BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PJN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PJN. Pokaż wszystkie posty

11/04/2014

"Magiczne "myślenie i "mniemanologia stosowana" – w walce z bezrobociem.

Wypowiedzi polityków na temat pracy w znaczeniu zatrudnienia pojawiają się ostatnio jakby częściej, czyli w ogóle się pojawiają w odróżnieniu od niedawnego jeszcze okresu całkowitego oficjalnego milczenia na ten temat – oczywiście prócz „zawodowego” propagandysty – ministra pracy i polityki społecznej Władysława Kosiniak Kamysza.

Powrót tej tematyki niewątpliwie jest spowodowany jedynie narastającą kampanią wyborczą, nie tyle nawet do Parlamentu Europejskiego co „kampanią w ogóle” gdyż przy jak dotychczas drastycznie spadającym poparciu społecznym obecnej koalicji rządzącej czeka nas najprawdopodobniej niekończąca się „jatka” wyborcza – po PE dotycząca wyborów samorządowych oraz parlamentarnych.

W ramach jednak udawania „społecznej wrażliwości” rozlegają się głosy na temat bezrobocia. Na przykład kilka dni temu wypowiedział się w tej sprawie Pan Euro-poseł Paweł Kowal (PJN, obecnie Polska Razem).
Stwierdził on mianowicie, że  
"...szkolenia bezrobotnych nie przynoszą żadnych efektów, dlatego chciałby, aby dotacje unijne w wysokości 2 miliardów złotych przeznaczone na szkolenia – zostały wydanie na tworzenie nowych miejsc pracy dla ludzi młodych a nie na szkolenie bezrobotnych. Obecny system umożliwia tylko zarabianie firmom szkoleniowym, dlatego jego ugrupowanie „Polska Razem” ma zamiar bacznie się przyglądać wydatkowaniu tej kwoty."
W mojej opinii słowa te są najprawdopodobniej podyktowane wyłącznie zapotrzebowaniem wyborczym. Pan Kowal chciałby zapewne pozostać parlamentarzystą europejskim, doszedł więc do wniosku, że ostentacyjne słowa mające przekonać ludzi młodych iż mają w nim rzecznika ich interesu – dadzą mu głosy młodych i pozwolą zwyciężyć w wyborach dużo pewniej, niż głosy bezrobotnych, nawet tych „szkolonych”.
Jednocześnie prezentuje on tu postawę typowego polityka, który dba o poparcie „obojętne od kogo” byle skutecznie, ale przy okazji prezentuje się jako człowiek „mniej-więcej zorientowany w temacie” to znaczy; słyszący że gdzieś dzwonią, ale nie wiedzący dokładnie w którym kościele.

Bezrobocie związane jest z zasadniczymi zmianami w strukturze gospodarki wywołanymi przez „polski” czyli głupi, chaotyczny i anarchiczny proces „transformacji ustrojowej i ekonomicznej” a następnie – przez Unię Europejską. Bezrobocie powstało zarówno poprzez zanik wielu miejsc pracy np. w związku z likwidacją pewnych zakładów lub nawet dziedzin przemysłu, ale także zaniku pewnych zawodów, które stały się wybitnie „nadmiarowe”. Wpłynął na to także brak odpowiedniej polityki edukacyjnej powiązanej z planowaniem zmian gospodarki. Miary problemu dopełnił także „skok” technologiczny, gwałtowny napływ nowych rozwiązań technicznych i technologicznych które stały się dla wielu starszych pracowników szokiem, bo Polska była przecież przez długie dziesięciolecia PRL objęta (jak i cały blok radziecki) blokadą dostępu do nowej myśli technicznej, zdobyczy nauki i nowych technologii (materiałów i technologii ich produkcji) itp. W związku z tym wielu ludzi w „średnim wieku” mających już wówczas za sobą co najmniej kilkunastoletni staż pracy – stało się całkowicie zbędnymi dla pracodawców. Po pierwsze liczba funkcjonujących miejsc pracy zmniejszyła się w sposób trwały o ok. pięć milionów (w szczycie) co dało bezrobocie o stopie w granicach 24 – 25%, z drugiej strony bardzo wielu pracowników zostało niejako mimochodem pozbawionych zawodu – który nagle stał się zbędny. Dochodziły do tego elementy dodatkowe w postaci jakichś idiotycznych mitów na temat zatrudniania ludzi starszych; mitów funkcjonujących do dzisiaj a ponadto zaczęto budować zręby „niewolnictwa pracowniczego” poprzez zmiany w prawie i praktyce, wprowadzanie wymyślnych procedur naboru pracowników, szczególną socjotechnikę niszczenia ich poczucia godności, poczucia wartości, zadowolenia z dotychczasowych osiągnięć, szacunku dla pracy i dla pracodawcy, czyli tzw. „etosu pracy” itp.

Wspominam o tym by wyjaśnić jeszcze raz, po co są potrzebne szkolenia dla bezrobotnych oraz skąd się wzięła taka potrzeba. Chodzi po prostu o formę walki z bezrobociem polegającą na uzupełnianiu, aktualizowaniu lub całkowitej zmianie kwalifikacji osób które stały się bezrobotne – po to by mogły one spełnić ponownie oczekiwania i wymagania jakiegoś (jakiegokolwiek) pracodawcy i powrócić do normalnej pracy w dotychczasowym lub nowym zawodzie, stając się w miarę samodzielne finansowo.
Szkolenia kwalifikacyjne, kursy zawodowe itp. są nadal niezbędne. Oczywiście rzeczywiste szkolenia profesjonalnie zaplanowane i przeprowadzone. Jednocześnie – same w sobie nie są wystarczające do zmniejszenia bezrobocia, gdyż od wiedzy i umiejętności pracowników poszukujących zatrudnienia nie przybywa miejsc pracy, następuje co najwyżej proces wymiany jednych zatrudnionych na innych, podobnie jak w rejestrach PUP – jednych bezrobotnych na tych co jeszcze niedawno pracowali. Dlatego też stopa bezrobocia od dawna utrzymuje się na podobnym poziomie.
W wystąpieniu Posła Kowala przede wszystkim występuje element nierównego traktowania pracowników lub kandydatów do zatrudnienia. Nie ma kontrowersji czy wzajemnego przeciwstawienia bezrobotni – młodzi, bo młodzi to prawie połowa bezrobotnych i młodzi jako bezrobotni tak samo potrzebują szkoleń – jak i ludzie starsi.
Szkolenia bezrobotnych miały być formą walki z bezrobociem. Nie jest prawdą, że nie dają one efektów. Prawdą jest, że efekt ten jest zbyt nikły jak na wielkość przeznaczanych na to funduszy. Efekt jest zbyt niski – bo państwo które dysponuje pieniędzmi – wyższego efektu nie wymaga. To państwo realizuje scenariusz łatwego zarabiania na „szkoleniu bezrobotnych” przez firmy szkoleniowe. Top wynika z ideologii tej władzy. Tam gdzie jest dużo pieniędzy a nie ma właściwego zewnętrznego nadzoru nad ich przeznaczeniem oraz wykorzystaniem zawsze efekt jest niewłaściwy, ale czy to bezrobotni za to odpowiadają? Efekty szkolenia bezrobotnych wynikają ze sposobu ich organizowania, z przyjętego sposobu zwalczania bezrobocia jedynie poprzez oddziaływanie na bezrobotnych a nie na faktyczne jego przyczyny, które leżą po stronie gospodarki i pracodawców. Jeśli efektem nazywać realny spadek stopy bezrobocia, to szkolenie bezrobotnych powoduje po prostu, że jest więcej bezrobotnych dobrze przygotowanych do podjęcia pracy – dla których tej pracy nie ma.

Istnieje problem pokolenia transformacji; ludzi którzy często nie znają żadnego języka obcego a i własny – nieraz dość słabo, nie umieją często posługiwać się sprzętem komputerowym i biurowym, nawet nie mają prawa jazdy. Dlaczego? Bo tak ich wychowała Polska – państwo ludowe czasów ich młodości, w którym „ideologicznie podejrzane” było znać obcy język a posiadanie znajomych lub krewnych za granicą „obozu” było niemalże równoznaczne ze szpiegostwem; w którym latami czekało się na otrzymanie wcześniej przedpłaconego samochodu i jego posiadanie było ewidentnym luksusem dla najbogatszych; kraju w którym do połowy lat dziewięćdziesiątych komputer widywano głównie na amerykańskich filmach.
Ludzie ci nie są już przeważnie w stanie przed wiekiem emerytalnym nauczyć się jakiegokolwiek języka obcego w takim stopniu, aby móc go wykorzystywać do pracy, na zdobywanie prawa jazdy jest dla nich też już zbyt późno z powodu wieku. Ludzie ci nie są w stanie zostać przedsiębiorcami rozpoczynając własną działalność gospodarczą, bo wychowywali się w czasach w których działalność gospodarcza była niechciana, tępiona, zwalczana ideologicznie.
Zresztą nie jest możliwe ani potrzebne, by społeczeństwo składało się z samych przedsiębiorców. Nie może być tak, by nieznajomość języka niemieckiego spychała Polaka żyjącego w Polsce na margines egzystencji. To co to za Polska.
Ludzie ci mogą i muszą być dobrymi pracownikami, ale muszą istnieć dla nich właściwe stanowiska pracy, pracy usługowej lub choćby pomocniczej albo pracy w produkcji lub usługach – w której nie będzie się od nich wymagać tego, czym nie dysponują, np. posługiwaniem się językiem obcym, posiadania prawa jazdy itp. Nie może być tak, że Polak w Polsce zdycha z głodu, bo nie zna Niemieckiego albo nie potrafi i nie chce zajmować się własną działalnością gospodarczą. To jest po prostu jakieś zwyrodniałe, nieludzkie, dzikie; to forma eksterminacji. W takim samym stopniu dotyczy to i młodych.

Rozgraniczanie na młodych i starszych – gdy mowa o ubieganiu się o pracę graniczy z łamaniem prawa; prawa które zabrania nierównego traktowania pod jakimkolwiek względem kandydatów do zatrudnienia oraz już zatrudnionych. Szczególnie dotyczy to wieku. Bezrobocie równie dotyczy młodszych i starszych; jeśli mowa o przeznaczaniu sporych funduszy na „tworzenie miejsc pracy” – to dlaczego w takim razie „dla młodych” a nie po prostu dla bezrobotnych.

Ponadto gdy chodzi o stwierdzenie Pana Kowala – trzeba by się zastanowić, jaki może być związek potrzeby „tworzenia miejsc pracy” z pieniędzmi z dotacji unijnych. Po pierwsze – tworzyć miejsca pracy w sensie dosłownym mogą jedynie przedsiębiorcy rozwijający swoją działalność gospodarczą a nie politycy ani urzędnicy. W tym celu musi się zacząć znów rozwijać krajowy przemysł produkcyjny i przetwórczy ewentualnie także rzemiosło a to jest sprzeczne z polityką Unii. To Unia wywołała w dużym stopniu ten problem i Unia go podtrzymuje.

Rozwój przedsiębiorstw wynikający z rozwoju gospodarczego powoduje rzeczywiste zapotrzebowanie na pracę ludzką i musi to być na dodatek zrównoważone wobec różnych grup pracowników, o czym wspominałem wyżej. Dopóki tak się nie stanie – a Pan Kowal jako przedstawiciel Polski w Unii o to nie zabiega, możliwe jest tylko udawanie tworzenia miejsc pracy – poprzez dotowanie zatrudnienia. W wyniku tego pracownik otrzymuje czasowo niewielkie wynagrodzenie de facto nie od pracodawcy a z funduszu zewnętrznego, pracodawca dostaje darmowego lub bardzo taniego pracownika ale dla wszystkich jest to rozwiązanie tymczasowe czyli niczego nie zmienia ani nie angażuje żadnej ze stron, jedynie zużywa fundusze unijne. Gdy pieniążki na dotacje do zatrudnienia się kończą, pracodawca likwiduje to tymczasowe i do pewnego stopnia „fikcyjne” stanowisko, pracownik trafia na powrót do rejestru bezrobotnych, Unia jest biedniejsza o dwa miliardy złotych a pracodawcy są o tę samą kwotę bogatsi.
Nie bardzo więc rozumiem, jaką dla Posła Kowala to stanowi różnicę; zmarnować te pieniądze na szkolenia bezrobotnych czy zmarnować je na dotowanie tymczasowego lub wręcz fikcyjnego zatrudnienia… Czy tak wyobraża on sobie „tworzenie miejsc pracy dla młodych”?

Pozostaje nadal otwarte pytanie – jak ich nie zmarnować, ale odpowiedzi na nie – nie znajdziemy podczas kampanii wyborczej – szczególnie u kandydatów.

22/09/2012

Opozycja ni w pięć, ni w dziewięć…

Prezes PiS dowodzi systematycznie choć pośrednio swojego społecznego wyobcowania. A w takim stanie nie tylko nie może być liderem opozycji, ale i wręcz wizerunkowi opozycji szkodzi.
Wartość opozycji wyraża się dziś przecież jej zaangażowaniem społecznym, w opozycji właśnie do skrajnie ideowego libertyńsko-kapitalistycznego, w praktyce ocierającego się o anarchię – wizerunku władzy. To oczywiste, że opozycję widzimy w środowiskach prezentujących to, czego naszym zdaniem brak władzy, albo prezentujących odmienne stanowisko choćby w jakiejś jednej ale zasadniczej dla nas sprawie.
Lecz cóż zrobić, gdy zaangażowanie społeczne, mimo że stanowi sens istnienia państwa, werdyktem warszawskiej durnej „awangardy” z KLD rodem – zostało uznane za co najmniej obce obecnej ideologii, za niewspółczesne w aspekcie praktyki realizacji idei unii a to głównie dlatego, że jest ono właśnie „bezpaństwowej” elicie władzy zbędne, czy wręcz zawadza jej.

Poparcia czy pozycji nie buduje się dziś na zaangażowaniu społecznym a raczej na jego negowaniu. Państwo dziś jest salonem zabawy dość wąskiej elity, po którym pałętają się jacyś „obywatele” – szukając chleba, pracy, sensu życia… Tych pałętających się próbuje się nie dostrzegać, choć gospodarze salonu – jak brylujący tam minister finansów ze swoim obywatelstwem brytyjskim i uśmiechem Mony Lajzy czy minister spraw zagranicznych z rodziną i właściwym domem gdzieś poza tym krajem – nie muszą tu być i zapewne wyjazd mają już zaplanowany, gdy ta zabawa przestanie być dla nich zabawna…
Tymczasem w rozpowszechnionej opinii społecznej nic się przecież nie zmieniło; państwo jest z natury, to znaczy – powinno być z natury – tworem budowanym po prostu „dla dobra publicznego”, gdzie to „dobro” ma dotyczyć wszystkich, co najmniej znakomitej większości, mniejszość też ma prawo do życia, a wolność jest jak najbardziej powszechnym wypośrodkowaniem sprzecznych indywidualnych interesów. Inaczej – państwo nie może być gangiem działającym na rzecz i w interesie swoich twórców, elity dopuszczonej do „interesu” w zamian za lojalność i świadczone usługi, z jednoczesnym odrzuceniem całej „reszty”, czyli kłopotliwego społeczeństwa. Pamiętam, że jeszcze przed stanem wojennym Jacek Fedorowicz śmiał się w swoich politycznych spotkaniach satyrycznych, że żyjemy w dziwnym kraju w którym jest dwadzieścia kilka milionów marginesu społecznego i dwustu szczerych patriotów. No po prostu – jak okiem sięgnąć – sam margines…
Dobrze; ale to było w PRL-u, ponad trzydzieści lat temu. Dziś jak się wydaje zmieniło się tylko to, że mamy szczerych patriotów około pięciuset, a prócz marginesu społecznego doszła nam grupka „obywateli” którzy zdołali ten pierwszy, ukradziony milion jakoś rozmnożyć…

Dość ciekawie skrajna postać takiego wypaczonego tworu przedstawił kiedyś Janusz Zajdel w opowiadaniu (wówczas fantastycznym) pt. „Cała prawda o planecie Ksi” z 1983 roku. Niestety – taki „mafijny” czy „elitarny” model państwa w postaci społeczeństwa „zapuszkowanego” w wielkiej mistyfikacji obecnie właśnie można zaobserwować, oczywiście realizowany w pewnym uproszczeniu, bez aż takiego silenia się na dążenie do doskonałej mistyfikacji.

Z jednej strony trudno się dziwić postawie Prezesa PiS; gdyby wypowiadał się tak jak powinien, jakby od niego oczekiwali ludzie zrażeni do władzy, czy od początku rozumiejący aspołeczność ideologii władzy – natychmiast zostałby okrzyknięty „komuchem”, wdowcem po PRL-u, a przede wszystkim – cynikiem żonglującym populistycznymi hasłami.
Oczywiście dla kogoś myślącego to właśnie takie zarzuty są post-PRL’owskie, ale tzw. „zwyczajnych” ludzi dość skutecznie odzwyczajano od myślenia a przyuczano do postaw ideologicznych i gangsterskiego stylu ich prezentowania publicznego. Większość ludzi dziś prezentujących publicznie swoją manię prześladowczą „przeciw PiS” czy „przeciw PO” (tak jakby to był jakiś przedmiot) – nie zdaje sobie sprawy, że to nie są tak naprawdę ich poglądy czy przekonania, tylko tak zostali ukształtowani i zaprogramowani przez fachowców.
Sensem istnienia państwa jest od początku eliminacja potrzeby samowystarczalności jednostek. Specjalizacja oraz wzajemna wymiana usług, świadczeń czy towarów za pomocą umownych „ekwiwalentów wartości” jakimi stały się pieniądze – z założenia wszystkim się opłacała, była po prostu korzystna i praktyczna, czyli – była właśnie ogólnie „dla dobra”. Pomysł czy idea polegała na tym, że państwo stanowiło samo w sobie także coś w rodzaju podmiotu, posiadającego do dyspozycji „dochód” poprzez gromadzenie „składek” – i załatwiającego dzięki temu pewne przedsięwzięcia wspólne dla wszystkich, leżące w powszechnym interesie i wymagające unifikacji, powszechnie obowiązującej regulacji prawnej, jak choćby organizacja wspólnej dla wszystkich obronności.

Jakkolwiek dziś by się to nie skomplikowało w procesie przemian, rozwoju myśli ekonomicznej, przemiany realiów globalnych – zasada musi być ta sama. Ludzkość wypróbowała bardzo różne koncepcje organizacji społeczeństwa, co często miało dramatyczne skutki; oczywiście dramatyczne najczęściej nie dla „elit” a dla tych – co nie mieli nic do powiedzenia. Nie zmieniło to zasady; państwo musi być dla dobra publicznego, inaczej jest wypaczeniem, chorobą społeczną. Dziś mamy do czynienia także z pewnym, nowym dla nas eksperymentem, który najlepiej daje się porównać z modelem junty – tyle że cywilnej, nie wojskowej. Można się tu też doszukać elementów faszystowskich, o czym pisałem w felietonie pt. „Cuchnie faszyzmem…”.

Państwo, które nie jest „dla dobra” – jest absurdem, tyle że nie wiadomo dlaczego nikt dziś z tego władzy nie czyni zarzutu. Szczególnie dziwi to w odniesieniu właśnie do opozycji.

Wracając do prezesa PiS; przy całym rozczarowaniu do pani Kluzik – Rostkowskiej po jej odejściu (zdradzie?, ucieczce?) z PiS do PJN a następnie z PJN do PO – muszę przyznać jej wiele racji w jej ocenie osoby Prezesa Kaczyńskiego. Mam na myśli jej niedawną wypowiedź dla Torańskiej w Newsweeku, gdzie określiła prezesa PiS, jako osobę wyizolowaną społecznie, otoczoną wybranymi przez niego ludźmi, odizolowaną od życia, od społeczeństwa, od lat wożoną przez kierowców, spotykającą się tylko z wybranymi przez siebie ludźmi i na określonych przez siebie zasadach. Nade wszystko – stosującą w kontaktach jedynie podział czy klucz; lubi mnie – czy mnie nie lubi, albo – zagraża mi – czy mi nie zagraża…
Niestety wydaje się to obraz bardzo prawdopodobny, gdy go porównujemy z własnymi obserwacjami. Podobny sygnał wysłał pan prezes PiS – przy okazji pamiętnej swojej akcji „wizyta w Biedronce”. Miał jak się wydaje zamiar wykazać swoją wrażliwość społeczną, dostrzec publicznie drożyznę, faktyczny zakres biedy – dokonując osobiście zakupów w sklepie – ale w rzeczywistości udowodnił tylko, że na co dzień zakupów nie robi, nie rozumie codziennych problemów życiowych „zwykłych” ludzi do których się nie zalicza; prezes wybrał się do sklepu bez pieniędzy i musiał pożyczyć „drobne” 200 czy 300 zł od kogoś z towarzyszącej mu ekipy… Zaatakował wymyślony problem „drożyzny” czym wykazał, że nie zna i nie rozumie rzeczywistych trapiących dziś ludzi problemów. Do dziś zadaję sobie pytanie, czy cała akcja była dobrym, społecznie ważnym pomysłem, kompletnie „skopanym” przez prezesa z powodu jego społecznego wyobcowania i braku zdolności aktorskich, czy misterną próbą faktycznego zaszkodzenia mu, publicznego skompromitowania go przez odsłonięcie jego rzeczywistej osobowości, podjętą przez któregoś z jego konkurentów. Było to dla mnie osobistym ogromnym rozczarowaniem, dowodzącym jedynie bezradności opozycji w chwili, gdy jest ona tak potrzebna jako silna, kompetentna i wiarygodna…

Dziś podobne wrażenie powstało po niedawnym wystąpieniu „programowym” prezesa PiS, mającym zapewne związek z wcześniejszą deklaracją jego „gotowości do przejęcia władzy”. Znów – jak dawne obietnice „wybudowania milionów mieszkań” – mamy dziś deklarację „stworzenia 1, 2 mln miejsc pracy”… Dowodzi to jedynie, że pan prezes mógł już zrozumieć, iż człowiek musi zarobić na mieszkanie, uzyskując wynagrodzenie za pracę. Czyli że możliwość uzyskania dochodu z pracy jest najważniejsza. Że to praca (najemna) jest źródłem dochodu niezbędnego do zaspokojenia potrzeb takich jak potrzeba „dachu nad głową”.
To już duży postęp w edukacji społecznej prezesa.
Jednocześnie wypowiedział się on zdecydowanie za całkowita likwidacją dotowanych szkoleń osób bezrobotnych, jako formy walki z bezrobociem, nazywając to „marnotrawstwem pieniędzy”.
To kolejny dowód na społeczne wyobcowanie prezesa PiS, jego brak zrozumienia podstawowych problemów. Od ponad roku systematycznie piszę o sprawach bezrobocia, w tym także bardzo krytykowałem sposób podejścia władzy do szkoleń, jako formy ograniczania bezrobocia. Piszę właśnie o tym, że dotychczasowe szkolenia były marnotrawstwem pieniędzy, ale owo marnotrawstwo nie jest cechą szkoleń a ich zawieszenia w próżni. Taki instrument jest niezbędny, jednak odnosi się on jedynie do przypadków, gdy istnieją rzeczywiste miejsca pracy, istnieją oferty zatrudnienia na wolnych stanowiskach pracy a są one nieobsadzone z powodu braku odpowiednio kompetentnych kandydatów. Ta pula trudnych do obsadzenia stanowisk istnieje zawsze gdyż faktyczna „podaż” lokalna kompetencji pracowników zawsze zderza się z aktualnymi lokalnymi potrzebami. Bezrobocie ma charakter strukturalny właśnie w odniesieniu do typu i poziomu kompetencji; jeśli w mieście portowym i stoczniowym likwiduje się stocznie – to bezrobocie charakteryzuje się nadmiarem osób bezrobotnych o specjalnościach stoczniowych (spawacz, monter kadłubów okrętowych itp.) a jeśli w miejsce stoczni uruchamia się „przemysł” i usługi informatyczne (jak w Szczecinie) – to występuje niedobór specjalistów informatyków (programiści, wdrożeniowcy IT). Jeśli zlikwiduje się ogromny zakład odzieżowy, w którym pracowała większość mieszkańców sporego miasteczka i jego okolic (Luxpol), to gwałtownie i dramatycznie rośnie tam bezrobocie, przy czym charakteryzuje się ono nadmiarem potencjalnych pracowników o konkretnych, dość wąskich specjalnościach związanych z dotychczasową produkcją odzieżową. Są dwie metody rozwiązywania takich problemów; działanie zwiększające mobilność osób poszukujących pracy, gdy szwaczka z pomocą publiczną przenosi się tam, gdzie akurat brakuje szwaczek, oraz działanie polegające na PRZEKWALIFIKOWANIU. Czyli właśnie – na szkoleniach. Mówienie, że szkolenia są „marnotrawstwem pieniędzy” jest dowodem niewiedzy, niezrozumienia.

Problemu pomocy w migracjach ludności w poszukiwaniu zapotrzebowania na posiadane przez nich kompetencje – władza nawet dotychczas nie ruszyła. Dopiero teraz wspomina się nieformalnie o planowanych „bonach migracyjnych” pomagających w przenoszeniu się ludzi (rodzin) zgodnie z zapotrzebowaniem na ich pracę. Natomiast szkolenia odbywały się, kosztowały mnóstwo unijnych pieniędzy, ale dały niewielki efekt nie z tego powodu, że jakoby były zbędne, lecz z powodu kompletnie złej ich organizacji w całym systemie działania Powszechnych Służb Zatrudnienia, a zwłaszcza – postawy zdominowanej przez ideologiczne podejście „biznesowe” organizatorów, wspierane właśnie przecież przez PO. Pisałem o tym przez ponad rok aż do znudzenia, kierując się własnymi doświadczeniami i obserwacjami zarówno osoby bezrobotnej jak i uczestnika takich szkoleń. Szkolenia były bardzo dobrze realizowane ale po to by organizator na tym zarobił a nie – by to zmieniło sytuację bezrobotnego. W myśl zasad biznesowych zaszczepionych przez ideologię PO – bezrobotni są potrzebni – dokąd można zarobić na ich szkoleniach, dlatego szkoli się ich tak by nie przestali być bezrobotni; po prostu nikt nie zabija kury znoszącej złote jaja.

Pan prezes – twierdząc dziś, że szkolenia były i są zbędne, są marnotrawstwem środków – wykazuje po raz kolejny brak rzeczywistej wiedzy, która znów może mieć podłoże w specyficznym wyizolowaniu społecznym, poniekąd zresztą nie dotyczącym jedynie prezesa a całej obecnej „elity polityków”, tak samo dotyczącej środowiska PiS jak i „elity władzy”.
W PiS także są najbliżej prezesa ludzie, którzy nigdy nie byli bezrobotni, nie są ani nigdy nie będą – tak są już zakotwiczeni w środowisku „swojaków”, więc problemu bezrobocia nigdy nie zrozumieją, czyli nigdy go także właściwie nie rozwiążą…
Dlatego powtórzę po raz kolejny: szkolenia – w sensie przekwalifikowań, uzupełnienia lub uaktualnienia posiadanych wcześniej kwalifikacji w specjalnościach, na które jest zapotrzebowanie pracodawców – są niezbędne. Są na to pieniądze z funduszy unijnych i pieniądze te trzeba wykorzystywać. Zawsze są np. kobiety które przerwały pracę zawodową na kilka lat z powodu np. macierzyństwa i teraz potrzebują uaktualnienia swojej wiedzy, dotowanego zatrudnienia by przekonać pracodawcę o posiadaniu kompetencji, by ponownie stały się wiarygodnymi pracownikami w swoim zawodzie. Tu są potrzebne szkolenia uaktualniające kompetencje oraz (choćby nawet dotowana) praktyka zawodowa, udokumentowany staż. Są na to fundusze celowe.

Władzy można jedynie zarzucić wypaczenie szkoleń bezrobotnych, objawiające się nakierowaniem głównie na zysk ich organizatora a nie na efekt oczekiwany dla osoby szkolonej. Uważam wręcz, że to powinno być przedmiotem analizy i kontroli (dochodzenia) ze strony instytucji unijnych strzegących dyscypliny gospodarowania funduszami Unii. PO powinno ponieść konsekwencje swojego ideologicznego podejścia np. do zarabiania na Europejskim Funduszu Społecznym przez drobnych przedsiębiorców, ze szkodą dla samego EFS i wielkiej liczby oszukanych w ten sposób, aktywnych osób starających się wydostać z pułapki bezrobocia.

Prezes PiS chce wykazać, że jego partia ma pomysły na rozwiązanie wielu problemów, ale z drugiej strony nadal bardzo pilnuje, by tych pomysłów w szczegółach nie zdradzać, by nie podpowiedzieć nic konstruktywnego widzianej jako wróg partii rządzącej, nie darować jej gotowych recept na sukces w jakiejkolwiek sprawie; sukces możliwy do przypisania PO a nie PiS jako rzeczywistemu projektodawcy. Znowu mamy do czynienia z propagandowymi hasłami, populistycznymi ogólnikowymi obietnicami dawanymi na zasadzie: zaufajcie nam, dajcie nam władzę na kredyt, to my zrealizujemy nasze cudowne plany i wtedy będzie dobrze”. To dokładne powtórzenie filozofii Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej: to, co jest dobre, co jest sukcesem – musi być „dzięki Partii” a jeśli partia nie będzie mogła przypisać sobie tej zasługi, to nie dopuści do realizacji najlepszego nawet pomysłu.
We wspomnianym wywiadzie dla Torańskiej – Elżbieta Kluzik-Rostkowska stwierdziła, że prezes PiS powinien jej zdaniem zakończyć swoją działalność polityczną. Można się z tym zgodzić, gdyż wydaje się to warunkiem jakichkolwiek przemian strategii i wizerunku nie tylko PiS, ale i opozycji w ogóle. Tyle, że w związku z tragedią w Smoleńsku – wydaje się to dziś absolutnie niemożliwe w takiej formie…
Inna sprawa, że premier podżega ten pożar, np. swoim ekstra-ordynarnym komentarzem, że „… woli gdy prezes PiS bawi się kalkulatorem, niżby miał się bawić zapałkami…”. Po co taka złośliwość, poniżająca raczej mówiącego a nie adresata…?
Ale zapałkami już się bawią ludzie … na ulicy…

W istocie kretyńskie były też komentarze ministra finansów, wyliczające ile to by kosztowała realizacja propozycji PiS… choć nadużycie polegało tu na tym, że prezes PiS wcale nie twierdził iż chciałby wspomniane w swoim wystąpieniu programowym działania przeprowadzić oprócz działań PO i finansować je oprócz dotychczasowego marnotrawstwa publicznych pieniędzy przez obecną władzę; NIE OPRÓCZ – A ZAMIAST… to zasadnicza różnica…

29/09/2011

12.
Sprzeciw przeciwko temu co uważamy za złe – jest dowodem dojrzałości.

W sprawie wolności wyborów.

Wraz z pojawieniem się pogłosek wynikających z sondaży (bo prawdy i tak się przecież nie dowiemy) o spadaniu poparcia dla PO a dużo szybszym wzroście poparcia wyborczego dla PiS – rozpoczęła się zmasowana akcja polityczna Platformy, nakierowana na zmaksymalizowanie frekwencji wyborczej. Akcja potwierdza alarmistyczne dla PO prognozy a ratunkiem może okazać się wzrost frekwencji ogólnej. Dlatego właśnie i programy radiowe (nie tylko "tuba propagandowa" Tok FM) zaroiły się od wypowiedzi politycznie sterowanych, już nie namawiających do takiego czy innego głosowania a do głosowania w ogóle.
To zjawisko, co zrozumiałe, przenika także do portali internetowych, w tym i tego portalu opinii.
Jakie się tu stosuje „zabiegi”?
Na przykład sugestie, że jeśli ktoś nie zamierza iść na wybory – jest niedojrzały. To oskarżenie mające zawstydzić młodego człowieka, zmitygować go; – jeśli mają mnie mieć za niedojrzałego, to już może lepiej dla "świętego spokoju" pójdę… No właśnie! I o to chodzi!
To cyniczna gra, bo przecież dla autorów takich manipulacji – ten młody człowiek natychmiast po tym, gdy jego karta wyborcza zniknie w otworze urny – przestanie się liczyć. Zrobił swoje.
„Choć to fizyce wbrew, wskazówka cofa się, niej niż zero…”

Idealizm nie jest „skażeniem”.
To chciwość, cynizm i koniunkturalizm jest skażeniem.
Wszystko co dobre w dziejach świata stało się dzięki idealistom i ich idealizmowi. To oni nie pozwalają skostnieć społeczeństwom w ich zadufaniu; To oni skonstruowali pierwszy komputer, utworzyli zaczątki sieci ogólnoświatowej. To oni doprowadzili do upadku obcego systemu, wycofania się wojsk obcego mocarstwa, przyczynili Się do upadku haniebnego muru – a przecież wówczas nikomu nie przyszło nawet do głowy, że kiedykolwiek może przestać istnieć coś takiego, jak Związek Radziecki… Ale przecież bardzo wielu wówczas nawoływało: tolerujmy ich nadal dla mniejszego zła…
Cała wartość młodych ludzi, nadzieja jaką świat w nich widzi – to właśnie to, że nie godzą się na „zło konieczne”, na wybieranie mniejszego zła – tak jakby ono było konieczne i nieuniknione. To zawsze jest argumentacja winnych. Najgorsi zbrodniarze, na przykład faszystowscy tak się właśnie tłumaczyli: to prawda, że nie byłem idealny, robiłem różne złe rzeczy, ale gdyby nie ja – to by z pewnością przyszedł ktoś GORSZY niż ja, kto by jeszcze bardziej gnębił i mordował… Byłem mniejszym złem…
To straszne, że obecnie Platforma powtarza argumentację zbrodniarzy hitlerowskich z ich procesów przed trybunałami międzynarodowymi.
Po tym następują argumenty dotyczące pieniędzy, bogactwa, majętności, PKB – jedyne argumenty, jakie mają wartość i przemawiają do „kapitalistycznych oszołomów”. Tylko pieniądze się liczą. Nie jest ważne, że ma je tylko elita, tylko część wybrańców. Liczy się „wzrost PKB i pozycja gospodarcza Polski” – nie ludzie przymierający z biedy i niewidzący dla siebie żadnych szans. Ludzie, którzy byli tym „większym złem” i dlatego ich „nie wybrano”.
Nieważne, że ludzie w wieku 50 – 65 lat są systemowo pozbawieni możliwości zatrudnienia. Nie przeszkadza im, że młodzi w ogromnej liczbie też nie maja pracy, a jeśli mają to ogłupiające, tymczasowe, "śmieciowe" zajęcia usługowe, zupełnie nie mające związku z ich wykształceniem; że nie widzą szans ani przyszłości w tym kraju a już mają na tyle rozeznania; że wiedzą doskonale, iż w jakimkolwiek innym kraju będą zawsze obcymi, przyjezdnymi, intruzami; że tylko tu można być „u siebie”, i że to właśnie znaczy - OJCZYZNA. Dla PO nie ma takiego pojęcia, to by było przecież idealistyczne, naiwne politycznie niedojrzałe i śmieszne... nade wszystko nieopłacalne no i sprzeczne z ideą unii, "rozpuszczenia" Polski w europejskiej "zupie"...
Liczy się przecież tylko szmal… prawda?
Liczy się podwójne obywatelstwo, kilka paszportów, rodzinka w USA lub Izraelu… No i możliwość zdobycia zielonej karty do USA, „dla dzieci”...
Ale Pan Prezes RM nic przecież o tym nie wiedział… Zresztą łatwo jest powiedzieć: „Rządzenie nie jest rzeczą łatwą, nie da się każdego zadowolić…” Was – młodzi ludzie – nie dało się zadowolić, ale głosujcie na nas…, bo przyjdzie gorszy… Was ludzie wyrzuceni z pracy w wieku po pięćdziesiątce, którym konsekwentnie odmawia się jakiegokolwiek zatrudnienia – nie zadowoliliśmy, ale – jeśli uda wam się dożyć do wyborów – to głosujcie na nas, jesteście przecież dojrzali…

Polityka wcale nie musi być obrzydliwa! Nie musi aż w takim stopniu opierać się na kłamstwie, nieodpowiedzialności, prywacie! Nie zgadzajcie się na to – głosując na mniejsze zło.
Wymagajcie rozliczenia czynów i słów, w tym czynów przestępczych i słów dramatycznie skutkujących, jak „dorzynanie watahy”. Nie dajcie sobie wmówić, że jesteście niedojrzali, że jesteście śmiesznymi romantykami, oczekującymi niemożliwego i stojącymi na drodze „dojrzałej demokracji”.
To wy jesteście NADZIEJĄ prawdziwej demokracji o ile przeciwstawicie się siłom manipulacji i oszczerstwa. Tak też i mówił do Was nasz kochany Papież Jan Paweł II w swoich przemówieniach, na przykład na Westerplatte; Przyszłość Polski zależy od Was. I musi od Was zależeć. To jest Wasza Ojczyzna. Wasze „być” i Wasze „mieć”...
Zależy od tego, czy pozostaniecie idealistami domagającymi się normalności od każdego, kto się garnie do rządzenia, czy jednak dacie się oszukać lub kupić, zagłosujecie na zło (obojętne – mniejsze czy większe).
Udział w wyborach jest prawem obywatela a nie jego obowiązkiem. Nieskorzystanie z tego prawa, też jest swoistym głosem wyborczym, głosem mówiącym NIE. O prawdę i dobro trzeba walczyć, kłamstwo, głupota i zło – przychodzą same i nieproszone. Udział w wyborach albo powstrzymanie się od niego - to zbyt mało...

Odwiedziny: