BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.

14/08/2012

Czekając na polskiego Jamesa Holmesa…

W Powiatowych Urzędach Pracy jest zatrudnionych łącznie około 20.100 pracowników. Z tego – jak się okazuje – zaledwie 25% – czyli 5025 osób zajmuje się bezpośrednio „aktywizowaniem bezrobotnych” – cokolwiek by to nie znaczyło w terminologii propagandowej. Pozostali – zajmują się po prostu biurokracją. Urzędoleniem. Przysłowiowym przelewaniem z pustego w próżne. Nazywa się to „wypełnianiem obowiązków ustawowych” czyli dość ładnie się nazywa… „urzędactwo” zawsze ma ładne „kody taktyczne” w swoim specyficznym, maskującym języku wewnętrznym.
Oznacza to, że statystycznie na jednego z takich pracowników bezpośrednio „aktywizujących” przypada więcej niż 400 bezrobotnych. W takim stanie rzeczy nie ma mowy o rzeczywistej pomocy. Nie ma na to czasu. Dla rozładowania kolejek w których stoją teraz najczęściej osoby nowo-rejestrujące się i bezrobotni „z terminem”, osobom bezrobotnym wyznacza się zaledwie pięć (5) obowiązkowych wizyt w Urzędzie w ciągu roku, czyli raz na dwa miesiące bezrobotny musi się stawić u pośrednika pracy, by wypełnić oświadczenie o swojej sytuacji majątkowej oraz spełnianiu nadal wymogów od których zależy prawo do statusu bezrobotnego, no i otrzymać nowy termin stawienia się…

Zdecydowana większość pracowników urzędów pracy to kobiety, pracownice administracyjne nie stykające się bezpośrednio z bezrobotnymi, zajmujące się wszelkimi umowami zawieranymi przez urząd z bezrobotnymi oraz przedsiębiorcami, bardzo rozległą sprawozdawczością urzędów oraz samą ewidencją bezrobotnych.

Biurokracja zawsze była i nadal jest niezmiernie charakterystyczna dla urzędów pracy a powodem tego jest powszechna biurokracja krajowa jakoś tam powiązana ze świadomym tworzeniem miejsc pracy dla „swoich” (nepotyzm, kolesiostwo), co powoduje ogólnie stały rozrost biurokracji nie tylko w Polsce; ale u nas w tym zakresie jest nadal jak za PRL-u; swoi muszą mieć pracę bo ostatecznie za to nas „lubią”, dlatego gdy potrzeba miejsc pracy dla swoich – to się je zawsze stworzy. Stąd kompletna przegrana Premiera Tuska z rozrostem biurokracji; już dwa razy ogłaszał zamiar zmniejszenia aparatu urzędniczego państwa, ale kończyło się to jedynie wymianą „nie naszych” na „naszych” oraz dalszym wzrostem liczby urzędników, bo tu nie są ważne zadania ani potrzeby administracji państwa, ale potrzeby rodzin wyższych urzędników administracji oraz nieprzejednana potrzeba walki o poparcie w wyborach. Premier Tusk jest tu po prostu zakładnikiem własnej administracji, jest wobec niej bezsilny i bezradny.
Drugi powód rozdętej biurokracji w urzędach pracy – to nadmierna ochrona przed różnego rodzaju oszustami i cwaniakami, nieuczciwie podchodzącymi do potencjalnych świadczeń jakie może otrzymać bezrobotny. W urzędach pracy trwa po prostu codzienna, bezwzględna walka urzędników z oszustami i dlatego całkowicie zajęci nią urzędnicy nie mają już czasu na jakąkolwiek pomoc osobom rzeczywiście bezrobotnym. Stąd stale nawarstwiające się nowelizacje przepisów, regulaminy, dodatkowe wymogi i zastrzeżenia – o których pisałem np. w tekście dotyczącym dotacji na rozpoczęcie działalności gospodarczej: rzeczywiście trudno sobie wyobrazić coś bardziej skomplikowanego i zbiurokratyzowanego a przez to bardziej doprowadzonego do absurdu:

Tymczasem bezrobotnych przybywa. Dramatycznie wydłuża się też czas pozostawania bez zatrudnienia; średnio to już 12 miesięcy a to oznacza, że dla osób młodych oraz posiadających poszukiwany zawód oraz choćby niewielkie doświadczenie – może to być 1 lub 2 miesiące poszukiwania pracy, ale dla osób w wieku 50 plus – to bardzo często już ponad trzy lata.

Nie można też zapominać, że wiąże się to z dramatycznym problemem finansowym, bo nieliczne osoby otrzymujące prawo do zasiłku dla bezrobotnych na 6 miesięcy, poszukują zatrudnienia samodzielnie najczęściej dłużej niż otrzymują zasiłek, w związku z czym nasila się problem kosztów utrzymania się w stanie gotowości do podjęcia pracy. Tym bardziej dotyczy to osób starszych, które często nie posiadają prawa do zasiłku a jeśli nawet otrzymują go maksymalnie przez okres 12 miesięcy, to po wygaśnięciu tego prawa nadal pozostają bezrobotne, bez pracy i bez zasiłku, pozostawione same sobie bez żadnej rzeczywistej pomocy.

Powoduje to – jak już pisałem we wcześniejszych felietonach – że niezbędna staje się natychmiastowa interwencja państwa, polegająca na zwiększeniu odsetka osób bezrobotnych nabywających prawo do pomocy materialnej na czas poszukiwania pracy, lub w formie specjalnego świadczenia kryzysowego dla osób długotrwale bezrobotnych pozbawionych zasiłku a nadal aktywnie poszukujących zatrudnienia. Wymaga to choćby czasowej korekty (nowelizacji) ustawy. Osoba bezrobotna – by rzeczywiście spełniała wymogi definicji zawarte w ustawie – musi posiadać stały dochód co najmniej równy zasiłkowi a oczekiwanie czegoś odwrotnego, to znaczy że osoba która przez bezrobocie utraciła dach nad głową i środki do codziennego utrzymania się będzie nadal „zdolna i gotowa do natychmiastowego podjęcia pracy” – jest po prostu warte zainteresowania lekarzy psychiatrów. Posłowie i Senatorowie, politycy, Wojewodowie, Starości, Dyrektorzy Urzędów Pracy – jednak nie dopatrzyli się w tym absurdu…

Przyczyną takiej sytuacji, to znaczy tak małego zaangażowania pracowników urzędów pracy w bezpośredni kontakt i współpracę z bezrobotnymi i pracodawcami, wykonywanie zadań z tym związanych – jest także sama ustawa. Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy – to kompletny gniot, bełkot pozbawiony treści – zupełnie jak ci co ją uchwalali. A uchwalali ją ludzie, którzy nigdy nie zaznali biedy, głodu, bezrobocia oraz w przyszłości – już teraz także nigdy tego nie zaznają – czyli nigdy tego nie zrozumieją. Ludzie dla których to kompletna abstrakcja, patrzących na tych, których się pozbawia zatrudnienia jak na jakieś „robaki”, dziwaczne żyjątka z Marsa – obce i niezrozumiałe…
Ustawa obejmuje zbyt dużą ilość działań i tematyki, pośrednio tylko związanej z bezrobociem, wrzuca wszystko do jednego worka, dlatego siły i środki Urzędów Pracy są zbyt rozproszone, by mogły dać jakiś istotny efekt. Ustawa dotyczy osób bezrobotnych i jakichś „osób poszukujących zatrudnienia” jak należy rozumieć – nie będących osobami bezrobotnymi. Nie rozumiem, na czym polega różnica; prawdopodobnie „osoby poszukujące zatrudnienia” nie spełniają wszystkich wymogów ustawowych osoby bezrobotnej, lecz w myśl (?) Ustawy mają także prawo korzystać z usług Urzędu Pracy. Ale jest bardzo wiele agencji pracy zajmujących się (mających się zajmować) pośrednictwem pracy poza Ustawą obowiązującą Urzędy Pracy. Poza tym jest bardzo dużo portali internetowych i ogłoszeniowych oraz strony firmowe pracodawców, na których osoby poszukujące zatrudnienia a niebędące bezrobotnymi mogą samodzielnie poszukiwać ofert dla siebie. Zupełnie niepotrzebnie obciążono tym Urzędy Pracy – które powinny skupić się i posiadane środki na zarejestrowanych osobach posiadających pełen status bezrobotnego.
Podobnie jest i ze środkami finansowymi. Dlaczego Urzędy Pracy mają zajmować się finansowaniem studiów podyplomowych albo wstępnych staży lekarskich po ukończeniu akademii medycznej czy uniwersytetu medycznego. Na dodatek – finansować to ze środków Funduszu Pracy, podczas gdy nie ma nigdy dość pieniędzy na podstawowa pomoc dla długotrwale nawet bezrobotnych. Dokłada to roboty „papierkowej”, angażuje zasoby kadrowe urzędów a nie wpływa na bezpośredni spadek bezrobocia.
Jeśli Urząd zaplanuje kilka kursów zawodowych dla osób bezrobotnych wymagających przekwalifikowania lub odnowienia posiadanych kwalifikacji, każdy z nich jest przeznaczony dla kilkunastu zaledwie osób ( najczęściej grupy 15 – 16 osób) – to pomoc taka, niezwykle istotna pomoc gdyż osób tych z pewnością nie byłoby stać na takie kursy komercyjne – dotyczy w sumie 350 – 450 osób w ciągu roku a to nie jest wystarczające w powiecie jak Szczecin – z ponad 18.000 osób bezrobotnych, tym bardziej w powiatach gdzie bezrobocie sięga dziś 40% (Mazury).
Pieniądze natomiast rozchodzą się na różne dziwne działania zupełnie nie wpływające na zasadnicze powody bezrobocia, ale przewidziane w Ustawie. Tymczasem urząd pracy wcale nie musi realizować wszystkich działań jakie wymienia ustawa; po pierwsze – ma prawo realizować tylko te z nich które rokują najwyższą skutecznością, dlatego ustawa wymieniając poszczególne formy działania starostów (prezydentów miast) jako odpowiedzialnych za organizację i działanie PUP – używa formy : starosta może zrobić to, starosta może zrobić owo, a nie – że musi robić i to i tamto. Starości mają prawo decyzji na które instrumenty w danym powiecie przeznaczyć posiadane środki by uzyskać ich właściwe wykorzystanie, ale przeważnie nie robią tego by uniknąć wszelkich „kłopotów” i – trzeba czy nie – realizują wszystko co wymienia ustawa jako możliwe do stosowania. To typowo urzędnicze podejście, głównie dbające o własne bezpieczeństwo „przysłowiowa blacha na tyłek”, a nie o końcowy efekt.

Straszliwe zasoby czasowe i osobowe pochłania urzędom pracy sprawa dotacji na rozpoczynanie działalności gospodarczej, ale zupełnie nie rozumiem – dlaczego urzędy pracy muszą się tym zajmować. Przecież to jest temat idealny dla organizacji pozarządowych i różnych instytucji w tym się specjalizujących. Ponadto skuteczność tego działania jako mającego przeciwdziałać bezrobociu jest bardzo wątpliwa i problematyczna, istnieje obawa że gdyby zastosowano właściwe kryteria do zbadania skuteczności tych dotacji – wynik byłby kompromitujący. Kompromitujący ustawę i urzędy ją wykonujące. Skuteczność działań Urzędów jest generalnie po prostu nieznana a to z powodu braku jednolitej metody jej mierzenia, braku jednolitych wytycznych co do metodologii badania skuteczności walki z bezrobociem.
W rezultacie tego bywa – jak w danych sprawozdawczych Powiatowego Urzędu Pracy z powiatu Żarskiego (Województwo Lubuskie), który od lat wykazywał, że skuteczność zatrudnieniowa w tym powiecie jest rekordowa – rzędu 84 – 88%. Za 2011 rok, w sprawozdaniu podano, że w ciągu roku w Żarach skutecznie zaktywizowano ponad 9000 osób bezrobotnych (to znaczy „doprowadzono je do zatrudnienia”), mimo że ilość zarejestrowanych bezrobotnych wynosiła wtedy w tym powiecie tylko ok. 6000 osób, na dodatek wykazano, że liczba bezrobotnych na skutek tej aktywizacji spadła o… 16 (szesnaście) osób i na początek 2012 roku wyniosła 5984 osoby. Toż to cud prawdziwy. W tym przypadku prawdopodobnie zawiniła całkiem różna metodologia badań w tym urzędzie oraz w Ministerstwie. Mimo to – ma to swoją silną wymowę. Stawia pod znakiem zapytania wiarygodność jakichkolwiek danych, bo metodologia nie została jeszcze praktycznie ujednolicona.

Obawiam się, że reakcją Ministerstwa Pracy na objaw rzeczywistego przeciążenia Urzędów Pracy będzie próba zwiększenia tam zatrudnienia, szczególnie w grupie pośredników pracy i doradców, podczas gdy powinno się raczej przede wszystkim odciążyć urzędy od działań które można powierzyć organizacjom pozarządowym, stowarzyszeniom zajmującym się promocją przedsiębiorczości oraz agencjom pracy, w taki sposób by dotychczas zajmujące się tym osoby mogły zająć się wyłącznie najbardziej niezbędnymi działaniami wobec osób rzeczywiście bezrobotnych, dołączając do grupy pośredników pracy bez wzrostu całkowitej liczby zatrudnionych.

Tu jednak dochodzimy znów do ściany. Tak jak w „komunie” – każda dyskusja na każdy temat wreszcie dochodziła do problemu „przewodniej roli Partii” – co natychmiast tę dyskusję kończyło, tak i teraz – każda dyskusja na temat bezrobocia dochodzi do problemu BRAKU MIEJSC PRACY i to w zasadzie także czyni dalszą dyskusję bezsensowną.

Problemem bezrobocia i nie tylko bezrobocia wydaje się być to, że to Ministerstwo Pracy próbuje ten problem samodzielnie rozwiązać, realizując jakieś zmiany i reformy wewnątrz resortu, ale wiadomo przecież, że to nic nie da bez aktywizacji gospodarki i pilnej pracy „wychowawczej” nad samymi przedsiębiorcami. Cokolwiek by Minister Pracy nie wymyślił dla zwiększenia wydajności urzędów Pracy – to się nie uda bez wzrostu ilości miejsc pracy. Będzie to tylko kosztowną sztuką dla sztuki i wspomnianym już przelewaniem z pustego w próżne. Problem zdaje się być w tym, że Premier – a konkretnie Prezes Rady Ministrów Donald Tusk zupełnie nie spełnia swojej roli, że wiele wskazuje na to iż w Polsce nie ma rzeczywistej Rady Ministrów, ze Rząd nie działa jako całość a odwrotnie – każdy minister robi sam i tylko swoje a ponieważ sam niewiele może, to i wyniki są mikre…  

Zupełnie tu nie widać jakiegokolwiek spójnego programu gospodarczego choćby do końca kadencji rządu. Wspólnego programu gospodarczego rozpisanego na wszystkie resorty i realizowanego przez rząd jako całość. A przecież to jest niezbędne! W sprawie bezrobocia też nic się nie da zrobić bez ścisłej współpracy Premiera i co najmniej trzech resortów: gospodarki, finansów oraz pracy.

Wszyscy z pewnym niepokojem ale i ciekawością, z nadzieją – czekamy na zakończenie wakacji i powrót Rządu do pracy, oraz oczekiwane „drugie expose” Premiera, realizację oczekiwanych powszechnie zmian, dowód właściwego wartościowania, wagi i pilności spraw.
Bo jeśli nie, to.


(*)20 lipca 2012 24-letni James Holmes zastrzelił 12 osób, a 58 ranił podczas nocnej premiery filmu o Batmanie "Mroczny rycerz powstaje". 10 dni później przedstawiono mu w sądzie stanowym w Denver formalne zarzuty, w tym 24 zarzuty morderstwa z premedytacją. Grozi mu kara śmierci.
Adwokat Holmesa, Daniel King, twierdził, że jest on chory psychicznie i prawdopodobnie taka będzie linia obrony.

Odwiedziny: