BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Senat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Senat. Pokaż wszystkie posty

04/04/2014

Umowa zlecenia, umowa śmieciowa…

Umowa zlecenia jest umową cywilnoprawną czyli opartą na przepisach Kodeksu Cywilnego. W szczególności – nie ma ona nic wspólnego z Kodeksem Pracy (prawem pracy). Definiuje Umowę Zlecenia Art. 734 Kodeksu Cywilnego – stwierdzając, że ta forma umowy dotyczy jedynie wykonywania czynności prawnych przez jeden podmiot – na rzecz innego podmiotu, pomiędzy osobami fizycznymi lub osobami fizycznymi a osobami prawnymi.

Definicję pojęcia „czynność prawna” można znaleźć np. w Wikipedii: patrz definicja czynności prawnej
Jak więc widać, taki typ umowy absolutnie nie da się zastosować do wykonywania czynności związanych z pracą w produkcji, usługach, ochronie itp.; gdyż nie są to czynności prawne.

Furtkę dla przedsiębiorców dążących do odchodzenia przy zatrudnianiu od stosowania umów o pracę w rozumieniu Kodeksu Pracy – stanowi Art. 750 Kodeksu Cywilnego – stanowiący, iż „Do umów o świadczenie usług, które nie są uregulowane innymi przepisami, stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu” (czyli artykuły k. c. zawarte w tytule XXI tej ustawy). Oznacza to, że przepisy Kodeksu Cywilnego zawarte w „Tytule XXI” Kodeksu Cywilnego – można stosować do umów o świadczenie usługi – pod warunkiem iż umowy te nie są uregulowane innymi przepisami. W szczególności – pod warunkiem, że nie są one uregulowane przepisami Kodeksu Pracy.

Mamy tu więc pierwszą istotną zasadę: umowa zlecenia może być stosowana do świadczenia usług nie mieszczących się w definicji i cechach stosunku pracy.
Nawet intuicyjnie – wyczuwamy że pewne zadania jakby „nie pasują” do istoty umowy o pracę. Dla przykładu, z autentycznych ogłoszeń na „tablica.pl”: „zlecę zamurowanie otworu okiennego…”. To jednorazowa usługa związana z czynnościami murarskimi i tynkarskimi, ewentualnie – jeśli umowa to w swojej treści obejmie – malarskimi, by doprowadzić do jednolitości wizualnej ściany w której był ten zbędny otwór okienny. Czy do wykonania tego trzeba aż zawierać umowę o pracę z murarzem, tynkarzem i malarzem ? Ustalać warunki pracy, czas pracy, dyscyplinę pracy, przydzielać kierownika lub brygadzistę, zakładać pełną dokumentację kadrową i płacową, wysyłać murarza na badania lekarskie, wydawać ubranie robocze? Zapewne byłoby to możliwe, ale niezmiernie niepraktyczne.

Wniosek: umowy zlecenia są użyteczne i potrzebne, gdy są prawidłowo stosowane.
W tym wypadku umowa zlecenia dotyczy jednorazowej usługi możliwej do samodzielnego wykonania przez zleceniobiorcę w ciągu np. tygodnia i jest jak najbardziej uzasadniona, gdyż może być z zadowoleniem obu stron umowy wykonana bez angażowania przepisów Kodeksu Pracy. To co jest istotne dla zlecającego – można (i należałoby) zawrzeć w treści umowy zlecenia, pamiętając jednak aby nie stosować regulacji właściwych dla prawa pracy ani nawet nie używać właściwej dla kodeksu pracy terminologii – gdyż jak pamiętamy – przepisy Kodeksu Cywilnego mogą być zastosowane jedynie do usług, które nie są uregulowane innymi przepisami (np. przepisami kodeksu pracy). Nie może więc w treści umowy zlecenia być mowy o podległości służbowej i kierowaniu pracą, o godzinie rozpoczęcia i zakończenia pracy, obowiązku podpisania listy obecności, usprawiedliwianiu nieobecności, wymiarze etatu, godzinach nadliczbowych itp.
Są tu możliwe dwa podejścia do tego problemu: albo po prostu rzetelnie badać okoliczności, czy konkretna sytuacja (wynikająca z realnej potrzeby) bardziej z natury pasuje do przepisów k. c. czy do k. p. – jak w powyższym przykładzie i ściśle się temu podporządkowywać, albo też, co jest ostatnio nagminnie stosowane – świadomie kształtować okoliczności tak, by je podporządkować swojemu z góry podjętemu zamiarowi zawarcia umowy zlecenia a nie umowy o pracę.
Albo zawarcie umowy zlecenia jest wyjątkiem w przypadkach gdy umowa o prace „jakoś nie pasuje” albo zawarcie umowy o pracę jest wyjątkiem od zasady zawierania zleceń, gdy nie da się w żaden sposób nagiąć okoliczności, by uzasadnić niezastosowanie umowy o pracę. Przedsiębiorca czy osoba prywatna (fizyczna) chcąca zawierać umowy zlecenia powinna bardzo dbać o zgodność tego z obowiązującymi przepisami, a to przez wzgląd na Art. 22 Kodeksu Pracy oraz powiązany z tym Art. 281 KP.
Przytoczmy wspomniane artykuły:

Kodeks Pracy Art. 22.

§ 1. Przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca – do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem.
§ 1/1. Zatrudnienie w warunkach określonych w § 1 jest zatrudnieniem na podstawie stosunku pracy, bez względu na nazwę zawartej przez strony umowy.
§ 1/2. Nie jest dopuszczalne zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną przy zachowaniu warunków wykonywania pracy, określonych w § 1.
§ 2. Pracownikiem może być osoba, która ukończyła 18 lat. Na warunkach określonych w dziale dziewiątym pracownikiem może być również osoba, która nie ukończyła 18 lat.
§ 3. Osoba ograniczona w zdolności do czynności prawnych może bez zgody przedstawiciela ustawowego nawiązać stosunek pracy oraz dokonywać czynności prawnych, które dotyczą tego stosunku. Jednakże gdy stosunek pracy sprzeciwia się dobru tej osoby, przedstawiciel ustawowy za zezwoleniem sądu opiekuńczego może stosunek pracy rozwiązać.


Kodeks Pracy Art. 281:

Kto, będąc pracodawcą lub działając w jego imieniu:
1) zawiera umowę cywilnoprawną w warunkach, w których zgodnie z art. 22 § 1 powinna być zawarta umowa o pracę,
2) nie potwierdza na piśmie zawartej z pracownikiem umowy o pracę,
3) wypowiada lub rozwiązuje z pracownikiem stosunek pracy bez wypowiedzenia, naruszając w sposób rażący przepisy prawa pracy,
4) stosuje wobec pracowników inne kary niż przewidziane w przepisach prawa pracy o odpowiedzialności porządkowej pracowników,
5) narusza przepisy o czasie pracy lub przepisy o uprawnieniach pracowników związanych z rodzicielstwem i zatrudnianiu młodocianych,
6) nie prowadzi dokumentacji w sprawach związanych ze stosunkiem pracy oraz akt osobowych pracowników,
7) pozostawia dokumentację w sprawach związanych ze stosunkiem pracy oraz akta osobowe pracowników w warunkach grożących uszkodzeniem lub zniszczeniem
– podlega karze grzywny od 1000 zł do 30 000 zł.


Istnieje tu więc pole do konkretnego egzekwowania odpowiedzialności, przy czym Państwowa Inspekcja Pracy podległa Marszałkowi Sejmu RP – zajmuje się sprawami dotyczącymi realizacji Kodeksu Pracy posiadając kompetencje kontrolne oraz karno-nakazowe, istnieje też instancja Wydziałów Pracy w sądach każdego szczebla, natomiast sprawy objęte przepisami Kodeksu Cywilnego (np. spory w sprawach umów zlecenia) rozwiązują bezpośrednio Sądy Cywilne (Wydziały Cywilne sądów odpowiedniego szczebla).

Z powyższych przepisów można więc sformułować definicję stosunku pracy:
stosunek pracy zachodzi wtedy, gdy osoba wykonująca pracę – wykonuje pracę określonego (w umowie) rodzaju lub na określonym stanowisku, wykonuje ją na rzecz pracodawcy który z nią zawarł umowę, zobowiązana jest wykonywać pracę w wyznaczonym przez zatrudniającego miejscu i czasie (np. określonej godziny rozpoczynania i kończenia dziennej pracy, stawiania się o wyznaczonej porze dnia w wyznaczonym, miejscu, podpisywania listy obecności itp. oraz działa pod kierownictwem pracodawcy – to znaczy ma dostosowywać się do poleceń pracodawcy i wykonywać je dokładnie w polecony sposób. Praca oparta o umowę o pracę musi być wykonywana osobiście i musi być opłacona umówionym wynagrodzeniem, którego nie wolno pracownikowi nie dostarczyć, jak również pracownik nie ma prawa go nie przyjąć.
Umowa o pracę jest umową „starannego działania” pod kierownictwem pracodawcy co oznacza brak obowiązku osiągnięcia określonego skutku, natomiast umowa zlecenia jest umową skutku wykonywaną samodzielnie, co znaczy iż wykonujący zlecenie ma osiągnąć skutek określony w umowie (wykonać określoną usługę) działając samodzielnie oraz niekoniecznie osobiście, beż żadnej podległości zleceniodawcy a jedynie uwzględniając uzgodnienia i wskazówki otrzymane w chwili podpisywania umowy zlecenia, pracować w dowolnym czasie dnia lub w nocy – byle skutek przewidziany do osiągnięcia został osiągnięty w terminie końcowym wyznaczonym umową i mieścił się w normach jakościowych i technologicznych danej specjalności czy branży.
Umowa zlecenia nie służy więc do zatrudniania.
Już samo mówienie o „zatrudnieniu na umowę zlecenie” jest absurdalne i nasuwa uzasadnione podejrzenie o łamanie prawa pracy, w szczególności przytoczonego powyżej przepisu prawa mówiącego, iż zawarcie umowy zlecenia (lub innej cywilno-prawnej) w sytuacji, gdy powinna zostać zawarta umowa o pracę – jest wykroczeniem przeciwko prawom pracownika i podlega karze grzywny w wysokości od 1000 do 30.000 zł.

A przecież jest to sformułowanie i praktyka codzienna; świadczy to jedynie o skali bezprawia pod rządami Platformy Obywatelskiej.

Powiedzmy to wyraźnie: prawo jednoznacznie zabrania zastępowania umów o pracę – umowami zlecenia.
Znakomita większość umów zlecenia funkcjonujących obecnie – jest w rzeczywistości jednoznacznym złamaniem prawa, lub jego „naciąganiem”, czyli – jak to określał Wałęsa wobec swoich własnych działań – „balansuje na krawędzi prawa”. Jest to przez władze co najmniej tolerowane.

W praktyce stosuje się zasadę, że umowa jest umową o pracę, jeśli występują w niej cechy charakterystyczne wymienione właśnie w Art. 22 § 1 Kodeksu Pracy, przy czym zasada ta jest interpretowana w ten sposób, iż cechy te muszą wszystkie wystąpić jednocześnie – w przypadku umowy o pracę. Prowadzi to do metody omijania zakazu zawierania umów zlecenia zamiast umów o pracę; wystarczy, że faktyczny pracodawca nie stosuje w umowie terminologii charakterystycznej dla umów o pracę oraz wyeliminuje jedną ze wspomnianych cech charakterystycznych stosunku pracy – by mógł skutecznie twierdzić, iż zawarł umowę-zlecenia, uchylając się w ten sposób od wielu obowiązków pracodawcy a także zmniejszając kosztem pracownika swoje wydatki (koszty pracy). Jest to mechanizm powstawania tak zwanych „umów śmieciowych”.

Państwowa Inspekcja Pracy ma uprawnienia kontrolne i nadzorcze w sprawach stosunku pracy a więc umów opartych na przepisach Kodeksu Pracy. Uprawnienia te nie sięgają więc do spraw umów zlecenia ani innych umów cywilno-prawnych, opartych na przepisach Kodeksu Cywilnego. Wykonawca umowy zlecenia tylko z jednym zarzutem adresowanym do zleceniodawcy może się zwrócić do Państwowej Inspekcji Pracy; z zarzutem iż stosunek łączący go z zatrudniającym – jego zdaniem jest w rzeczywistości stosunkiem pracy. PIP nie czekając na zgłoszenia osób oszukiwanych ma prawo kontrolować (rzekome) umowy zlecenia – pod względem ich zgodności z ustawowym zakazem zastępowania umów pracy umowami zlecenia, czyli zawierania umów zlecenia w sytuacji gdy powinna zostać zawarta umowa o pracę.
PIP nie wykorzystuje tych możliwości jak się wydaje – w pełni, gdyż prawdopodobnie jest pod ideologicznym naciskiem „ulgowego traktowania” przedsiębiorców zatrudniających, zasadą „przymykania oczu” i powstrzymywania się do karania za nieprzestrzeganie tego przepisu – i stąd taka masa umów „śmieciowych” i ich lawinowy przyrost.
Istnieje i działa moim zdaniem coś w rodzaju „parasola ochronnego” władzy nad działaniami pracodawców, by ich chronić od skutków łamania przepisów prawa, choćby w tej sprawie. Państwowa Inspekcja Pracy podlega Marszałkowi Sejmu a ten jest przedstawicielem większości politycznej w Sejmie, w Senacie i w Rządzie – czyli „opcji rządzącej”, dlatego zmiana tych niekorzystnych społecznie tendencji jest możliwa prawdopodobnie jedynie poprzez… zmianę rządzącej „opcji politycznej” w zbliżających się wyborach.

14/08/2012

Czekając na polskiego Jamesa Holmesa…

W Powiatowych Urzędach Pracy jest zatrudnionych łącznie około 20.100 pracowników. Z tego – jak się okazuje – zaledwie 25% – czyli 5025 osób zajmuje się bezpośrednio „aktywizowaniem bezrobotnych” – cokolwiek by to nie znaczyło w terminologii propagandowej. Pozostali – zajmują się po prostu biurokracją. Urzędoleniem. Przysłowiowym przelewaniem z pustego w próżne. Nazywa się to „wypełnianiem obowiązków ustawowych” czyli dość ładnie się nazywa… „urzędactwo” zawsze ma ładne „kody taktyczne” w swoim specyficznym, maskującym języku wewnętrznym.
Oznacza to, że statystycznie na jednego z takich pracowników bezpośrednio „aktywizujących” przypada więcej niż 400 bezrobotnych. W takim stanie rzeczy nie ma mowy o rzeczywistej pomocy. Nie ma na to czasu. Dla rozładowania kolejek w których stoją teraz najczęściej osoby nowo-rejestrujące się i bezrobotni „z terminem”, osobom bezrobotnym wyznacza się zaledwie pięć (5) obowiązkowych wizyt w Urzędzie w ciągu roku, czyli raz na dwa miesiące bezrobotny musi się stawić u pośrednika pracy, by wypełnić oświadczenie o swojej sytuacji majątkowej oraz spełnianiu nadal wymogów od których zależy prawo do statusu bezrobotnego, no i otrzymać nowy termin stawienia się…

Zdecydowana większość pracowników urzędów pracy to kobiety, pracownice administracyjne nie stykające się bezpośrednio z bezrobotnymi, zajmujące się wszelkimi umowami zawieranymi przez urząd z bezrobotnymi oraz przedsiębiorcami, bardzo rozległą sprawozdawczością urzędów oraz samą ewidencją bezrobotnych.

Biurokracja zawsze była i nadal jest niezmiernie charakterystyczna dla urzędów pracy a powodem tego jest powszechna biurokracja krajowa jakoś tam powiązana ze świadomym tworzeniem miejsc pracy dla „swoich” (nepotyzm, kolesiostwo), co powoduje ogólnie stały rozrost biurokracji nie tylko w Polsce; ale u nas w tym zakresie jest nadal jak za PRL-u; swoi muszą mieć pracę bo ostatecznie za to nas „lubią”, dlatego gdy potrzeba miejsc pracy dla swoich – to się je zawsze stworzy. Stąd kompletna przegrana Premiera Tuska z rozrostem biurokracji; już dwa razy ogłaszał zamiar zmniejszenia aparatu urzędniczego państwa, ale kończyło się to jedynie wymianą „nie naszych” na „naszych” oraz dalszym wzrostem liczby urzędników, bo tu nie są ważne zadania ani potrzeby administracji państwa, ale potrzeby rodzin wyższych urzędników administracji oraz nieprzejednana potrzeba walki o poparcie w wyborach. Premier Tusk jest tu po prostu zakładnikiem własnej administracji, jest wobec niej bezsilny i bezradny.
Drugi powód rozdętej biurokracji w urzędach pracy – to nadmierna ochrona przed różnego rodzaju oszustami i cwaniakami, nieuczciwie podchodzącymi do potencjalnych świadczeń jakie może otrzymać bezrobotny. W urzędach pracy trwa po prostu codzienna, bezwzględna walka urzędników z oszustami i dlatego całkowicie zajęci nią urzędnicy nie mają już czasu na jakąkolwiek pomoc osobom rzeczywiście bezrobotnym. Stąd stale nawarstwiające się nowelizacje przepisów, regulaminy, dodatkowe wymogi i zastrzeżenia – o których pisałem np. w tekście dotyczącym dotacji na rozpoczęcie działalności gospodarczej: rzeczywiście trudno sobie wyobrazić coś bardziej skomplikowanego i zbiurokratyzowanego a przez to bardziej doprowadzonego do absurdu:

Tymczasem bezrobotnych przybywa. Dramatycznie wydłuża się też czas pozostawania bez zatrudnienia; średnio to już 12 miesięcy a to oznacza, że dla osób młodych oraz posiadających poszukiwany zawód oraz choćby niewielkie doświadczenie – może to być 1 lub 2 miesiące poszukiwania pracy, ale dla osób w wieku 50 plus – to bardzo często już ponad trzy lata.

Nie można też zapominać, że wiąże się to z dramatycznym problemem finansowym, bo nieliczne osoby otrzymujące prawo do zasiłku dla bezrobotnych na 6 miesięcy, poszukują zatrudnienia samodzielnie najczęściej dłużej niż otrzymują zasiłek, w związku z czym nasila się problem kosztów utrzymania się w stanie gotowości do podjęcia pracy. Tym bardziej dotyczy to osób starszych, które często nie posiadają prawa do zasiłku a jeśli nawet otrzymują go maksymalnie przez okres 12 miesięcy, to po wygaśnięciu tego prawa nadal pozostają bezrobotne, bez pracy i bez zasiłku, pozostawione same sobie bez żadnej rzeczywistej pomocy.

Powoduje to – jak już pisałem we wcześniejszych felietonach – że niezbędna staje się natychmiastowa interwencja państwa, polegająca na zwiększeniu odsetka osób bezrobotnych nabywających prawo do pomocy materialnej na czas poszukiwania pracy, lub w formie specjalnego świadczenia kryzysowego dla osób długotrwale bezrobotnych pozbawionych zasiłku a nadal aktywnie poszukujących zatrudnienia. Wymaga to choćby czasowej korekty (nowelizacji) ustawy. Osoba bezrobotna – by rzeczywiście spełniała wymogi definicji zawarte w ustawie – musi posiadać stały dochód co najmniej równy zasiłkowi a oczekiwanie czegoś odwrotnego, to znaczy że osoba która przez bezrobocie utraciła dach nad głową i środki do codziennego utrzymania się będzie nadal „zdolna i gotowa do natychmiastowego podjęcia pracy” – jest po prostu warte zainteresowania lekarzy psychiatrów. Posłowie i Senatorowie, politycy, Wojewodowie, Starości, Dyrektorzy Urzędów Pracy – jednak nie dopatrzyli się w tym absurdu…

Przyczyną takiej sytuacji, to znaczy tak małego zaangażowania pracowników urzędów pracy w bezpośredni kontakt i współpracę z bezrobotnymi i pracodawcami, wykonywanie zadań z tym związanych – jest także sama ustawa. Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy – to kompletny gniot, bełkot pozbawiony treści – zupełnie jak ci co ją uchwalali. A uchwalali ją ludzie, którzy nigdy nie zaznali biedy, głodu, bezrobocia oraz w przyszłości – już teraz także nigdy tego nie zaznają – czyli nigdy tego nie zrozumieją. Ludzie dla których to kompletna abstrakcja, patrzących na tych, których się pozbawia zatrudnienia jak na jakieś „robaki”, dziwaczne żyjątka z Marsa – obce i niezrozumiałe…
Ustawa obejmuje zbyt dużą ilość działań i tematyki, pośrednio tylko związanej z bezrobociem, wrzuca wszystko do jednego worka, dlatego siły i środki Urzędów Pracy są zbyt rozproszone, by mogły dać jakiś istotny efekt. Ustawa dotyczy osób bezrobotnych i jakichś „osób poszukujących zatrudnienia” jak należy rozumieć – nie będących osobami bezrobotnymi. Nie rozumiem, na czym polega różnica; prawdopodobnie „osoby poszukujące zatrudnienia” nie spełniają wszystkich wymogów ustawowych osoby bezrobotnej, lecz w myśl (?) Ustawy mają także prawo korzystać z usług Urzędu Pracy. Ale jest bardzo wiele agencji pracy zajmujących się (mających się zajmować) pośrednictwem pracy poza Ustawą obowiązującą Urzędy Pracy. Poza tym jest bardzo dużo portali internetowych i ogłoszeniowych oraz strony firmowe pracodawców, na których osoby poszukujące zatrudnienia a niebędące bezrobotnymi mogą samodzielnie poszukiwać ofert dla siebie. Zupełnie niepotrzebnie obciążono tym Urzędy Pracy – które powinny skupić się i posiadane środki na zarejestrowanych osobach posiadających pełen status bezrobotnego.
Podobnie jest i ze środkami finansowymi. Dlaczego Urzędy Pracy mają zajmować się finansowaniem studiów podyplomowych albo wstępnych staży lekarskich po ukończeniu akademii medycznej czy uniwersytetu medycznego. Na dodatek – finansować to ze środków Funduszu Pracy, podczas gdy nie ma nigdy dość pieniędzy na podstawowa pomoc dla długotrwale nawet bezrobotnych. Dokłada to roboty „papierkowej”, angażuje zasoby kadrowe urzędów a nie wpływa na bezpośredni spadek bezrobocia.
Jeśli Urząd zaplanuje kilka kursów zawodowych dla osób bezrobotnych wymagających przekwalifikowania lub odnowienia posiadanych kwalifikacji, każdy z nich jest przeznaczony dla kilkunastu zaledwie osób ( najczęściej grupy 15 – 16 osób) – to pomoc taka, niezwykle istotna pomoc gdyż osób tych z pewnością nie byłoby stać na takie kursy komercyjne – dotyczy w sumie 350 – 450 osób w ciągu roku a to nie jest wystarczające w powiecie jak Szczecin – z ponad 18.000 osób bezrobotnych, tym bardziej w powiatach gdzie bezrobocie sięga dziś 40% (Mazury).
Pieniądze natomiast rozchodzą się na różne dziwne działania zupełnie nie wpływające na zasadnicze powody bezrobocia, ale przewidziane w Ustawie. Tymczasem urząd pracy wcale nie musi realizować wszystkich działań jakie wymienia ustawa; po pierwsze – ma prawo realizować tylko te z nich które rokują najwyższą skutecznością, dlatego ustawa wymieniając poszczególne formy działania starostów (prezydentów miast) jako odpowiedzialnych za organizację i działanie PUP – używa formy : starosta może zrobić to, starosta może zrobić owo, a nie – że musi robić i to i tamto. Starości mają prawo decyzji na które instrumenty w danym powiecie przeznaczyć posiadane środki by uzyskać ich właściwe wykorzystanie, ale przeważnie nie robią tego by uniknąć wszelkich „kłopotów” i – trzeba czy nie – realizują wszystko co wymienia ustawa jako możliwe do stosowania. To typowo urzędnicze podejście, głównie dbające o własne bezpieczeństwo „przysłowiowa blacha na tyłek”, a nie o końcowy efekt.

Straszliwe zasoby czasowe i osobowe pochłania urzędom pracy sprawa dotacji na rozpoczynanie działalności gospodarczej, ale zupełnie nie rozumiem – dlaczego urzędy pracy muszą się tym zajmować. Przecież to jest temat idealny dla organizacji pozarządowych i różnych instytucji w tym się specjalizujących. Ponadto skuteczność tego działania jako mającego przeciwdziałać bezrobociu jest bardzo wątpliwa i problematyczna, istnieje obawa że gdyby zastosowano właściwe kryteria do zbadania skuteczności tych dotacji – wynik byłby kompromitujący. Kompromitujący ustawę i urzędy ją wykonujące. Skuteczność działań Urzędów jest generalnie po prostu nieznana a to z powodu braku jednolitej metody jej mierzenia, braku jednolitych wytycznych co do metodologii badania skuteczności walki z bezrobociem.
W rezultacie tego bywa – jak w danych sprawozdawczych Powiatowego Urzędu Pracy z powiatu Żarskiego (Województwo Lubuskie), który od lat wykazywał, że skuteczność zatrudnieniowa w tym powiecie jest rekordowa – rzędu 84 – 88%. Za 2011 rok, w sprawozdaniu podano, że w ciągu roku w Żarach skutecznie zaktywizowano ponad 9000 osób bezrobotnych (to znaczy „doprowadzono je do zatrudnienia”), mimo że ilość zarejestrowanych bezrobotnych wynosiła wtedy w tym powiecie tylko ok. 6000 osób, na dodatek wykazano, że liczba bezrobotnych na skutek tej aktywizacji spadła o… 16 (szesnaście) osób i na początek 2012 roku wyniosła 5984 osoby. Toż to cud prawdziwy. W tym przypadku prawdopodobnie zawiniła całkiem różna metodologia badań w tym urzędzie oraz w Ministerstwie. Mimo to – ma to swoją silną wymowę. Stawia pod znakiem zapytania wiarygodność jakichkolwiek danych, bo metodologia nie została jeszcze praktycznie ujednolicona.

Obawiam się, że reakcją Ministerstwa Pracy na objaw rzeczywistego przeciążenia Urzędów Pracy będzie próba zwiększenia tam zatrudnienia, szczególnie w grupie pośredników pracy i doradców, podczas gdy powinno się raczej przede wszystkim odciążyć urzędy od działań które można powierzyć organizacjom pozarządowym, stowarzyszeniom zajmującym się promocją przedsiębiorczości oraz agencjom pracy, w taki sposób by dotychczas zajmujące się tym osoby mogły zająć się wyłącznie najbardziej niezbędnymi działaniami wobec osób rzeczywiście bezrobotnych, dołączając do grupy pośredników pracy bez wzrostu całkowitej liczby zatrudnionych.

Tu jednak dochodzimy znów do ściany. Tak jak w „komunie” – każda dyskusja na każdy temat wreszcie dochodziła do problemu „przewodniej roli Partii” – co natychmiast tę dyskusję kończyło, tak i teraz – każda dyskusja na temat bezrobocia dochodzi do problemu BRAKU MIEJSC PRACY i to w zasadzie także czyni dalszą dyskusję bezsensowną.

Problemem bezrobocia i nie tylko bezrobocia wydaje się być to, że to Ministerstwo Pracy próbuje ten problem samodzielnie rozwiązać, realizując jakieś zmiany i reformy wewnątrz resortu, ale wiadomo przecież, że to nic nie da bez aktywizacji gospodarki i pilnej pracy „wychowawczej” nad samymi przedsiębiorcami. Cokolwiek by Minister Pracy nie wymyślił dla zwiększenia wydajności urzędów Pracy – to się nie uda bez wzrostu ilości miejsc pracy. Będzie to tylko kosztowną sztuką dla sztuki i wspomnianym już przelewaniem z pustego w próżne. Problem zdaje się być w tym, że Premier – a konkretnie Prezes Rady Ministrów Donald Tusk zupełnie nie spełnia swojej roli, że wiele wskazuje na to iż w Polsce nie ma rzeczywistej Rady Ministrów, ze Rząd nie działa jako całość a odwrotnie – każdy minister robi sam i tylko swoje a ponieważ sam niewiele może, to i wyniki są mikre…  

Zupełnie tu nie widać jakiegokolwiek spójnego programu gospodarczego choćby do końca kadencji rządu. Wspólnego programu gospodarczego rozpisanego na wszystkie resorty i realizowanego przez rząd jako całość. A przecież to jest niezbędne! W sprawie bezrobocia też nic się nie da zrobić bez ścisłej współpracy Premiera i co najmniej trzech resortów: gospodarki, finansów oraz pracy.

Wszyscy z pewnym niepokojem ale i ciekawością, z nadzieją – czekamy na zakończenie wakacji i powrót Rządu do pracy, oraz oczekiwane „drugie expose” Premiera, realizację oczekiwanych powszechnie zmian, dowód właściwego wartościowania, wagi i pilności spraw.
Bo jeśli nie, to.


(*)20 lipca 2012 24-letni James Holmes zastrzelił 12 osób, a 58 ranił podczas nocnej premiery filmu o Batmanie "Mroczny rycerz powstaje". 10 dni później przedstawiono mu w sądzie stanowym w Denver formalne zarzuty, w tym 24 zarzuty morderstwa z premedytacją. Grozi mu kara śmierci.
Adwokat Holmesa, Daniel King, twierdził, że jest on chory psychicznie i prawdopodobnie taka będzie linia obrony.

20/02/2012

35.
Podejrzana reprezentacja narodu…

W artykule pt. Będą pracować dłużej – czy dłużej czekać, głodując lub żebrząc…? znalazł się fragment dotyczący projektu zmiany wieku emerytalnego; fragment do którego chciałbym powrócić, by go nieco rozwinąć.

„…Wszystko co się dzieje w tej sprawie i jak się dzieje – jest jakieś pokrętne, wypaczone; czy Polacy rzeczywiście nie potrafią nic załatwić normalnie, w rzeczowy, cywilizowany i konstruktywny sposób?
Waldemar Pawlak, a teraz za nim i Minister Rolnictwa z PSL– jawnie wyrażają swoją niechęć do tej zmiany, zachowują się jawnie nielojalnie jako koalicjant - apelując o jej zaniechanie. Przypuszczam, że może to być sygnałem dla Premiera, ostrzeżeniem by nie dokonywał zmian na wsi, nie tykał KRUSu, a może sygnałem dla jakiegoś stronnictwa wewnątrz PO, że PSL nie będzie się upierało w trwaniu przy Premierze Tusku… To bardzo zły sygnał dla społeczeństwa, w związku z tą reformą. Znów okazuje się, że społeczeństwo jest traktowane jak jakiś dodatek jedynie – do polityków i ich nieodpowiedzialnych „zagrywek” w których społeczeństwo jest częściej piłką niż graczem lub sędzią…”


Polska „klasa polityczna” zachowuje się od lat dziwacznie. Wydawałoby się oczywiste, że do władzy, do podejmowania decyzji, do zarządzania, realizacji prawa i jego ustalania – społeczeństwo powinno delegować najlepszych swoich przedstawicieli, jednostki wybitne i merytorycznie i moralnie. To po prostu logiczne. Tymczasem widzimy zjawisko dokładnie odwrotne. Nie chodzi o jednostki, jednostkowy przypadki czy wybryki - bo jakiś margines jest wszędzie gdzie jest człowiek; afery uwidaczniają się w każdym społeczeństwie i na każdym kontynencie, ale u nas margines raczej stanowią ci kompetentni i normalni.

Musi być jakaś przyczyna a leży ona i w jakości wychowania i kształcenia młodego pokolenia – od dawna, i w systemie politycznej reprezentacji. Systemie partyjnym.
To skomplikowany problem którego nie chcę tu analizować szczegółowo (dobry temat na pracę doktorską), ale trzeba sobie zdać sprawę, że jak świadczą fakty - rządzą nami najgorsi i najgłupsi i że to system wyłaniania Rządu, Sejmu czy Senatu decyduje o najdrobniejszym nawet szczególe codziennego istnienia każdego obywatela, o jego losie, jakości życia a nawet i jakości pogrzebu. Los i jakość życia każdego z nas zależy od tego bezpośrednio.
Co do zasady warto więc chyba zastanowić się co zrobić, by społeczeństwo kształciło młode kadry stanowiące tę właściwą, rzeczywistą elitę decyzyjną i wykonawczą władzy, no i by władza wywodziła się z tych właśnie osób przygotowanych do pełnienia funkcji administracyjnych i decyzyjnych. To przerażające ale i absurdalne że ludzie wydają się tego zupełnie nie rozumieć.

Odnoszę wrażenie, że władza i „elity decyzyjne” dotychczas były przypadkowe, a przede wszystkim od czasów Mazowieckiego – po prostu amatorskie. Czy młodzieniec słabo się uczący, kiepsko dopilnowany przez rodziców zajętych pracą i borykaniem się z „komuną”, popalający „trawkę” z kumplami po kątach i niezbyt na dodatek utożsamiający się z Polską - – to rzeczywiście idealny kandydat na przyszłego premiera? Minione afery i sprawy po części tylko ujawnione przez Sejmowe Komisje Śledcze – dowodzą nam, że do władzy, Sejmu i Rządu dostaje się najgorszy element społeczny, najgorszy „sort” obywateli. To były często wręcz pokazy cynizmu, krętactwa, prywaty, nepotyzmu, niekompetencji, nieuczciwości, prostactwa, prymitywizmu moralnego.

Zostawiamy to przypadkowi i obcej agenturze układającej nasze losy znacznie skuteczniej niż my sami. Ale czy ciągłe grzebanie w systemie szkolnictwa, spadająca jego jakość, promowanie marihuany i jej depenalizowanie nie spowoduje, że gdy przyjdzie czas na zmianę pokoleniową we władzy, znów będziemy mieli zaćpanych i niedouczonych, nafaszerowanych "dopalaczami" i otumanionych grami komputerowymi kandydatów „na haju”? Powierzymy im nasz los?

Może to apel idealisty, ale uważam, że czas z tym skończyć. Społeczeństwo w geście samoobrony musi to zmienić i MOŻE to zmienić – tak jak powstrzymało ACTA.

Odwiedziny: