BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty

15/02/2014

Jest już uaktualniony program partii Prawo i Sprawiedliwość.

W związku z tym, że szczególnie interesuje mnie obecnie sprawa stosunku PIS do problemu pracy, rynku pracy, roli państwa w tej sprawie – zacytuję poniżej fragment bardzo obszernego programu PIS bezpośrednio tego dotyczący.
_____________________________________________________________________________
PROGRAM PARTII PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ – 2014
Rozdział III – RODZINA
2. PRACA
Praca zapewniająca godne i dostatnie życie musi być dobrem powszechnie dostępnym. Bez dobrze wykształconych, zatrudnionych na stabilnych, zapewniających bezpieczeństwo, zasadach i godziwie wynagradzanych pracowników trwały rozwój gospodarczy, który uczyni z Polski prawdziwie kraj nowoczesny, nie jest możliwy. Tymczasem niezwykle dotkliwym dla wielu rodzin w Polsce jest brak pracy lub niewspółmiernie niskie wynagrodzenie otrzymywane za jej wykonywanie. Bezrobocie dotyka dziś 13,4% zdolnych do pracy – tj. blisko 2,2 mln ludzi (grudzień 2013r.), z czego ponad milion stanowią osoby do 35 roku życia, a ponad 500 tys. bezrobotnych to ludzie powyżej 50. roku życia. Zwiększa się liczba osób długotrwale bezrobotnych, tj. powyżej 12 miesięcy, których jest obecnie ponad 1,2 mln. Dramatycznie spada liczba bezrobotnych z prawem do zasiłku, który otrzymuje tylko 13,8% uprawnionych, (tj. co siódmy bezrobotny). Umowy o pracę na czas nieokreślony zastępuje się coraz częściej umowami cywilno-prawnymi (tzw. śmieciówkami). Umowy te nie gwarantują prawa do urlopu czy gwarancji minimalnego wynagrodzenia, są ucieczką od płacenia składek na ZUS, niszczą system ochrony zdrowia i emerytalny, obniżają również siłę nabywczą tej grupy społecznej. Problemem są też umowy na czas określony, mamy dziś najwyższy wskaźnik (ok. 30%) zawierania takich umów na poziomie Unii Europejskiej.
Niskie wynagrodzenia za pracę często nie pozwalają rodzinie na normalne wychowanie potomstwa. Jest nie tylko wysoce nieracjonalnym, ale także niemoralnym zabieranie rodzicom dochodu z pracy na cele publiczne wówczas, gdy rodzina nie jest w stanie wypełnić obowiązków wobec swoich niezdolnych do pracy członków rodziny. Odebrany przez podatki dochód z pracy uzupełnia się później przez różnego rodzaju zasiłki i zapomogi (jedna grupa urzędników zabiera rodzinie dochód, a druga rozdaje zasiłki i zapomogi). Niszczy się w ten sposób podmiotowość, odbiera samodzielność ekonomiczną, ingeruje w autonomię rodziny.

Wymierny wzrost wynagrodzeń pracowniczych.
Systemowa zmiana podejścia do wzrostu płac jest zatem, po pierwsze kwestią sprawiedliwości społecznej, po drugie, bardzo istotnym elementem strategii pobudzania wyższego wzrostu i wychodzenia z pułapki średniego rozwoju, po trzecie, kwestią cywilizacyjną, hamującą rozwarstwienie społeczeństwa i pogłębianie obszarów biedy w Polsce. Polska gospodarka nie może być budowana na założeniu jej konkurencyjności wynikającej z niskich kosztów pracy. Proponujemy przyjęcie „paktu dla wzrostu wynagrodzeń”. Stronami paktu będą: strona społeczna, pracodawcy oraz rząd. Pracodawcy, przyjmujący zasady paktu będą korzystać z premii inwestycyjnych, których strona rządowa będzie gwarantem. Pracodawcy przystępujący do „paktu” będą korzystali z rządowych programów wsparcia.

Ponad 1 mln 200 tys. nowych miejsc pracy dla ludzi młodych.
Pobudzenie popytu wewnętrznego będzie z jednej strony następowało poprzez zwiększanie wynagrodzeń, a z drugiej z wprowadzenia programów, które umożliwią tworzenie nowych miejsc pracy. Pro-zatrudnieniowy charakter będzie miał nowy system podatkowy oraz programy rządowe. Do ich uruchomienia zostaną skierowane przede wszystkim środki unijne.
Jednym z takich programów jest Narodowy Program Zatrudnienia, który będzie promował zatrudnienie ludzi młodych, zwłaszcza na terenach wiejskich oraz w małych ośrodkach miejskich, ale także w sytuacji zatrudniania ich w małych i średnich przedsiębiorstwach czy tworzeniu z ich udziałem nowych przedsiębiorstw. Ponadto bezpośrednie wsparcie ekonomiczne otrzymają absolwenci zatrudniani w gminach i miastach zdegradowanych ekonomicznie, zwłaszcza we wsiach popegeerowskich, miastach o zniszczonym przemyśle oraz regionach zagrożonych wyludnieniem.
Chcąc osiągnąć tak znaczny wzrost miejsc pracy wprowadzimy konkretne mechanizmy i narzędzia finansowe. I tak m.in., obniżymy wysokość składki na ubezpieczenia społeczne na obszarze gmin zdegradowanych ekonomicznie. Zmniejszymy o 50% wysokość składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe w części finansowanej przez pracodawcę, będącego płatnikiem w przypadku zatrudnienia młodych pracowników w pełnym wymiarze czasu pracy przez okres pierwszych dwunastu miesięcy ich zatrudnienia.
Przedsiębiorcy z terenu gmin zdegradowanych ekonomicznie otrzymują z budżetu państwa, za pośrednictwem organu gminy, pomoc finansową na pokrycie kosztów praktyki szkoleniowej absolwentów. W przypadku, kiedy praktyka będzie nieodpłatna, miesięczna kwota pomocy wyniesie do 50% minimalnego wynagrodzenia za pracę, w przypadku praktyki odpłatnej do 25%. Maksymalny czas trwania umowy o praktykę szkoleniową będzie wynosił 3 miesiące.
Fundusz Wspomagania Zatrudnienia i Funduszu Wspierania Przedsiębiorczości ludzi młodych udzielać będzie pożyczek i kredytów na dogodnych warunkach. Pierwszeństwo w otrzymaniu pożyczki bądź kredytu będą mieli bezrobotni absolwenci, którzy chcą podjąć działalność gospodarczą. Warunkiem będzie zobowiązanie wnioskodawcy do utworzenia najmniej dwóch miejsc pracy dla ludzi młodych, zatrudnionych na pełnym etacie, na okres co najmniej 1 roku. Pożyczki i kredyty mogą być umarzane, w przypadku stworzenia stabilnych miejsc pracy, a spłata kredytu wraz z odsetkami zawieszana, jeżeli sytuacja ekonomiczna przedsiębiorcy ulegnie pogorszeniu. Przedsiębiorca, będący podatnikiem będzie mógł odliczyć od podstawy opodatkowania w podatku dochodowym, kwotę stanowiącą zryczałtowaną wartość kosztu utworzenia nowo utworzonego miejsca pracy, bądź odroczyć termin płatności podatku dochodowego – zarówno podatnik podatku od osób fizycznych jak też podatnik podatku dochodowego od osób prawnych.
Ponadto: zmniejszymy do 50% stawki maksymalnej podatku od nieruchomości związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej dla przedsiębiorców zatrudniających określoną liczbę osób do 35 roku życia; zmniejszymy do 50% stawki maksymalnej w podatku od środków transportu; wprowadzimy nową kategorię podatnika – młody przedsiębiorca, który miałby zmniejszoną wysokość płaconych zaliczek w podatku dochodowym do 50%; dla osób rozpoczynających wykonywanie działalności gospodarczej, przedłużymy o dodatkowe 12 miesięcy możliwości stosowania obniżonej o 50% podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne; w ustawie o zryczałtowanym podatku dochodowym wprowadzimy nową kategorię – młody przedsiębiorca, który będzie objęty preferencją w postaci odrębnej stawki podatkowej w wysokości 3,5%. Stawkę karty podatkowej dla małych przedsiębiorców obniżymy o 30%.

Ułatwienie dla rozpoczynających działalność gospodarczą.
Osoby prowadzące pierwszą w życiu działalność gospodarczą korzystają obecnie przez pierwsze dwa lata z preferencyjnych stawek ZUS na poziomie 30% minimalnego wynagrodzenia, aby już w następnym roku płacić 100% stawkę. Wprowadzimy tzw. łagodne przechodzenie z „małego ZUS” na zwykły stosując przez kolejne lata preferencyjną stawkę, podwyższając ją każdego roku o 25%.

Działania chroniące prawa pracownika.
Oprócz walki z bezrobociem i dążeniem do zwiększenia realnego wynagrodzenia rodzin będziemy również zabiegać o godne warunki pracy dla wszystkich pracowników, niezależnie od sposobu ich zatrudnienia.
Podejmiemy działania w celu ograniczenia stosowania umów na czas określony i umów cywilno- prawnych. Zmienimy przepisy Kodeksu Pracy, tak aby ograniczyć patologię w zatrudnianiu. W tym celu wprowadzimy jednolite zasady opłacania składek na ubezpieczenie społeczne bez względu na rodzaj umowy, ograniczymy ilość i czas trwania takich umów, przywrócimy dotychczasowe zasady rozliczania czasu pracy, wprowadzimy zasadę potwierdzania zawarcia umowy o pracę na piśmie przed przystąpieniem do pracy, ograniczymy ilość wyjątków dopuszczających prace w niedziele i święta.
Będziemy dążyć do wprowadzona zasady, że płaca minimalna nie może być mniejsza niż 50% średniej płacy w gospodarce narodowej. Zlikwidujemy przepis ograniczający do 80% wysokość minimalnego wynagrodzenia dla osób młodych, po raz pierwszy wchodzących na rynek pracy, tak aby wszyscy zatrudniani otrzymywali co najmniej pełne minimalne wynagrodzenie.
Utrzymamy ochronę przed zwolnieniem z pracy na 4 lata przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Zmienimy zasady funkcjonowania i zatrudniania przez Agencje Pracy Tymczasowej, tak aby zawierane umowy miały charakter tymczasowy i krótkotrwały i nie zastępowały umów o pracę. Wynagrodzenie za prace musi być pod szczególną ochroną państwa. Wprowadzimy przepisy gwarantujące ochronę wypłaty wynagrodzeń pracownikom. Usprawnimy funkcjonowanie Państwowej Inspekcji Pracy i Sądów Pracy.

Usprawnienia w funkcjonowaniu rynku pracy.
Rynek pracy cechują duże przepływy osób między bezrobociem, zatrudnieniem i biernością zawodową. Wiele rozwiązań, które stosuje się w Polsce to w rozwiniętym świecie zamierzchła przeszłość. Państwo powinno mieć wpływ na politykę finansowania rynku pracy, szczególnie, uwzględniając zróżnicowaną stopę bezrobocia w kraju. Walka z bezrobociem wymaga zracjonalizowania, zlikwidowania pozornych działań w tej dziedzinie, nie przynoszących istotnych efektów. Pomimo sporych wydatków publicznych na wsparcie kształcenia ustawicznego (3-4 mld złotych rocznie; czyli 4-5 razy więcej niż przed akcesją do UE), wciąż zaledwie 5-6 proc. dorosłych Polaków podejmuje naukę po ukończeniu kształcenia (w UE ok. 10-13 proc.). Przy czym szkolenia te często są mało przydatne z punktu widzenia rozwoju zawodowego. Wydajemy coraz więcej pieniędzy, uzyskując niewielkie efekty.
Upowszechnimy dostęp do kształcenia ustawicznego przez indywidualny fundusz edukacyjny (IFE), kierowany dla każdego zatrudnionego. Zmienimy charakter tego kształcenia tak, by rzeczywiście było ono powiązane z wymogami rynku pracy. Konieczne są zmiany w funkcjonowaniu publicznych służb zatrudnienia, aby poprawić ich skuteczność działań. Ważnym ogniwem powinny też być prywatne firmy usługowe wspomagające lokalne rynki pracy. Zmianie ulec musi cel i podział środków odprowadzanych przez pracodawców na Fundusz Pracy, który służyć musi realizacji polityki zatrudnienia, a nie wspieraniu budżetu państwa. Poprawimy efektywność i zwiększymy środki z Funduszu Pracy na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu. Kontrolę nad nim powinien sprawować minister odpowiedzialny za sprawy rynku pracy przy współudziale partnerów społecznych. Pracodawcy, którzy odprowadzają 2,45% składki wraz pracownikami powinni mieć możliwość współdecydowania o przeznaczeniu środków Funduszu Pracy na działania aktywizujące.
______________________________________________________________________
Cały obszerny, uaktualniony program tej partii jest od dziś dostępny na stronie Internetowej PIS
Z całą pewnością warto się z tym dokumentem zapoznać, szczególne wrażenie zrobił na mnie opis stanu obecnego Polski oraz analiza, jak do tego doszło.

19/01/2014

Władza tonie w absurdach. Platforma tzw. "Obywatelska" łamie Konstytucję…

Jest jakimś przekleństwem tego biednego i prymitywnego kraju, że zawsze najwięcej na temat jakiejś sprawy czy problemu mają do powiedzenia ci – których on zupełnie nie dotyczy a często nawet i porządnie nie interesuje. To poniekąd od dawna niepisana zasada konstruowania rządu i innych szczebli władz. Kompetencje i zaangażowanie są najgorzej widziane; najważniejsza – przynależność partyjna.
Ma to z pewnego punktu widzenia i dobre strony, gdy polityk, projektodawca, legislator – nie jest „osobiście” zainteresowany treścią tworzonego prawa; gdyby był – zawsze musiałoby się to kończyć tak, jak w sprawie znanej pod synonimem „lub czasopisma”…

To jednak przypadek szczególny; w sprawie pracy mamy najczęściej do czynienia z „niekompetencją” w rozumieniu bardziej braku kontaktu z rzeczywistością życiową, z praktyką, a co za tym idzie – z niewłaściwym skutkiem tworzonego prawa. „Niewłaściwym” – to oczywiście pojęcie uzależnione od przyjętych zamiarów (założeń), lecz ja używam go tutaj w odniesieniu do normalnych, powszechnych wartości cywilizacyjnych oraz do treści Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej – do czego powrócę w dalszej części felietonu.
Jaki więc ma być skutek np. działań legislacyjnych dotyczących bezrobocia, jeśli podejmują je zawsze i wyłącznie ludzie, którzy sami bezrobotni nigdy nie byli, nie są i nigdy do końca swojego życia już nie będą; nigdy się z tą problematyką osobiście nie zetknęli a jeśli już zetknęli się – to obchodzili ją z daleka z obrzydzeniem i pogardą jako rzekomą domenę patologii społecznej, marginesu społecznego i ludzkiej upadłości, czy upodlenia.
Czy jednak choć przez chwilę nigdy nie zastanowili się, że to oni mogą być tego przyczyną… choćby nie w każdym, ale w większości przypadków? To pytanie retoryczne… „Resortowe dzieci” dużo łatwiej spotkać w ministerstwach niż w redakcjach…

Piszę o sprawach bezrobocia z punktu widzenia bezrobotnego od niemalże dwóch i pół roku; początkowo będąc jednym z niewielu poruszających systematycznie ten temat, gdy jakakolwiek krytyka Rządu i jego bazy politycznej była ewenementem i niemile widzianym incydentem – natychmiast obrzucanym fekaliami przez zdziczałych, bezmyślnych propagatorów „liberalizmu” Platformy Obywatelskiej, przysłowiowych „lemingów” nazbyt chętnie posługujących się mową nienawiści a czasem nawet – jak niejaki Cyba – brutalną siłą prowadzącą nawet do morderstwa.
Dziś – bardzo wielu „szczeka” na Tuska (sic!), stało się to dość „tanie”, ale tenże znosi to jak zawsze ze stoickim spokojem wynikającym z arogancji i obojętności (przeważnie nie odszczekuje się). Na fali coraz bardziej otwarcie artykułowanego niezadowolenia z sytuacji na tak zwanym (nie wiadomo dlaczego) „rynku pracy” który de facto jest coraz bardziej targiem niewolników, coraz częściej powraca sprawa Funduszu Pracy i zasiłku dla osób bezrobotnych. Temat powraca coraz częściej – bo i problem staje się coraz poważniejszy.

Poprzez przyjętą konstrukcję obecnej wersji Funduszu Pracy (w ogóle Fundusz ten istnieje z przerwami od 1933 roku), prawo do zasiłku dla osób bezrobotnych jest powiązane wprost z najniższym ustawowo określonym wynagrodzeniem no i ma się rozumieć – z „Ustawą o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy”.
Zgodnie z Ustawą, zasiłek dla osób bezrobotnych otrzymywać może osoba, dla której nie ma propozycji odpowiedniej pracy i która w okresie 18 miesięcy liczonych wstecz od daty zarejestrowania, była zatrudniona łącznie przez co najmniej 365 dni (kalendarzowych). To oczywiście jest indywidualne dla każdego człowieka i na dodatek zmienia się dynamicznie, dlatego jest to sprawdzane przy każdym kolejnym zarejestrowaniu bezrobotnego lub zwróceniu się przez bezrobotnego z wnioskiem (podaniem) o przyznanie tego zasiłku.
Jednocześnie jednak warunkiem jest, by owe 365 dni pracy było związane z takim jedynie rodzajem zatrudnienia, które ze swojego charakteru stwarza obowiązek danego pracodawcy opłacania składki na Fundusz Pracy – w związku z tym zatrudnieniem. Oznacza to, że okresy zatrudnienia za które nie była odprowadzana składka na Fundusz Pracy – nie są uwzględniane w tym okresie 365 dni przepracowanych – od których zależy prawo bezrobotnego do zasiłku.
To jednak jeszcze nie wszystko: kolejnym warunkiem jest, by płaca zasadnicza brutto w trakcie wspomnianego okresu 365 dni pracy – była co najmniej równa płacy minimalnej określonej ustawowo. Nie wystarczy tu więc jakakolwiek praca, podjęta przez zdesperowanego i pozbawionego środków do życia bezrobotnego; jakaś umowa-zlecenie na niską kwotę zapłaty lub umowa o pracę tylko na część etatu – byle cokolwiek zarobić i posiadać jakiekolwiek środki „na życie”, żeby przeżyć. Liczy się tylko wynagrodzenie równe lub wyższe od minimalnego. Na dodatek jak wiadomo – bezrobotny nie może zarabiać więcej niż połowę najniższej płacy a gdy tak się stanie że zarabia więcej (i zostanie to ujawnione) – traci prawo do statusu osoby bezrobotnej. Będąc już bezrobotnym – nie można więc zyskać prawa do zasiłku, jeśli tego prawa nie było w chwili rejestracji. Staż dla bezrobotnych nie jest traktowany jako zatrudnienie (nie przerywa ciągu bezrobocia) a prace interwencyjne i roboty publiczne – powodują wykreślenie z rejestru bezrobotnych. System jest przemyślany i szczelny a cel – odmówić, nie pomóc, nie dać, ograniczyć za wszelką cenę wydatki, nawet odbierając człowiekowi wszelkie szanse na wydostanie się z tej „pułapki”.
Nawet w sferze podstawowej logiki tworzy to sytuację absurdalną: jeśli zasiłek dla bezrobotnych uznać za formę obligatoryjnego „zabezpieczenia społecznego” o którym mówi Konstytucja RP – to logika nakazywałaby rozwiązanie dokładnie odwrotne. Tymczasem mamy tak, że gdy ktoś bardzo mało zarobił – to żadnej pomocy także nie otrzyma, a gdy zarobił więcej – to otrzyma też dodatkowo i pomoc w postaci zasiłku. To absurdalne, a z pewnością nie urzeczywistnia to „zasad sprawiedliwości społecznej” – do czego zobowiązuje władze Konstytucja RP.
Prawo do zasiłku uzależnione jest od czasu przepracowanego w ciągu poprzedzających zarejestrowanie 18 miesięcy i tu także tkwi pewien absurd: Jeśli ktoś w ciągu minionego półtorej roku – aż rok przepracował – to znaczy iż jego pozycja na „rynku pracy” wcale nie jest taka zła, jak osoby która w tym czasie zupełnie nie mogła uzyskać zatrudnienia. Prawdopodobnie mógłby on wkrótce znów znaleźć odpowiednie zatrudnienie i nadal pracować. I odwrotnie: gdy ktoś w ciągu półtorej roku mimo starań własnych i urzędu pracy nie został nigdzie zatrudniony – prawdopodobnie też i nadal zatrudnienia nie uzyska. Wynika moim zdaniem z tego, że to właśnie ten niepracujący powinien w pierwszej kolejności uzyskać zasiłek, oraz inne formy wsparcia zmierzające do ustalenia powodu braku pracy (powodu odmawiania mu zatrudnienia) i próby wyeliminowania tego powodu, usunięcia przyczyny tego stanu poprzez przekwalifikowanie, przyuczenie do innego zawodu, uaktualnienie uprawnień i licencji itp.

Oczywiście nie propaguję tu stosowania metody „mniejszego zła” ani tym bardziej konfliktowania beneficjentów pomocy poprzez wzajemna konkurencję. Ta pierwsza przykładowa osoba, która przepracowała półtorej roku po czym na nie dłużej niż sześć miesięcy straciła zatrudnienie – także powinna uzyskać pomoc, choćby po to, by nie straciła posiadanej wcześniej zdolności do pracy zawodowej, by mogła pozostać aktywna.
Mamy jednak dziś sytuację irracjonalną: ten kto ma niewielką przerwę w pracy – dostanie zasiłek, a ktoś całkiem pozbawiony pracy i dochodów – także i zasiłku będzie pozbawiony…
Czy to jest zgodne z „zasadami sprawiedliwości społecznej” mającymi w myśl Konstytucji obowiązywać w tym państwie?

Coś takiego mógł wymyślić jedynie bęcwał–teoretyk, głowę mający nabitą teoriami naukowymi (najczęściej – własnymi) i urzędniczym bełkotem; „jajogłowy” który nigdy nie zaznał biedy ani problemów; niedopilnowany w dzieciństwie arogancki bachor z bogatej rodziny, z nudów popalający po kątach „trawkę”; resortowe dziecko z „porządnej rodziny” polityków i ministrów – mające od urodzenia już doskonale ułożone całe życie, karierę i przyszłość (swoją i całej swojej rodziny).

Dla kogoś kto zaznał biedy i bezrobocia – zawsze będzie to absurdem. Nie chodzi tu jednak o takie – subiektywne i dyskusyjne przez to oceny. Ma to związek z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej.
Art. 67 ust. 2 Konstytucji stwierdza:

„Obywatel pozostający bez pracy nie z własnej woli i nie mający innych środków utrzymania ma prawo do zabezpieczenia społecznego, którego zakres i formy określa ustawa.”

Opisywałem niedawno dość szczegółowo konsekwencje tego artykułu Konstytucji w artykule: "Suplement do tekstu "Zasadnicze pytanie: po co są Urzędy Pracy".

Istotą tego rozważania jest, że skoro Konstytucja jest Ustawą Zasadniczą czyli podstawą wszystkich innych praw ustawodawstwa krajowego – inne ustawy jak i przepisy wykonawcze do nich nie mogą zaprzeczać zasadom zawartym w Konstytucji. Osoba spełniająca definicję bezrobotnego – jest jednocześnie najczęściej także „obywatelem pozostającym bez pracy bez własnej woli i nie mającym innych środków utrzymania”. Konstytucja przyznaje więc jednoznacznie takiej osobie prawo do „zabezpieczenia społecznego” a jedynie ustalenie sposobu jego przyznawania (zakres) i wysokości do pewnego stopnia powierza władzy do ustalenia w ustawach. „Do pewnego stopnia” gdyż ustawa nie może już odbierać uprawnienia do zabezpieczenia społecznego – nadanego bezpośrednio Konstytucją, oraz zabezpieczenie ma mieć taką wysokość, która faktycznie „zabezpiecza” – i dlatego użyto w treści Konstytucji określenia „zabezpieczenie”; nie jest ono przypadkowe.
Obowiązujące w tej sprawie ustawy wydają się jednak sprzeczne z Konstytucją.
Ustawa o promocji zatrudnienia w sposób sprzeczny z Konstytucją reglamentuje dostęp do zasiłku dla osób bezrobotnych (pozostających bez pracy nie z własnej woli). Przypuszczam, że dzieje się tak dlatego, iż koncepcja Funduszu Pracy także jest sprzeczna z Konstytucją – gdy uznać, że to ten fundusz ma być głównym źródłem finansowania zasiłków dla osób bezrobotnych. Ustawodawca potraktował Fundusz Pracy jak rodzaj „ubezpieczenia”, gdzie obywatele w związku z zatrudnieniem generują wpłacanie przez swoich pracodawców składek pieniężnych z przeznaczeniem na zwalczanie skutków bezrobocia a jednocześnie możność skorzystania z pomocy tego funduszu uzależnia się tak jak przy ubezpieczeniach – od wcześniejszego wpłacania tychże składek, z dopuszczalną co najwyżej niewielką przerwą, obliczanych (procentowo) od „co najmniej najniższego” wynagrodzenia. Tylko ten kto „coś włożył” do Funduszu i to „coś” w co najmniej ściśle określonej wysokości – może z tego funduszu coś uzyskać w razie konieczności a i to – bardzo niechętnie.To niemalże modelowa definicja ubezpieczenia. Bardzo kiepskiego ubezpieczenia. Wszystkie ubezpieczenia noszą jednak niestety na sobie odium nieuczciwości.
Tymczasem Fundusz Pracy nie jest funduszem ubezpieczeniowym a celowym funduszem pomocowym, przy czym Ministerstwo Finansów – jak za czasów ministra Rostowskiego – rości sobie prawo do traktowania Funduszu jako części zasobów Skarbu Państwa i blokowania znajdujących się tam środków na doraźne potrzeby Skarbu Państwa – ze szkodą dla przedsiębiorców i bezrobotnych. To wszystko jest po prostu skrajnie patologiczne.

Jeśli władza ma zamiar uniknąć odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu – powinna moim zdaniem natychmiast zreformować Fundusz Pracy, czyniąc z niego faktyczny fundusz celowy (wyłączony ze Skarbu Państwa) nastawiony na finansowanie realizacji nakazu konstytucyjnego wyrażonego w Art. 67 ust. 2 i gromadzący takie środki, które pozwolą na przyznanie każdemu faktycznemu bezrobotnemu nakazanego „zabezpieczenia społecznego” a przy okazji stworzy mechanizm rzeczywistej „promocji zatrudnienia” poprzez tworzenie takich warunków, w których zatrudnienie obywatela będzie dla pracodawcy zawsze bardziej opłacalne niż utrzymywanie tego obywatela bez pracy. A to dlatego, że argument opłacalności jest jedynym argumentem (i słusznie) przemawiającym skutecznie do pracodawcy.
Obecnie cały system nastawiony jest na absurdalne zasady „odwrotne do sprawiedliwości społecznej” – jak wykazałem we wstępie, oraz na to, by nie dać, odmówić, zabronić, zakazać, odrzucić, uniemożliwić – a faktycznie – okroić do minimum wydatki państwa, nawet tam – gdzie ich reglamentacja równa się barbarzyństwu, podłości, zniewoleniu i upodleniu obywatela, złamaniu Konstytucji – przy jednoczesnym trwonieniu pieniędzy publicznych na cele błędne i nieistotne lub co najmniej dużo mniej pilne.
Absurd działania władzy wyraża się w tym, że tak pilnie strzeże ona „oszczędności” w wydatkach Skarbu Państwa i innych źródłach przez Skarb Państwa zawłaszczanych (jak FP) – w sprawach dotyczących rzeczywistych potrzeb zwykłego, biednego, przeciętnego obywatela, a w innych sprawach – marnotrawi setki milionów złotych bez sensu no i nawet beż żadnych konsekwencji dla osób odpowiedzialnych;
By nie dać zasiłku bezrobotnemu biedakowi – urzędniczka z Powiatowego Urzędu Pracy gotowa jest dokonywać cudów „przebiegłości” (cwaniactwa i podłości) – tak zajadle chroni (można powiedzieć – własnym ciałem a w każdym razie – godnością osobistą) interes Skarbu Państwa, natomiast „w świecie wielkich liczb i wielkich nazwisk” – tusk z kulawą nogą nie warknie, że wyrzucono w błoto setki milionów złotych, jak choćby 400 mln zł za budowany dziesięć lat pusty kadłub polskiej fregaty Marynarki Wojennej, porzucony w stoczni MW w Gdyni, dziś kosztem kolejnych 250 mln przerabiany na „patrolowiec”. Okrętu jak nie było – tak nie ma, jego potrzeba jest co najmniej dyskusyjna a te 650 zmarnowanych milionów mogłoby ocalić przed upadłością i stoczeniem się do poziomu kloszarda bardzo wielu ludzi, pozbawionych pomocy przez „oszczędne” pastwo.

Najwyższy czas już z tym skończyć !
Musi natychmiast powstać system pomocy socjalnej analogiczny jak w Anglii, Niemczech, Danii czy Norwegii, państwo musi wreszcie uznać obywatela za podmiot i przedmiot władzy a jego podstawowe potrzeby za priorytetowe. Podstawową potrzebą człowieka jest praca zarobkowa, nie zasiłek za jej brak, ale zasiłek przynajmniej pozwala poszukiwać pracy i mieć nadzieję.

04/09/2013

Potrzebna ustawa o PFROS (Państwowy Fundusz Ratowania Osób Starszych)

Demografowie od jakiegoś już czasu zapowiadają, że badania statystyczne wskazują na nieuchronne starzenie się społeczeństwa, przez co należy rozumieć coraz większy udział ludzi starszych w społeczeństwie a zmniejszanie się liczby ludzi młodych.

Przyznam, że nie uznaję tej „nieuchronności” za dowiedzioną; zawsze można coś zrobić, aby wpłynąć na strukturę społeczeństwa na taką skalę i w taki sposób, który zmieni kierunek rozwoju wypadków. Ale pomijając już to i przyjmując prezentowaną przez demografów wizję, wypada zacząć się przygotowywać do tego, by tak zmienione społeczeństwo nadal funkcjonowało poprawnie.

Konsekwencją przewidywanego stanu będzie między innymi i to, że ludzie starsi będą musieli pełnić coraz większą rolę w gospodarce, w produkcji, usługach czy zarządzaniu. Skoro będą w przewadze liczebnej ogólnie, w społeczeństwie – to będą w takiej przewadze przeciętnie także i na rynku pracy oraz we wszystkich pozostałych sferach aktywności ludzkiej. Nietrudno zauważyć, że to sytuacja odwrotna do obecnej. By więc odwrócić dzisiejsze tendencje, trzeba natychmiast podjąć odpowiednie działania; badania, planowanie oraz realizację, szczególnie że chodzi tu o konieczność działań długoterminowych.
Dziś ludzie starsi są „w odstawce”. Są lekceważeni, wypychani wręcz siłą z rynku pracy, głównie poprzez sprzeczną z prawem a tolerowaną przez władzę odmowę zatrudniania, bez podania powodów. Lawinowo pogarsza się stan zdrowia ludzi starszych z powodu niesprawności tak zwanej „ochrony zdrowia”, chronicznego braku pieniędzy na podstawową ochronę zdrowia – co także łamie podstawową zasadę prawną zawartą w Konstytucji. Jak widać więc – tendencje są dokładnie przeciwne niż pożądane, bo przecież w związku z narastającym niżem demograficznym społeczeństwo we własnym interesie powinno stworzyć warunki do lepszej niż dotychczas ochrony zdrowia ludzi starszych, jeśli mają oni wziąć na siebie dużo większe niż dotychczas zadania. Podobnie i z zatrudnieniem: z tego co powyżej powodu społeczeństwo musi przełamać tendencję do odmowy zatrudniania osób starszych a wręcz wygenerować tendencję odwrotną, bo będzie ona i tak nieunikniona w przyszłości. Jak dotychczas nic nie wskazuje na zrozumienie tego w kręgach władzy, z lubością bawiącej się w przepychankę Tusk – Kaczyński, PIS – PO, II RP – IV RP i tak dalej.

Tendencja do odrzucania ludzi starszych, swoista „moda na młodość” nie jest polskim wynalazkiem, to tendencja światowa od wielu lat. Jednak wielkie społeczeństwa już dawno się z tym uporały, w odniesieniu do rynku pracy poprzez celowe i długofalowe działania skierowane do przedsiębiorców, managerów, polityków i administracji. Nie do bezrobotnych. Po pierwsze, tam rzeczywiście a nie fikcyjnie działa prawo, w tym zakaz szykanowania i nierównego traktowania obywateli pod jakimkolwiek względem. W „naszym kraju” też takie prawo obowiązuje, ale jest przez władzę „liberałów” ignorowane, tak jak i wiele innych zasad konstytucyjnych; Polska jest państwem bezprawia.

Po drugie – podjęto i przeprowadzono wobec przedsiębiorców wielkie działania uświadamiające, promocyjne, doradcze, na temat – jak zarządzać wiekiem pracowników w gospodarce, ale przede wszystkim – promujące zatrudnianie osób starszych, promujące modę na to. I to jest dobry kierunek: zatrudnianie osób starszych powinno się stać dowodem nowoczesności firmy, powodem do chluby i przedmiotem reklamy tej firmy; odpowiednimi działaniami władza może do tego doprowadzić dość szybko. Może lecz tego nie robi, bo nie chce. Dziś u nas jeszcze królują „młode, dynamiczne zespoły”.
W poprzednim tekście pisałem o idei Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych i ustawie go wprowadzającej. Okazało się to dość skuteczne, radykalnie polepszając sytuację osób niepełnosprawnych a bazą do tego okazała się… banalna OPŁACALNOŚĆ. Polski przedsiębiorca rozumie tylko argument opłacalności i to przeważnie jedynie w odniesieniu do własnego zysku netto.

Podobnie więc jak w tym przypadku – powinien zostać stworzony fundusz zasilany z obowiązkowych składek przedsiębiorców, przeznaczony na odszkodowania dla osób starszych którym odmówili oni zatrudnienia pomimo spełnienia wymogów rekrutacyjnych. Rolę taką mógłby pełnić i Fundusz Pracy, z tym że należałoby zwiększyć wysokość składki na ten fundusz i jednocześnie poważnie zredukować wypływ pieniędzy z tego funduszu na jakieś cele drugorzędne, by posiadane tam środki wystarczały na finansowanie odszkodowań za brak zatrudnienia. Od płacenia składek na ów fundusz pracodawca będzie mógł się uwolnić jedynie poprzez zatrudnienie i utrzymanie odpowiedniego, wyznaczonego przepisami procentu zatrudnienia osób starszych. Gdy ma „przemawiać” opłacalność to niechaj istnieje wybór: albo utrzymują osobę starszą płacąc jej odszkodowanie, albo ją zatrudniają i utrzymuje ona sama siebie a także zarabia dla pracodawcy.

Jak nie prośbą, to groźbą – tendencja do rugowania osób w wieku produkcyjnym z grupy tzw. 50 plus z rynku pracy a więc i z życia – musi zostać odwrócona. Ma to także i wymiar społeczny, cywilizacyjny, bo pozwoli tym ludziom żyć i poprawnie funkcjonować w społeczeństwie. Obecna tendencja eksterminacyjna, rugująca tych ludzi z pracy i z życia – jest na wskroś barbarzyńska, nie ma nic wspólnego z liberalizmem, tak jak i nie ma nic wspólnego z kapitalizmem, katolicyzmem czy solidarnością społeczną.

20/04/2013

Złowrogie plany Kaczyńskiego: chce ratować Polskę…!

… Jak tak dalej pójdzie - ZMARNUJE NAM CAŁY NASZ WIELOLETNI WYSIŁEK!

Dowód:

„… Prawo i Sprawiedliwość przygotowało pakiet ustaw, które są odpowiedzią na oczekiwania i problemy z jakimi na co dzień spotykają się Polacy. Nasze propozycje to nie puste hasła, ale konkretne rozwiązania legislacyjne. Jesteśmy gotowi do rządzenia. Prawo i Sprawiedliwość jest realną alternatywą wobec złych rządów PO…”
PRAWO i SPRAWIEDLIWOŚĆ ALTERNATYWA
Pakiet ustaw

SPRAWIEDLIWE PODATKI
• Gruntowna reforma PIT i CIT, ujednolicenie bazy podatkowej, proste zasady naliczania podatków. Jasne definicje co i jak ma być opodatkowane;
• Wprowadzenie podatku bankowego i od hipermarketów;
• Powołanie Rzecznika Praw Podatnika;
• Zmniejszenie obciążeń podatkowych paliw;
• Ulgi podatkowe dla rodzin;
• Ulgi dla przedsiębiorców i pracodawców;
• Wprowadzamy jedną powszechną deklarację VAT.
SZCZĘŚLIWA RODZINA
• Realna ulga podatkowa na dzieci dla rodzin, które mogą z niej skorzystać. Ulga przysługuje rodzinie od momentu poczęcia dziecka;
• Dopłaty do edukacji dzieci – ulga podręcznikowa;
• Wydłużenie urlopu macierzyńskiego;
• Opłacenie przez państwo składek ubezpieczenia społecznego dla rodziców przebywających na urlopie wychowawczym;
• Bon rodzinny – dofinansowanie z budżetu państwa kosztów żłobka i przedszkola. Rodzice realizują bon w placówce, do której uczęszcza dziecko, niezależnie czy jest to podmiot publiczny czy niepubliczny. Zakłada się wartość bonu na 300 złotych miesięcznie na dziecko;
• Karta rodziny wielodzietnej – może być realizowana w placówkach kultury, sportu, przewozach, itp. Zniżki liczone od dwójki dzieci.
ZDROWI POLACY
• Likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia;
• Włączenie finansowania służby zdrowia do budżetu. Przekazanie nadzoru i kontroli nad wydatkowaniem środków publicznych ministrowi zdrowia;
• Stworzenie sieci szpitali publicznych tzw. Krajowa Sieć Szpitali. Akcje lub udziały publiczne w polskich szpitalach nie mogą być niższe niż 51 %;
• Refundacja leków.
GODNA EMERYTURA
• Uchylenie ustawy podwyższającej wiek emerytalny do 67 lat;
• Powrót do wieku emerytalnego 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn, przy możliwości dobrowolnego wydłużenia przez osoby uprawnione;
• Wprowadzenie wyboru w systemie emerytalnym (ZUS / OFE);
• Wprowadzenie zwrotu podatku dla emerytów, którzy otrzymują 1000 zł i mniej.
SZKOŁA – DOBRA NAUKA, DOBRE WZORCE
• Szkoła podstawowa od 7 roku życia;
• Likwidacja gimnazjum, przywracamy 8 letnią szkołę podstawową i 4 letnią szkołę średnią;
• Rozwój szkolnictwa zawodowego;
• Tańsze przedszkola – subwencja oświatowa na przedszkola;
• Ustawowe zagwarantowanie nauczania historii, religii i języka polskiego;
• Gabinety lekarskie w szkołach;
• Odejście od maturalnych egzaminów testowych, przywrócenie egzaminów sprawdzających rzeczywistą wiedzę ucznia
• Nauczyciel otrzymuje status urzędnika państwowego
• Koniec z szaleństwem podręcznikowym – minister będzie dopuszczał do użytku maksymalnie 3 z danego przedmiotu dla danego rocznika, a szkoła będzie miała obowiązek wybrać 1 tak, aby młodsze roczniki mogły z nich korzystać.
WIĘCEJ PRACY
• Narodowy Program Zatrudnienia
• Praca dla młodych – Fundusz Wspierania Przedsiębiorczości Ludzi Młodych; Obniżenie o 50% przez okres 2 lat składek na ZUS dla absolwentów szkół, stypendia edukacyjne na okres nauki + 1 rok na poszukiwanie pracy;
• Obniżenie składki rentowej dla pracodawców o 2 pkt. procentowe;
• Zwiększenie środków na aktywizację dla bezrobotnych;
• Ograniczenia stosowania umów śmieciowych;
• Programy dla gmin, na terenie których występuje wysokie bezrobocie;
• Firma rodzinna – proponujemy wliczenie do okresu składkowego urlopu macierzyńskiego kobiety prowadzącej działalność gospodarczą.
RÓWNE SZANSE DLA POLSKIEJ WSI
• Kompleksowa reforma izb i spółdzielni rolniczych;
• Ubezpieczenie wszystkich gospodarstw;
• Zwiększenie wysokości kwot stawek zwrotu podatku akcyzowego zawartego w cenie oleju napędowego wykorzystywanego dla produkcji rolnej.
WŁASNE MIESZKANIE
• Pomoc finansowa dla młodych rodzin ubiegających się o mieszkania (kontynuowanie programów, których celem jest ułatwienie młodym rodzinom pozyskanie własnego mieszkania);
• Wdrożenie Narodowego Programu Budownictwa Mieszkaniowego;
• Ustawa o kasach mieszkaniowych;
• Ustawa o polityce mieszkaniowej;
• Zmiana zasad najmu lokali mieszkaniowych.
BEZPIECZNA POLSKA
• Połączenie ministerstwa sprawiedliwości i prokuratury;
• Zaostrzenie kar za przestępstwa pospolite oraz te przeciwko życiu i zdrowiu;
• Konfiskata majątków przestępców;
• Zwiększenie ochrony ofiar przestępstw.
KULTURA I TOŻSAMOŚĆ
• Ustawa o nauczaniu historii;
• Ustawa o prowadzeniu działalności kulturalnej;
• Ustawa o ochronie zabytków;
• Wsparcie finansowe dla mediów publicznych.

Cytat pochodzi ze strony

http://www.alternatywapis.pl/alternatywa/

03/03/2013

Powrót do normalności…?

Tragiczne wrażenie na osobach mających dziś ogromne problemy życiowe z powodu wypaczenia albo zminimalizowania funkcji państwa przez obecną władzę, robią wszelkie próby uzasadniania tego (w sensie usprawiedliwienia lub uprawomocnienia) jak i inne głosy skrajne – negujące potrzebę istnienia państwa w ogóle..
Trudno się dziwić: to tak jakby ktoś czekający na przyjazd lekarza do obłożnie chorego miał zamiast o potrzebie przyspieszenia interwencji lekarskich – słuchać o ich całkowitej nieopłacalności a nawet o potrzebie (zamiarach) zaprzestania wizyt lekarskich w takich przypadkach.

Trudno w takim przypadku o równowagę i optymizm a pesymizm i brak pozytywnych perspektyw zazwyczaj wzbudzają lęk i agresję. W normalnych warunkach państwo ma dużo do zrobienia i nie jest w tym możliwe do zastąpienia. Szczególnie chodzi tu o niezbędne interwencje mające na względzie interes społeczny w sytuacjach jakie mogą wyniknąć z wolnego rynku i swobody działalności gospodarczej – a są nie do zaakceptowania z punktu widzenia społecznego.
Przykładem z życia mogłoby tu być bezrobocie w grupie osób w wieku produkcyjnym mających ponad 45 czy 50 lat, ale mniej niż wiek uprawniający do zakończenia aktywności zawodowej dzięki nabyciu prawa i otrzymywaniu emerytury. Osoby takie muszą i najczęściej przecież wówczas – chcą - być zatrudnione po to, by wypracowywać sobie środki na zaspokojenie codziennych potrzeb, oraz opłacenie składek obowiązkowych od których będzie zależała w przyszłości ich emerytura.
By żyć w tym kraju trzeba zarabiać na swoje a czasem nawet nie tylko swoje utrzymanie; praca i zarabianie jako jej następstwo – jest niezbędne.
Praca jest niezbędna także i z wielu innych powodów, ale o tym napiszę oddzielnie.

Działalność gospodarcza jest prowadzona w oparciu o obowiązujące regulacje prawne jej dotyczące. Cóż jednak, gdy na skutek zasady swobody organizowania i prowadzenia działalności gospodarczej pracodawcy stwierdzą gremialnie, że wspomnianych osób nie będą zatrudniać „z zasady”. Taką sytuację właśnie obserwujemy i uczestniczymy w niej; jest ona skrajnie niekorzystna społecznie i to na bardzo wielu płaszczyznach i po to jest państwo, by w tej sytuacji skutecznie interweniować w gospodarkę i rynek pracy, modyfikując obowiązujące zasady tak, by przynajmniej minimalizować owe niekorzystne skutki. Taką interwencją jest inicjowanie organizowania zatrudnienia dotowanego, w formie np. tak zwanych „prac interwencyjnych”, licząc na to, że dotacja obejmująca około połowę podstawowych kosztów zatrudniania (płacy i składek obowiązkowych) zmieni nastawienie pracodawców i zapobiegnie w ten sposób – przynajmniej doraźnie – katastrofalnym skutkom społecznym. Interwencja państwa może też na przykład dotyczyć produkcji lub usług, które w danym, chwilowym stanie gospodarki są uważane za nieopłacalne, ale też są społecznie niezbędne i muszą być dostępne ze względu na interes społeczny.

Mamy właśnie teraz wspomnianą wyżej sytuację; ogromne bezrobocie z nieokreślonych powodów w grupie osób w wieku produkcyjnym określanych jako „50+” oraz interwencję państwa ratująca wielu z tych ludzi przed ostatecznym upadkiem, licząc na zmianę sytuacji po kilku miesiącach pracy tymczasowo dotowanej.
Tymczasem różni ludzie bez wstydu i godności oraz adepci „nauk” tego dość znanego, śmiesznego fircyka we fraczku i cylinderku, tego znanego polskiego walczącego „rojalisty” – któremu się we łbie roją różne ciekawe pomysły tyleż słuszne, co całkowicie abstrakcyjne, jeżdżącego po Polsce z „wykładami” i robiącego sobie z tego niezły pomysł na łatwe i wygodne życie – zaczynają nerwowo reagować i chwytają się manipulacji znaczeniami słów, byle wywiązać się ze swojego podłego zadania.
A ich zadanie, to właśnie ukrycie przed większością społeczeństwa ideologicznego charakteru władzy sprawowanej i tworzonej dziś przez PO, tak jak i oczywiście – w przypadku każdej innej władzy. Chcieliby także jakoś zneutralizować rosnącą powoli, odbudowującą się świadomość ludzką dotyczącą tego, że wszystko co się w Polsce dzieje, wynika z założeń politycznych, dziś – z ideologii Platformy Obywatelskiej a nie z jakichś obiektywnych i apolitycznych „zasad nauki” i wiedzy eksperckiej.

Jeszcze do niedawna ludzie tracili miejsca pracy, biedowali, marnowali lata życia swoje i swoich dzieci, czasem staczali się w bezdomność, albo popadali w alkoholizm by nie myśleć, by się nie wstydzić, albo z kolei myśleli i wstydzili się bardziej popaść w alkoholizm niż zdechnąć na śmietniku… a wszystko to z przekonaniem, że to jest WOLNOŚĆ !, oczekiwany POWRÓT DO NORMALNOŚCI !. Że to wszystko wynika z nauki, ze sprawdzonych i zweryfikowanych w kapitalizmie zasad ekonomii, zarządzania, że tak ma być i jest to jedyna słuszna droga. No i oczywiście, że politycy powinni się od gospodarki trzymać z daleka – bo przecież „niewidzialna ręka” sama wszystko wyreguluje…
Nawet prosta do uzyskania informacja, że dziwnie – ani Niemcy, ani Francja a już szczególnie Wielka Brytania tą drogą jakoś nie idzie a ma się całkiem dobrze – nie wzbudzała niczyich zastrzeżeń.
To jednak nie jest jak się okazuje żaden sygnał ostrzegawczy dla ćwoka czy prostaczka z czarnym podniebieniem, poklepanego protekcjonalnie przez sąsiadkę po plecach i dumnie idącego tam, gdzie mu „mądrzejsi” powiedzieli, że należy iść, by być przez nich uznanym za „Prawdziwego Europejczyka”.
Niestety, zmiany minionych dwudziestu lat to nie był powrót do normalności a odejście od niej, tylko odejście w nieco innym kierunku niż za czasów wdrażania ideologii Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Pod tym względem PO niczym się nie różni od PZPR, tak jak zresztą i od innych; jak każda partia ma program, który deklarowała zrealizować, zabiegając o głosy poparcia. Program ten nie jest tym, czego Polscy oczekiwali po zmianach wynikłych z Sierpnia.

W działaniach socjotechnicznych jako czynnik oddziaływania wykorzystuje się i to, że media a zwłaszcza prasa opanowana jest teraz przez „nowy narybek” tak zwanych „dziennikarzy”, którzy starają się coś pisać pomimo rozlicznych „dys…”, zasadniczych braków wiedzy i niechęci do jej uzupełniania, ale najczęściej pozostają przy plotach, maglu, wodolejstwie pseudonaukowym „zrzynanym” z Internetu oraz niedokładnym cytowaniu rzeczników prasowych.
Drugi czynnik – to korzystanie z faktu odmienności języka kolokwialnego oraz języka oficjalnego, dotychczas uznawanego za dziennikarski. Jeszcze całkiem niedawno było tak, że język dziennikarski był najbardziej precyzyjną formą wypowiedzi, oczywiście jeśli taki był zamiar autorów. Język prasy, radia i telewizji był normą poprawności. Coś co zostało napisane – musiało być jednoznaczne i precyzyjne przynajmniej o tyle, że nie zawierało kolokwialnych, potocznych twierdzeń, uproszczeń, skrótów myślowych – czytelnych dla „ulicy” ale niedopuszczalnych w wypowiedziach oficjalnych, rejestrowanych i archiwizowanych. Niestety czasy te w ramach „ulepszania” Polski już dawno odeszły do historii i język prasowy, dziennikarski staje się jeszcze mniej zrozumiały, rzetelny i precyzyjny, niż potoczny język „ulicy”. Oliwy do tego ognia dolewa jeszcze powszechne pozbywanie się korektorów w wydawnictwach prasowych – jako „zbędnego kosztu”.
Na przykład słyszy się na ulicy, że „chleb podnieśli” albo że „od dziś benzyna poszła w górę” i wszyscy rozumieją iż chodzi o podwyższenie CENY chleba lub benzyny; nikt normalny nie będzie raczej zadzierał głowy do góry by ujrzeć tę „idącą do góry” benzynę, czy fruwający gdzieś tam na większej niż normalnie wysokości – chleb…
Właśnie takie różnice wykorzystują różne szuje do mieszania ludziom w głowach.
Dlaczego?
Coraz większym problemem dla władzy jest narastająca fala bezrobocia i jej skutki, przy tym narastająca fala świadomości, niezadowolenia, zniecierpliwienia. Obawiam się, że ludzie jeszcze do końca nie zrozumieli, że jest tak na skutek realizacji konkretnej ideologii, na którą oni w akcie wyborczym podobno, mniej lub bardziej świadomie dali zgodę. Problem dla władzy wynika stąd, że jedyna droga zwalczenia tak na prawdę a nie „medialnie” bezrobocia i innych poważnych problemów – wiedzie przez zakwestionowanie założeń politycznych, partyjnych tego wszystkiego. By się uporać z problemami – PO musiałaby przestać być PO, a wtedy straciłaby głosy (47 – 50% poparcia) tych, co poważnie kiedyś wzięli zaproszenie do bogacenia się za wszelką cenę i obietnicę „parasola ochronnego władzy” za wszelką cenę – nad biznesem.

Wracając do przykładu bezrobocia: oczywiście, że stwierdzenie „brak pracy” jest kolokwialne i należy do „języka ulicy”; jest po prostu wielkim skrótem i uproszczeniem myślowym – tak jak wspomniane podwyższenie benzyny czy podnoszenie chleba.

Jeśli przyjąć terminologię stosowną dla pojęcia rynku w odniesieniu do pracy (co generalnie uważam za bezprzedmiotowe bo w tym kraju rynek pracy sensu stricte nie funkcjonuje), to należy mówić tu o popycie na pracę jako „towarze rynkowym” oraz o „podaży pracy”. Popyt na pracę ludzką to zapotrzebowanie przedsiębiorstw jako pracodawców na pracę najemną, związaną np. z prowadzoną produkcją, albo z jej rozszerzeniem ilościowym lub asortymentowym. Popyt na pracę wyraża się ilością wolnych miejsc pracy oraz ilością ofert zatrudnienia pracownika. Stwierdzam tak, bo sama ilość wolnych miejsc pracy, bez woli zatrudnienia na nich nowych pracowników – nie jest „popytem na pracę”, jak też i ilość ofert zatrudnienia ale bez istniejących stosownie do nich, nowych i wolnych miejsc pracy – także nie jest popytem na pracę ludzką. Popyt na pracę istnieje tylko wówczas, gdy istnieją wolne miejsca pracy oraz jednocześnie pracodawcy zgłaszają chęć zatrudnienia na tych miejscach pracy nowych pracowników (oprócz tych dotychczas zatrudnionych). Nie jest popytem na pracę zwolnienie tysiąca zatrudnionych i przyjęcie na ich miejsce tysiąca innych, nowych pracowników, pomimo że związane by to było z tysiącem ofert i tysiącem praktycznie „wolnych” wówczas miejsc pracy.
Podaż pracy – to ludzie zdolni i gotowi do podjęcia się wykonywania zadań potrzebnych pracodawcy, określonych przez niego w ofercie zatrudnienia a potem w umowie o pracę.
W konwencji rynkowej, praca rozumiana jako wykonywanie dla kogoś potrzebnych mu czynności – jest towarem, tak jak węgiel, woda lub kruche ciasteczka posypane cukrem. Pracownik zapewnia podaż pracy i sprzedaje ją a pracodawca zapewnia popyt na pracę i kupuje ją – w formie zatrudniania pracowników.
Niektórzy ludzie udają jednak, że tego nie rozumieją i celowo zastępują pojęcie tak rozumianej pracy – pojęciem „pracy” w sensie fizycznym, bez uwzględnienia jej rynkowego charakteru.
Ktoś taki nagle gotów dojść publicznie do wniosku, że żadnego bezrobocia nie ma. Jest praca, czeka na każdym kroku. Jest wszędzie tyle do zrobienia. Powie na przykład: … A jak to jest w ogóle możliwe że ktoś nie ma pracy? Przecież to właściwie jest niewyobrażalne! Co to właściwie znaczy że ktoś nie ma pracy? Dookoła tyle rzeczy do zrobienia a ludzie nie mają pracy? Przecież to jakiś absurd! Paranoja!
Przecież wszędzie jest praca; O!: na przykład chodnik na mojej ulicy jest cały do wymiany bo płytki popękały… Tylko się nierobom nie chce pracować, bo czekają aż im „państwo” da zasiłek.
Faktycznie: paranoja.
Wszędzie jest do wykonania jakaś „praca” w znaczeniu fizycznym tego określenia, jest to „praca nie do przerobienia”, ale żeby to była praca w znaczeniu rynkowym, rynku pracy – to musi być ktoś kto ją „zapotrzebuje” za konkretną zapłatę, czyli ktoś kto zechcę wykonanie jej kupić. Zakładam przy tym, że ktoś kto ją zechce wykonać, czyli sprzedać własną pracę – zawsze się znajdzie, bo tym się charakteryzuje rynek pracy; zawsze popyt na pracę jest mniejszy niż jej podaż, czyli inaczej mówiąc – zawsze jest mniej ofert zatrudnienia (i zapłacenia) niż chętnych do podjęcia pracy. W normalnej sytuacji dobrze zarządzanej i dobrze funkcjonującej gospodarki – liczba niezatrudnionych stanowi 1 – 2% osób w wieku produkcyjnym (tzw. naturalna stopa bezrobocia) a obecnie mamy w tym kraju takich osób zarejestrowanych ponad dwa miliony sto tysięcy, co stanowi ponad 14% liczby osób w wieku produkcyjnym (tzw. klęska bezrobocia). W ten sposób propaguje się mylny wniosek: wszystko jest dobrze, praca jest, tylko się ludziom robić nie chce… Wszelkie próby zorganizowania społeczeństwa są przedstawiane jako szkodliwe, bo przecież w sposób naturalny dąży ono do powrotu do jaskiń. Zaczyna się tu zrzucanie winy za wszystko co złe – na państwo, nie na konkretną władzę realizującą swoje konkretne programy polityczne. Winne wszystkiemu jest to, że państwo w ogóle istnieje. Przy tym fakt, że istnieją setki innych państw i niektóre – doskonale a inne – całkiem dobrze się mają – nic nie znaczy…
Tu zresztą także mamy niejednoznaczność: państwo jako takie nie jest złe co wcale nie znaczy, że ono zawsze dobrze funkcjonuje, że jest dobrze zarządzane. Tak jak np. biskup–pedofil nie świadczy źle o Bogu, tak i błędna ideologia władzy psująca funkcjonowanie państwa – nie świadczy przeciwko państwu a wyłącznie przeciwko tej władzy.

Czasem wydaje się, że ludzie owładnięci jakąś ideą, ideą cudzą – bo przecież najczęściej nie oni są jej odkrywcami, przyczyniają się do postępu, bo wspierają badania teoretyczne pozwalające poznać lepiej prawa rządzące społeczeństwami i gospodarką. Tak jak naukowe dociekania są dobre, to próba wdrożenia ich, jakiejś teorii – w życie zazwyczaj kończy się tak jak próba wdrożenia prac naukowych Karola Marksa. Tego typu podjudzanie, propagowanie może i pozornie efektownych, ale praktycznie niemożliwych do przyjęcia eksperymentów robi wiele szkody , bo zagłusza tematy ważne, dramatycznie pilne i decydujące o losie wielu ludzi.
Tak zwane „życie” czyli realna, otaczająca nas rzeczywistość wymyka się wszelkim teoriom, które są co prawda niezbędne i świadczą o dążeniu człowieka do pełnej świadomości i niezależności, ale nie są w stanie odtworzyć warunków realnego świata. Państwo działające i imieniu interesu społecznego jest zwolnione z ograniczeń narzucanych przez wszelkie teorie czy modele naukowe dotyczące ekonomii, nie jest ograniczone ani opłacalnością ekonomiczną, ani zasadami samoregulacji. Opiera się raczej na pojęciach nieekonomicznych, takich jak godność, szacunek, solidarność, sprawiedliwość. Dzięki temu – dziś nie musimy przyznać po prostu, że ludzie w wieku 50+ wypchnięci poza „rynek pracy” – są przez państwo skazani na śmierć, co należałoby przyznać – kierując się jedynie prawami ekonomii realnie funkcjonującej.
Niezłym przykładem interwencji państwa jest ustawa o PFRON, stawiająca interes społeczny dotyczący zatrudniania osób niepełnosprawnych (aby zdobywali sami środki do życia oraz korzystali z innych funkcji pracy) – ponad zasadami prostej czy chciałoby się powiedzieć – prostackiej – opłacalności, stwarzająca platformę zrównania szans ponad pojęciami dobroczynności czy po prostu jałmużny, bez tego osoby poszkodowane przez los byłyby jeszcze bardziej poszkodowane. Są jednak ludzie, którym jest zbyt łatwo powiedzieć komuś: jesteś „nieopłacalny”, dlatego musisz umrzeć; to rodzaj zboczenia psychicznego, psychopatii – gdy dotyczy realnego życia.
Państwo to forma organizacji stojąca ponad takimi ograniczającymi własnościami jak opłacalność i jest dlatego społecznie niezbędne, stwarza ono środowisko, w którym funkcjonują przedsiębiorcy i wszyscy inni, zapobiegając skrajnym „ekscesom” i konfliktom, godząc konflikty w obszarze wolności – wolność prowadzenia działalności gospodarczej z wolnością np. człowieka w wieku 50+ albo niepełnosprawnego objawiającą się jego prawem do życia POMIMO że przedsiębiorcy skazali go na śmierć – wykluczając z rynku pracy. Zdobywając środki operacyjne np. poprzez prawo fiskalne, państwo może spowodować, że respektowane będzie także jego prawo do wolności – wyrażające się prawem do zdobycia poprzez pracę środków potrzebnych do utrzymania. Dzięki interwencji państwa dostępne są np. leki, których by nie było w dyspozycji – gdyby kierowano się przy tym wyłącznie zasadami ekonomii jako nauki, że przeprowadzane są operacje i inne działania lecznicze pomimo ich ogromnego kosztu i materialnej „nieopłacalności” z punktu widzenia medycyny jako biznesu, gdy stanowią „jedynie” wydatek. Wydatek jednak niewielki w porównaniu z wartością życia ludzkiego i jego prawa do wolności.

Skandalicznym wypaczeniem jest państwo zarządzane czy wręcz organizowane przez przedsiębiorców, przez „biznesmenów” niejako pod ich potrzeby, czyniące z biznesu rodzaj współczesnego bałwana, któremu się wszystko podporządkowuje, także życie i śmierć zwykłych, prostych ludzi uzależnionych od pracy najemnej. To ogromne barbarzyństwo pochłaniające wiele ofiar. Niestety elementy tego właśnie obserwujemy poprzez „sztuczną mgłę” propagandowego zaciemnienia.

16/01/2013

Władza nie może służyć własnej ideologii. Ma służyć równowadze i współpracy.

Pisząc „pracodawca” – mamy na myśli podmiot lub osobę fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą i w związku z tą działalnością – zatrudniającą inne osoby fizyczne poprzez zawieranie umów o pracę.
Słowo „pracodawca” oczywiście nie może być rozumiane dosłownie: przedsiębiorca nie daje nikomu pracy i nie po to prowadzi swoją działalność gospodarczą by zaspokoić czyjeś zapotrzebowanie na „źródło dochodu” czyli zarobek. Przedsiębiorca nie jest działaczem społecznym a działalność gospodarcza nie jest służbą społeczną; przedsiębiorca prowadzi działalność gospodarczą dlatego, że chce, że lubi i potrafi, widzi w tym pewien „smak życia”, dąży do samodzielności, ma ciekawe pomysły i chce je sprawdzić w praktyce – osiągając osobisty sukces, a nade wszystko – chce w ten sposób osiągać własny dochód zwany zyskiem netto, dający mu środki do zaspokojenia swoich potrzeb.

By prowadzić i rozwijać działalność gospodarczą poważniejszą niż jednoosobowa działalność osoby fizycznej jako przedsiębiorcy, trzeba prędzej czy później zatrudnić pracowników; to wynika z zasad ekonomii. Przedsiębiorca nie po to jednak rozpoczyna swoją działalność by kogoś zatrudniać a raczej jest to konieczność ekonomiczna wynikająca z zasad przedsiębiorczości i mechanizmów generowania zysku. Działalność gospodarcza nie po to jest podejmowana by „ludzie mieli pracę” a po to by móc realizować własne plany dotyczące dochodu i aktywności. Przedsiębiorca ma prawo i musi mieć prawo kierować się własną, sobie właściwą motywacją działania.
Jednocześnie jednak faktem jest, rozpatrując to z innego punktu widzenia, że prowadzenie działalności gospodarczej generuje często powstawanie miejsc pracy a te miejsca pracy zaspokajają zapotrzebowanie społeczne na uzyskiwanie dochodu za swoją „sprzedaną” pracę najemną. Przedsiębiorczość prócz znaczenia indywidualnego dla przedsiębiorcy, ma więc także ogromne znaczenie – niejako przy okazji – dla całego społeczeństwa a zaspokojenie potrzeb ekonomicznych społeczeństwa ma w swoim efekcie dobroczynny wpływ na sytuację przedsiębiorcy, poprzez generowanie czy podtrzymywanie popytu na wszelkie produktu i usługi, możliwości nabywcze społeczeństwa itp. To zamknięty system zjawisk połączonych, i rozpatrywanie tego jedynie z jednego punktu widzenia jest bezsensowne, obarczone zasadniczym błędem. I tu obojętne jest czy rozpatrywalibyśmy to zagadnienie wyłącznie od strony przedsiębiorców, czy wyłącznie od strony pracowników; błąd w obu wypadkach jest zasadniczy.

Ale też kierując się wyżej zarysowanymi perspektywami patrzenia na to samo otoczenie, nie wolno nie docenić wspomnianej różnicy nastawienia i doraźnego interesu. Gospodarka powinna być tak zorganizowana (bo sama się nie zorganizuje), by przedsiębiorca mógł myśleć o swoim dochodzie, swoim rozwoju, działać z maksymalną dopuszczalną swobodą, by mógł działać przede wszystkim dla siebie, realizując swoje ambicje i plany – a jednocześnie, by wypełniał rolę jaką przedsiębiorcy mają do spełnienia w społeczeństwie dla ogółu.
Przedsiębiorca sam jest w stanie zadbać o siebie i swoją firmę, nie można mu narzucać jakichś obowiązków społecznych, innych niż te które w sposób naturalny stanowią skutek jego działalności, dla niego być może „skutek uboczny”. To władza publiczna jest od tego, by dobrze prowadzona działalność gospodarcza wypełniała także swoją rolę społeczną.
Władza (szeroko rozumiana) tworzy przecież otoczenie prawne i organizacyjne w którym działa przedsiębiorca i tu właśnie jest miejsce zarówno na stwarzanie dobrych (optymalnych) warunków przedsiębiorcom, jak i na zadbanie o interes pracowników i ich rodzin, bo z całą pewnością jest możliwy taki stan w którym wszystkie strony zyskują i wszystkie mogą być zadowolone. Wymaga to pewnego minimalnego kompromisu, a kompromis może mieć swoje oparcie w działaniach bezstronnego pośrednika, organizatora.

Czas stanowczo odrzucić teorie ideologiczne o wiecznym, naturalnym i nieuniknionym konflikcie pomiędzy „kapitalistą” a „robotnikiem” – jakie stanęły u podstaw ideologii „walki klas”. Niestety jak dotychczas władza najczęściej przez jedną ze stron była powoływana, stawała zawsze po jednej stronie i służyła interesom jednej z nich, to znaczy albo przedsiębiorcom, albo pracownikom – co rodziło drastyczne konflikty. Ma to swoje źródła w wypaczeniu demokracji, sprzeniewierzaniu się zasadom etyki i uleganiu nienasyconej, absurdalnej chciwości ludzi.

Władza powinna jednak bezstronnie służyć równowadze, organizować to co służy współpracy, zajmować się wyłącznie tym, by wszyscy byli tak samo zadowoleni i dając coś, korzystali – jednocześnie zaspokajając swoje własne potrzeby.
Taka równowaga jest możliwa, przy zrozumieniu działania „całości” i moim zdaniem jest to szansa na przyszłość gospodarki światowej i przyszłości świata w ogóle. Świat ma szanse przetrwać wówczas, gdy przyjmie tę zmianę: wybierze wejście w okres współpracy, poszanowania i zrozumienia a nie antagonizmu, rywalizacji i egoistycznego zamknięcia w sobie.
Ten nowy czas – gdy nadejdzie – będzie okresem ogromnego wzrostu, rozwoju i dobrobytu.
I odwrotnie: zablokowanie tego kierunku przemian doprowadzi do upadku i nędzy, niepokojów społecznych, ofiar i zniszczenia.

25/06/2012

Minister Pracy poprosi „kolegę” o odblokowanie Funduszu Pracy.

W minionym tygodniu pojawiło się coś nowego w sprawie przeciwdziałania bezrobociu i jego skutkom.
 W sprawie tego przeciwdziałania – którego nie ma, pomimo że jest ono konstytucyjnym obowiązkiem Państwa.
Któż by się jednak przejmował w Rządzie jakąś tam Konstytucją jakiejś tam Rzeczypospolitej Polskiej… Wszak mamy „Rząd Internacjonałów” i "uni już sami lepiej wiedzą co dla nas jest dobre…"

Zaczęły się pojawiać wyraźne naciski, żądania i argumenty ze strony organizacji „pracodawców” – na odblokowanie zasobów Funduszu Pracy. Chodzi o fundusz tworzony z obowiązkowych składek pracodawców, przeznaczony na łagodzenie skutków bezrobocia i interwencje na rynku pracy w tworzenie nowych miejsc pracy, szkolenie pracowników itp. Obecnie jest tam niebagatelna kwota rzędu ponad 5 miliardów złotych. Problem w tym, że została ona „zablokowana” przez Ministra Finansów ze względu na jakieś mało sprecyzowane potrzeby zrównoważenia budżetu (mało sprecyzowane, ale i w tym ujęciu mało mnie interesujące).

Na przełomie roku 2010 i 2011 finansowanie potrzeb związanych z obsługą i zwalczaniem bezrobocia zostało w ten sposób przez Ministra Finansów zmniejszone dokładnie o połowę, a przecież nigdy nie było wystarczające. W 2012 roku także minimalnie przekracza ono połowę kwoty z 2010 roku.
Dlatego powszechnie w Urzędach Pracy brakuje pieniędzy; brakuje oczywiście dla bezrobotnych na staże, szkolenia i inną pomoc; – nie brakuje dla urzędników zatrudnionych w Urzędach Pracy a tym bardziej – w Ministerstwie.

Staże dla osób bezrobotnych były dość dobrym instrumentem wpływania na zatrudnianie bezrobotnych, bo pozwalały dokładniej „przyjrzeć się” stażyście w trakcie pracy, bez angażowania środków pracodawcy przeznaczonych na wynagrodzenia, co dość często pozwalało przełamywać opory, obawy, stereotypy i docelowo skutkowało zatrudnieniem tej osoby. Ponadto odbycie takiego stażu – jeśli nawet nie zakończyło się kontynuowaniem zatrudnienia przez organizatora stażu po jego zakończeniu, to dawało udokumentowane doświadczenie w praktycznym wykonywaniu jakichś czynności lub zadań a to z kolei – często pomagało bezrobotnemu przekonać do siebie jakiegoś innego pracodawcę; brak doświadczenia praktycznego przestawał być przeszkodą w uzyskaniu pracy, choćby dla absolwentów.

Na skutek zablokowania środków Funduszu Pracy w 2010 roku – ilość staży organizowanych dla bezrobotnych w 2011 roku spadła do 1/3 ilości staży z roku poprzedniego.
Inicjatywę poparł wreszcie Minister Pracy – Władysław Kosiniak Kamysz. Zapowiedział on złożenie – jeszcze do końca czerwca – wniosku formalnego do Ministra Finansów o odblokowanie wspomnianego funduszu, albo przynajmniej jakiejś istotnej kwoty w ramach funduszu. Jest to o tyle pilne, że z końcem czerwca na „rynek pracy” wchodzi ponad półmilionowa grupa tegorocznych absolwentów szkół, którzy będą szukać zatrudnienia a jak się szacuje około 100.000 z nich tego zatrudnienia z pewnością nie uzyska. W sierpniu br. rusza z kolei specjalny program pomocy dla bezrobotnych w wieku do 30 roku życia. Pomoc skierowana do młodych jest jak pamiętamy hasłem wyborczym Donalda Tuska, toteż trudno się dziwić, że Minister Pracy także uważa pomoc dla tej grupy bezrobotnych za ważną, twierdzi że „tej grupie bezrobotnych warto pomóc”.
Należy więc rozumieć, że ministerstwo już całkowicie „stanęło otworem” do osób starszych lecz w wieku przedemerytalnym i im już – podobnie jak dotychczas – żadnej rzeczywistej, realnej pomocy nie ma zamiaru udzielać.

Ciekawe swoją drogą, jakie będą dalsze losy wspomnianego wniosku jednego ministra do drugiego ministra bo to ciekawa forma porozumiewania się; widocznie ministrowie w rządzie Tuska nie umieją się już albo jeszcze porozumiewać bezpośrednio na posiedzeniach rządu a jedynie – poprzez wnioski na piśmie?
Poza tym; czy minister Kosiniak Kamysz sam wnioskował o zamrożenie środków Funduszu Pracy?
Czy sam wnioskował by Minister Rostowski ogołocił Urzędy Pracy ze środków przeznaczonych na realizowanie ustawy – i to jeszcze na dodatek z uzasadnieniem „potrzebą zracjonalizowania wydatków publicznych”?
Mam wrażenie, że nie. Że minister Rostowski sam, można by może nawet rzec – samowolnie, położył ciężką łapę na tych pieniądzach dla „zabezpieczenia doraźnych potrzeb Ministerstwa Finansów”.
Jeśli więc tak – to obawiam się, że ewentualny wniosek o odblokowanie finansów Funduszu – będzie tak samo zbagatelizowany, jak wcześniej zbagatelizowano potrzeby osób bezrobotnych i instytucji organizujących działania na rzecz zmniejszenia bezrobocia.

Pisałem już niedawno także, że zablokowanie tych środków może mieć swoje dobre strony; mianowicie tylko dzięki temu środki te jeszcze są. Kierując się doświadczeniem i obserwacją bezpośrednią obawiam się, że gdyby nie to, zostałyby one zmarnowane, roztrwonione, przepuszczone i rozdane bez żadnego trwałego efektu dla bezrobocia.
Potrzebne są działania na rzecz trwałego zmniejszenia bezrobocia. Potrzebne są już działania na rzecz większej dostępności zasiłku dla bezrobotnych. Ale jak dotychczas – dalej nie widać pomysłów na realne działania dające taki skutek. Przedsiębiorcy – uważający środki Funduszu za swoje – coraz natarczywiej domagają się ich w formie dotacji do zatrudnienia, dopłat na tworzenie miejsc pracy, dodatków za szkolenie pracowników itp. Tymczasem nie chodzi nam o to, by tworzyć fikcję, jakąś atrapę gospodarki która istnieje wyłącznie dzięki dotacjom a gdy się skończą dotacje – wszystko pada.
Zarządzanie Funduszem miało być dokonywane społecznie w ramach działania tzw. Komisji Trójstronnej w której strona związkowa miała reprezentować interesy pracowników i bezrobotnych.
Czy jednak zablokowanie Funduszu zostało zaakceptowane przez Komisję Trójstronną?
Czy w ogóle było z nią przez Ministra Rostowskiego konsultowane?
Jak wyjaśnić kompletną bezczynność związków zawodowych w tej i nie tylko tej sprawie?
Pięć miliardów złotych to spora kwota, dzięki której można w sposób trwały przywrócić sporą część ludzi dziś pozbawionych zatrudnienia – do pracy, do płacenia podatków i do dokonywania zakupów – napędzających gospodarkę w formie wzmacniania popytu wewnętrznego.

Mam jednak coraz większe wątpliwości, które wyrażają się w pytaniach:

CZY TEN RZĄD TEGO CHCE?
————————————————————————————–
CZY CHCE ZMNIEJSZAĆ BEZROBOCIE, CZY WOLI EKSTERMINOWAĆ BEZROBOTNYCH, SZCZEGÓLNIE TYCH „50 plus” – POZBYWAJĄC SIĘ WRAZ Z NIMI – „PROBLEMU”?
————————————————————————————–
CZY BEZROBOTNYM „50 PLUS” – JUŻ „NIE WARTO POMAGAĆ”, BO ICH GŁOSY PRZESTAŁY SIĘ LICZYĆ DLA WŁADZY?
————————————————————————————–

Pytań jest więcej, ale wszystko wskazuje na to, że zadać je będzie musiała ulica.

25/03/2012

42.
Targujmy się o swoje, o nasze…

Wiele wskazuje na to, że Premier Donald Tusk jest wynalazcą nowego znaczenia określenia „konsultacje”. Dla Premiera "konsultacje społeczne" to akcja propagandowa przekonywania o tym, że musi być i będzie tak jak Premier chce, jak chce partia, czyli - czyli tak jak mu nakazali… (lobbyści? biznesmeni? politycy "unijni"?)

Ciekaw jestem - nawet już tak zwyczajnie, po ludzku, co społeczeństwo z tym zrobi i czy w ogóle coś...

Prócz niebezpieczeństwa wynikającego z upierdliwej propagandy, która wydłużenie czasu oczekiwania na uzyskanie prawa do emerytury nazywa „wydłużeniem czasu pracy dla uzyskania wyższej emerytury” – co jest jak dotychczas czczą propagandą bez oparcia w rzeczywistości, jest też i inne widoczne już niebezpieczeństwo.
Polega ono na tym, że nowelizacją ustawy - wiek emerytalny zostanie przesunięty na 67 lat a inne konieczne działania, które powinny być wykonane wcześniej – pozostaną w formie ustnego zapewnienia, że „zrobimy”, że „tak oczywiście będzie”… kiedyś tam...

I przez to może się spełnić najgorszy scenariusz; zamiast pracować dłużej i powiększać swoją emeryturę ponad poziom „głodowy” – ludzie będą głodować już wcześniej na zasiłkach i zapomogach albo na łasce krewnych a ich emerytury będą malały z powodu braku wpłat składek, lub wpłat ale w "symbolicznej" wysokości…
Wiele wskazuje na to, że "oszołomstwo wiary w niewidzialną rękę" nadal gości w umysłach władzy i gotowa jest ona czekać z założonymi rękoma na to, aż ilość miejsc pracy "sama" wzrośnie w wyniku "naturalnego" rozwoju przedsiębiorczości, a jednocześnie popyt na pracę osób w wieku "50+" także "sam" wzrośnie w wyniku przemian demograficznych prowadzących do starzenia się społeczeństwa, na które władza także nie zamierza w żaden sposób oddziaływać.
Oczywiście - ilości ofiar tego oczekiwania nikt liczył ani tym bardziej rozliczał nie będzie...

Myślę, że jeśli nawet uznamy przesunięcie wieku emerytalnego na 67 lat życia za nieuniknione, niezbędne z jakichś przyczyn obiektywnych, ekonomicznych, kryzysowych czy demograficznych, to społeczeństwo nie powinno się zgadzać na jedynie obietnice dotyczące wszystkich niezbędnych działań „około-emerytalnych” jakie są przy takiej zmianie niezbędne.

Nie ma żadnego powodu czy przyczyny, by nie można było teraz opracować po prostu całego systemu emerytalnego, wraz z redukcją bezrobocia i systemem osłon socjalnych. Wszystkie te sprawy muszą być opracowane jako jednolity system, pakiet ustaw już teraz, razem z wydłużeniem wieku emerytalnego, nawet jeśli by to wymagało przesunięcia chwili wdrożenia tych zmian, gdyby poszczególne regulacje miały pewną kolejność wdrażania. Jest obawa, że jeśli nie powstaną teraz, to nigdy nie powstaną, albo będą knotami legislacyjnymi i pozostaną na papierze, jak projekt „Solidarność pokoleń dla 50+”. Ministra Michała Boniego.

Jeśli już uznać to co się dzieje teraz za rodzaj targu, pomiędzy koalicjantami ale i pomiędzy społeczeństwem a Rządem, to jest po prostu jedyna szansa wytargować niezbędne ustawy około-emerytalne, sprawiające że te zmiany będą dość elastyczne i że „da się żyć”, nawet i tym dla których pracy jeszcze długo nie będzie.
Nie referendum jest tu potrzebne a zwykłe targowanie się o swoje, a jest spora szansa, że Rząd to przewidział i ma z zanadrzu rezerwę do negocjacji, że będzie gotów na współpracę i przyjęcie rozsądnych żądań, byle osiągnąć swój założony cel; wiek emerytalny 67 lat.

Odwiedziny: