Uważa się dość powszechnie, że urzędy te są powołane do „walki z bezrobociem” a więc ich działalność ma to bezrobocie zmniejszyć. Nic bardziej mylnego.
Już pierwsze zdanie tejże ustawy stwierdza, że dotyczy ona zadań państwa w zakresie promocji zatrudnienia, łagodzenia skutków bezrobocia oraz aktywizacji zawodowej. To bardzo ważne przede wszystkim dlatego, że jest tam przyznanie wprost, iż w ogóle państwo ma jakieś zadania związane z tym problemem; jest to ważne gdyż wiele osób taki obowiązek państwa dziś neguje a czyni tak z pobudek ideowych lub dla usprawiedliwienia bezczynności.
Nota bene – obowiązek ten ma podstawy konstytucyjne, jest określony w Konstytucji a wspomniana ustawa jedynie to potwierdza oraz bardziej szczegółowo konkretyzuje. Żadne „niewidzialne ręce”, żadna „samoregulacja”; po prostu obowiązek aktywnego działania w konkretnym kierunku. Konstytucja w sposób oczywisty stanowi bezdyskusyjne, obligatoryjne obowiązki państwa, lecz władza wykonawcza jaką jest dziś rząd chłopów i milionerów zupełnie się tym nie przejmuje.
Oczekiwanie więc, że minister pracy swoimi działaniami zmniejszy czy zlikwiduje bezrobocie jest bezsensowne, bo bezrobocie wynika z zasadniczych błędów zarządzania gospodarką w latach dziewięćdziesiątych oraz w pierwszych latach obecnego wieku, z okresu „błędów i wypaczeń” postsolidarnościowej, złodziejskiej „prywatyzacji”, z późniejszego ideologicznego założenia nieingerencji w gospodarkę czyli uchylania się od zarządzania nią, podporządkowania wielu dziedzin gospodarki obcemu kapitałowi działającemu w kierunku służenia swojej, rodzimej gospodarce a nie Polsce. Dodatkowym elementem zewnętrznym jest tu tzw. kryzys gospodarczy Unii Europejskiej jako reperkusje światowych zawirowań powstałych na bazie tzw. kreatywnej księgowości.
Bezrobocie jest związane z drastycznym niedoborem miejsc pracy oraz jednocześnie niedostosowaniem dawnych kwalifikacji pracowników poszukujących zatrudnienia do potrzeb formułowanych przez obecnych pracodawców. Minister pracy ilości miejsc pracy jednak nie zwiększy a inni ministrowie robić tego nie mają zamiaru.
Ponieważ powstał stały i trwały niedobór miejsc pracy, musiała zostać wyłoniona grupa ludzi w wieku produkcyjnym, którzy przestaną być zatrudniani. Dla usprawiedliwienia tego wykonano wielki wysiłek stworzenia skomplikowanej i rozbudowanej, normalnie całkowicie zbędnej, czasem wręcz absurdalnej, idiotycznej procedury „rekrutacji”, odgradzającej „szklaną ścianą” pracodawców od ludzi poszukujących zatrudnienia.
W ten sposób stworzono sytuację całkowitej uznaniowości po stronie pracodawców, wybierających sobie kandydatów do pracy jak rodzynki z ciasta, robiących z poszukujących pracy – petentów pozbawionych jakichkolwiek praw prócz proszenia, przymilania się, rezygnowania z kolejnych własnych oczekiwań, warujących jak pieski pod urzędami pracy na jakikolwiek „kąsek” w postaci choć doraźnej pracy dającej choć minimalne wynagrodzenie.
W ten sposób powstała także i grupa osób całkowicie wykluczonych z tak zwanego nie wiedzieć czemu „rynku pracy” – na przykład osób w wieku produkcyjnym mających już około pięćdziesięciu i więcej lat. Ktoś uznał najwyraźniej, że osoby te, posiadające przeważnie rodziny (pracujące, wykształcone dzieci) przy braku pracy a więc własnych dochodów siłą rzeczy przejdą niejako na utrzymanie właśnie tych rodzin, co zwolni państwo od interesowania się ich losem.
Oczywiście stanowi to coś w rodzaju skandalicznego, pozaprawnego, nielegalnego, dodatkowego „podatku” dla obywateli, ale ta władza nie ma zwyczaju przejmować się Konstytucją jako ustawą nadrzędną (zasadniczą) powstałą wcześniej i obowiązującą, czy prawem wykonawczym, nawet tym przez siebie stanowionym.
Szacuje się, że w przypadku nieco ponad połowy osób zaliczanych do tej grupy wiekowej rzeczywiście się tak stało, osoby te stały się trwale nieaktywne zawodowo, całkowicie zaprzestając już poszukiwania pracy zarobkowej, przejmując jakieś role w rodzinach i pozostając na ich utrzymaniu. Pozostali nadal próbują zdobyć zatrudnienie, staczając się stopniowo coraz bliżej bezdomności i przysłowiowego śmietnika.
Trzeba pamiętać i stale powtarzać, że powodem tego jest systemowa odmowa zatrudnienia, bez podania jakichkolwiek racjonalnych powodów. Osoby te w znakomitej większości pozbawione są zasiłku dla osób bezrobotnych lub nigdy go nie otrzymywały; zasiłek otrzymuje przez okres do 6 miesięcy średnio 15 na 100 osób zarejestrowanych jako bezrobotne. Nie można więc mówić tu o „pomocy bezrobotnym” – bo ludzie ci chcą i mogą pracować tak, by zdobyć samodzielnie podstawowe środki do życia. W tym kraju proponowanie pomocy najczęściej jest odbierane negatywnie.
Odsyłanie tych osób do ośrodków pomocy społecznej także jest szczytem podłości, gdyż nie są to osoby należące do grona stałych klientów tego rodzaju instytucji, ubliżające jest dla nich stawianie ich na równi z cwaniakami, alkoholikami czy oszustami traktującymi pomoc społeczną jak wygodną dla nich alternatywę dla pracy zarobkowej. Ludzie ci przeważnie sami unikają wszelkich kontaktów z ośrodkami pomocy społecznej jako skrajnie ubliżającej godności ludzkiej, odzierającej z szacunku do samego siebie, wszelkiej intymności, prywatności itp.
Tak zwana pomoc społeczna jest sama w sobie skrajna patologią, wymagającą poważnego i kompleksowego zreformowania.
Dlatego w przypadku osób z grupy
zwanej „50 +” nadal poszukujących zatrudnienia, nie wystarczy domagać
się dla nich zasiłku czy zapomóg.
ODSZKODOWANIE ZA BRAK ZATRUDNIENIA!
Odszkodowanie od Państwa, albo finansowane przez pracodawców z ich składek, w wysokości minimalnej ustawowo określonej płacy.