BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

03/03/2013

Powrót do normalności…?

Tragiczne wrażenie na osobach mających dziś ogromne problemy życiowe z powodu wypaczenia albo zminimalizowania funkcji państwa przez obecną władzę, robią wszelkie próby uzasadniania tego (w sensie usprawiedliwienia lub uprawomocnienia) jak i inne głosy skrajne – negujące potrzebę istnienia państwa w ogóle..
Trudno się dziwić: to tak jakby ktoś czekający na przyjazd lekarza do obłożnie chorego miał zamiast o potrzebie przyspieszenia interwencji lekarskich – słuchać o ich całkowitej nieopłacalności a nawet o potrzebie (zamiarach) zaprzestania wizyt lekarskich w takich przypadkach.

Trudno w takim przypadku o równowagę i optymizm a pesymizm i brak pozytywnych perspektyw zazwyczaj wzbudzają lęk i agresję. W normalnych warunkach państwo ma dużo do zrobienia i nie jest w tym możliwe do zastąpienia. Szczególnie chodzi tu o niezbędne interwencje mające na względzie interes społeczny w sytuacjach jakie mogą wyniknąć z wolnego rynku i swobody działalności gospodarczej – a są nie do zaakceptowania z punktu widzenia społecznego.
Przykładem z życia mogłoby tu być bezrobocie w grupie osób w wieku produkcyjnym mających ponad 45 czy 50 lat, ale mniej niż wiek uprawniający do zakończenia aktywności zawodowej dzięki nabyciu prawa i otrzymywaniu emerytury. Osoby takie muszą i najczęściej przecież wówczas – chcą - być zatrudnione po to, by wypracowywać sobie środki na zaspokojenie codziennych potrzeb, oraz opłacenie składek obowiązkowych od których będzie zależała w przyszłości ich emerytura.
By żyć w tym kraju trzeba zarabiać na swoje a czasem nawet nie tylko swoje utrzymanie; praca i zarabianie jako jej następstwo – jest niezbędne.
Praca jest niezbędna także i z wielu innych powodów, ale o tym napiszę oddzielnie.

Działalność gospodarcza jest prowadzona w oparciu o obowiązujące regulacje prawne jej dotyczące. Cóż jednak, gdy na skutek zasady swobody organizowania i prowadzenia działalności gospodarczej pracodawcy stwierdzą gremialnie, że wspomnianych osób nie będą zatrudniać „z zasady”. Taką sytuację właśnie obserwujemy i uczestniczymy w niej; jest ona skrajnie niekorzystna społecznie i to na bardzo wielu płaszczyznach i po to jest państwo, by w tej sytuacji skutecznie interweniować w gospodarkę i rynek pracy, modyfikując obowiązujące zasady tak, by przynajmniej minimalizować owe niekorzystne skutki. Taką interwencją jest inicjowanie organizowania zatrudnienia dotowanego, w formie np. tak zwanych „prac interwencyjnych”, licząc na to, że dotacja obejmująca około połowę podstawowych kosztów zatrudniania (płacy i składek obowiązkowych) zmieni nastawienie pracodawców i zapobiegnie w ten sposób – przynajmniej doraźnie – katastrofalnym skutkom społecznym. Interwencja państwa może też na przykład dotyczyć produkcji lub usług, które w danym, chwilowym stanie gospodarki są uważane za nieopłacalne, ale też są społecznie niezbędne i muszą być dostępne ze względu na interes społeczny.

Mamy właśnie teraz wspomnianą wyżej sytuację; ogromne bezrobocie z nieokreślonych powodów w grupie osób w wieku produkcyjnym określanych jako „50+” oraz interwencję państwa ratująca wielu z tych ludzi przed ostatecznym upadkiem, licząc na zmianę sytuacji po kilku miesiącach pracy tymczasowo dotowanej.
Tymczasem różni ludzie bez wstydu i godności oraz adepci „nauk” tego dość znanego, śmiesznego fircyka we fraczku i cylinderku, tego znanego polskiego walczącego „rojalisty” – któremu się we łbie roją różne ciekawe pomysły tyleż słuszne, co całkowicie abstrakcyjne, jeżdżącego po Polsce z „wykładami” i robiącego sobie z tego niezły pomysł na łatwe i wygodne życie – zaczynają nerwowo reagować i chwytają się manipulacji znaczeniami słów, byle wywiązać się ze swojego podłego zadania.
A ich zadanie, to właśnie ukrycie przed większością społeczeństwa ideologicznego charakteru władzy sprawowanej i tworzonej dziś przez PO, tak jak i oczywiście – w przypadku każdej innej władzy. Chcieliby także jakoś zneutralizować rosnącą powoli, odbudowującą się świadomość ludzką dotyczącą tego, że wszystko co się w Polsce dzieje, wynika z założeń politycznych, dziś – z ideologii Platformy Obywatelskiej a nie z jakichś obiektywnych i apolitycznych „zasad nauki” i wiedzy eksperckiej.

Jeszcze do niedawna ludzie tracili miejsca pracy, biedowali, marnowali lata życia swoje i swoich dzieci, czasem staczali się w bezdomność, albo popadali w alkoholizm by nie myśleć, by się nie wstydzić, albo z kolei myśleli i wstydzili się bardziej popaść w alkoholizm niż zdechnąć na śmietniku… a wszystko to z przekonaniem, że to jest WOLNOŚĆ !, oczekiwany POWRÓT DO NORMALNOŚCI !. Że to wszystko wynika z nauki, ze sprawdzonych i zweryfikowanych w kapitalizmie zasad ekonomii, zarządzania, że tak ma być i jest to jedyna słuszna droga. No i oczywiście, że politycy powinni się od gospodarki trzymać z daleka – bo przecież „niewidzialna ręka” sama wszystko wyreguluje…
Nawet prosta do uzyskania informacja, że dziwnie – ani Niemcy, ani Francja a już szczególnie Wielka Brytania tą drogą jakoś nie idzie a ma się całkiem dobrze – nie wzbudzała niczyich zastrzeżeń.
To jednak nie jest jak się okazuje żaden sygnał ostrzegawczy dla ćwoka czy prostaczka z czarnym podniebieniem, poklepanego protekcjonalnie przez sąsiadkę po plecach i dumnie idącego tam, gdzie mu „mądrzejsi” powiedzieli, że należy iść, by być przez nich uznanym za „Prawdziwego Europejczyka”.
Niestety, zmiany minionych dwudziestu lat to nie był powrót do normalności a odejście od niej, tylko odejście w nieco innym kierunku niż za czasów wdrażania ideologii Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Pod tym względem PO niczym się nie różni od PZPR, tak jak zresztą i od innych; jak każda partia ma program, który deklarowała zrealizować, zabiegając o głosy poparcia. Program ten nie jest tym, czego Polscy oczekiwali po zmianach wynikłych z Sierpnia.

W działaniach socjotechnicznych jako czynnik oddziaływania wykorzystuje się i to, że media a zwłaszcza prasa opanowana jest teraz przez „nowy narybek” tak zwanych „dziennikarzy”, którzy starają się coś pisać pomimo rozlicznych „dys…”, zasadniczych braków wiedzy i niechęci do jej uzupełniania, ale najczęściej pozostają przy plotach, maglu, wodolejstwie pseudonaukowym „zrzynanym” z Internetu oraz niedokładnym cytowaniu rzeczników prasowych.
Drugi czynnik – to korzystanie z faktu odmienności języka kolokwialnego oraz języka oficjalnego, dotychczas uznawanego za dziennikarski. Jeszcze całkiem niedawno było tak, że język dziennikarski był najbardziej precyzyjną formą wypowiedzi, oczywiście jeśli taki był zamiar autorów. Język prasy, radia i telewizji był normą poprawności. Coś co zostało napisane – musiało być jednoznaczne i precyzyjne przynajmniej o tyle, że nie zawierało kolokwialnych, potocznych twierdzeń, uproszczeń, skrótów myślowych – czytelnych dla „ulicy” ale niedopuszczalnych w wypowiedziach oficjalnych, rejestrowanych i archiwizowanych. Niestety czasy te w ramach „ulepszania” Polski już dawno odeszły do historii i język prasowy, dziennikarski staje się jeszcze mniej zrozumiały, rzetelny i precyzyjny, niż potoczny język „ulicy”. Oliwy do tego ognia dolewa jeszcze powszechne pozbywanie się korektorów w wydawnictwach prasowych – jako „zbędnego kosztu”.
Na przykład słyszy się na ulicy, że „chleb podnieśli” albo że „od dziś benzyna poszła w górę” i wszyscy rozumieją iż chodzi o podwyższenie CENY chleba lub benzyny; nikt normalny nie będzie raczej zadzierał głowy do góry by ujrzeć tę „idącą do góry” benzynę, czy fruwający gdzieś tam na większej niż normalnie wysokości – chleb…
Właśnie takie różnice wykorzystują różne szuje do mieszania ludziom w głowach.
Dlaczego?
Coraz większym problemem dla władzy jest narastająca fala bezrobocia i jej skutki, przy tym narastająca fala świadomości, niezadowolenia, zniecierpliwienia. Obawiam się, że ludzie jeszcze do końca nie zrozumieli, że jest tak na skutek realizacji konkretnej ideologii, na którą oni w akcie wyborczym podobno, mniej lub bardziej świadomie dali zgodę. Problem dla władzy wynika stąd, że jedyna droga zwalczenia tak na prawdę a nie „medialnie” bezrobocia i innych poważnych problemów – wiedzie przez zakwestionowanie założeń politycznych, partyjnych tego wszystkiego. By się uporać z problemami – PO musiałaby przestać być PO, a wtedy straciłaby głosy (47 – 50% poparcia) tych, co poważnie kiedyś wzięli zaproszenie do bogacenia się za wszelką cenę i obietnicę „parasola ochronnego władzy” za wszelką cenę – nad biznesem.

Wracając do przykładu bezrobocia: oczywiście, że stwierdzenie „brak pracy” jest kolokwialne i należy do „języka ulicy”; jest po prostu wielkim skrótem i uproszczeniem myślowym – tak jak wspomniane podwyższenie benzyny czy podnoszenie chleba.

Jeśli przyjąć terminologię stosowną dla pojęcia rynku w odniesieniu do pracy (co generalnie uważam za bezprzedmiotowe bo w tym kraju rynek pracy sensu stricte nie funkcjonuje), to należy mówić tu o popycie na pracę jako „towarze rynkowym” oraz o „podaży pracy”. Popyt na pracę ludzką to zapotrzebowanie przedsiębiorstw jako pracodawców na pracę najemną, związaną np. z prowadzoną produkcją, albo z jej rozszerzeniem ilościowym lub asortymentowym. Popyt na pracę wyraża się ilością wolnych miejsc pracy oraz ilością ofert zatrudnienia pracownika. Stwierdzam tak, bo sama ilość wolnych miejsc pracy, bez woli zatrudnienia na nich nowych pracowników – nie jest „popytem na pracę”, jak też i ilość ofert zatrudnienia ale bez istniejących stosownie do nich, nowych i wolnych miejsc pracy – także nie jest popytem na pracę ludzką. Popyt na pracę istnieje tylko wówczas, gdy istnieją wolne miejsca pracy oraz jednocześnie pracodawcy zgłaszają chęć zatrudnienia na tych miejscach pracy nowych pracowników (oprócz tych dotychczas zatrudnionych). Nie jest popytem na pracę zwolnienie tysiąca zatrudnionych i przyjęcie na ich miejsce tysiąca innych, nowych pracowników, pomimo że związane by to było z tysiącem ofert i tysiącem praktycznie „wolnych” wówczas miejsc pracy.
Podaż pracy – to ludzie zdolni i gotowi do podjęcia się wykonywania zadań potrzebnych pracodawcy, określonych przez niego w ofercie zatrudnienia a potem w umowie o pracę.
W konwencji rynkowej, praca rozumiana jako wykonywanie dla kogoś potrzebnych mu czynności – jest towarem, tak jak węgiel, woda lub kruche ciasteczka posypane cukrem. Pracownik zapewnia podaż pracy i sprzedaje ją a pracodawca zapewnia popyt na pracę i kupuje ją – w formie zatrudniania pracowników.
Niektórzy ludzie udają jednak, że tego nie rozumieją i celowo zastępują pojęcie tak rozumianej pracy – pojęciem „pracy” w sensie fizycznym, bez uwzględnienia jej rynkowego charakteru.
Ktoś taki nagle gotów dojść publicznie do wniosku, że żadnego bezrobocia nie ma. Jest praca, czeka na każdym kroku. Jest wszędzie tyle do zrobienia. Powie na przykład: … A jak to jest w ogóle możliwe że ktoś nie ma pracy? Przecież to właściwie jest niewyobrażalne! Co to właściwie znaczy że ktoś nie ma pracy? Dookoła tyle rzeczy do zrobienia a ludzie nie mają pracy? Przecież to jakiś absurd! Paranoja!
Przecież wszędzie jest praca; O!: na przykład chodnik na mojej ulicy jest cały do wymiany bo płytki popękały… Tylko się nierobom nie chce pracować, bo czekają aż im „państwo” da zasiłek.
Faktycznie: paranoja.
Wszędzie jest do wykonania jakaś „praca” w znaczeniu fizycznym tego określenia, jest to „praca nie do przerobienia”, ale żeby to była praca w znaczeniu rynkowym, rynku pracy – to musi być ktoś kto ją „zapotrzebuje” za konkretną zapłatę, czyli ktoś kto zechcę wykonanie jej kupić. Zakładam przy tym, że ktoś kto ją zechce wykonać, czyli sprzedać własną pracę – zawsze się znajdzie, bo tym się charakteryzuje rynek pracy; zawsze popyt na pracę jest mniejszy niż jej podaż, czyli inaczej mówiąc – zawsze jest mniej ofert zatrudnienia (i zapłacenia) niż chętnych do podjęcia pracy. W normalnej sytuacji dobrze zarządzanej i dobrze funkcjonującej gospodarki – liczba niezatrudnionych stanowi 1 – 2% osób w wieku produkcyjnym (tzw. naturalna stopa bezrobocia) a obecnie mamy w tym kraju takich osób zarejestrowanych ponad dwa miliony sto tysięcy, co stanowi ponad 14% liczby osób w wieku produkcyjnym (tzw. klęska bezrobocia). W ten sposób propaguje się mylny wniosek: wszystko jest dobrze, praca jest, tylko się ludziom robić nie chce… Wszelkie próby zorganizowania społeczeństwa są przedstawiane jako szkodliwe, bo przecież w sposób naturalny dąży ono do powrotu do jaskiń. Zaczyna się tu zrzucanie winy za wszystko co złe – na państwo, nie na konkretną władzę realizującą swoje konkretne programy polityczne. Winne wszystkiemu jest to, że państwo w ogóle istnieje. Przy tym fakt, że istnieją setki innych państw i niektóre – doskonale a inne – całkiem dobrze się mają – nic nie znaczy…
Tu zresztą także mamy niejednoznaczność: państwo jako takie nie jest złe co wcale nie znaczy, że ono zawsze dobrze funkcjonuje, że jest dobrze zarządzane. Tak jak np. biskup–pedofil nie świadczy źle o Bogu, tak i błędna ideologia władzy psująca funkcjonowanie państwa – nie świadczy przeciwko państwu a wyłącznie przeciwko tej władzy.

Czasem wydaje się, że ludzie owładnięci jakąś ideą, ideą cudzą – bo przecież najczęściej nie oni są jej odkrywcami, przyczyniają się do postępu, bo wspierają badania teoretyczne pozwalające poznać lepiej prawa rządzące społeczeństwami i gospodarką. Tak jak naukowe dociekania są dobre, to próba wdrożenia ich, jakiejś teorii – w życie zazwyczaj kończy się tak jak próba wdrożenia prac naukowych Karola Marksa. Tego typu podjudzanie, propagowanie może i pozornie efektownych, ale praktycznie niemożliwych do przyjęcia eksperymentów robi wiele szkody , bo zagłusza tematy ważne, dramatycznie pilne i decydujące o losie wielu ludzi.
Tak zwane „życie” czyli realna, otaczająca nas rzeczywistość wymyka się wszelkim teoriom, które są co prawda niezbędne i świadczą o dążeniu człowieka do pełnej świadomości i niezależności, ale nie są w stanie odtworzyć warunków realnego świata. Państwo działające i imieniu interesu społecznego jest zwolnione z ograniczeń narzucanych przez wszelkie teorie czy modele naukowe dotyczące ekonomii, nie jest ograniczone ani opłacalnością ekonomiczną, ani zasadami samoregulacji. Opiera się raczej na pojęciach nieekonomicznych, takich jak godność, szacunek, solidarność, sprawiedliwość. Dzięki temu – dziś nie musimy przyznać po prostu, że ludzie w wieku 50+ wypchnięci poza „rynek pracy” – są przez państwo skazani na śmierć, co należałoby przyznać – kierując się jedynie prawami ekonomii realnie funkcjonującej.
Niezłym przykładem interwencji państwa jest ustawa o PFRON, stawiająca interes społeczny dotyczący zatrudniania osób niepełnosprawnych (aby zdobywali sami środki do życia oraz korzystali z innych funkcji pracy) – ponad zasadami prostej czy chciałoby się powiedzieć – prostackiej – opłacalności, stwarzająca platformę zrównania szans ponad pojęciami dobroczynności czy po prostu jałmużny, bez tego osoby poszkodowane przez los byłyby jeszcze bardziej poszkodowane. Są jednak ludzie, którym jest zbyt łatwo powiedzieć komuś: jesteś „nieopłacalny”, dlatego musisz umrzeć; to rodzaj zboczenia psychicznego, psychopatii – gdy dotyczy realnego życia.
Państwo to forma organizacji stojąca ponad takimi ograniczającymi własnościami jak opłacalność i jest dlatego społecznie niezbędne, stwarza ono środowisko, w którym funkcjonują przedsiębiorcy i wszyscy inni, zapobiegając skrajnym „ekscesom” i konfliktom, godząc konflikty w obszarze wolności – wolność prowadzenia działalności gospodarczej z wolnością np. człowieka w wieku 50+ albo niepełnosprawnego objawiającą się jego prawem do życia POMIMO że przedsiębiorcy skazali go na śmierć – wykluczając z rynku pracy. Zdobywając środki operacyjne np. poprzez prawo fiskalne, państwo może spowodować, że respektowane będzie także jego prawo do wolności – wyrażające się prawem do zdobycia poprzez pracę środków potrzebnych do utrzymania. Dzięki interwencji państwa dostępne są np. leki, których by nie było w dyspozycji – gdyby kierowano się przy tym wyłącznie zasadami ekonomii jako nauki, że przeprowadzane są operacje i inne działania lecznicze pomimo ich ogromnego kosztu i materialnej „nieopłacalności” z punktu widzenia medycyny jako biznesu, gdy stanowią „jedynie” wydatek. Wydatek jednak niewielki w porównaniu z wartością życia ludzkiego i jego prawa do wolności.

Skandalicznym wypaczeniem jest państwo zarządzane czy wręcz organizowane przez przedsiębiorców, przez „biznesmenów” niejako pod ich potrzeby, czyniące z biznesu rodzaj współczesnego bałwana, któremu się wszystko podporządkowuje, także życie i śmierć zwykłych, prostych ludzi uzależnionych od pracy najemnej. To ogromne barbarzyństwo pochłaniające wiele ofiar. Niestety elementy tego właśnie obserwujemy poprzez „sztuczną mgłę” propagandowego zaciemnienia.

Odwiedziny: