W artykule pt. Będą pracować dłużej – czy dłużej czekać, głodując lub żebrząc…? znalazł się fragment dotyczący projektu zmiany wieku emerytalnego; fragment do którego chciałbym powrócić, by go nieco rozwinąć.
„…Wszystko co się dzieje w tej sprawie i jak się dzieje – jest jakieś pokrętne, wypaczone; czy Polacy rzeczywiście nie potrafią nic załatwić normalnie, w rzeczowy, cywilizowany i konstruktywny sposób?
Waldemar Pawlak, a teraz za nim i Minister Rolnictwa z PSL– jawnie wyrażają swoją niechęć do tej zmiany, zachowują się jawnie nielojalnie jako koalicjant - apelując o jej zaniechanie. Przypuszczam, że może to być sygnałem dla Premiera, ostrzeżeniem by nie dokonywał zmian na wsi, nie tykał KRUSu, a może sygnałem dla jakiegoś stronnictwa wewnątrz PO, że PSL nie będzie się upierało w trwaniu przy Premierze Tusku… To bardzo zły sygnał dla społeczeństwa, w związku z tą reformą. Znów okazuje się, że społeczeństwo jest traktowane jak jakiś dodatek jedynie – do polityków i ich nieodpowiedzialnych „zagrywek” w których społeczeństwo jest częściej piłką niż graczem lub sędzią…”
Polska „klasa polityczna” zachowuje się od lat dziwacznie. Wydawałoby się oczywiste, że do władzy, do podejmowania decyzji, do zarządzania, realizacji prawa i jego ustalania – społeczeństwo powinno delegować najlepszych swoich przedstawicieli, jednostki wybitne i merytorycznie i moralnie. To po prostu logiczne. Tymczasem widzimy zjawisko dokładnie odwrotne. Nie chodzi o jednostki, jednostkowy przypadki czy wybryki - bo jakiś margines jest wszędzie gdzie jest człowiek; afery uwidaczniają się w każdym społeczeństwie i na każdym kontynencie, ale u nas margines raczej stanowią ci kompetentni i normalni.
Musi być jakaś przyczyna a leży ona i w jakości wychowania i kształcenia młodego pokolenia – od dawna, i w systemie politycznej reprezentacji. Systemie partyjnym.
To skomplikowany problem którego nie chcę tu analizować szczegółowo (dobry temat na pracę doktorską), ale trzeba sobie zdać sprawę, że jak świadczą fakty - rządzą nami najgorsi i najgłupsi i że to system wyłaniania Rządu, Sejmu czy Senatu decyduje o najdrobniejszym nawet szczególe codziennego istnienia każdego obywatela, o jego losie, jakości życia a nawet i jakości pogrzebu. Los i jakość życia każdego z nas zależy od tego bezpośrednio.
Co do zasady warto więc chyba zastanowić się co zrobić, by społeczeństwo kształciło młode kadry stanowiące tę właściwą, rzeczywistą elitę decyzyjną i wykonawczą władzy, no i by władza wywodziła się z tych właśnie osób przygotowanych do pełnienia funkcji administracyjnych i decyzyjnych. To przerażające ale i absurdalne że ludzie wydają się tego zupełnie nie rozumieć.
Odnoszę wrażenie, że władza i „elity decyzyjne” dotychczas były przypadkowe, a przede wszystkim od czasów Mazowieckiego – po prostu amatorskie. Czy młodzieniec słabo się uczący, kiepsko dopilnowany przez rodziców zajętych pracą i borykaniem się z „komuną”, popalający „trawkę” z kumplami po kątach i niezbyt na dodatek utożsamiający się z Polską - – to rzeczywiście idealny kandydat na przyszłego premiera? Minione afery i sprawy po części tylko ujawnione przez Sejmowe Komisje Śledcze – dowodzą nam, że do władzy, Sejmu i Rządu dostaje się najgorszy element społeczny, najgorszy „sort” obywateli. To były często wręcz pokazy cynizmu, krętactwa, prywaty, nepotyzmu, niekompetencji, nieuczciwości, prostactwa, prymitywizmu moralnego.
Zostawiamy to przypadkowi i obcej agenturze układającej nasze losy znacznie skuteczniej niż my sami. Ale czy ciągłe grzebanie w systemie szkolnictwa, spadająca jego jakość, promowanie marihuany i jej depenalizowanie nie spowoduje, że gdy przyjdzie czas na zmianę pokoleniową we władzy, znów będziemy mieli zaćpanych i niedouczonych, nafaszerowanych "dopalaczami" i otumanionych grami komputerowymi kandydatów „na haju”? Powierzymy im nasz los?
Może to apel idealisty, ale uważam, że czas z tym skończyć. Społeczeństwo w geście samoobrony musi to zmienić i MOŻE to zmienić – tak jak powstrzymało ACTA.
BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasożytnictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasożytnictwo. Pokaż wszystkie posty
20/02/2012
35.
Podejrzana reprezentacja narodu…
Etykiety:
Ewa Kopacz,
lemingi,
manipulacja opinią publiczną,
następca Tuska,
pasożytnictwo,
Platforma Obywatelska,
polityka,
polska,
Sejm,
Senat,
Tusk,
UE,
władza
08/02/2012
28.
Rozpoczęły się kolejne „działania pozorowane” w Urzędach Pracy.
Można mieć uwagi do większości szczegółowych rozwiązań i pomysłów dotyczących pracy, lecz jest to o tyle daremne, że – jak niegdyś każdą dyskusję na dowolny temat kończył argument o „przewodniej roli Partii”, tak dziś wszystko rozbija się o idiotyczną ustawę stworzoną przez ludzi nie mających pojęcia - co robią, czyli tak zwany „Sejm” tak zwanej „Rzeczypospolitej”. Przykro to pisać ale jeszcze bardziej przykro czasem przyznać się do bycie Polakiem, gdy w „Sejmie” produkuje się knot za knotem a jednocześnie kwitnie tam pozerstwo, narcyzm, jajcarstwo, załatwianie własnych interesów, rozrost sitwy, nieustający spektakl wzajemnego obrażania się i przepraszania.
Oczywiście to jedno z możliwych wyjaśnień. Jest przesadne bo jest emocjonalne, a to z kolei - gdyż dotyczy dramatycznego stanu najbardziej istotnych dla człowieka spraw. Niektórzy coraz częściej widzą tu nie nieudolność a celowe i świadome działanie antyspołeczne, związane z jakimś dziewiętnastowiecznym pojmowaniem kapitalizmu i mechanizmów jego rozwoju. To oddzielny temat niewątpliwie wart rozważenia, zanim doprowadzi to do wybuchu społecznego na miarę tzw. "wariantu rumuńskiego".
Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, bo o niej tu piszę, także jest knotem legislacyjnym, zawierającym abstrakcyjne pomysły ludzi nie mających pojęcia o realiach w tej sprawie, ludzi dla których sprawy bezrobocia są właśnie pełną abstrakcją - tonącą w „oparach” bełkotu medialnego, stereotypów, nienawistnej lub po prostu durnej gadaniny różnych mędrków ludowych albo agentów celowo wprowadzających zamieszanie na polecenie swoich mocodawców ze służb, wywiadów i grup lobbingowych.
Ustawa wymaga natychmiastowej zmiany, zarówno doraźnie – na czas nasilonego kryzysu i ogromnego bezrobocia, jak i systemowo. Musi być zmieniony cały system działania tak zwanych „służb zatrudnienia”, które dziś służą wyłącznie sobie, „kaście” urzędniczej oraz drobnym i cwanym przedsiębiorcom żerującym na tym systemie kosztem bezrobotnych.
Dochodzi już pierwsza dekada lutego. Urzędy Pracy powoli budzą się z letargu w jakim tkwiły od miesięcy w oczekiwaniu na swój tegoroczny budżet. Ukazują się pierwsze ogłoszenia o przetargach. Upubliczniane są plany szkoleń. Niestety obawiam się, że znowu pieniądze z okrojonego przez zdziczałego ministra finansów budżetu Urzędów Pracy wystarczą na niewielką symulację jedynie tych wszystkich działań, jakie powinny być podjęte, by uzyskać odczuwalny skutek. Niestety rok bieżący zapowiada się kolejnym rokiem pozorowania walki z bezrobociem, poprzez uparte i bezmyślne wdrażanie abstrakcyjnych rozwiązań obowiązującej, durnej ustawy. Pytanie; jakie negatywne skutki to wywoła, jakie dramaty na skalę społeczną. Pytanie, czy istnieją ośrodki rejestrujące rzeczywiste skutki tych działań rządu PO z punktu widzenia interesu społecznego, losów ludzi – by to wykorzystać jako przyszłe dowody oskarżenia przed Trybunałem Stanu.
Zastanówmy się, co Urzędy Pracy maja do zaproponowania a więc, co przewiduje wspomniana ustawa.
Staże dla osób bezrobotnych.
Staże są rodzajem krótkoterminowego zatrudnienia dotowanego w całości przez Urząd Pracy. Przede wszystkim należy kategorycznie zaprzeczyć, by jakikolwiek bezrobotny był kierowany przez Urząd Pracy na taki staż. Urzędy Pracy w ogóle nie dają nikomu ani propozycji pracy, ani też propozycji jakichkolwiek innych działań z zakresu instrumentów będących w ich dyspozycji. Zachowują się całkowicie biernie. Biernie i niechętnie. O skierowanie na taki staż trzeba walczyć, to znaczy starać się, domagać się zdecydowanie, pisać wnioski, podania i odwołania. To oczywiście w przypadku, gdy inicjatywa należy do osoby bezrobotnej. Niestety wprowadzono i taką możliwość, że dana instytucja czy pracodawca nie tylko chce zorganizować staż dla bezrobotnego, ale chce to zrobić dla konkretnej, wskazanej przez siebie osoby. Zdecydowanie wypaczyło to ideę oraz utrudniło osobom zarejestrowanym w PUP dostęp do tej pomocy, ponieważ większość staży stała się de facto ofertą zamkniętą, skierowaną do konkretnych osób spoza rejestru bezrobotnych, osób które rejestrowały się w PUP wyłącznie po to by skorzystać ze zorganizowanego specjalnie dla nich stażu. Staż odbywały więc osoby w zasadzie nie będące bezrobotnymi, to znaczy spełniające warunki uzyskania statusu, ale takie które nie były wcześniej zarejestrowane i nigdy by się nie rejestrowały jako bezrobotne gdyby nie wymogi formalne by skorzystać z w pełni dotowanego zatrudnienia. Z tego powodu staże miały absolutnie minimalny wpływ na wielkość bezrobocia rejestrowanego.
Jest tu i inny czynnik decydujący o braku skuteczności tego instrumentu.
Organizator stażu ma do zyskania darmowego pracownika. Darmowego to znaczy w pełni opłacanego z Funduszu Pracy, nic pracodawcę nie kosztującego a wykonującego konkretną pracę przez okres nawet sześciu miesięcy. Dlatego jest sporo chętnych a środki z Funduszu Pracy są ograniczone, i z tego powodu przyznanie prawa zatrudnienia stażysty odbywa się na zasadzie konkursu pracodawców. Istnieją tu konkretne i dla wszystkich jednakowe kryteria punktacji. istnieje też minimum punktów po przekroczeniu którego dopiero określa się ilość stażystów i czas trwania ich stażu. Niektóre instytucje występują o stażystów wręcz masowo, bo wykonując sporą część prostych prac na koszt Funduszu Pracy – oszczędzają na własnych budżetach. Głównie dotyczy to Urzędów Miejskich, Urzędów Marszałkowskich, ZUS-u, uczelni wyższych.
Decydującą ilość punktów w tymże konkursie pracodawca uzyskuje za deklarację chęci zatrudnienia stażysty po zakończeniu stażu. Preferowany jest staż jako forma przygotowania dla siebie nowego pracownika, którego niejako na koszt FP można sprawdzić i przyuczyć, ale po to by go następnie zatrudnić po zakończeniu stażu. Niektóre firmy tak się wyspecjalizowały, że wygrywają te konkursy pomimo braku deklaracji dalszego zatrudnienia stażysty. Ma to pewien potencjalny zysk, gdyż aktywizuje osobę wcześniej bezczynną na kilka miesięcy trwania stażu, daje jej doświadczenie praktyczne. Miałoby to znaczenie, gdyby pośrednicy pracy podczas trwania stażu poszukiwali dla tej konkretnej osoby innej oferty zatrudnienia i natychmiast po zakończeniu takiego stażu (po którym organizator nie zatrzymał stażysty u siebie), kierowali tę osobę bezrobotną do konkretnego innego pracodawcy, na przykład na prace interwencyjne (w połowie już tylko dotowane), albo po prostu - do zatrudnienia. Tak jednak nie jest, dlatego po takim stażu bezrobotny powraca do rejestru i po kilku miesiącach następującej bezczynności spowodowanej brakiem ofert, cały pozytywny efekt osiągnięty dzięki stażowi na koszt Funduszu Pracy – marnuje się. Bezrobotny znów traci wiarę we własna wartość, w swoje możliwości i umiejętności.
Staż dla osoby bezrobotnej jako idea jest więc wypaczany w praktyce jego stosowania. Możliwość wskazania imiennie konkretnej osoby dla której staż jest organizowany otwiera oczywiście ogromne pole dla nepotyzmu, prywaty, „kolesiostwa”, „załatwiactwa” – co ma niewiele wspólnego z rejestrem bezrobotnych oraz rynkiem pracy.
Niektóre firmy wprost i bezczelnie wykorzystują to, że bezrobotni czasem są w tak trudnej sytuacji materialnej iż nie tylko zgadzają się na „fikcyjność” stażu ale nawet współpracują w tym z nieuczciwymi pracodawcami. Staż ma mieć głównie funkcję przyuczenia, przypomnienia, uaktualnienia wiedzy zawodowej, także wprowadzenia w normalny rytm obowiązków, punktualności, wydajnej pracy z możliwym do sprawdzenia efektem itp. Najlepiej gdyby staże były stosowane przede wszystkim po szkoleniach grupowych lub indywidualnych lub wobec osób o stosunkowo krótkiej przerwie w pracy oraz posiadających w danej pracy jakieś wcześniejsze doświadczenie. Również w przypadku przekwalifikowania dostosowującego umiejętności bezrobotnego do potrzeb rynku choć z zachowaniem jego indywidualnych potrzeb i preferencji – staż powinien mieć charakter praktyki w zawodzie, będącej przedłużeniem szkolenia. Niestety część pracodawców pragnie przede wszystkim zaspokoić własne zapotrzebowanie na darmowych (z ich punktu widzenia) pracowników i – jak jeden z wielkich sklepów branży budowlanej – sadza stażystę na kilka miesięcy do pracy na stanowisku np. fakturzysty, zajmującego się wyłącznie wystawianiem klientom faktur na podstawie paragonu sprzedaży, po czym sporządza fikcyjne sprawozdania ze stażu (w których podaje wiele prac i stanowisk na jakich rzekomo stażysta pracował) a stażysta - zadowolony z otrzymywania dzięki temu przez wiele miesięcy stypendium z Funduszu Pracy – sprawozdanie takie akceptuje i przedstawia w Urzędzie jako prawdziwe. Efekt tego więc, prócz zmarnowania sporej kwoty w Funduszu Pracy – jest mizerny, gdyż taki stażysta powraca po prostu do rejestru osób bezrobotnych.
Z kolei w przypadku gdy pracodawca wygrał konkurs na przyznanie stażysty dzięki punktom otrzymanym za deklarację późniejszego jego zatrudnienia, a deklaracji tej nie zrealizował – początkowo nie ponosił za to żadnych konsekwencji a ostatnio jedyną konsekwencją jest wykluczenie z kolejnych konkursów na organizację stażu, co może jest sprawiedliwe ale pomniejsza szansę bezrobotnych na odbycie stażu.
Staże zupełnie nie sprawdzają się w przypadku osób w wieku powyżej 50 lat, gdyż osób tych pracodawcy – czy po stażu czy też bez niego – nie chcą z niewiadomych powodów zatrudniać. Wydają się one dobrym rozwiązaniem głównie dla ludzi młodych, absolwentów nie posiadających jeszcze doświadczenia zawodowego oraz dla osób przekwalifikowanych z powodów strukturalnego charakteru bezrobocia.
W takim systemie pracy tak zwanych „służb zatrudnienia” jaki obserwujemy obecnie, staże są po prostu działaniem pozornym, straszliwym marnotrawstwem środków, instrumentem bardzo nieskutecznym, elementem marnotrawstwa pieniędzy publicznych i środków unijnych (gdyż niektóre staże są finansowane z EFS a nie z FP). Powodem tego jest bylejakość postawy pracowników PUP, brak całościowego systemu nastawionego na realne zmniejszenie bezrobocia, fikcyjność działań, brak wyobraźni, brak systemowego uzależnienia oceny pracy PSZ od rzeczywistych efektów. Urząd Pracy ma po prostu „robić” a nie „zrobić” ; ma wydać pieniądze (zrealizować budżet) a nie osiągnąć coś konkretnego za pomocą tych wydanych pieniędzy.
Czasem odnosi się wrażenie, że nikomu w tym kraju nie zależy na zmniejszeniu bezrobocia a może nawet wręcz odwrotnie; zależy na utrzymaniu go na poziomie na tyle wysokim, aby usprawiedliwiał stan zatrudnienia w samych Urzędach Pracy i wielkość środków kierowanych na finansowanie samych „służb zatrudnienia” niezależnie od efektów ich pracy.
Oczywiście to jedno z możliwych wyjaśnień. Jest przesadne bo jest emocjonalne, a to z kolei - gdyż dotyczy dramatycznego stanu najbardziej istotnych dla człowieka spraw. Niektórzy coraz częściej widzą tu nie nieudolność a celowe i świadome działanie antyspołeczne, związane z jakimś dziewiętnastowiecznym pojmowaniem kapitalizmu i mechanizmów jego rozwoju. To oddzielny temat niewątpliwie wart rozważenia, zanim doprowadzi to do wybuchu społecznego na miarę tzw. "wariantu rumuńskiego".
Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, bo o niej tu piszę, także jest knotem legislacyjnym, zawierającym abstrakcyjne pomysły ludzi nie mających pojęcia o realiach w tej sprawie, ludzi dla których sprawy bezrobocia są właśnie pełną abstrakcją - tonącą w „oparach” bełkotu medialnego, stereotypów, nienawistnej lub po prostu durnej gadaniny różnych mędrków ludowych albo agentów celowo wprowadzających zamieszanie na polecenie swoich mocodawców ze służb, wywiadów i grup lobbingowych.
Ustawa wymaga natychmiastowej zmiany, zarówno doraźnie – na czas nasilonego kryzysu i ogromnego bezrobocia, jak i systemowo. Musi być zmieniony cały system działania tak zwanych „służb zatrudnienia”, które dziś służą wyłącznie sobie, „kaście” urzędniczej oraz drobnym i cwanym przedsiębiorcom żerującym na tym systemie kosztem bezrobotnych.
Dochodzi już pierwsza dekada lutego. Urzędy Pracy powoli budzą się z letargu w jakim tkwiły od miesięcy w oczekiwaniu na swój tegoroczny budżet. Ukazują się pierwsze ogłoszenia o przetargach. Upubliczniane są plany szkoleń. Niestety obawiam się, że znowu pieniądze z okrojonego przez zdziczałego ministra finansów budżetu Urzędów Pracy wystarczą na niewielką symulację jedynie tych wszystkich działań, jakie powinny być podjęte, by uzyskać odczuwalny skutek. Niestety rok bieżący zapowiada się kolejnym rokiem pozorowania walki z bezrobociem, poprzez uparte i bezmyślne wdrażanie abstrakcyjnych rozwiązań obowiązującej, durnej ustawy. Pytanie; jakie negatywne skutki to wywoła, jakie dramaty na skalę społeczną. Pytanie, czy istnieją ośrodki rejestrujące rzeczywiste skutki tych działań rządu PO z punktu widzenia interesu społecznego, losów ludzi – by to wykorzystać jako przyszłe dowody oskarżenia przed Trybunałem Stanu.
Zastanówmy się, co Urzędy Pracy maja do zaproponowania a więc, co przewiduje wspomniana ustawa.
Staże dla osób bezrobotnych.
Staże są rodzajem krótkoterminowego zatrudnienia dotowanego w całości przez Urząd Pracy. Przede wszystkim należy kategorycznie zaprzeczyć, by jakikolwiek bezrobotny był kierowany przez Urząd Pracy na taki staż. Urzędy Pracy w ogóle nie dają nikomu ani propozycji pracy, ani też propozycji jakichkolwiek innych działań z zakresu instrumentów będących w ich dyspozycji. Zachowują się całkowicie biernie. Biernie i niechętnie. O skierowanie na taki staż trzeba walczyć, to znaczy starać się, domagać się zdecydowanie, pisać wnioski, podania i odwołania. To oczywiście w przypadku, gdy inicjatywa należy do osoby bezrobotnej. Niestety wprowadzono i taką możliwość, że dana instytucja czy pracodawca nie tylko chce zorganizować staż dla bezrobotnego, ale chce to zrobić dla konkretnej, wskazanej przez siebie osoby. Zdecydowanie wypaczyło to ideę oraz utrudniło osobom zarejestrowanym w PUP dostęp do tej pomocy, ponieważ większość staży stała się de facto ofertą zamkniętą, skierowaną do konkretnych osób spoza rejestru bezrobotnych, osób które rejestrowały się w PUP wyłącznie po to by skorzystać ze zorganizowanego specjalnie dla nich stażu. Staż odbywały więc osoby w zasadzie nie będące bezrobotnymi, to znaczy spełniające warunki uzyskania statusu, ale takie które nie były wcześniej zarejestrowane i nigdy by się nie rejestrowały jako bezrobotne gdyby nie wymogi formalne by skorzystać z w pełni dotowanego zatrudnienia. Z tego powodu staże miały absolutnie minimalny wpływ na wielkość bezrobocia rejestrowanego.
Jest tu i inny czynnik decydujący o braku skuteczności tego instrumentu.
Organizator stażu ma do zyskania darmowego pracownika. Darmowego to znaczy w pełni opłacanego z Funduszu Pracy, nic pracodawcę nie kosztującego a wykonującego konkretną pracę przez okres nawet sześciu miesięcy. Dlatego jest sporo chętnych a środki z Funduszu Pracy są ograniczone, i z tego powodu przyznanie prawa zatrudnienia stażysty odbywa się na zasadzie konkursu pracodawców. Istnieją tu konkretne i dla wszystkich jednakowe kryteria punktacji. istnieje też minimum punktów po przekroczeniu którego dopiero określa się ilość stażystów i czas trwania ich stażu. Niektóre instytucje występują o stażystów wręcz masowo, bo wykonując sporą część prostych prac na koszt Funduszu Pracy – oszczędzają na własnych budżetach. Głównie dotyczy to Urzędów Miejskich, Urzędów Marszałkowskich, ZUS-u, uczelni wyższych.
Decydującą ilość punktów w tymże konkursie pracodawca uzyskuje za deklarację chęci zatrudnienia stażysty po zakończeniu stażu. Preferowany jest staż jako forma przygotowania dla siebie nowego pracownika, którego niejako na koszt FP można sprawdzić i przyuczyć, ale po to by go następnie zatrudnić po zakończeniu stażu. Niektóre firmy tak się wyspecjalizowały, że wygrywają te konkursy pomimo braku deklaracji dalszego zatrudnienia stażysty. Ma to pewien potencjalny zysk, gdyż aktywizuje osobę wcześniej bezczynną na kilka miesięcy trwania stażu, daje jej doświadczenie praktyczne. Miałoby to znaczenie, gdyby pośrednicy pracy podczas trwania stażu poszukiwali dla tej konkretnej osoby innej oferty zatrudnienia i natychmiast po zakończeniu takiego stażu (po którym organizator nie zatrzymał stażysty u siebie), kierowali tę osobę bezrobotną do konkretnego innego pracodawcy, na przykład na prace interwencyjne (w połowie już tylko dotowane), albo po prostu - do zatrudnienia. Tak jednak nie jest, dlatego po takim stażu bezrobotny powraca do rejestru i po kilku miesiącach następującej bezczynności spowodowanej brakiem ofert, cały pozytywny efekt osiągnięty dzięki stażowi na koszt Funduszu Pracy – marnuje się. Bezrobotny znów traci wiarę we własna wartość, w swoje możliwości i umiejętności.
Staż dla osoby bezrobotnej jako idea jest więc wypaczany w praktyce jego stosowania. Możliwość wskazania imiennie konkretnej osoby dla której staż jest organizowany otwiera oczywiście ogromne pole dla nepotyzmu, prywaty, „kolesiostwa”, „załatwiactwa” – co ma niewiele wspólnego z rejestrem bezrobotnych oraz rynkiem pracy.
Niektóre firmy wprost i bezczelnie wykorzystują to, że bezrobotni czasem są w tak trudnej sytuacji materialnej iż nie tylko zgadzają się na „fikcyjność” stażu ale nawet współpracują w tym z nieuczciwymi pracodawcami. Staż ma mieć głównie funkcję przyuczenia, przypomnienia, uaktualnienia wiedzy zawodowej, także wprowadzenia w normalny rytm obowiązków, punktualności, wydajnej pracy z możliwym do sprawdzenia efektem itp. Najlepiej gdyby staże były stosowane przede wszystkim po szkoleniach grupowych lub indywidualnych lub wobec osób o stosunkowo krótkiej przerwie w pracy oraz posiadających w danej pracy jakieś wcześniejsze doświadczenie. Również w przypadku przekwalifikowania dostosowującego umiejętności bezrobotnego do potrzeb rynku choć z zachowaniem jego indywidualnych potrzeb i preferencji – staż powinien mieć charakter praktyki w zawodzie, będącej przedłużeniem szkolenia. Niestety część pracodawców pragnie przede wszystkim zaspokoić własne zapotrzebowanie na darmowych (z ich punktu widzenia) pracowników i – jak jeden z wielkich sklepów branży budowlanej – sadza stażystę na kilka miesięcy do pracy na stanowisku np. fakturzysty, zajmującego się wyłącznie wystawianiem klientom faktur na podstawie paragonu sprzedaży, po czym sporządza fikcyjne sprawozdania ze stażu (w których podaje wiele prac i stanowisk na jakich rzekomo stażysta pracował) a stażysta - zadowolony z otrzymywania dzięki temu przez wiele miesięcy stypendium z Funduszu Pracy – sprawozdanie takie akceptuje i przedstawia w Urzędzie jako prawdziwe. Efekt tego więc, prócz zmarnowania sporej kwoty w Funduszu Pracy – jest mizerny, gdyż taki stażysta powraca po prostu do rejestru osób bezrobotnych.
Z kolei w przypadku gdy pracodawca wygrał konkurs na przyznanie stażysty dzięki punktom otrzymanym za deklarację późniejszego jego zatrudnienia, a deklaracji tej nie zrealizował – początkowo nie ponosił za to żadnych konsekwencji a ostatnio jedyną konsekwencją jest wykluczenie z kolejnych konkursów na organizację stażu, co może jest sprawiedliwe ale pomniejsza szansę bezrobotnych na odbycie stażu.
Staże zupełnie nie sprawdzają się w przypadku osób w wieku powyżej 50 lat, gdyż osób tych pracodawcy – czy po stażu czy też bez niego – nie chcą z niewiadomych powodów zatrudniać. Wydają się one dobrym rozwiązaniem głównie dla ludzi młodych, absolwentów nie posiadających jeszcze doświadczenia zawodowego oraz dla osób przekwalifikowanych z powodów strukturalnego charakteru bezrobocia.
W takim systemie pracy tak zwanych „służb zatrudnienia” jaki obserwujemy obecnie, staże są po prostu działaniem pozornym, straszliwym marnotrawstwem środków, instrumentem bardzo nieskutecznym, elementem marnotrawstwa pieniędzy publicznych i środków unijnych (gdyż niektóre staże są finansowane z EFS a nie z FP). Powodem tego jest bylejakość postawy pracowników PUP, brak całościowego systemu nastawionego na realne zmniejszenie bezrobocia, fikcyjność działań, brak wyobraźni, brak systemowego uzależnienia oceny pracy PSZ od rzeczywistych efektów. Urząd Pracy ma po prostu „robić” a nie „zrobić” ; ma wydać pieniądze (zrealizować budżet) a nie osiągnąć coś konkretnego za pomocą tych wydanych pieniędzy.
Czasem odnosi się wrażenie, że nikomu w tym kraju nie zależy na zmniejszeniu bezrobocia a może nawet wręcz odwrotnie; zależy na utrzymaniu go na poziomie na tyle wysokim, aby usprawiedliwiał stan zatrudnienia w samych Urzędach Pracy i wielkość środków kierowanych na finansowanie samych „służb zatrudnienia” niezależnie od efektów ich pracy.
Etykiety:
barbarzyństwo,
Ewa Kopacz,
gospodarka,
Kosiniak-Kamysz,
liberalizm,
pasożytnictwo,
PO,
premier,
PUP,
rynek pracy,
staże,
szkolenia,
Tusk,
władza,
zasiłki
23/09/2011
8.
Kto najszybciej wyda pieniądze z Europejskiego Funduszu Społecznego.
Państwo ma swoją strukturę organizacyjną, w tym Rząd, w którym sprawy państwa rozłożone są w kompetencjach poszczególnych resortów, funkcjonujących pod kierownictwem Ministrów tego Rządu. Za wyjątkiem gospodarki morskiej, która „leży”, gdyż oddzielne niegdyś ministerstwo zostało zlikwidowane (zapewne w ramach wykonania jakiejś „dyrektywy” o stopniowej likwidacji wszystkiego, co w Polsce dotyczyło gospodarki morskiej). W konsekwencji więc to, co się dzieje np. w dziedzinie pracy, zatrudnienia i gospodarki – jest efektem pracy (lub zaniechania) Rządu a więc i efektem działania siły politycznej, która ten rząd stworzyła, czyli Platformy Obywatelskiej.
Ukazała się niedawno w mediach ciekawa informacja dotycząca dodatkowych funduszy unijnych przyznanych między innymi województwu Zachodniopomorskiemu na walkę ze zjawiskiem braku miejsc pracy. Potraktujmy to, jako przykładową sytuację dotyczącą przecież całego kraju. Chodzi tu o podział tzw. Krajowej Rezerwy Wykonania za 2010 rok, wynoszącej ponad 230 milionów euro. Jednak sam już sposób przedstawienia tego faktu – nasuwa najgorsze obawy o sensowność, o zasadność tego dofinansowania. Dofinansowanie jest zasadne, bo województwo zachodniopomorskie należy do kilku objętych największym wskaźnikiem bezrobocia, to przecież nie tylko Szczecin, Koszalin i kilka mniejszych miast; to ogromne obszary Pojezierza Drawskiego, Ziemia Lubuska – pozbawione przemysłu obszary zalesione, objęte także terenami parków narodowych, krajobrazowych i rezerwatów. To nie jest przecież jakiś wybryk miejscowej ludności, to wynik, działania Państwa i jego polityki wewnętrznej. Nie ma nic dziwnego w większym braku miejsc zatrudnienia tutaj – niż w Centrum.
Wydawałoby się, że to dobrze, że są dodatkowe środki finansowe i doskonale, że tutaj trafiły, choć akurat wspomniane okoliczności nie miały żadnego wpływu na ich przydział. Niepokoi podejście władz do wydatkowania tych środków, dziwaczna „filozofia” z tym związana. Przyjrzyjmy się dokładniej:
„…Dodatkowe 54 miliony euro to nagroda za to, że na walkę z bezrobociem wydaliśmy już ponad 30 procent przeznaczonych dla województwa pieniędzy. Stawia to zachodniopomorskie na drugiej pozycji w kraju po warmińsko-mazurskim i przed opolskim…”
- cytuję za informacją prasową – wywiadem z Dyrektorem Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Szczecinie.
Walka z bezrobociem polega moim zdaniem nie tyle na sprawnym wydawaniu pieniędzy, tylko na faktycznym zmniejszaniu ilości osób zdolnych do pracy, dla których nie ma stałego i odpowiedniego zatrudnienia. Dla osób pokroju Dyrektora WUP – dla których bezrobocie w jego aspekcie ludzkim jest czymś obcym, abstrakcyjnym i zrozumiałym jedynie poprzez „krzywe lustro” stanowiska i zawodowego aparatu wiedzy akademickiej (w najlepszym przypadku) – jest oczywiste, że skoro sprawnie i szybko zdołał wydać 30% pieniędzy – to należy mu dołożyć jeszcze więcej. Sukces walki z bezrobociem mierzy się dla niego ilością pieniędzy, jakie wydano i tempem tego procesu a nie skutkiem.
„… – To rodzaj premii za efektywność dotychczasowych działań – podkreśla Andrzej Przewoda. (Dyr. WUP Szczecin ) – Zainteresowanie jest tak olbrzymie, ten poziom aplikowania w różnych konkursach i przedsięwzięciach jest wysoki i nie będzie najmniejszego problemu, żeby te środki zagospodarować…”
W to wierzymy, że „nie będzie problemu”; wszak nie ma takiej kwoty, której by się nie dało zmarnować (wydać bez przewidzianego efektu dla ostatecznego odbiorcy).
Cytat ten jasno precyzuje, co Pan Dyrektor uważa za „efektywność”. Mówi o ogromnym zainteresowaniu beneficjentów… czyli autorów projektów, organizatorów różnych działań i inicjatyw – z deklarowanego przez nich założenia mających wpłynąć na zmniejszenie bezrobocia; o zainteresowaniu osób projektujących i realizujących programy finansowane lub dofinansowane ze środków publicznych i przeznaczone dla bezrobotnych, jako tzw. beneficjentów ostatecznych. Osoby te (organizatorzy) nie robią tego jako wolontariusze ani „w czynie społecznym”; zarabiają na tym. Dlaczego mieliby nie być zainteresowani, – jeśli jest bardzo dużo pieniędzy do wydania, a tym samym – dzięki temu i do zarobienia. Organizowanie pomocy dla bezrobotnych np. w formie szkoleń – to nie jest efekt oczekiwany po zaangażowaniu tak wielkich środków – nie to jest celem. Celem jest dopiero i jedynie ten ostateczny efekt w postaci radykalnej poprawy statystyk bezrobocia.
Jednak jest charakterystyczne i znamienne, że nikt ani nie pyta, ani też nie oczekuje informacji o tym ostatecznym efekcie, o skutkach. Ważne jest by był jak największy przepływ pieniądza, bo jeśli jest przepływ – to zawsze coś z tego „skapnie” w postaci wynagrodzeń a bezrobocie… nikogo nie obchodzi prócz samych bezrobotnych, zresztą ono i tak musi przecież być, bo jest narzędziem obowiązującej doktryny ekonomicznej.
„…W ciągu 4 lat ze szkoleń i dofinansowań, za pośrednictwem Wojewódzkiego Urzędu Pracy, skorzystało ponad sto tysięcy mieszkańców i przedsiębiorców województwa zachodniopomorskiego…”
Dobrze. Ale z jakim skutkiem!? Jaki jest skutek – będę z uporem pytał!
Wystarczy wejść na którekolwiek z forów czy portali dotyczących pracy, by znaleźć odpowiedź: setki opinii i skarg podobnych do tej:
„…Jestem kobietą w wieku 53 lata o wyglądzie 40-latki, wyższe + 10 kursów różne branże, mogłabym pracować w szkole, w projektach jako koordynator, trener szkoleniowy itd. Jestem byłą beneficjentką programów unijnych podnoszących i wzmacniających i nadal nie ma chętnego pracodawcy (do zatrudnienia mnie)!!! Po co te raporty, dla kogo; czy zmienią naszą rzeczywistość ? – Zrezygnowana BKJ-„
Więc znowu nie tylko Dyrektor WUP, ale i jego partnerzy na wyższych szczeblach – skuteczność walki z bezrobociem widzą w ilości osób, które skorzystały z dofinansowań. Nie chodzi o korzystanie z dofinansowań a o skutek, jaki miał zostać osiągnięty a którego nie ma, w każdym razie nie w tym stopniu, jaki wynikałby z wymienianych tu kwot. Oni po prostu odpowiadają i rozliczają się z tego by wydać przewidziane do wydania pieniądze, by nie narazić się na zarzut, że „pieniądze były do dyspozycji a nie zostały wykorzystane”.
Skutek jest następujący: obecnie w naszym województwie jest ponad 110 tysięcy osób bez pracy a stopa bezrobocia wynosi ponad 16%. Niestety nie wiemy i nie dowiemy się tak łatwo, czy liczby te dotyczą tylko ilości osób zarejestrowanych w Urzędach Pracy, czy różnicy liczby osób w wieku produkcyjnym – a liczby osób zatrudnionych na umowy o pracę, wg danych statystycznych. A jest to różnica zasadnicza, bo wiele osób niemających pracy – nie ma także uprawnień do uzyskania statusu osoby bezrobotnej, co uniemożliwia zarejestrowanie. Być może nowe dane statystyczne z opracowywanego właśnie spisu powszechnego dadzą jednoznaczną i aktualną informację.
Dalej Pan Dyrektor WUP stwierdza:
„… – Dodatkowe pieniądze to szansa na wielu następnych osób bezrobotnych – mówi dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy Andrzej Przewoda…”
Nie „… na wielu następnych” a chyba „… dla wielu…”? Chyba, że to nie jest przejęzyczenie i „wielu następnych bezrobotnych” zostało już zaplanowanych, wkalkulowanych w ten „biznes” i muszą oni się znaleźć by swoim istnieniem usprawiedliwić przepływ pieniądza, w tym i ten „strumyczek”, który płynie do autorów i realizatorów projektów z dofinansowaniem z EFS.
„… – To są działania samorządu w zakresie programów rozwojowych w szkołach, to jest wsparcie dla przedsiębiorców. Z całą pewnością nie będzie tak, że te pieniądze zostaną skierowane tylko na szkolenia…”
Niestety obawiam się, że dalej poruszamy się w sferze abstrakcji i absurdu.
Programy w szkołach? Uczniowie nie są bezrobotni… jeszcze. Czyżby planowanie bezrobocia dotykało już uczniów?
W ramach prewencji bezrobocia – dla absolwentów podstawówek można zrobić opracowania i informację o przewidywaniach dotyczących przyszłego zapotrzebowania na fachowców w różnych specjalnościach, nakłaniać młodzież do zainteresowania się zawodami deficytowymi a nie nadwyżkowymi. Zgoda. Powinno to być elementem przygotowania każdego człowieka do życia w „gospodarce rynkowej”. Walka z bezrobociem powinna polegać nie tylko na działaniach wobec obecnie istniejących bezrobotnych, ale i jednocześnie na zapobieganiu by nie pojawiali się nowi. Młodzi ludzie powinni już teraz, przed wyborem przyszłego zawodu mieć informacje „jak to działa”, jakie są przewidywania co do rozwoju poszczególnych branż gospodarki itp. To jest po prostu w interesie Państwa, by jak najmniej było problemów, nietrafionych decyzji życiowych. Tylko dlaczego na ten cel miałyby być przeznaczane środki potrzebne na przekwalifikowania ludzi będących dziś w wieku produkcyjnym a niemających zatrudnienia.
Szkoła, proces dydaktyczny – ma inne źródła finansowania.
Dziecko i tak nie uwierzy w "bajeczki" teoretyczne opowiadane mu w szkole przez kogoś kto sam nigdy nie był bezrobotny, gdy po powrocie do domu spotka się ze swoim bezrobotnym ojcem… Bo jego ojciec nie miał w szkole takich porad, jakiś zawód jednak musiał wybrać i wybrał, został zwolniony z pracy, gdy nagle zmieniły się standardy wymagań i oczekiwań na jego stanowisku pracy, gdy nagle władza zmieniła swoje zachowanie i zaprzestała kierować gospodarką a on nie mógł nowych wymogów spełnić natychmiast. Może jednak pieniądze te powinny być mądrze i skutecznie użyte najpierw w celu pomocy w powrocie ojca czy matki ucznia do tej lub przygotowaniu do innej pracy ?
Powyższy wywiad pochodzi sprzed kilku miesięcy a decyzja o podziale dodatkowych funduszy na województwa – z połowy stycznia br. Jest już połowa września, a nie ma żadnych informacji ani objawów, by pieniądze to zostały rozdysponowane i zaangażowane do działania a powiatach czy gminach. A tymczasem Rząd pod koniec ubiegłego roku obciął budżety Urzędów Pracy o 70% w stosunku do 2010 roku. Powiatowy Urząd Pracy w Szczecinie praktycznie od połowy roku nie posiada funduszy na nic prócz zasiłków. Prowadzony jest nabór na dwa kursy zawodowe dla… łącznie 30 osób spośród ogromnej liczby zarejestrowanych.
Traktuję to, co powyżej jedynie, jako pewien sygnał, zwracający uwagę na szerszy problem; jak wygląda w szerszym kontekście stosunek Władzy do pieniędzy z Unii, może raczej nawet do pieniędzy w ogóle. To kontynuacja rozważań, jakie już przedstawiłem w sprawie ideologii władzy – wywodzącej się z Platformy Obywatelskiej.
Moim zdaniem jest to sprawa ideologii więc wymaga oddzielnego omówienia.
Ukazała się niedawno w mediach ciekawa informacja dotycząca dodatkowych funduszy unijnych przyznanych między innymi województwu Zachodniopomorskiemu na walkę ze zjawiskiem braku miejsc pracy. Potraktujmy to, jako przykładową sytuację dotyczącą przecież całego kraju. Chodzi tu o podział tzw. Krajowej Rezerwy Wykonania za 2010 rok, wynoszącej ponad 230 milionów euro. Jednak sam już sposób przedstawienia tego faktu – nasuwa najgorsze obawy o sensowność, o zasadność tego dofinansowania. Dofinansowanie jest zasadne, bo województwo zachodniopomorskie należy do kilku objętych największym wskaźnikiem bezrobocia, to przecież nie tylko Szczecin, Koszalin i kilka mniejszych miast; to ogromne obszary Pojezierza Drawskiego, Ziemia Lubuska – pozbawione przemysłu obszary zalesione, objęte także terenami parków narodowych, krajobrazowych i rezerwatów. To nie jest przecież jakiś wybryk miejscowej ludności, to wynik, działania Państwa i jego polityki wewnętrznej. Nie ma nic dziwnego w większym braku miejsc zatrudnienia tutaj – niż w Centrum.
Wydawałoby się, że to dobrze, że są dodatkowe środki finansowe i doskonale, że tutaj trafiły, choć akurat wspomniane okoliczności nie miały żadnego wpływu na ich przydział. Niepokoi podejście władz do wydatkowania tych środków, dziwaczna „filozofia” z tym związana. Przyjrzyjmy się dokładniej:
„…Dodatkowe 54 miliony euro to nagroda za to, że na walkę z bezrobociem wydaliśmy już ponad 30 procent przeznaczonych dla województwa pieniędzy. Stawia to zachodniopomorskie na drugiej pozycji w kraju po warmińsko-mazurskim i przed opolskim…”
- cytuję za informacją prasową – wywiadem z Dyrektorem Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Szczecinie.
Walka z bezrobociem polega moim zdaniem nie tyle na sprawnym wydawaniu pieniędzy, tylko na faktycznym zmniejszaniu ilości osób zdolnych do pracy, dla których nie ma stałego i odpowiedniego zatrudnienia. Dla osób pokroju Dyrektora WUP – dla których bezrobocie w jego aspekcie ludzkim jest czymś obcym, abstrakcyjnym i zrozumiałym jedynie poprzez „krzywe lustro” stanowiska i zawodowego aparatu wiedzy akademickiej (w najlepszym przypadku) – jest oczywiste, że skoro sprawnie i szybko zdołał wydać 30% pieniędzy – to należy mu dołożyć jeszcze więcej. Sukces walki z bezrobociem mierzy się dla niego ilością pieniędzy, jakie wydano i tempem tego procesu a nie skutkiem.
„… – To rodzaj premii za efektywność dotychczasowych działań – podkreśla Andrzej Przewoda. (Dyr. WUP Szczecin ) – Zainteresowanie jest tak olbrzymie, ten poziom aplikowania w różnych konkursach i przedsięwzięciach jest wysoki i nie będzie najmniejszego problemu, żeby te środki zagospodarować…”
W to wierzymy, że „nie będzie problemu”; wszak nie ma takiej kwoty, której by się nie dało zmarnować (wydać bez przewidzianego efektu dla ostatecznego odbiorcy).
Cytat ten jasno precyzuje, co Pan Dyrektor uważa za „efektywność”. Mówi o ogromnym zainteresowaniu beneficjentów… czyli autorów projektów, organizatorów różnych działań i inicjatyw – z deklarowanego przez nich założenia mających wpłynąć na zmniejszenie bezrobocia; o zainteresowaniu osób projektujących i realizujących programy finansowane lub dofinansowane ze środków publicznych i przeznaczone dla bezrobotnych, jako tzw. beneficjentów ostatecznych. Osoby te (organizatorzy) nie robią tego jako wolontariusze ani „w czynie społecznym”; zarabiają na tym. Dlaczego mieliby nie być zainteresowani, – jeśli jest bardzo dużo pieniędzy do wydania, a tym samym – dzięki temu i do zarobienia. Organizowanie pomocy dla bezrobotnych np. w formie szkoleń – to nie jest efekt oczekiwany po zaangażowaniu tak wielkich środków – nie to jest celem. Celem jest dopiero i jedynie ten ostateczny efekt w postaci radykalnej poprawy statystyk bezrobocia.
Jednak jest charakterystyczne i znamienne, że nikt ani nie pyta, ani też nie oczekuje informacji o tym ostatecznym efekcie, o skutkach. Ważne jest by był jak największy przepływ pieniądza, bo jeśli jest przepływ – to zawsze coś z tego „skapnie” w postaci wynagrodzeń a bezrobocie… nikogo nie obchodzi prócz samych bezrobotnych, zresztą ono i tak musi przecież być, bo jest narzędziem obowiązującej doktryny ekonomicznej.
„…W ciągu 4 lat ze szkoleń i dofinansowań, za pośrednictwem Wojewódzkiego Urzędu Pracy, skorzystało ponad sto tysięcy mieszkańców i przedsiębiorców województwa zachodniopomorskiego…”
Dobrze. Ale z jakim skutkiem!? Jaki jest skutek – będę z uporem pytał!
Wystarczy wejść na którekolwiek z forów czy portali dotyczących pracy, by znaleźć odpowiedź: setki opinii i skarg podobnych do tej:
„…Jestem kobietą w wieku 53 lata o wyglądzie 40-latki, wyższe + 10 kursów różne branże, mogłabym pracować w szkole, w projektach jako koordynator, trener szkoleniowy itd. Jestem byłą beneficjentką programów unijnych podnoszących i wzmacniających i nadal nie ma chętnego pracodawcy (do zatrudnienia mnie)!!! Po co te raporty, dla kogo; czy zmienią naszą rzeczywistość ? – Zrezygnowana BKJ-„
Więc znowu nie tylko Dyrektor WUP, ale i jego partnerzy na wyższych szczeblach – skuteczność walki z bezrobociem widzą w ilości osób, które skorzystały z dofinansowań. Nie chodzi o korzystanie z dofinansowań a o skutek, jaki miał zostać osiągnięty a którego nie ma, w każdym razie nie w tym stopniu, jaki wynikałby z wymienianych tu kwot. Oni po prostu odpowiadają i rozliczają się z tego by wydać przewidziane do wydania pieniądze, by nie narazić się na zarzut, że „pieniądze były do dyspozycji a nie zostały wykorzystane”.
Skutek jest następujący: obecnie w naszym województwie jest ponad 110 tysięcy osób bez pracy a stopa bezrobocia wynosi ponad 16%. Niestety nie wiemy i nie dowiemy się tak łatwo, czy liczby te dotyczą tylko ilości osób zarejestrowanych w Urzędach Pracy, czy różnicy liczby osób w wieku produkcyjnym – a liczby osób zatrudnionych na umowy o pracę, wg danych statystycznych. A jest to różnica zasadnicza, bo wiele osób niemających pracy – nie ma także uprawnień do uzyskania statusu osoby bezrobotnej, co uniemożliwia zarejestrowanie. Być może nowe dane statystyczne z opracowywanego właśnie spisu powszechnego dadzą jednoznaczną i aktualną informację.
Dalej Pan Dyrektor WUP stwierdza:
„… – Dodatkowe pieniądze to szansa na wielu następnych osób bezrobotnych – mówi dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy Andrzej Przewoda…”
Nie „… na wielu następnych” a chyba „… dla wielu…”? Chyba, że to nie jest przejęzyczenie i „wielu następnych bezrobotnych” zostało już zaplanowanych, wkalkulowanych w ten „biznes” i muszą oni się znaleźć by swoim istnieniem usprawiedliwić przepływ pieniądza, w tym i ten „strumyczek”, który płynie do autorów i realizatorów projektów z dofinansowaniem z EFS.
„… – To są działania samorządu w zakresie programów rozwojowych w szkołach, to jest wsparcie dla przedsiębiorców. Z całą pewnością nie będzie tak, że te pieniądze zostaną skierowane tylko na szkolenia…”
Niestety obawiam się, że dalej poruszamy się w sferze abstrakcji i absurdu.
Programy w szkołach? Uczniowie nie są bezrobotni… jeszcze. Czyżby planowanie bezrobocia dotykało już uczniów?
W ramach prewencji bezrobocia – dla absolwentów podstawówek można zrobić opracowania i informację o przewidywaniach dotyczących przyszłego zapotrzebowania na fachowców w różnych specjalnościach, nakłaniać młodzież do zainteresowania się zawodami deficytowymi a nie nadwyżkowymi. Zgoda. Powinno to być elementem przygotowania każdego człowieka do życia w „gospodarce rynkowej”. Walka z bezrobociem powinna polegać nie tylko na działaniach wobec obecnie istniejących bezrobotnych, ale i jednocześnie na zapobieganiu by nie pojawiali się nowi. Młodzi ludzie powinni już teraz, przed wyborem przyszłego zawodu mieć informacje „jak to działa”, jakie są przewidywania co do rozwoju poszczególnych branż gospodarki itp. To jest po prostu w interesie Państwa, by jak najmniej było problemów, nietrafionych decyzji życiowych. Tylko dlaczego na ten cel miałyby być przeznaczane środki potrzebne na przekwalifikowania ludzi będących dziś w wieku produkcyjnym a niemających zatrudnienia.
Szkoła, proces dydaktyczny – ma inne źródła finansowania.
Dziecko i tak nie uwierzy w "bajeczki" teoretyczne opowiadane mu w szkole przez kogoś kto sam nigdy nie był bezrobotny, gdy po powrocie do domu spotka się ze swoim bezrobotnym ojcem… Bo jego ojciec nie miał w szkole takich porad, jakiś zawód jednak musiał wybrać i wybrał, został zwolniony z pracy, gdy nagle zmieniły się standardy wymagań i oczekiwań na jego stanowisku pracy, gdy nagle władza zmieniła swoje zachowanie i zaprzestała kierować gospodarką a on nie mógł nowych wymogów spełnić natychmiast. Może jednak pieniądze te powinny być mądrze i skutecznie użyte najpierw w celu pomocy w powrocie ojca czy matki ucznia do tej lub przygotowaniu do innej pracy ?
Powyższy wywiad pochodzi sprzed kilku miesięcy a decyzja o podziale dodatkowych funduszy na województwa – z połowy stycznia br. Jest już połowa września, a nie ma żadnych informacji ani objawów, by pieniądze to zostały rozdysponowane i zaangażowane do działania a powiatach czy gminach. A tymczasem Rząd pod koniec ubiegłego roku obciął budżety Urzędów Pracy o 70% w stosunku do 2010 roku. Powiatowy Urząd Pracy w Szczecinie praktycznie od połowy roku nie posiada funduszy na nic prócz zasiłków. Prowadzony jest nabór na dwa kursy zawodowe dla… łącznie 30 osób spośród ogromnej liczby zarejestrowanych.
Traktuję to, co powyżej jedynie, jako pewien sygnał, zwracający uwagę na szerszy problem; jak wygląda w szerszym kontekście stosunek Władzy do pieniędzy z Unii, może raczej nawet do pieniędzy w ogóle. To kontynuacja rozważań, jakie już przedstawiłem w sprawie ideologii władzy – wywodzącej się z Platformy Obywatelskiej.
Moim zdaniem jest to sprawa ideologii więc wymaga oddzielnego omówienia.
Etykiety:
50 plus,
bezrobocie,
biznes,
Donald Tusk,
dotacje,
EFS,
Ewa Kopacz,
Kosiniak-Kamysz,
lemingi,
nędza,
nieuczciwość,
pasożytnictwo,
PE,
PO,
praca,
szkolenia,
unia europejska,
WUP,
żerowanie
Subskrybuj:
Posty (Atom)