W artykule pt. Będą pracować dłużej – czy dłużej czekać, głodując lub żebrząc…? znalazł się fragment dotyczący projektu zmiany wieku emerytalnego; fragment do którego chciałbym powrócić, by go nieco rozwinąć.
„…Wszystko co się dzieje w tej sprawie i jak się dzieje – jest jakieś pokrętne, wypaczone; czy Polacy rzeczywiście nie potrafią nic załatwić normalnie, w rzeczowy, cywilizowany i konstruktywny sposób?
Waldemar Pawlak, a teraz za nim i Minister Rolnictwa z PSL– jawnie wyrażają swoją niechęć do tej zmiany, zachowują się jawnie nielojalnie jako koalicjant - apelując o jej zaniechanie. Przypuszczam, że może to być sygnałem dla Premiera, ostrzeżeniem by nie dokonywał zmian na wsi, nie tykał KRUSu, a może sygnałem dla jakiegoś stronnictwa wewnątrz PO, że PSL nie będzie się upierało w trwaniu przy Premierze Tusku… To bardzo zły sygnał dla społeczeństwa, w związku z tą reformą. Znów okazuje się, że społeczeństwo jest traktowane jak jakiś dodatek jedynie – do polityków i ich nieodpowiedzialnych „zagrywek” w których społeczeństwo jest częściej piłką niż graczem lub sędzią…”
Polska „klasa polityczna” zachowuje się od lat dziwacznie. Wydawałoby się oczywiste, że do władzy, do podejmowania decyzji, do zarządzania, realizacji prawa i jego ustalania – społeczeństwo powinno delegować najlepszych swoich przedstawicieli, jednostki wybitne i merytorycznie i moralnie. To po prostu logiczne. Tymczasem widzimy zjawisko dokładnie odwrotne. Nie chodzi o jednostki, jednostkowy przypadki czy wybryki - bo jakiś margines jest wszędzie gdzie jest człowiek; afery uwidaczniają się w każdym społeczeństwie i na każdym kontynencie, ale u nas margines raczej stanowią ci kompetentni i normalni.
Musi być jakaś przyczyna a leży ona i w jakości wychowania i kształcenia młodego pokolenia – od dawna, i w systemie politycznej reprezentacji. Systemie partyjnym.
To skomplikowany problem którego nie chcę tu analizować szczegółowo (dobry temat na pracę doktorską), ale trzeba sobie zdać sprawę, że jak świadczą fakty - rządzą nami najgorsi i najgłupsi i że to system wyłaniania Rządu, Sejmu czy Senatu decyduje o najdrobniejszym nawet szczególe codziennego istnienia każdego obywatela, o jego losie, jakości życia a nawet i jakości pogrzebu. Los i jakość życia każdego z nas zależy od tego bezpośrednio.
Co do zasady warto więc chyba zastanowić się co zrobić, by społeczeństwo kształciło młode kadry stanowiące tę właściwą, rzeczywistą elitę decyzyjną i wykonawczą władzy, no i by władza wywodziła się z tych właśnie osób przygotowanych do pełnienia funkcji administracyjnych i decyzyjnych. To przerażające ale i absurdalne że ludzie wydają się tego zupełnie nie rozumieć.
Odnoszę wrażenie, że władza i „elity decyzyjne” dotychczas były przypadkowe, a przede wszystkim od czasów Mazowieckiego – po prostu amatorskie. Czy młodzieniec słabo się uczący, kiepsko dopilnowany przez rodziców zajętych pracą i borykaniem się z „komuną”, popalający „trawkę” z kumplami po kątach i niezbyt na dodatek utożsamiający się z Polską - – to rzeczywiście idealny kandydat na przyszłego premiera? Minione afery i sprawy po części tylko ujawnione przez Sejmowe Komisje Śledcze – dowodzą nam, że do władzy, Sejmu i Rządu dostaje się najgorszy element społeczny, najgorszy „sort” obywateli. To były często wręcz pokazy cynizmu, krętactwa, prywaty, nepotyzmu, niekompetencji, nieuczciwości, prostactwa, prymitywizmu moralnego.
Zostawiamy to przypadkowi i obcej agenturze układającej nasze losy znacznie skuteczniej niż my sami. Ale czy ciągłe grzebanie w systemie szkolnictwa, spadająca jego jakość, promowanie marihuany i jej depenalizowanie nie spowoduje, że gdy przyjdzie czas na zmianę pokoleniową we władzy, znów będziemy mieli zaćpanych i niedouczonych, nafaszerowanych "dopalaczami" i otumanionych grami komputerowymi kandydatów „na haju”? Powierzymy im nasz los?
Może to apel idealisty, ale uważam, że czas z tym skończyć. Społeczeństwo w geście samoobrony musi to zmienić i MOŻE to zmienić – tak jak powstrzymało ACTA.