do zatrudnienia oraz już zatrudnionych. Szczególnie dotyczy to wieku. Bezrobocie równie dotyczy młodszych i starszych; jeśli mowa o przeznaczaniu sporych funduszy na „tworzenie miejsc pracy” – to dlaczego w takim razie „dla młodych” a nie po prostu dla bezrobotnych.

Ponadto gdy chodzi o stwierdzenie Pana Kowala – trzeba by się zastanowić, jaki może być związek potrzeby „tworzenia miejsc pracy” z pieniędzmi z dotacji unijnych. Po pierwsze – tworzyć miejsca pracy w sensie dosłownym mogą jedynie przedsiębiorcy rozwijający swoją działalność gospodarczą a nie politycy ani urzędnicy. W tym celu musi się zacząć znów rozwijać krajowy przemysł produkcyjny i przetwórczy ewentualnie także rzemiosło a to jest sprzeczne z polityką Unii. To Unia wywołała w dużym stopniu ten problem i Unia go podtrzymuje.

Rozwój przedsiębiorstw wynikający z rozwoju gospodarczego powoduje rzeczywiste zapotrzebowanie na pracę ludzką i musi to być na dodatek zrównoważone wobec różnych grup pracowników, o czym wspominałem wyżej. Dopóki tak się nie stanie – a Pan Kowal jako przedstawiciel Polski w Unii o to nie zabiega, możliwe jest tylko udawanie tworzenia miejsc pracy – poprzez dotowanie zatrudnienia. W wyniku tego pracownik otrzymuje czasowo niewielkie wynagrodzenie de facto nie od pracodawcy a z funduszu zewnętrznego, pracodawca dostaje darmowego lub bardzo taniego pracownika ale dla wszystkich jest to rozwiązanie tymczasowe czyli niczego nie zmienia ani nie angażuje żadnej ze stron, jedynie zużywa fundusze unijne. Gdy pieniążki na dotacje do zatrudnienia się kończą, pracodawca likwiduje to tymczasowe i do pewnego stopnia „fikcyjne” stanowisko, pracownik trafia na powrót do rejestru bezrobotnych, Unia jest biedniejsza o dwa miliardy złotych a pracodawcy są o tę samą kwotę bogatsi.
Nie bardzo więc rozumiem, jaką dla Posła Kowala to stanowi różnicę; zmarnować te pieniądze na szkolenia bezrobotnych czy zmarnować je na dotowanie tymczasowego lub wręcz fikcyjnego zatrudnienia… Czy tak wyobraża on sobie „tworzenie miejsc pracy dla młodych”?

Pozostaje nadal otwarte pytanie – jak ich nie zmarnować, ale odpowiedzi na nie – nie znajdziemy podczas kampanii wyborczej – szczególnie u kandydatów.

06/10/2013

Pomoc w przekwalifikowaniu osób bezrobotnych jest potrzebna.

Jednym z wielkich problemów związanych z bezrobociem jest niedostosowanie kwalifikacji osób w wieku produkcyjnym do aktualnych potrzeb przedsiębiorców.
Nie chodzi już o to, że potrzeby te są często absurdalnie wygórowane w wyniku nastawienia pracodawców na maksymalny zysk (wyzysk) pracownika, na dodatek niezrównoważany odpowiednią zapłatą. Szacuje się, że stale jest co najmniej kilkadziesiąt tysięcy ofert zatrudnienia na które pracodawcy nie mogą znaleźć odpowiednich pracowników właśnie z powodu wymogów wiedzy, kompetencji czy doświadczenia, albo – jeśli już znajdują takich kandydatów, ci – świadomi swojej wartości – nie zgadzają się pracować za proponowaną im zapłatę, która zbyt często jest porównywalna z najniższym ustawowo określonym wynagrodzeniem albo nie jest związana z normalną umową o pracę. „Rynek pracy” jest dziś nadal przez przedsiębiorców rozumiany prostacko, jako celowo stworzone uwarunkowanie działające jednak tylko w jedną stronę; pracownicy muszą zdobyć środki niezbędne do życia dlatego muszą poddać się dyktatowi pracodawców co do warunków pracy i płacy a pracodawcy świadomi swojej przewagi – za tę minimalną płacę oczekują „cudów” kompetencji, wydajności, zaangażowania itp.
To jest ewidentny objaw działania na rzecz wprowadzenia, czyli może raczej powrotu do tzw. „niewolnictwa pracowniczego” charakterystycznego dla początków kapitalizmu światowego – jakieś sto pięćdziesiąt lat temu. Być może są tu i jakieś echa gospodarki pańszczyźnianej – które rząd Tuska wywołuje gdzieś z lamusa historii gospodarki, kierując się swoją „ideologią chciwości”.

W wielu wypadkach jednak niezależnie od tego rzeczywiście brak „fachowców”; ludzi posiadających odpowiednie kwalifikacje a nikt nie chce dziś wyszkolić specjalistów na swój użytek, oczekując raczej kandydatów tanich, nie wymagających szkolenia, ludzi którzy zaczną natychmiast po zatrudnieniu pracować z odpowiednią wydajnością i samodzielnością. Prowadzi to do absurdu; nikt nie chce umożliwić pracownikowi zdobycia doświadczenia a wszyscy poszukują wyłącznie doświadczonych.
Brak fachowców wywodzi się także z błędów władzy. Chodzi o to, że po 1989 roku nastąpił pewien skok technologiczny związany też i zupełnie innymi niż wcześniej modelami organizacyjnymi biznesu. Mam tu na myśli dostęp do współczesnych rozwiązań organizacyjnych oraz technologicznych a więc na przykład stopniowe zastępowanie przestarzałego parku maszynowego urządzeniami nowoczesnymi dla których nie było kwalifikowanej obsługi. Nastąpił skok w dziedzinie zastosowań informatyki, mechatroniki, automatyki, robotyki itp. Problem w tym, że w ślad za tym nie poszły dość szybkie i skuteczne działania w dziedzinie oświatowej i edukacyjnej, zresztą wykształcenie absolwenta na poziomie technika trwa przecież najczęściej pięć lat a absolwent posiada dość niewielkie doświadczenie w pracy przy wdrożeniach lub „na produkcji” w realnych warunkach dużego zakładu produkcyjnego. Nabycie takiego doświadczenia – to kolejne pięć lat. Tradycyjne, czysto mechaniczne i obsługiwane „ręcznie” maszyny do obróbki skrawaniem zaczęły być zastępowane maszynami sterowanymi cyfrowo (programowanymi) a dla obsługi takich urządzeń od początku brak było i nadal jest brak dostatecznej liczby fachowców. W każdej niemalże dziedzinie przełom techniczny czy technologiczny wyprzedził działania zmierzające do zapewnienia odpowiednio wykształconych kadr.
Stąd brak miejsc pracy zaczął mieć po części charakter także i strukturalny, co oznacza właśnie skrajne niedostosowanie kompetencji osób poszukujących zatrudnienia do kompetencji oczekiwanych przez pracodawców.

Problem ten mógłby przynajmniej częściowo zostać złagodzony odpowiednim systemem szkoleń, kursów – uzupełniających kwalifikacje pracowników albo całkowicie je zmieniających z dziś już w gospodarce zbędnych na te poszukiwane albo przynajmniej akceptowalne. Byłoby to znacznie łatwiejsze, gdyby władza prowadziła jakąś czytelną i przewidywalną politykę gospodarczą. Tymczasem zmiany gospodarcze jak się wydaje miały w latach dziewięćdziesiątych i początkowych latach XXI wieku charakter chaotyczny, przypadkowy, patologiczny, często wręcz kryminalny, czasem także uwarunkowany politycznie, jak choćby likwidacja przemysłu stoczniowego mająca na celu między innymi rozbicie zwartych i zorganizowanych struktur związkowych bazujących na wielkich zakładach pracy a tradycyjnie, historycznie – na stoczni gdańskiej oraz szczecińskiej. Gospodarką „kierowała” pogoń za maksymalnym „nachapaniem się” tego, co już „niczyje” – co było pozostałością po gospodarce „uspołecznionej” z czasów PRL.
Wraz z pojawieniem się funduszy unijnych, szczególnie Europejskiego Funduszu Społecznego – powstała szansa na poważne działania zmierzające właśnie do potrzebnego dostosowania kompetencji pracowniczych do współczesnych potrzeb, co mogło zapobiec przynajmniej częściowo nadmiernemu wzrostowi bezrobocia. Niestety gospodarowanie ogromnymi pieniędzmi przyznanymi Polsce na ten cel z EFS stało się także przedmiotem zawłaszczenia przez cwanych „biznesmenów” myślących jedynie o tym, jak „sprywatyzować” te środki a nie jak je skutecznie wykorzystać.
W jednym z wcześniejszych tekstów zastanawiałem się nawet, czy należy uznać to za błąd naiwności Donalda Tuska jako przywódcy partii rządzącej i szefa rządu, czy może raczej doskonale wiedział on jak ideologia Platformy wpłynie na działania lokalnych biznesmenów co do tych właśnie pieniędzy; zakładał z góry to co się stało. A stało się tak, że większość wspomnianych środków została wydana na źle zaplanowane, nieskuteczne, często wręcz fikcyjne, bardzo drogie „szkolenia bezrobotnych” po których bezrobocie nie tylko nie zmalało ale nawet wzrosło.
Pisałem o tym wielokrotnie.

Miliardy euro wydano z bardzo mizernym skutkiem, zmarnowano ogromną szansę społeczną choć nie zmarnowali jej lokalni cwani biznesmeni – powiększając dzięki temu swoje majątki. Szczególnie w grupie osób określanej jako „50+” szkolenia te okazały się bezskuteczne, gdyż powodem odmowy zatrudnienia ich nie był jak się okazało „brak kwalifikacji” ; ludzie ci z kilkoma nieraz dyplomami ukończonych kursów „unijnych” nadal pozostawali i pozostają do dziś bezrobotni, często nawet zdążyli już zapomnieć większość wiedzy zdobytej na wspomnianych kursach. Przyszedł czas ewaluacji i pomimo różnych „kombinacji” mających ukryć fakty – cała nieskuteczność owych szkoleń wyszła na jaw. Przede wszystkim – ujawnił ją wzrost bezrobocia zamiast spodziewanego spadku.
Reakcja władz była tak samo absurdalna – jak wcześniejsze działania lub zaniechania; skoro szkolenia bezrobotnych nie odniosły skutku, to całkowicie zaniechano szkoleń, poza tymi organizowanymi w ramach statutowej działalności przez urzędy pracy. Jednakże szkolenia takie dotyczą najwyżej 300 – 400 osób rocznie (w Szczecinie), z powodu limitu środków na ten cel; jeden kurs zawodowy – to grupa maksymalnie 15 – 16 osób. Wpływ tego na stan bezrobocia jest minimalny, poza tym – nikt i nic nie zmusi pracodawcy do zatrudnienia osoby której on z sobie znanych (w najlepszym razie) powodów zatrudnić nie chce; obojętnie czy bez kursu – czy po nim. Władza odżegnuje się od jakichkolwiek działań organizatorskich a gospodarką „rządzi” biznes kierując się swoimi i tylko swoimi zasadami oraz swoimi i tylko swoimi zyskami. Wobec osób kończących kursy zawodowe organizowane przez PUP nie są stosowane żadne działania pośrednictwa czy promocji; osoby te są pozostawiane same sobie i najczęściej nie znajdują zatrudnienia, tak jak i przed kursem…

Trzeba jednak wyraźnie stwierdzić: faktycznie istnieje bariera kompetencyjna ograniczająca wykorzystanie istniejących miejsc pracy. Na dodatek zjawisko to będzie prawdopodobnie narastać. Słusznym wreszcie pociągnięciem władzy jest próba dostosowania struktury szkolnictwa i programów nauczanie do faktycznych potrzeb gospodarki, co będzie wkrótce miało pozytywny skutek. Pozostają jednak ci ludzie dziś odsunięci od pracy którym wystarczyłoby rzeczywiste szkolenie, kilkumiesięczny kurs rzeczywiście nastawiony na uzupełnienie ich wiedzy, skojarzony jednak z faktycznym jednoczesnym pośrednictwem pracy dla nich, by natychmiast po tym kursie mogli rozpocząć pracę zawodową, na choćby i najprostszych stanowiskach i za najniższą płacę.

Całkowite wyłączenie finansowania szkoleń i dobrze zaplanowanych kursów z wykorzystaniem środków EFS dla osób bezrobotnych jest dziś tak samo idiotyczne, jak wcześniejsze bezładne organizowanie tych kursów na masową skalę choć bez zapewnienia ich skuteczności w postaci rzeczywistego i trwałego zatrudnienia tych osób. Ewidentnie „wylano dziecko z kąpielą” – co przecież obciąża, powinno obciążać władzę jakąś odpowiedzialnością. Ma to swoją przyczynę w braku kompetencji osób zatrudnianych do kierowania urzędami pracy oraz „teoretycznością” wiedzy ministra pracy i jego urzędników.
Gdzieś pomiędzy swobodnym „rozkradaniem” funduszy przeznaczonych na szkolenia a całkowitym wstrzymaniem finansowania takich szkoleń – jest ta potrzebna NORMALNOŚĆ, to znaczy działania przemyślane, kompleksowo zaplanowane od początkowej diagnozy sytuacji konkretnego człowieka – do uzyskania przez niego trwałego zatrudnienia. Domagałem i nadal domagam się od rządu Tuska takiej normalności.

23/09/2011

8.
Kto najszybciej wyda pieniądze z Europejskiego Funduszu Społecznego.

Państwo ma swoją strukturę organizacyjną, w tym Rząd, w którym sprawy państwa rozłożone są w kompetencjach poszczególnych resortów, funkcjonujących pod kierownictwem Ministrów tego Rządu. Za wyjątkiem gospodarki morskiej, która „leży”, gdyż oddzielne niegdyś ministerstwo zostało zlikwidowane (zapewne w ramach wykonania jakiejś „dyrektywy” o stopniowej likwidacji wszystkiego, co w Polsce dotyczyło gospodarki morskiej). W konsekwencji więc to, co się dzieje np. w dziedzinie pracy, zatrudnienia i gospodarki – jest efektem pracy (lub zaniechania) Rządu a więc i efektem działania siły politycznej, która ten rząd stworzyła, czyli Platformy Obywatelskiej.

Ukazała się niedawno w mediach ciekawa informacja dotycząca dodatkowych funduszy unijnych przyznanych między innymi województwu Zachodniopomorskiemu na walkę ze zjawiskiem braku miejsc pracy. Potraktujmy to, jako przykładową sytuację dotyczącą przecież całego kraju. Chodzi tu o podział tzw. Krajowej Rezerwy Wykonania za 2010 rok, wynoszącej ponad 230 milionów euro. Jednak sam już sposób przedstawienia tego faktu – nasuwa najgorsze obawy o sensowność, o zasadność tego dofinansowania. Dofinansowanie jest zasadne, bo województwo zachodniopomorskie należy do kilku objętych największym wskaźnikiem bezrobocia, to przecież nie tylko Szczecin, Koszalin i kilka mniejszych miast; to ogromne obszary Pojezierza Drawskiego, Ziemia Lubuska – pozbawione przemysłu obszary zalesione, objęte także terenami parków narodowych, krajobrazowych i rezerwatów. To nie jest przecież jakiś wybryk miejscowej ludności, to wynik, działania Państwa i jego polityki wewnętrznej. Nie ma nic dziwnego w większym braku miejsc zatrudnienia tutaj – niż w Centrum.
Wydawałoby się, że to dobrze, że są dodatkowe środki finansowe i doskonale, że tutaj trafiły, choć akurat wspomniane okoliczności nie miały żadnego wpływu na ich przydział. Niepokoi podejście władz do wydatkowania tych środków, dziwaczna „filozofia” z tym związana. Przyjrzyjmy się dokładniej:

„…Dodatkowe 54 miliony euro to nagroda za to, że na walkę z bezrobociem wydaliśmy już ponad 30 procent przeznaczonych dla województwa pieniędzy. Stawia to zachodniopomorskie na drugiej pozycji w kraju po warmińsko-mazurskim i przed opolskim…”
- cytuję za informacją prasową – wywiadem z Dyrektorem Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Szczecinie.

Walka z bezrobociem polega moim zdaniem nie tyle na sprawnym wydawaniu pieniędzy, tylko na faktycznym zmniejszaniu ilości osób zdolnych do pracy, dla których nie ma stałego i odpowiedniego zatrudnienia. Dla osób pokroju Dyrektora WUP – dla których bezrobocie w jego aspekcie ludzkim jest czymś obcym, abstrakcyjnym i zrozumiałym jedynie poprzez „krzywe lustro” stanowiska i zawodowego aparatu wiedzy akademickiej (w najlepszym przypadku) – jest oczywiste, że skoro sprawnie i szybko zdołał wydać 30% pieniędzy – to należy mu dołożyć jeszcze więcej. Sukces walki z bezrobociem mierzy się dla niego ilością pieniędzy, jakie wydano i tempem tego procesu a nie skutkiem.

„… – To rodzaj premii za efektywność dotychczasowych działań – podkreśla Andrzej Przewoda. (Dyr. WUP Szczecin ) – Zainteresowanie jest tak olbrzymie, ten poziom aplikowania w różnych konkursach i przedsięwzięciach jest wysoki i nie będzie najmniejszego problemu, żeby te środki zagospodarować…”

W to wierzymy, że „nie będzie problemu”; wszak nie ma takiej kwoty, której by się nie dało zmarnować (wydać bez przewidzianego efektu dla ostatecznego odbiorcy).
Cytat ten jasno precyzuje, co Pan Dyrektor uważa za „efektywność”. Mówi o ogromnym zainteresowaniu beneficjentów… czyli autorów projektów, organizatorów różnych działań i inicjatyw – z deklarowanego przez nich założenia mających wpłynąć na zmniejszenie bezrobocia; o zainteresowaniu osób projektujących i realizujących programy finansowane lub dofinansowane ze środków publicznych i przeznaczone dla bezrobotnych, jako tzw. beneficjentów ostatecznych. Osoby te (organizatorzy) nie robią tego jako wolontariusze ani „w czynie społecznym”; zarabiają na tym. Dlaczego mieliby nie być zainteresowani, – jeśli jest bardzo dużo pieniędzy do wydania, a tym samym – dzięki temu i do zarobienia. Organizowanie pomocy dla bezrobotnych np. w formie szkoleń – to nie jest efekt oczekiwany po zaangażowaniu tak wielkich środków – nie to jest celem. Celem jest dopiero i jedynie ten ostateczny efekt w postaci radykalnej poprawy statystyk bezrobocia.
Jednak jest charakterystyczne i znamienne, że nikt ani nie pyta, ani też nie oczekuje informacji o tym ostatecznym efekcie, o skutkach. Ważne jest by był jak największy przepływ pieniądza, bo jeśli jest przepływ – to zawsze coś z tego „skapnie” w postaci wynagrodzeń a bezrobocie… nikogo nie obchodzi prócz samych bezrobotnych, zresztą ono i tak musi przecież być, bo jest narzędziem obowiązującej doktryny ekonomicznej.

„…W ciągu 4 lat ze szkoleń i dofinansowań, za pośrednictwem Wojewódzkiego Urzędu Pracy, skorzystało ponad sto tysięcy mieszkańców i przedsiębiorców województwa zachodniopomorskiego…”

Dobrze. Ale z jakim skutkiem!? Jaki jest skutek – będę z uporem pytał!

Wystarczy wejść na którekolwiek z forów czy portali dotyczących pracy, by znaleźć odpowiedź: setki opinii i skarg podobnych do tej:

„…Jestem kobietą w wieku 53 lata o wyglądzie 40-latki, wyższe + 10 kursów różne branże, mogłabym pracować w szkole, w projektach jako koordynator, trener szkoleniowy itd. Jestem byłą beneficjentką programów unijnych podnoszących i wzmacniających i nadal nie ma chętnego pracodawcy (do zatrudnienia mnie)!!! Po co te raporty, dla kogo; czy zmienią naszą rzeczywistość ? – Zrezygnowana BKJ-„

Więc znowu nie tylko Dyrektor WUP, ale i jego partnerzy na wyższych szczeblach – skuteczność walki z bezrobociem widzą w ilości osób, które skorzystały z dofinansowań. Nie chodzi o korzystanie z dofinansowań a o skutek, jaki miał zostać osiągnięty a którego nie ma, w każdym razie nie w tym stopniu, jaki wynikałby z wymienianych tu kwot. Oni po prostu odpowiadają i rozliczają się z tego by wydać przewidziane do wydania pieniądze, by nie narazić się na zarzut, że „pieniądze były do dyspozycji a nie zostały wykorzystane”.
Skutek jest następujący: obecnie w naszym województwie jest ponad 110 tysięcy osób bez pracy a stopa bezrobocia wynosi ponad 16%. Niestety nie wiemy i nie dowiemy się tak łatwo, czy liczby te dotyczą tylko ilości osób zarejestrowanych w Urzędach Pracy, czy różnicy liczby osób w wieku produkcyjnym – a liczby osób zatrudnionych na umowy o pracę, wg danych statystycznych. A jest to różnica zasadnicza, bo wiele osób niemających pracy – nie ma także uprawnień do uzyskania statusu osoby bezrobotnej, co uniemożliwia zarejestrowanie. Być może nowe dane statystyczne z opracowywanego właśnie spisu powszechnego dadzą jednoznaczną i aktualną informację.

Dalej Pan Dyrektor WUP stwierdza:

„… – Dodatkowe pieniądze to szansa na wielu następnych osób bezrobotnych – mówi dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy Andrzej Przewoda…”

Nie „… na wielu następnych” a chyba „… dla wielu…”? Chyba, że to nie jest przejęzyczenie i „wielu następnych bezrobotnych” zostało już zaplanowanych, wkalkulowanych w ten „biznes” i muszą oni się znaleźć by swoim istnieniem usprawiedliwić przepływ pieniądza, w tym i ten „strumyczek”, który płynie do autorów i realizatorów projektów z dofinansowaniem z EFS.

„… – To są działania samorządu w zakresie programów rozwojowych w szkołach, to jest wsparcie dla przedsiębiorców. Z całą pewnością nie będzie tak, że te pieniądze zostaną skierowane tylko na szkolenia…”

Niestety obawiam się, że dalej poruszamy się w sferze abstrakcji i absurdu.
Programy w szkołach? Uczniowie nie są bezrobotni… jeszcze. Czyżby planowanie bezrobocia dotykało już uczniów?

W ramach prewencji bezrobocia – dla absolwentów podstawówek można zrobić opracowania i informację o przewidywaniach dotyczących przyszłego zapotrzebowania na fachowców w różnych specjalnościach, nakłaniać młodzież do zainteresowania się zawodami deficytowymi a nie nadwyżkowymi. Zgoda. Powinno to być elementem przygotowania każdego człowieka do życia w „gospodarce rynkowej”. Walka z bezrobociem powinna polegać nie tylko na działaniach wobec obecnie istniejących bezrobotnych, ale i jednocześnie na zapobieganiu by nie pojawiali się nowi. Młodzi ludzie powinni już teraz, przed wyborem przyszłego zawodu mieć informacje „jak to działa”, jakie są przewidywania co do rozwoju poszczególnych branż gospodarki itp. To jest po prostu w interesie Państwa, by jak najmniej było problemów, nietrafionych decyzji życiowych. Tylko dlaczego na ten cel miałyby być przeznaczane środki potrzebne na przekwalifikowania ludzi będących dziś w wieku produkcyjnym a niemających zatrudnienia.
Szkoła, proces dydaktyczny – ma inne źródła finansowania.
Dziecko i tak nie uwierzy w "bajeczki" teoretyczne opowiadane mu w szkole przez kogoś kto sam nigdy nie był bezrobotny, gdy po powrocie do domu spotka się ze swoim bezrobotnym ojcem… Bo jego ojciec nie miał w szkole takich porad, jakiś zawód jednak musiał wybrać i wybrał, został zwolniony z pracy, gdy nagle zmieniły się standardy wymagań i oczekiwań na jego stanowisku pracy, gdy nagle władza zmieniła swoje zachowanie i zaprzestała kierować gospodarką a on nie mógł nowych wymogów spełnić natychmiast. Może jednak pieniądze te powinny być mądrze i skutecznie użyte najpierw w celu pomocy w powrocie ojca czy matki ucznia do tej lub przygotowaniu do innej pracy ?

Powyższy wywiad pochodzi sprzed kilku miesięcy a decyzja o podziale dodatkowych funduszy na województwa – z połowy stycznia br. Jest już połowa września, a nie ma żadnych informacji ani objawów, by pieniądze to zostały rozdysponowane i zaangażowane do działania a powiatach czy gminach. A tymczasem Rząd pod koniec ubiegłego roku obciął budżety Urzędów Pracy o 70% w stosunku do 2010 roku. Powiatowy Urząd Pracy w Szczecinie praktycznie od połowy roku nie posiada funduszy na nic prócz zasiłków. Prowadzony jest nabór na dwa kursy zawodowe dla… łącznie 30 osób spośród ogromnej liczby zarejestrowanych.

Traktuję to, co powyżej jedynie, jako pewien sygnał, zwracający uwagę na szerszy problem; jak wygląda w szerszym kontekście stosunek Władzy do pieniędzy z Unii, może raczej nawet do pieniędzy w ogóle. To kontynuacja rozważań, jakie już przedstawiłem w sprawie ideologii władzy – wywodzącej się z Platformy Obywatelskiej.
Moim zdaniem jest to sprawa ideologii więc wymaga oddzielnego omówienia.

Odwiedziny: