BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kłamstwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kłamstwa. Pokaż wszystkie posty

29/03/2014

Media usłużne wobec władzy kreują fikcyjny obraz rzeczywistości. Wierz w to co sam widzisz i czujesz.

Myśl samodzielnie!

Samodzielnie – to znaczy sam decyduj o czym myślisz, czym się interesujesz i zajmujesz. Teraz – Ty o tym nie decydujesz, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy. O tym, o czym Ty myślisz – decydują dziś inni.
To skurwysyński pomysł władzy, by korzystając z efektu popularności mediów „tabloidowych”, niechęci ludzi prostych i zmęczonych do wnikania w sprawy skomplikowane i drażniące – stworzyć im kanał (dez)informacyjny odciągający ich uwagę od spraw rzeczywiście dla nich ważnych, a skupiający się na wybranych odgórnie tematach i zdarzeniach przyciągających emocjonalnie uwagę i kanalizujących niezadowolenie ludzi gdzieś poza władzą.

Mają Cię za durnia i prostaka – interesującego się głównie plotkami, debilnymi „walkami kogucimi” polityków i tym czy Doda miała dziś majtki, czy też nie…
To sieć osób na usługach tej władzy (Tuska, PO), mająca wpływ na część „mediów”, które przyciągając metodami manipulacji socjotechnicznej uwagę odbiorców do wybranych „nośnych” a mało ważnych spraw bez istotnego znaczenia, jednocześnie odciągają uwagę ludzi od rzeczywistych problemów. Od spraw najważniejszych, afer i wpadek niekorzystnych dla władzy, ujawniających prawdę o ekipie rządzącej i podłym państwie przez nią stworzonym. Nurt ten, zwany „głównym nurtem” (mainstream)  kojarzy się głównie z kilkoma dziennikarzami wszechobecnymi w różnych mediach, reprezentującymi interesy tzw. „salonu” III RP.
Pomysł jest stary jak komunizm, z pewnością starszy niż PRL. Tyle, że w czasach PRL dopiero „raczkował”. Ale już wówczas, jeśli w jakim zakładzie pracy wybuchł konflikt pracowników z dyrekcją – prasa pisała o protestach górników – w RPA. Gdy milicja spałowała grupę ludzi pod jakimś sądem rejonowym – domagających się elementarnej sprawiedliwości – prasa pisała o strasznych, brutalnych bandach Afrykanów w Nowym Jorku i dzielnej tamtejszej policji. Dziś to banalne; technika manipulacji została przez władzę bardzo udoskonalona. Dziś funkcjonariusze władzy spośród zdarzeń typują te, które zdolne są po odpowiednim „naświetleniu” pobudzić emocje, wywołać zainteresowanie i reakcję i na wiele dni lub tygodni odciągnąć uwagę ludzi od tego, co naprawdę jest ważne a co wówczas umyka uwadze tych ludzi. Karmią Cię tym, jak podły gospodarz świnię – trocinami. Sami – objadają się smakołykami.
Codziennie w Polsce zdarza się kilka – do kilkunastu zabójstw, w tym i dotyczących dzieci, ale odpowiednio „na czas” wyciągnięta i nagłośniona sprawa jednego z nich („matka małej Madzi”) przyciągnęła uwagę durnej gawiedzi na wiele miesięcy, tym samym odciągając ją od innych dużo ważniejszych spraw. Ileż to łamów zapełniono pisaniną o różnych wersjach, scenariuszach tej sprawy; gdy zainteresowanie społeczne spadało – to się nagle pojawiały jakieś nowe wersje lub „fakty”… nowe akcje słynnego detektywa itp.

Codziennie w Polsce jest kilkadziesiąt wypadków komunikacyjnych, w tym wiele śmiertelnych, spowodowanych z udziałem osób nietrzeźwych; wyciąganie nagle jednego z nich, (owszem – bardzo tragicznego ale śmierci nie da się przecież wartościować) – znów ma czemuś służyć. Pomysł na wprowadzenie obowiązku posiadania alkomatu w każdym samochodzie nie zmniejszy liczby wypadków a… da zarobić „elicie” biznesowej: chodzi o kwotę rzędu 150 milionów zł do zarobienia na sprowadzeniu i sprzedaży tychże alkomatów a także sporo na mandatach za nieposiadanie ich. Być może tylko po to tak nagłośniono ten jeden z wielu wypadków – żeby na tym zarobić. Zewsząd wyłazi „ideologia chciwości” PO: najważniejsze – zarobić, zrobić majątek dopóki rządzi syndykat biznesowo-polityczny i jest zgoda na zarabianie za wszelką cenę. Podobnie w innych sprawach, choćby skandalu „taśm Serafina” z którego dzięki odpowiedniej ingerencji zrobiono jakiś tam drobny „wybryk” bez znaczenia, podobnie w sprawie powiązań niejakiego Plichty z „Amber Gold” i jego linii lotniczych z Premierem Tuskiem i zwłaszcza z jego synem – Michałem tam zatrudnionym.
A wiec – myśl samodzielnie, to znaczy – nie daj się prowadzić jak bezmyślny gamoń podrzucanymi Ci celowo tematami zastępczymi.

… Ale o czym?

Sam decyduj – co jest dla ciebie aktualnie najważniejsze i najciekawsze, co jest warte Twojej uwagi, co domaga się wyjaśnienia, ujawnienia i rozliczenia – i o tym mów, o tym pisz i na temat tego szukaj informacji,. zadawaj pytania korzystając ze swoich konstytucyjnych praw.

Myśl o sobie! O swoim życiu i swojej własnej sytuacji – bo w takiej sytuacji jest też kilka milionów innych ludzi, Polaków, kilkadziesiąt milionów Europejczyków. Myśl o stanie swojej rodziny, o swoich relacjach małżeńskich nadszarpniętych biedą, niedostatkiem, rozłąką z powodu „przymusowej” emigracji zarobkowej. Zastanawiaj się – co jest tego przyczyną. Jak to zmienić (jak usunąć tego przyczynę, odsunąć ją od władzy). Myśl o ostatnich kilku latach które nie wiedzieć kiedy przeleciały w trudzie, codziennej trosce i chleb, walce o przetrwanie i „związanie końca z końcem”, zapewnienie dzieciom tego przynajmniej co absolutnie niezbędne. To Twoje lata; lata twojego życia które już nie powrócą, bezpowrotnie stracone.
Myśl – dlaczego w tym kraju jest tak jak jest; jak byś chciał, aby było – żeby było normalnie. Zbliżają się wybory samorządowe – więc zastanów się na kogo głosować, kogo bezwzględnie skreślać. Słuchaj tego co mówią politycy lokalni a czego nie mówią, korzystaj z możliwości zadawania pytań i pytaj o to, co Ciebie dotyczy bezpośrednio, nie o kary dla pijanych kierowców i butne, bezczelne wypowiedzi jakiegoś Anglika. Zmuszaj kandydujących polityków do wyraźnego wypowiadania się na tematy – które Ciebie bezpośrednio dotyczą. Oni potrzebują Twojego głosu i dlatego muszą odpowiadać, muszą się jasno zadeklarować. Dla Ciebie najważniejsza jest przecież praca w kraju, możliwość uczciwego zarobienia na godne życie tu, gdzie jesteś „u siebie”.
Myśl o wykształceniu swoich dzieci, o możliwości zapewnienia im nauki, znajomości języków obcych, styczności z kulturą i sztuką. Myśl o zmęczeniu, troskach, niedostatku, o szybko przemijającej młodości i nadszarpniętej niedostatkiem urodzie swojej wybranki, tej najpiękniejszej – z którą chciałeś przeżyć swoje życie i wychować swoje dzieci.

Nie jesteś durniem; nie daj się więcej traktować jak dureń przez dziennikarzy i przydupasów „salonu” nabijającego swoje konta w szwajcarskich bankach.
Myśl samodzielnie i myśl o sobie! W takiej samej sytuacji są dziś miliony innych Polaków. Żyją w niedostatku, zarabiają z trudem, słuchają głosu „elity”.

26/03/2012

44.
Apel do pana ministra Władysława Kosiniak Kamysza.

Panie Ministrze.

W wypowiedziach Pana oraz Pana Premiera z satysfakcją odnajduję ostatnio konkluzję, że zamiarem Rządu jest stworzenie stabilnego rozwiązania systemu emerytalnego, rozwiązania przy którym nie będzie już potrzeby wprowadzania żadnych zmian w ciągu najbliższego co najmniej dziesięciolecia.
To jest oczywiście stanowisko jak najbardziej godne pochwały i wsparcia. Aby jednak system emerytalny posiadał tę cechę trwałości, musi być wystarczająco uniwersalny a przede wszystkim musi odnosić się do realiów życiowych, realiów politycznych oraz realnej prognozy gospodarczej. System musi być przemyślany ekonomicznie i finansowo, ale także odnosić się do życia, do potrzeb ludzi; nawet najlepsze teoretycznie rozwiązanie modelowe nie wytrzyma próby czasu, jeśli nie będzie odpowiadało realiom życia. A to z kolei oznacza, że zasady ubezpieczenia emerytalnego muszą uwzględniać wszystkie możliwości mogące wystąpić w życiu i realnie się do nich odnosić, uwzględniać je.

Mimo, że to jest dla Pana i teoretyków zapewne bardzo trudne, na system emerytalny trzeba patrzeć z punktu widzenia ludzi którzy mu będą podlegali. Nie z punktu widzenia ludzi którzy go nie potrzebują, nie wierzą w państwowe emerytury i nie muszą liczyć na nie.
Nawet więcej: nie można systemu emerytalnego wydzielić z całości zagadnień dotyczących warunków życia osób których obejmą wprowadzone obecnie zmiany, szczególnie osób będących obecnie w wieku zwanym „50+”, te które mają przed sobą nie więcej niż 10 lat pracy zawodowej do osiągnięcia wieku emerytalnego.

Podstawą myślenia o istniejących problemach musi być zauważenie, że człowiek by żyć, utrzymać się w gotowości do pracy, musi osiągać pewien dochód, posiadać pewne określone środki finansowe, określane jako praktycznie choćby minimalne; ale wystarczające. Tymczasem o systemie emerytalnym, o sytuacji bezrobotnych a nawet o sytuacji na rynku pracy w ogóle – mówi się jakby w oderwaniu od tej prostej i oczywistej zasady. Także wiele kwot i wskaźników jest oderwanych od tej zasady. Tworzy to przepaść pomiędzy przepisami a życiem, życie odbiega od przepisów, co z kolei pogłębia brak szacunku dla prawa, jaki odziedziczyliśmy po czasach PRL.

Dla przykładu: by utrzymać zdolność i gotowość do natychmiastowego podjęcia pracy, w chwili obecnej niezbędne jest posiadanie środków wystarczających na utrzymanie choćby skromnego dachu nad głową, utrzymanie właściwego poziomu higieny, co oznacza możliwość kąpieli w ciepłej wodzie z mydłem, szamponem do włosów, możliwość golenia się i możliwość uprania, wysuszenia i uprasowania odzieży, posiadania jej w ilości pozwalającej na zmianę. Trzeba choćby skromnie ale regularnie się odżywiać. A to z kolei wymaga środków na pokrycie kosztów tych potrzeb. Są to więc koszty mieszkania, wody i jej podgrzania, energii elektrycznej, ciepła (ogrzewania) itp. ale także i np. strzyżenia, zakupu obuwia odpowiedniego do pory roku, środków do utrzymania tego obuwia w czystości i tak dalej.

Proszę o wybaczenie, że podaję tu tak szczegółowy, rozwinięty przykład, ale większość osób wypowiadających się na ten temat sprawia wrażenie, że nie zdają sobie sprawy z tych realiów, jakby zaspokojenie tych podstawowych potrzeb było czymś tak oczywistym, że aż nie warto o tym wspominać. Ale to nie jest oczywiste. Oczywiste jest tylko to, że wszystko kosztuje, za to trzeba zapłacić. Zaznaczam jeszcze raz dobitnie, iż piszę tu o osobach bezrobotnych poszukujących pracy, bo sytuacja finansowa takiej osoby która już znalazła zatrudnienie i otrzymuje swoją pensję za pracę - to temat oddzielny. Piszę o tym dlatego, że statystycznie ok. 80% osób bezrobotnych zarejestrowanych w Powiatowych Urzędach Pracy nie otrzymuje zasiłku dla bezrobotnych. Zostało to celowo i świadomie zablokowane w treści stosownej ustawy. Jednocześnie ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy definiuje osobę uprawniona do statusu osoby bezrobotnej jako z jednej strony gotową do natychmiastowego podjęcia pracy zawodowej w pełnym wymiarze, z drugiej strony natomiast nieosiągającą dochodów wyższych niż połowa minimalnego wynagrodzenia oraz niepobierającą zasiłku stałego z pomocy społecznej.
Zapewniam Pana, że osoba osiągająca dochód mniejszy niż połowa najniższego wynagrodzenia – w krótkim czasie staje się niezdolna do podjęcia jakiejkolwiek pracy. Żaden pracodawca nie będzie też rozmawiał o zatrudnieniu z człowiekiem w sposób oczywisty prezentującym cechy charakterystyczne dla bezdomności; np. brudne, śmierdzące, wymięte ubranie, rozpadające się buty, brak podstawowej higieny, brak zębów, niemożność określenia czasu (godziny) z powody braku zegarka itp. Ustawowy wymóg ograniczający dochody osoby poszukującej pracy poniżej minimalnych realnych potrzeb życiowych – jest absurdalny. Rozumiem, że to może dotyczyć np. uprawnienia do zasiłku dla bezrobotnych, ale nie statusu osoby bezrobotnej w ogóle.

By w rzeczywistości być zdolnym do pracy, osoby poszukujące zatrudnienia muszą osiągać dochody wystarczające na utrzymanie się w takiej gotowości, o czym wspominałem wcześniej. Sytuacja takiej absurdalnej dysproporcji prowokuje składanie niezgodnych z prawdą oświadczeń o dochodach. Ogólnie rzecz biorąc – człowiek by żyć, musi posiadać wystarczające dochody. Statystycznie zaledwie kilkanaście procent osób zarejestrowanych w Urzędach Pracy pobiera zasiłek dla bezrobotnych. Ludzie zarejestrowani a niemający prawa do zasiłku muszą jakoś zarobić choćby właśnie po to, by zachować gotowość do podjęcia pracy. Chwytają się każdej okazji, również prac dorywczych „na czarno” nigdzie nie rejestrowanych, bez zapewnienia właściwych warunków bezpieczeństwa i higieny pracy. Osiągane dochody nie są nigdzie rejestrowane, zleceniodawca nie odprowadza zapewne od tego podatku ani składek ubezpieczenia. Zleceniodawcy angażują ludzi do takich dorywczych prac bezpośrednio „z ulicy”, często spod siedziby Powiatowego Urzędu Pracy. Wynikiem takiej sytuacji jest to, że ludzie są zmuszeni często nie przestrzegać przepisów czy też składać oświadczenia „nie w pełni zgodne z prawdą”, po to by utrzymać się w faktycznej gotowości do podjęcia pracy. Jest to oczywiście naganne, ale celowe; być może nie zasługuje na usprawiedliwienie ale wymaga zrozumienia.
Powstaje w ten sposób także mit czy stereotyp nieuczciwego bezrobotnego, oszusta wyłudzającego zasiłki lub choćby same składki ubezpieczenia a w rzeczywistości – zatrudnionego. Taki mit z kolei powoduje utrudnienie zdobycia zatrudnienia dla innych bezrobotnych, determinuje bardzo niski status bezrobotnego w oczach potencjalnego pracodawcy, także utrudnia pracę Urzędów Pracy, minimalizując ilość ofert zatrudnienia tam trafiających. Przyznanie się do bycia zarejestrowanym bezrobotnym jest często najgorszą rekomendacją jaką może mieć osoba poszukująca pracy.
A przecież celem działania Urzędów Pracy jest coś dokładnie odwrotnego; promowanie bezrobotnych jako kandydatów do zatrudnienia i uwiarygodnianie ich w oczach pracodawców. Znów tu mamy do czynienia z ogromnymi kosztami dającymi efekt odwrotny od zamierzonego.

Oczywiście – przypadki nieuczciwości zapewne występują, ale w opisanym przypadku przyczyną jest niedostosowanie kwoty uprawnionego dochodu do realnych potrzeb. Bezmyślnie ustalone przepisy prowokują tak wiele bałaganu. W tym przypadku – kwota dopuszczalnych doraźnych dochodów osoby bezrobotnej, chwilowo nigdzie nie zatrudnionej (na umowę o pracę lub umowę cywilną) i pobierającej zasiłek może być ograniczona do połowy najniższej płacy (prócz tego zasiłku), ale dla osoby niepobierającej zasiłku już musi być wyższa i np. równać się najniższej płacy. Także w chwili utraty prawa do zasiłku dla bezrobotnych (które ma przecież charakter czasowy a czas ten jest często krótszy niż czas poszukiwania zatrudnienia) - kwota dopuszczalnych dochodów musi być podniesiona do poziomu umożliwiającego utrzymanie się w gotowości do podjęcia pracy, o czym pisałem bardziej szczegółowo powyżej.

Wszystko to musi być realne i odpowiadać realnym, potrzebom życia. A nie jest.

Powyższy przykład dowodzi tego, że niektóre przepisy mogą mieć charakter nieprzemyślany a w konsekwencji wywołuje to istotne negatywne skutki zarówno dla Państwa jak i dla zainteresowanego obywatela. Narzuca to konkretne standardy reformie zasad emerytalnych. Na przykład kwota najniższej emerytury jest zbyt niska, nie pozwala na utrzymanie się. Zapewniam Pana, że za niecałe 800 zł (od 01 marca 2012 – 799,18 zł) nie można się utrzymać, biorąc pod uwagę wymienione potrzeby, realia życia, wzrastające koszty nie tylko utrzymania ale np. leczenia. Kwota najniższej emerytury musi zostać podwyższona np. do bardziej realnej kwoty równej najniższej płacy brutto. Koszt tej podwyżki musi się stać częścią warunków wyjściowych do reformy emerytalnej, to znaczy że należy w przeprowadzanych zmianach uwzględnić wstępne urealnienie wysokości najniższej emerytury. Koszt tej zmiany na czas do wystąpienia wystarczających efektów samej reformy – może być pokryty ze środków zaoszczędzonych w ten sposób z zasobów przeznaczanych na pomoc społeczną, bo emeryt otrzymujący świadczenie w wysokości 1500 zł nie będzie już korzystał z zasiłków i zapomóg z pomocy społecznej. Zasady funkcjonowania pomocy społecznej muszą zostać urealnione, a przede wszystkim uszczelnione tak, by pomoc trafiała wyłącznie do faktycznie i obiektywnie potrzebujących. Obecnie szacuje się (dane FOR), że połowa z 40 miliardów zł. rocznie trafia do oszustów wyłudzających pomoc nienależną.

Jest bardzo duża liczba osób bezrobotnych które nie mają prawa do zasiłku dla bezrobotnych oraz nie osiągają żadnego dochodu, nawet doraźnego. Praca „na czarno” prócz tego że jest nielegalna, obejmuje tylko niektóre zawody, np. budowlane lub najcięższą pracę fizyczną, więc nie jest dostępna dla każdego. Osoby te jeśli spełniają warunki utrzymania statusu osób bezrobotnych, muszą uzyskiwać jakieś dochody, jakąś pomoc. Ponownie można odwołać się do tego co już napisano powyżej; człowiek by żyć, by być gotowym do podjęcia zatrudnienia – musi osiągać dochód minimalny wystarczający do tego.

Z tego powodu, jako warunek wstępny przed reformą emerytalną, należy przeanalizować możliwości czasowego złagodzenia wymogów nabywania uprawnień do zasiłku dla bezrobotnych. Na przykład poprzez czasową nowelizację przepisu ustawy określającego te warunki, szczególnie dotyczące wymaganego teraz okresu opłacania składek na Fundusz Pracy, związanego z zatrudnieniem przed zarejestrowaniem w Urzędzie Pracy. Obecnie jeśli obywatel wypracowywał przychód pracodawcy z którego pracodawca opłacał przez wiele lat należną składkę na Fundusz Pracy a przerwa w tym opłacaniu w okresie pomiędzy zakończeniem pracy (płacenia składki) a zarejestrowaniem w PUP przekroczyła 6 miesięcy, obywatel ten w ogóle nie ma prawa do zasiłku. Trudno pojąć, z czego wynika ten okres akurat 6 miesięcy, wygląda to na arbitralnie ustaloną liczbę wziętą "z sufitu". Obywatel z którym rozwiązano stosunek pracy, ma obowiązek samodzielnie poszukiwać nowego zatrudnienia, być samodzielnym i aktywnym na rynku pracy natychmiast od rozpoczęcia się okresu wypowiedzenia umowy, rozwiązywanej przez pracodawcę.
Okres wypowiedzenia wynosi jeszcze często 3 miesiące w których nie można podjąć nowych obowiązków. Obywatel ma sam znaleźć sobie nowe zajęcie w czasie gdy pobiera jeszcze płacę w okresie wypowiedzenia; ma być samodzielny tak by nie musieć korzystać z zasiłku i nie ubiegać się o status osoby bezrobotnej, co należy traktować jak ostateczność, przyznanie się do swoistej "osobistej klęski". Wspomniany przepis prowokuje czy wymusza wręcz, by osoba kończąca pracę u jednego pracodawcy bez swojej winy, natychmiast po tym rejestrowała się niejako automatycznie w Urzędzie Pracy i występowała o zasiłek. A powinno dotyczyć to wyłącznie tych, którzy samodzielnie nie zdobyli zatrudnienia i potrzebują w tym pomocy np. w formie przekwalifikowania. Przepis jest absurdalny, bo karze samodzielnych i aktywnych, uważających sięganie po pomoc Państwa za ostateczność a promuje tych wyraźnie nastawionych na korzystanie z tej pomocy; on wręcz promuje bezrobocie i bierność. Absurdalne jest też odmawianie niezbędnego zasiłku osobie, która przez wiele lat generowała wpłacanie składek na FP a o jeden dzień spóźniła się z zarejestrowaniem w Urzędzie Pracy - nie spełniając przez to wymogu określonego w Art. 71 Ust. 1 Pkt 1 i 2 Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy.
Zasiłek dla osoby bezrobotnej dla której Urząd Pracy nie ma oferty odpowiedniego zatrudnienia - stanowi środki niezbędne do utrzymania jej gotowości do podjęcia takiego zatrudnienia, dlatego dostępność zasiłku musi być dużo wyższa niż obecnie, nie może być ograniczana niczym obiektywnie nie uzasadnionymi barierami biurokratycznymi. Jednocześnie dużo wyższa niż obecnie musi być dyscyplina obowiązująca osoby pobierające zasiłek. Tak przecież jest w krajach sąsiednich, np. w Danii, więc dlaczego nie może być i naszą praktyką. Obecnie urząd Pracy spotyka się z osobą zarejestrowana 5 razy w roku, jedynie po to by odebrać od niej wymagane formalnie oświadczenia.

Panie Ministrze.
Proszę nie wierzyć w cuda. Człowiek by żyć musi osiągać minimalny dochód. Nie da się żyć bez pieniędzy. Obecnie duża liczba osób tego dochodu nie osiąga, albo wręcz nie osiąga żadnego dochodu. Pracy „na czarno” także nie wystarcza dla wszystkich (na szczęście). Nie można dłużej udawać, że to zjawisko nie występuje, że władza go nie dostrzega. Bezrobotni pozbawieni pomocy bardzo często obciążają kosztem swojej egzystencji swoje rodziny, krewnych, dzieci itp. Jest to forma nieoficjalnego i nielegalnego, nieujmowanego w żadnych statystykach dodatkowego opodatkowania osób bliskich, pracujących i osiągających dochody. Wydaje się, że stan ten jest celowo i świadomie stwarzany przez państwo; władza z pełną świadomością przerzuca koszty pomocy osobom pozbawianym zatrudnienia - na ich rodziny. Co jednak w nierzadkich przypadkach, gdy rodzina nie podejmuje tego wyzwania albo jej po prostu nie ma? Taka "polityka" władzy którą Pan reprezentuje - jest wyrokiem śmierci dla osób samotnych, nie tylko starszych. Prowadzi do nieuchronnego stoczenia się do poziomu kloszarda, skrajnej desocjalizacji, kryminalizacji, śmierci na śmietniku. Jako "polityka państwa" to haniebne. Będzie to już stale związane z Pana nazwiskiem i funkcją.

Być może niezbędne jest stworzenie warunków do przejścia na wcześniejsze emerytury pewnej kontrolowanej liczby osób bezrobotnych, w formie jednorazowej ograniczonej akcji - przed wprowadzeniem reformy emerytalnej i z uwzględnieniem w nowych zasadach – kosztów tejże akcji. Alternatywą byłoby ustalenie na wzór innych krajów europejskich odrębnej emerytury przejściowej dla długotrwale bezrobotnych na czas do uzyskania praw emerytalnych na zasadach ogólnych. Wbrew pozorom koszty tego mogą być w dłuższym okresie czasu niższe, niż koszty pomocy społecznej przysługującej i niezbędnej dla tych osób.

Panie ministrze.

Te relacje finansowe muszą być analizowane łącznie, globalnie. To obojętne z której kieszeni wyjmuje się pieniądze, jeśli trzeba je wyjąć. Dlatego proponuję analizować to z punktu widzenia potrzeb człowieka a nie z punktu widzenia osobnych resortów i ich obowiązków, ich budżetów oddzielnie rozliczanych. To także musi być uwzględnione w konstrukcji reformy emerytalnej. Jedno wydaje się pewne: człowiek musi mieć jakieś dochody by żyć i nie można dłużej udawać, że się tego nie dostrzega, gdyż prowadzi to w prostej konsekwencji do gwałtownych wybuchów społecznych, niepokoju, zamieszek, ofiar i strat. Sytuacja taka wzmacnia i zasila ideologie lewicowe, co także wydaje się dziś niekorzystne.

Jeśli reforma emerytalna nie uwzględni realnej sytuacji, konieczności urealnienia kwot, a zwłaszcza faktu iż wielka liczba obywateli bez swojej winy nie może osiągnąć obecnie żadnych dochodów – skutki reformy nie będą stabilne, będzie istniała i ciągle dawała o sobie znać potrzeba zbliżenia obowiązujących przepisów do realiów życia, korekt, interwencji, a to może podważyć efekt wprowadzonych, niewystarczających zmian.

22/03/2012

37.
Pogadać jak Minister z pielęgniarką…

Nie, nie... Panu Ministrowi jak na razie   j e s z c z e   nic się nie stało... :)

Spotkanie Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych z Ministrem Pracy jakie dziś się odbyło - oczywiście w związku z konsultacjami w sprawie przesunięcia wieku emerytalnego, jest niezłym pretekstem do poruszenia pewnej sprawy. Związkowcy jak łatwo się domyśleć, argumentowali sprzeciw wobec tego projektu. Twierdzili, że wydłużenie okresu pracy pielęgniarek przed nabyciem prawa do emerytury jest groźne dla bezpieczeństwa pacjentów.

Otwiera to nowe możliwości, których się spodziewałem; rozpatrywania tego projektu przez jego przeciwników z punktu widzenia po kolei poszczególnych zawodów.
Nie dość, że już teraz zmiana wieku emerytalnego nie ma dotyczyć górników, wszystkich służb mundurowych, sędziów i prokuratorów no i w rolnictwie sytuacja jest całkiem niejasna pod tym względem, to teraz poszczególne branże będą jak przypuszczam walczyć po kolei „o swoich”. Mamy szansę otrzymać w ten sposób system dużo bardziej skomplikowany, najeżony wyjątkami, wyjątkami od wyjątków, regulacjami szczególnymi itp. – czyli tak zwany „polski bajzel” który Niemcy nazywają grzecznie  „das polnische mischmasch”.

Pisałem już o cwanych i oszukańczych argumentach pojawiających się po stronie Rządu w tej sprawie, głównie ministrów pracy i finansów oraz samego "herszta", szczególnie objawiających się w ostentacyjnym mówieniu o „wydłużeniu okresu pracy do 67 lat” a nie o „wydłużeniu okresu oczekiwania na nabycie uprawnień” – jak się powinno to zgodnie z prawdą określać, biorąc pod uwagę, że osoby te <strong>nie będą dłużej pracowały</strong>, przynajmniej duża ich liczba.

Ale okazuje się, że po drugiej stronie „konsultacji” także pojawiać się mogą podobnie irracjonalne albo po prostu nieuczciwe argumenty. Jednym z nich jest taki sposób przedstawiania sprawy: czy ktoś może sobie wyobrazić 66-letnią lekarkę przyjmującą pacjentów, 66-letnią pielęgniarkę na dyżurze w szpitalu, od której zależy bezpieczeństwo każdego z pacjentów jej powierzonych, albo 66-letnią tancerkę w balecie operowym czy nawet kasjerkę w sklepie?
To oczywiście argumenty tylko pozornie słuszne a w rzeczywistości skrajna demagogia. Irracjonalnie – taka argumentacja także odwołuje się do tego samego „przekrętu” jakim jest udawanie, że się nie odróżnia okresu „pracy do emerytury” od okresu „nabycia uprawnień do emerytury”. Projekt zmiany ustawy emerytalnej mówi jedynie o wydłużeniu do 67 lat okresu nabycia uprawnień do emerytury. Przed nabyciem uprawnień do emerytury w wieku 67 lat - można być na rencie ze względu na niezdolność do pracy, czasową albo stałą, można być na bezpłatnym urlopie, na bezrobociu, można być czasowo nieczynnym zawodowo - byle mieć wymagany wcześniejszy okres składkowy i nieskładkowy łącznie 25 lat. Uprawnienie do emerytury nie wymaga wcale bezwzględnej pracy bez przerwy do ukończenia 67 roku życia.

O tyle fałszywe czy wręcz demagogiczne jest mówienie z jednej strony o podwyższeniu kwoty emerytury dzięki dłuższej pracy a z drugiej strony o konieczności tańczenia w balecie do ukończenia 67 roku życia. To skrajnie nieuczciwa demagogia z obu stron.
Powtórzę więc jeszcze raz: podwyższenie wieku nabycia uprawnień do emerytury to jedno a realna możliwość utrzymania zatrudnienia do tego wieku – to co innego. Najpierw trzeba było - dzięki wcześniejszym reformom - zapewnić realne szanse rzeczywistej pracy do wieku 67 lat (abstrahując od zawodu), tak by wystąpił efekt zwiększenia wymiaru emerytury przez dłuższy czas płacenia składek do IKE, a dopiero wtedy wystąpić z końcowym etapem reformy – zmianą ustawy emerytalnej co do wieku nabycia uprawnień emerytalnych.
Zresztą jeśli ktoś ukończy 67 rok życia pracując, to wcale nie znaczy, że MUSI pracę już zakończyć i odejść na emeryturę; to znaczy że ma takie uprawnienie ale jeśli porozumie się z pracodawcą co do dalszego zatrudniania – może pracować dalej i pobierać emeryturę (zgodnie z obecnie obowiązującym prawem).

Co do owych „67-letnich baletnic” – jak byśmy nazwali ogólnie ten problem:
Każda praca ma swoją specyfikę, charakterystykę. Charakterystyki te są opracowywane i udostępniane w postaci opisów dostępnych w WUP, PUP , w punktach doradztwa zawodowego i w Internecie. Także w procesie nauki można zdobyć wszelką wiedzę dotyczącą zagrożeń długości pracy w danym zawodzie. Na przykład w zawód tancerki baletowej jest już z góry i z natury wpisana nieubłagana „sezonowość” pracy bezpośrednio artystycznej. Podobnie i wśród modelek. Każda tancerka wie doskonale, że - choć to też trochę od niej zależy, to ma przed sobą bardzo krótki okres bezpośredniego uprawiania zawodu artystycznego; 10 lat, może 20 lat. W każdym razie z pewnością nie do emerytury nawet i w wieku 55 lat. Dużo krócej. Ale ktoś musi przecież uczyć nowe tancerki i osoba która ma za sobą etap pracy na scenie – jest do tego najlepiej przygotowana. To samo można wykazać na przykładzie sportowców, bokserów (których do sportowców nie zaliczam), pilotów – szczególnie wojskowych itp. Ogólnie – w wiele zawodów wpisana jest z natury ich czasowość i musi istnieć, przeważnie też istnieje jakaś dalsza droga. Mało tego: człowiek uprawiający ten zawód i wiedzący o tym fakcie „sezonowości” – sam powinien myśleć o swojej przyszłości. Tenisiści zakładają szkoły tenisowe albo produkują sprzęt. Bokserzy lubią inwestować oszczędności w branżę restauratorską. Generalnie przecież każdy człowiek sam odpowiada przed sobą za swoją przyszłość, drogę zawodową, także za możliwość wycofania się z tej drogi, przydatność zdobywanej wiedzy. Przecież każdy człowiek ma "rzeźbić" swoje życie tak jak chce ale i mieć coś w zanadrzu na chwilę nieprzewidzianych problemów czy zmian. Na tym polega mądrość życia i nikt a już z pewnością nie Państwo nikogo w tym nie zastąpi, może co najwyżej nieco dopomóc lub  utrudniać.

Wracając do pielęgniarek i położnych: każdy człowiek pracuje w swoim zawodzie do kiedy może. Jeśli staje się niezdolny do wykonywania swojej pracy uzyskuje orzeczenie o stopniu niepełnosprawności, zgodnie z którym podejmuje taką pracę którą jako osoba niepełnosprawna jest w stanie wykonywać. Jeśli całkowicie nie jest w stanie pracować – otrzymuje rentę. Jeśli jest w stanie wykonywać swoje obowiązki w danym zawodzie – to pracuje nawet i do samej emerytury. Dlatego argument związkowców o „67-letniej pielęgniarce” jest tak bardzo demagogiczny. Ale związkowcy mają prawo do swojego punktu widzenia a może i nawet mają taki obowiązek wobec płacących składki związkowe.

Jest tu istotnie problem, tylko się o nim zbyt mało mówi. Sprawa kształtowania kariery zawodowej, odpowiedniej informacji. Sprawa tzw. zarządzania wiekiem w firmach, także i produkcyjnych. Pielęgniarka, jeśli już nie może z pełną odpowiedzialnością pełnić dyżurów na oddziałach szpitalnych, może mogłaby być pielęgniarką towarzyszącą lekarzowi rodzinnemu. Może mogłaby jeszcze być opiekunką osoby starszej wymagającej opieki pielęgniarskiej, pracownikiem DPS-u . W końcu – mogłaby być pracownikiem ewidencji medycznej, rejestracji, wykonywać prace biurowe w szpitalu – wymagające wiedzy zawodowej o sprawach medycznych i organizacyjnych ochrony zdrowia. Wcale nie jest nigdzie powiedziane ani nikomu gwarantowane, że będzie pracował bezpośrednio w swoim zawodzie aż do emerytury. Oczywiście nie można człowieka pozostawić samemu sobie z tym problemem, pracodawca powinien mieć to na uwadze. Powinien istnieć system prawny tzw. ustaw około emerytalnych obejmujących i to zagadnienie. Na dodatek – to powinno być wprowadzone wcześniej, przed wydłużeniem czasu oczekiwania na nabycie uprawnień do emerytury.

Dziś jest zupełnie odwrotnie. Rejestratorką, pracownikiem biurowym szpitala nie może być pielęgniarka która już nie może pełnić odpowiedzialnych dyżurów ze względu na wiek czy stan zdrowia. Nie może, bo stanowiska te są najczęściej obsadzane ludźmi młodymi na zasadach nepotyzmu i prywaty. Wiadomo, że przysłowiowa córeczka czy wnusia wielkiego pana prezesa, dyrektora czy radnego musi mieć pracę, przecież nie zarejestruje się w Urzędzie pracy razem z tą „hołotą” – więc załatwiana jej jest praca biurowa; w urzędzie, w szpitalu, w samorządzie… Tak samo często z (mamin)synkami i rozpieszczonymi wnusiami panów prezesów, którym już znudziło się siedzenie w domu i popalanie „marychy” po kątach; tatuś załatwi „odpowiednią” pracę…

Ja tak świadomie przejaskrawiam, wyszydzam i drwię - ale chcę dobitnie tu przedstawić, co dziś funkcjonuje zamiast „zarządzania wiekiem pracownika” czy odpowiednią polityką kadrową związaną z osobami starszymi. Rząd miał obowiązek dotychczas się z tym uporać, uporządkować sprawy około emerytalne zanim wystąpił z obecnym projektem. Ale wszystko wskazuje na to, ze pan Premier jest tu po prostu zakładnikiem własnej administracji, zamiast zapowiedzianego ograniczenia administracji, nastąpił jej gwałtowny rozrost o dziesiątki tysięcy stanowisk. Najprawdopodobniej – stanowisk zupełnie niepotrzebnych, a uszykowanych dla wnuczek i synalków, którzy przecież nie mogą być bezrobotni. Zresztą – jak powiedział wicepremier Pawlak oskarżany przez prasę o nepotyzm – „nie ma nic złego w tym, że syn pójdzie w ślady ojca”…  a córeczka w ślady matki – chciałoby się dopowiedzieć.

Nie ma więc mowy o tym, aby 67-letnia „babcia” musiała być czynną pielęgniarką – jeśli nie może, ale też nie ma obecnie mowy o tym, aby mogła być przesunięta odpowiednio wcześniej na inne zbliżone stanowisko na którym także korzystałaby ze swojej wiedzy – bo stanowisko to musi być dla córeczek i wnusi „Pana Prezesa”.
Dlatego, gdy pielęgniarka już nie będzie mogła być pielęgniarką, będzie musiała na zasiłku, na jałmużnie z opieki społecznej doczekać do wieku w którym będzie mogła przejść na wypracowaną już emeryturę i emerytura ta może być dużo niższa, niż gdyby pracowała przez cały czas do wieku 55 lat i w tym wieku przeszła na emeryturę.

Na tym właśnie polega oszustwo władzy.

25/09/2011

10.
Pajac straszący emerytów.

Przysłowiowy "nagły szlag" mnie trafia, kiedy wyjdzie któryś z naszych politycznych pajaców i zaczyna „ostrzegać” społeczeństwo:

… Wy tam sobie nie myślcie, że emerytury - to będą wystarczały na normalne życie. Warunki demograficzne powodują oraz kryzys gospodarczy, że to może być 30% lub 40% pensji otrzymywanej przed uzyskaniem prawa do emerytury. Trzeba oszczędzać, samemu się starać, oddzielnie się "prywatnie" ubezpieczyć w III filarze, bo system nie wyrabia, wpłaty do ZUS maleją i nie wystarczają nawet na wypłaty bieżące dla obecnych emerytów. Ludność się kurczy, PKB spada, społeczeństwo się starzeje, emerytów przybywa – więc dlatego emerytura będzie wynosiła 500 góra 600 złotych a resztę to musicie sobie sami zaoszczędzić z tego, czego my wam nie damy rady corocznie zabierać…

Niestety. Nie wygląda to zazwyczaj na występ jakiegoś clowna… Raczej bardziej chyba - grabarza albo… jego syna – grabarczyka. Tylko - jeszcze bardziej niż grabarczyk wkurza.

Wiem - że nie wszystko wiem. To znaczy, że mechanizmy ubezpieczenia powszechnego są dość skomplikowane i działają na znacznej liczbie zmiennych, ale… przecież nie są nieznane albo niemożliwe do kontrolowania. Wszystko to przecież nie jest skazane na przypadek, ślepy traf.

Zawsze wówczas przychodzi mi na myśli porównanie:

Podobieństwo o budowie domu.
Załóżmy, że chcemy mieć na stare lata dom. Taki zwyczajny, standardowy, żadne tam wodotryski...
Co w związku z tym robimy?
Zastanawiamy się najpierw – jaki powinien być aby spełnił podstawowe założenia: niezbyt mały ale i nie duży. Optymalna wielkość w stosunku do kosztów ogrzewania i eksploatacji. Musi mieć choć jedno wejście bez schodów – bo nie wiadomo czy i jak długo jeszcze będziemy mogli po schodach wchodzić. Musi być wygodna łazienka na parterze, ale i oddzielny, mniejszy natrysk bez żadnych progów, by łatwiej było wejść pod prysznic przy trudnościach z chodzeniem, jakie ewentualnie wkrótce mogą nas dopaść. W łazience powinno być miejsce na zamontowanie dodatkowych urządzeń i uchwytów dla niepełnosprawnych, bo nie mamy gwarancji, jak długo jeszcze pełnosprawni pozostaniemy. Doświadczenie życiowe podpowiada nam jednak, że nasz stan zdrowia oraz sprawność będzie się z wiekiem raczej pogarszała a nie poprawiała. Musi mieć wydzielony pokoik z mini-łazienką także na poddaszu, aby ewentualnie miał odpowiednie miejsce pobytu ktoś (opiekunka), kto się będzie nami opiekował w czasie choroby... przydałaby się mini-klimatyzacja przynajmniej jednego pokoju – na duże upały. I tak dalej; planujemy – przewidując typowe dla sytuacji okoliczności jakie da się przewidzieć. Ostatecznie nie jest to trudne, korzystamy z doświadczenia życiowego i dostępnej powszechnie wiedzy. Następnie zamawiamy projekt, podając wszystkie nasze wymyślone wcześniej założenia i warunku do uwzględnienia w projekcie. Ustalamy górną granicę kosztu zgodnie z posiadanymi możliwościami albo rozpoczynamy intensywne gromadzenie gotówki, jeśli mamy jej zbyt mało… i tak dalej...
Ogólnie – i to jest w tym najistotniejsze – najpierw określamy co nam potrzeba, jakie są minimalne wymagania, by całe przedsięwzięcie, wysiłek i wydatek miał sens… a następnie ustalamy - co należy zrobić, by założony cel osiągnąć i realizujemy ten scenariusz, krok po kroku… Jeśli cel jest logiczny a jednocześnie rozsądny - to środki do jego realizacji należy korygować a nie tenże cel. Po to właśnie jest opisane powyżej rozsądne planowanie.

Wydaje się to aż nadto oczywiste. Logiczne nawet dla dziecka.

W związku z tym, zawsze jednak nurtuje mnie proste pytanie: dlaczego wszelka taka logika nagle wszystkich opuszcza, gdy rozmowa przechodzi na temat emerytur.
Czy w przypadku emerytur nie można tak samo? To by przecież było dokładnie tak samo oczywiste jak w przypadku domu. A nagle - założenia wstępne zmieniają się na przeciwne. Dlaczego?

Emerytura ma stanowić środki do zaspokojenia podstawowych, standardowych potrzeb człowieka, który już pracował tyle ile „się należy”, spełnił swoją część umowy ubezpieczeniowej i teraz ubezpieczenie, Dokładniej Państwowy Zakład Ubezpieczeń - ma zrealizować swoją część umowy. Jeśli emerytura ma stanowić środki do życia to musi wynosić… tyle ile musi, ile wynika z aktualnego układu cen i kosztów.
Z samej zasady – musi się dać za to żyć i opłacić standardowe koszty mieszkania, leczenia, ubrania, podstawowych potrzeb życiowych i kulturalnych. A ponieważ ludzie zarabiają bardzo różnie - w zależności od tego ile „wytwarzają”, to załóżmy że wysokość emerytury powinna odpowiadać ostatnim zarobkom, ale jednak nie mniej niż kwota potrzebna do utrzymania podstawowego standardu życia. Niechby tym minimum była choćby ustawowo określona najniższa płaca, ale traktowana jako netto. A to dlatego, że właśnie przy ustalaniu ustawowej najniższej płacy bierze się pod uwagę układ cen i kosztów, urealnia się ją do sytuacji.
Jest to odpowiednik ustaleń szczegółowych przyszłego domu – czyli skutku jaki ma zostać uzyskany.

Potem fachowcy mają się zastanowić co należy zrobić aby uzyskać taką wysokość emerytury. Podobnie jak projektant domu miał wykorzystać swoją wiedzę by uzyskać produkt odpowiadający wszystkim początkowym, wstępnym założeniom i na dodatek mieszczący się w granicach kosztu, tak i organizatorzy systemu emerytalnego mają się zastanowić, co należy zrobić aby emerytura wyszła taka jak ma być, jaka musi być.

Nie wiem, czy ta różnica ze stanem obecnym jest wystarczająco zrozumiała dla czytelnika, ale chodzi tu po postu o filozofię założenia wstępnego.
Nie – „robimy to jak robimy, jak dotychczas było a na końcu zobaczymy ile nam wyjdzie” a zupełnie odwrotnie: „robimy to co potrzeba, aby nam wyszło tyle ile musi nam wyjść”!
To – ile musi wyjść – ma być punktem wyjścia dla wszystkich następujących po tym działań.
Czy to nie jest proste i oczywiste?

Ale oczywiście zaraz sceptycy się rzucą na mnie jak te wściekłe piranie: skąd na to pieniądze… System ubezpieczenia emerytalnego ma zgromadzić na to pieniądze. Po to jest.
System musi być oszczędny, powszechny, równy, wydajny i tak skonstruowany, aby gromadził dość pieniędzy. Ubezpieczenie emerytalne jako fundusz musi być "szczelne" zarówno po stronie zobowiązanych do płacenia składek jak i zarządzających nimi a w stopniu skrajnym od dawna nie jest. Składka ma być tak ustalona w stosunku do innych kosztów, by dawała możliwość wypłacania takiej emerytury. System musi być szczelny i powszechny. Jeśli zasoby pochodzące ze składek maleją z przyczyn demograficznych, to trzeba temu przeciwdziałać "demograficznie", bo zjawiska demograficzne to nie jest jakieś fatum, ani dopust Boży. Nie tylko chodzi tu o budżet emerytalny w jego całkowitym wymiarze, a o sposób gospodarowania nim i podziału. Wreszcie to nie zasoby ubezpieczenia mają dotować potrzeby gospodarcze skarbu Państwa czy Ministerstwa Finansów a odwrotnie; może skarb Państwa coś czasem dorzucić do systemu emerytalnego, który powinien być jednocześnie ze skarbu państwa bezwzględnie wydzielony.

Wszystko da się zrobić normalnie. Tylko dlaczego się nie próbuje a wysyła cholernego "pajaca" do straszenia?

Odwiedziny: