Nie, nie... Panu Ministrowi jak na razie j e s z c z e nic się nie stało... :)
Spotkanie Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych z Ministrem Pracy jakie dziś się odbyło - oczywiście w związku z konsultacjami w sprawie przesunięcia wieku emerytalnego, jest niezłym pretekstem do poruszenia pewnej sprawy. Związkowcy jak łatwo się domyśleć, argumentowali sprzeciw wobec tego projektu. Twierdzili, że wydłużenie okresu pracy pielęgniarek przed nabyciem prawa do emerytury jest groźne dla bezpieczeństwa pacjentów.
Otwiera to nowe możliwości, których się spodziewałem; rozpatrywania tego projektu przez jego przeciwników z punktu widzenia po kolei poszczególnych zawodów.
Nie dość, że już teraz zmiana wieku emerytalnego nie ma dotyczyć górników, wszystkich służb mundurowych, sędziów i prokuratorów no i w rolnictwie sytuacja jest całkiem niejasna pod tym względem, to teraz poszczególne branże będą jak przypuszczam walczyć po kolei „o swoich”. Mamy szansę otrzymać w ten sposób system dużo bardziej skomplikowany, najeżony wyjątkami, wyjątkami od wyjątków, regulacjami szczególnymi itp. – czyli tak zwany „polski bajzel” który Niemcy nazywają grzecznie „das polnische mischmasch”.
Pisałem już o cwanych i oszukańczych argumentach pojawiających się po stronie Rządu w tej sprawie, głównie ministrów pracy i finansów oraz samego "herszta", szczególnie objawiających się w ostentacyjnym mówieniu o „wydłużeniu okresu pracy do 67 lat” a nie o „wydłużeniu okresu oczekiwania na nabycie uprawnień” – jak się powinno to zgodnie z prawdą określać, biorąc pod uwagę, że osoby te <strong>nie będą dłużej pracowały</strong>, przynajmniej duża ich liczba.
Ale okazuje się, że po drugiej stronie „konsultacji” także pojawiać się mogą podobnie irracjonalne albo po prostu nieuczciwe argumenty. Jednym z nich jest taki sposób przedstawiania sprawy: czy ktoś może sobie wyobrazić 66-letnią lekarkę przyjmującą pacjentów, 66-letnią pielęgniarkę na dyżurze w szpitalu, od której zależy bezpieczeństwo każdego z pacjentów jej powierzonych, albo 66-letnią tancerkę w balecie operowym czy nawet kasjerkę w sklepie?
To oczywiście argumenty tylko pozornie słuszne a w rzeczywistości skrajna demagogia. Irracjonalnie – taka argumentacja także odwołuje się do tego samego „przekrętu” jakim jest udawanie, że się nie odróżnia okresu „pracy do emerytury” od okresu „nabycia uprawnień do emerytury”. Projekt zmiany ustawy emerytalnej mówi jedynie o wydłużeniu do 67 lat okresu nabycia uprawnień do emerytury. Przed nabyciem uprawnień do emerytury w wieku 67 lat - można być na rencie ze względu na niezdolność do pracy, czasową albo stałą, można być na bezpłatnym urlopie, na bezrobociu, można być czasowo nieczynnym zawodowo - byle mieć wymagany wcześniejszy okres składkowy i nieskładkowy łącznie 25 lat. Uprawnienie do emerytury nie wymaga wcale bezwzględnej pracy bez przerwy do ukończenia 67 roku życia.
O tyle fałszywe czy wręcz demagogiczne jest mówienie z jednej strony o podwyższeniu kwoty emerytury dzięki dłuższej pracy a z drugiej strony o konieczności tańczenia w balecie do ukończenia 67 roku życia. To skrajnie nieuczciwa demagogia z obu stron.
Powtórzę więc jeszcze raz: podwyższenie wieku nabycia uprawnień do emerytury to jedno a realna możliwość utrzymania zatrudnienia do tego wieku – to co innego. Najpierw trzeba było - dzięki wcześniejszym reformom - zapewnić realne szanse rzeczywistej pracy do wieku 67 lat (abstrahując od zawodu), tak by wystąpił efekt zwiększenia wymiaru emerytury przez dłuższy czas płacenia składek do IKE, a dopiero wtedy wystąpić z końcowym etapem reformy – zmianą ustawy emerytalnej co do wieku nabycia uprawnień emerytalnych.
Zresztą jeśli ktoś ukończy 67 rok życia pracując, to wcale nie znaczy, że MUSI pracę już zakończyć i odejść na emeryturę; to znaczy że ma takie uprawnienie ale jeśli porozumie się z pracodawcą co do dalszego zatrudniania – może pracować dalej i pobierać emeryturę (zgodnie z obecnie obowiązującym prawem).
Co do owych „67-letnich baletnic” – jak byśmy nazwali ogólnie ten problem:
Każda praca ma swoją specyfikę, charakterystykę. Charakterystyki te są opracowywane i udostępniane w postaci opisów dostępnych w WUP, PUP , w punktach doradztwa zawodowego i w Internecie. Także w procesie nauki można zdobyć wszelką wiedzę dotyczącą zagrożeń długości pracy w danym zawodzie. Na przykład w zawód tancerki baletowej jest już z góry i z natury wpisana nieubłagana „sezonowość” pracy bezpośrednio artystycznej. Podobnie i wśród modelek. Każda tancerka wie doskonale, że - choć to też trochę od niej zależy, to ma przed sobą bardzo krótki okres bezpośredniego uprawiania zawodu artystycznego; 10 lat, może 20 lat. W każdym razie z pewnością nie do emerytury nawet i w wieku 55 lat. Dużo krócej. Ale ktoś musi przecież uczyć nowe tancerki i osoba która ma za sobą etap pracy na scenie – jest do tego najlepiej przygotowana. To samo można wykazać na przykładzie sportowców, bokserów (których do sportowców nie zaliczam), pilotów – szczególnie wojskowych itp. Ogólnie – w wiele zawodów wpisana jest z natury ich czasowość i musi istnieć, przeważnie też istnieje jakaś dalsza droga. Mało tego: człowiek uprawiający ten zawód i wiedzący o tym fakcie „sezonowości” – sam powinien myśleć o swojej przyszłości. Tenisiści zakładają szkoły tenisowe albo produkują sprzęt. Bokserzy lubią inwestować oszczędności w branżę restauratorską. Generalnie przecież każdy człowiek sam odpowiada przed sobą za swoją przyszłość, drogę zawodową, także za możliwość wycofania się z tej drogi, przydatność zdobywanej wiedzy. Przecież każdy człowiek ma "rzeźbić" swoje życie tak jak chce ale i mieć coś w zanadrzu na chwilę nieprzewidzianych problemów czy zmian. Na tym polega mądrość życia i nikt a już z pewnością nie Państwo nikogo w tym nie zastąpi, może co najwyżej nieco dopomóc lub utrudniać.
Wracając do pielęgniarek i położnych: każdy człowiek pracuje w swoim zawodzie do kiedy może. Jeśli staje się niezdolny do wykonywania swojej pracy uzyskuje orzeczenie o stopniu niepełnosprawności, zgodnie z którym podejmuje taką pracę którą jako osoba niepełnosprawna jest w stanie wykonywać. Jeśli całkowicie nie jest w stanie pracować – otrzymuje rentę. Jeśli jest w stanie wykonywać swoje obowiązki w danym zawodzie – to pracuje nawet i do samej emerytury. Dlatego argument związkowców o „67-letniej pielęgniarce” jest tak bardzo demagogiczny. Ale związkowcy mają prawo do swojego punktu widzenia a może i nawet mają taki obowiązek wobec płacących składki związkowe.
Jest tu istotnie problem, tylko się o nim zbyt mało mówi. Sprawa kształtowania kariery zawodowej, odpowiedniej informacji. Sprawa tzw. zarządzania wiekiem w firmach, także i produkcyjnych. Pielęgniarka, jeśli już nie może z pełną odpowiedzialnością pełnić dyżurów na oddziałach szpitalnych, może mogłaby być pielęgniarką towarzyszącą lekarzowi rodzinnemu. Może mogłaby jeszcze być opiekunką osoby starszej wymagającej opieki pielęgniarskiej, pracownikiem DPS-u . W końcu – mogłaby być pracownikiem ewidencji medycznej, rejestracji, wykonywać prace biurowe w szpitalu – wymagające wiedzy zawodowej o sprawach medycznych i organizacyjnych ochrony zdrowia. Wcale nie jest nigdzie powiedziane ani nikomu gwarantowane, że będzie pracował bezpośrednio w swoim zawodzie aż do emerytury. Oczywiście nie można człowieka pozostawić samemu sobie z tym problemem, pracodawca powinien mieć to na uwadze. Powinien istnieć system prawny tzw. ustaw około emerytalnych obejmujących i to zagadnienie. Na dodatek – to powinno być wprowadzone wcześniej, przed wydłużeniem czasu oczekiwania na nabycie uprawnień do emerytury.
Dziś jest zupełnie odwrotnie. Rejestratorką, pracownikiem biurowym szpitala nie może być pielęgniarka która już nie może pełnić odpowiedzialnych dyżurów ze względu na wiek czy stan zdrowia. Nie może, bo stanowiska te są najczęściej obsadzane ludźmi młodymi na zasadach nepotyzmu i prywaty. Wiadomo, że przysłowiowa córeczka czy wnusia wielkiego pana prezesa, dyrektora czy radnego musi mieć pracę, przecież nie zarejestruje się w Urzędzie pracy razem z tą „hołotą” – więc załatwiana jej jest praca biurowa; w urzędzie, w szpitalu, w samorządzie… Tak samo często z (mamin)synkami i rozpieszczonymi wnusiami panów prezesów, którym już znudziło się siedzenie w domu i popalanie „marychy” po kątach; tatuś załatwi „odpowiednią” pracę…
Ja tak świadomie przejaskrawiam, wyszydzam i drwię - ale chcę dobitnie tu przedstawić, co dziś funkcjonuje zamiast „zarządzania wiekiem pracownika” czy odpowiednią polityką kadrową związaną z osobami starszymi. Rząd miał obowiązek dotychczas się z tym uporać, uporządkować sprawy około emerytalne zanim wystąpił z obecnym projektem. Ale wszystko wskazuje na to, ze pan Premier jest tu po prostu zakładnikiem własnej administracji, zamiast zapowiedzianego ograniczenia administracji, nastąpił jej gwałtowny rozrost o dziesiątki tysięcy stanowisk. Najprawdopodobniej – stanowisk zupełnie niepotrzebnych, a uszykowanych dla wnuczek i synalków, którzy przecież nie mogą być bezrobotni. Zresztą – jak powiedział wicepremier Pawlak oskarżany przez prasę o nepotyzm – „nie ma nic złego w tym, że syn pójdzie w ślady ojca”… a córeczka w ślady matki – chciałoby się dopowiedzieć.
Nie ma więc mowy o tym, aby 67-letnia „babcia” musiała być czynną pielęgniarką – jeśli nie może, ale też nie ma obecnie mowy o tym, aby mogła być przesunięta odpowiednio wcześniej na inne zbliżone stanowisko na którym także korzystałaby ze swojej wiedzy – bo stanowisko to musi być dla córeczek i wnusi „Pana Prezesa”.
Dlatego, gdy pielęgniarka już nie będzie mogła być pielęgniarką, będzie musiała na zasiłku, na jałmużnie z opieki społecznej doczekać do wieku w którym będzie mogła przejść na wypracowaną już emeryturę i emerytura ta może być dużo niższa, niż gdyby pracowała przez cały czas do wieku 55 lat i w tym wieku przeszła na emeryturę.
Na tym właśnie polega oszustwo władzy.