BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baranowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baranowski. Pokaż wszystkie posty

18/01/2013

Zakaz nierównego traktowania i dyskryminacji w zatrudnieniu – powszechnie nie jest przestrzegany.

Ponownie – o pewnym konkretnym, kolejnym już i jednym z wielu – szczególe, dotyczącym nieprzestrzegania prawa w „Tym Kraju”. Chodzi o Kodeks Pracy w jego przepisach dotyczących zakazu nierównego traktowania pracowników (i kandydatów do zatrudnienia).
Otóż prawo krajowe zmodyfikowane pod wpływem dyrektyw unijnych, zabrania nierównego traktowania obywateli w sprawach zatrudnienia, pod jakimkolwiek właściwie względem. Rozpatruję to w aspekcie procesu przyjęcia do pracy, procesu rekrutacji kandydatów do zatrudnienia. Kodeks wymienia literalnie informacje, jakich rekruter lub ewentualny pracodawca ma prawo żądać od kandydata. To zamknięta i krótka lista, konkretnie sformułowana w Art. 22 1 §1 Kodeksu Pracy. Oznacza to, że zakres pytań możliwych do zadania kandydatowi do pracy jest ściśle określony i jest on nawet węższy, niż dotyczący kogoś już będącego pracownikiem.
Wspomniane dane, to:
- imię (imiona – jeśli w dowodzie osobistym ma wpisane więcej niż jedno) i nazwisko;
- imiona rodziców;
- data urodzenia;
- miejsce zamieszkania, ewentualnie adres dla korespondencji, jeśli jest inny;
- wykształcenie;
- przebieg dotychczasowego zatrudnienia;
I to wszystko!
Lista jest kompletna i zamknięta.

Jest to ważne właśnie w aspekcie nierównego traktowania; prawo zabrania pytania kandydata o cokolwiek co by łatwo mogło stać się przedmiotem dyskryminacji lub zostać podane jako takie.
Trzeba tu wyraźnie zaznaczyć, że nie jest to kwestią kultury, dobrej woli, dobrego wychowania rekrutera czy kadrowca a kwestią przestrzegania prawa sformułowanego jednoznacznie. Oczywiście kultury nie da się nie docenić, czy zastąpić przepisami, ale jednak tu chodzi o przepis prawa, nie pozostawiający żadnego miejsca na różne cechy osobowościowe człowieka to prawo realizującego. Jest to ważne, gdyż przepis ten jest powszechnie lekceważony, pomijany podczas rozmów z kandydatami do zatrudnienia i prowadzenia rekrutacji. Winnym nie wystarczy więc tu zarzucić braku kultury a po prostu niepraworządność.
Pracodawcy oraz działające w ich imieniu, z ich upoważnienia i na ich koszt firmy rekrutacyjne powszechnie łamią prawo pracy, nie tylko pod względem zatrudniania całkiem nielegalnego, nierejestrowanego, nastawionego na oszukanie Skarbu Państwa, bezprawnego nadużycia umów-zlecenia do zatrudniania (patrz: "Zatrudniasz na umowę-zlecenia zamiast na umowę o pracę – płać grzywnę 30.000 zł!), ale także i w tym zakresie; ustalają własne sposoby rozmów z kandydatami, sprzeczne z powyżej przedstawionym przepisem obowiązującego powszechnie prawa. Często są to żenujące, niby-magiczne podchody, oparte na jakiejś pseudopsychologii, i nie byłoby ostatecznie takie ważne, gdyby miało dostateczną alternatywę oraz nie decydowało dzisiaj o być albo nie być konkretnego człowieka poddanego takim „procedurom rekrutacyjnym”.

Wszystko to zaczyna przypominać jakiś potworny sen wariata, coś w stylu Franza Kafki.
Kandydaci pytani są bez oporów o stan cywilny, stan zdrowia, stan rodziny i plany „rozrodcze” na przyszłość, stan majątkowy i posiadane oszczędności, nazwisko panieńskie matki, stan majątkowy rodziców, własną przynależność polityczną i związkową oraz przynależność rodziców, narodowość i pochodzenie rodziców, itp. a nawet inne wręcz intymne sprawy osobiste.

Równie nagminną choć nieuregulowaną prawnie praktyką, jest przeprowadzanie nieformalnych „wywiadów” czy czasem wręcz „dochodzeń” co do osoby kandydata i powodów jego odejścia – w poprzednich jego miejscach zatrudnienia wymienionych w cv.

Nie wystarczy, że prawo nie wymienia tych pytań czy spraw jako dopuszczalne podczas rekrutacji; Kodeks Pracy wyraźnie określa w Art. 183a §1 wszystkie te sprawy których może dotyczyć nierówne traktowanie, w następnym paragrafie stwierdza, że nakazane powszechnie równe traktowanie w sprawach zatrudnienia oznacza obowiązek niedyskryminowania w jakikolwiek sposób, bezpośrednio lub pośrednio, z przyczyn w poprzednim paragrafie literalnie wymienionych.
Tymi okolicznościami dotyczącymi nawiązywania i rozwiązywania stosunku pracy, warunków zatrudnienia, awansowania, dostępu do szkoleń podnoszących kwalifikacje – wymienionymi w ustawie są:
płeć, wiek, niepełnosprawność, rasa, religia, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkowa, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientacja seksualna, rodzaj umowy o pracę ze względu na czas jej trwania oraz wymiar czasu pracy (etatu).

Naruszenie zasady równego traktowania następuje wtedy, gdy jedna lub kilka wymienionych przyczyn spowoduje odmowę nawiązania stosunku pracy, rozwiązanie istniejącego stosunku pracy, wpływa na wielkość wynagrodzenia, warunki pracy, pominięcie przy awansowaniu, nieprzyznanie jakichś świadczeń związanych z pracą, odmowę skierowania na szkolenie podnoszące kwalifikacje zawodowe.
Sprawa jest więc w prawie jednoznacznie unormowana, to jednak nie powstrzymuje samowoli i sobiepaństwa pracodawców.
Ten jak i wiele innych przepisów prawa jest absolutnie przez nich pomijany. Często mamy tu do czynienia z jakimś dziwnym nastawieniem „antypaństwowym” czy „antyregulacyjnym”, co by można zobrazować dawnym szlacheckim zawołaniem: „Szlachcic na zagrodzie – równy wojewodzie!” Tak i przedsiębiorca-buc w sprawach zatrudniania – w jakimś „anarchistycznym” oszołomieniu nic sobie nie robi z obowiązującego prawa pracy, często nawet już w ofertach zatrudnienia udostępnianych publicznie podając sformułowania jaskrawo kolidujące z tymi przepisami Kodeksu Pracy. Jedynie Powiatowe Urzędy Pracy odmawiają przyjmowania i publikowania takich ogłoszeń i... być może dlatego mają tak mało ofert.

Jest to zjawisko które warto zauważyć i potępić publicznie. Być może to detal, ale włącza się to w całą masę podobnych zjawisk, tworząc obraz otaczającej nas rzeczywistości, obraz władzy, rządu, stanu państwa. To dziś obraz bardzo negatywny.

Nie znam żadnych przesłanek, które by mogły uzasadniać twierdzenie, że władza nie może nad tym zapanować, szczególnie, gdy szefem rządu jest przywódca największego ugrupowania politycznego, koalicji PO-PSL, posiadającego większość a obu izbach parlamentu. Dlatego przyjmuję za wyjaśnienie, iż taka jest wola władzy. Że to właśnie zostało zaplanowane i jest realizowane, przy współpracy sądów i odpowiedniej postawie Państwowej Inspekcji Pracy (podległej Sejmowi czyli większości parlamentarnej). Oczywiście nie sposób tego też nie łączyć ze sprawą absolutnej nierównowagi stron na rzekomym „rynku pracy”, który właśnie z powodu tej nierównowagi nie może być z definicji traktowany jak faktyczny rynek. To właśnie daje wraz z ogromnym bezrobociem (z którym władza nie walczy) okazję pracodawcom do zachowań bezprawnych, pozostających poza krytyką i praktycznie bezkarnych.

15/01/2013

Zatrudniasz na umowę-zlecenie zamiast na umowę o pracę? Płać grzywnę 30.000 zł!


Zastanawiałem się niedawno nad tematem szalejącego szczególnie wśród drobnych przedsiębiorców bezprawia, odnoszącego się do sposobu „zatrudniania” czy raczej zdobywania przez nich wykonawców pracy – pomijającego obowiązujące prawo: artykuł:
Umowy „śmieciowe” – tolerowane czy świadome bezprawie.
Starałem się przeanalizować tam, na czym polega – jeśli tak można napisać – „śmieciowość” tych praktycznie (choć bezprawnie) stosowanych przez pracodawców rozwiązań.Poszukując jakiejś pra-przyczyny, niejako sedna tego problemu, doszedłem wówczas do jedynego moim zdaniem sensownego wniosku, że istota problemu leży w ideologii Platformy Obywatelskiej a szczególnie w tym, że jest to partia „krypto-ideologiczna”, to znaczy oficjalnie rozgłaszająca swoje podporządkowanie zasadom nauki, ekonomii, a w rzeczywistości – ideologiczna i wykazująca tendencje w pewnym sensie arogancji i ignorancji, co prowokuje postawy anarchizujące.
Postawa władzy opiera się na „porzuceniu” społeczeństwa, jakby ze ślepą wiarą w „samoregulację”, chyba w jakimś naiwnym naśladownictwie warunków jakie towarzyszyły początkom kapitalizmu co najmniej 200 lat temu, także specyficznego nastawienia na zarobek i zysk „za wszelką cenę” – o którym wspominałem w artykule pt. Ideologia chciwości .
Trudno powiedzieć dziś, jak długo ten eksperyment potrwa, pewne jest jednak, że przyniesie dużo bałaganu, ogromne straty „moralne”, odbije się nieodwracalnie na życiu bardzo wielu zwykłych ludzi, o czym też pisałem, choćby w tekście pt. Praca i pieniądze.
Mamy dziwaczny stan oddzielenia oficjalnej warstwy życia od tej rzeczywistej i w tym akurat władza Platformy Obywatelskiej przypomina do pewnego stopnia czasy tzw. „władzy ludowej”. Jest to tendencja moim zdaniem wprost przeciwna do potrzebnej i pożądanej, myślę że nasze społeczeństwo potrzebuje pewnego okresu spokojnej regulacji, przestawienia najpierw na zasadniczą racjonalność a z drugiej strony – wypracowania mechanizmów niezbędnego interwencjonizmu państwowego, by móc dopiero przystępować do takich jak obecny eksperymentów. Aby deregulacja odniosła właściwy skutek, najpierw wszystko musi być odpowiednio wyregulowane i działać. Wtedy można eksperymentować z rezygnacją z pewnych regulacji i bacznie obserwować jaki to daje efekt, porównując go z tym pierwotnym, wyjściowym. Jeśli ktoś natomiast chce deregulować skrajny bałagan i bezhołowie, coś co działało źle lub wcale nie działało – to wprowadza okres straszliwego zamętu pogłębiając w rzeczywistości jeszcze bardziej ten pierwotny bałagan. I coś takiego właśnie obserwujemy…
Mam tu na myśli najbardziej istotny interes przeciętnego człowieka, polegający na prawie i możliwości zdobywania pracą najemną środków niezbędnych do życia. Przy tym człowiek ten nie występuje tu, w tej sprawie, w roli petenta, klienta czy proszącego, choć do takiej roli jest spychany.
Mamy zadziwiający stan jawnego bezprawia jeśli chodzi o pracę najemną. Władza daje „cichą zgodę” na pomijanie przepisów prawa przez pracodawców lub pośredników działających z ich upoważnienia i na ich rzecz.
Wydawałoby się, że sprawa rodzajów umów o pracę lub pokrewnych i ich własności jest banalna, prosta i powszechnie znana, lecz w rezultacie mamy prawdziwą falę zjawisk patologicznych po stronie pracodawcy, jawne działania kompletnie bezprawne lub pozaprawne, parasol ochronny nad tym zarówno władzy jak i instytucji kontrolnych np. Państwowej Inspekcji Pracy – uzależnionej od koalicji rządzącej, spolegliwe dla pracodawców nastawienie sądów (wydziałów pracy w sądach rejonowych i okręgowych), zdegradowane i rozbite związki zawodowe. Jest też i nakłada się na to reakcja ze strony społecznej; ludzie zatrudnieni, wykonujący zlecenia lub poszukujący tego – widzą wokół siebie codzienną praktykę całkowicie sprzeczną z tym co by było w zgodzie z przepisami. Stąd narastający mętlik pojęciowy, szum informacyjny, ale także podejście praktyczne; jakoś żyć trzeba, nie warto walczyć o praworządność, o swoje prawa czy o normalność bo przedsiębiorca zawsze wygra…
Z kolei brak oporu zainteresowanych utwierdza dodatkowo pracodawcę, że idzie we właściwym kierunku, opierając się na zasadach „rynkowych”. Ale pracobiorcy są „pod ścianą” codziennych rachunków, potrzeb, chęci przetrwania, instynktu samozachowawczego, zwycięża u nich przeważnie „mentalność niewolnika” sprytnie podsycana przez władze hiobowymi wieściami o „narastającym kryzysie” lub nadchodzących „zwolnieniach grupowych” – dlatego „rynek pracy” jest tylko pojęciem propagandowym PO a mamy praktycznie do czynienia z absolutnym dyktatem. Mówić „rynek pracy” w Polsce – to tak, jakby mówić o „samorządzie” w obozie zagłady… Oczywiście mam na myśli najniższe stanowiska wykonawcze – czyli większość.
Tymczasem w mediach, w biuletynach organizacji lub podmiotów zajmujących się pośrednictwem pracy albo wtórnym udostępnianiem publicznych ofert zatrudnienia zbieranych z różnych miejsc, widać coraz więcej takich, które w jawny sposób ignorują przepisy prawa a nawet – jego istnienie. Stąd wyżej sformułowane wnioski ogólne; po prostu niemożliwe jest, by to zjawisko nie było zaplanowane, albo nie miało przynajmniej całościowego, ideologicznego przyzwolenia.
Najwięcej w tej chwili zastrzeżeń budzi sprawa umów związanych z zatrudnieniem. Nazywam to tak ostrożnie, bo przecież często nie są to umowy zlecenia sensu stricte ani także i umowy o pracę; to jakiś absolutnie pozaprawny konglomerat, majstrowany na zasadzie samowoli i bezkarności. Jedynie powiatowe czy miejskie urzędy pracy dbają o zasadniczą zgodność publikowanych (przyjmowanych do publikacji) ofert pracy z prawem. Już na etapie kontaktu z pracodawcą poszukującym pracownika – treść ofert jest pod tym względem weryfikowana a te wadliwe – nie są przyjmowane. Z tego powodu urzędy pracy mają zazwyczaj bardzo niewiele ofert. Najgorzej natomiast jest w prywatnych lokalnych albo i ogólnopolskich portalach ogłoszeniowych; tam przyjmuje się uniwersalną zasadę odpowiedzialności autora a nie publikującego za zgodność oferty z prawem.
Jak wiadomo umowa o pracę jest zdefiniowana przez Ustawę „Kodeks Pracy” w związku z innymi ustawami i podlega też wszystkim przepisom wykonawczym (stąd „kodeks” a nie „zwykła” ustawa).
Pracę na zasadach umowy regulowanej Kodeksem Pracy i tylko tę – nazywa się zatrudnieniem. „Praca” – nie ma tu nic wspólnego ze znaczeniem fizycznym tego słowa: praca to realizowanie umowy o pracę przez osobę zatrudnioną.
Osoba realizująca treść umowy-zlecenia nazywa się wykonawcą zlecenia lub zleceniobiorcą. Umowa-zlecenie nie podlega żadnym przepisom Kodeksu Pracy a tylko Kodeksu Cywilnego i przepisom wykonawczym do niego, stąd nazywana jest umową cywilno-prawną.
Stwierdzenie „zatrudnienie na umowę zlecenia” – jest po prostu absurdem. Np: „Przyjmę do pracy na umowę zlecenie na pełen etat, w trybie 3-zmianowym kobietę do 35 lat, najchętniej bezdzietną, w pełni dyspozycyjną, katoliczkę o miłym usposobieniu… „ – to nie oferta pracy a po prostu przyznanie się do winy pracodawcy lub „rekrutera” i normalny sąd powinien od ręki, bez rozprawy wydać w takiej sytuacji wyrok skazujący go na maksymalną grzywnę, bo to jedno zdanie łamie kilka obowiązujących zasad prawa…
O powodach preferowania umów-zlecenia pisałem już niejednokrotnie i są one powszechnie znane, ale nie niesie to za sobą żadnej zmiany ani refleksji władzy, co potwierdza jeszcze dodatkowo celowy charakter takiej sytuacji. To problem tzw. umów śmieciowych, szczególnie przy próbie stosowania umowy-zlecenia tam, gdzie powinna być umowa o pracę. Powinna być – ze względu na charakter pracy i okoliczności z nią związane. Prawo stwierdza jednoznacznie, że o faktycznym rodzaju umowy decyduje jej rzeczywisty charakter a nie forma graficzna czy nazwa.
Zatrudnienie, czyli praca na umowę o pracę ma charakterystyczne cechy których nie ma i nie może mieć umowa-zlecenie. Jest tak dlatego, ze są to inne rodzaje umów o zupełnie innym przeznaczeniu i prawnie – to wszelkie okoliczności związane ze stosunkiem stron decydują o tym a nie możliwość nieodprowadzania jakichś obowiązkowych składek, koszty po stronie przedsiębiorcy itp.
Dla umowy o pracę charakterystyczne jest:
- Konieczność osobistego świadczenia pracy;
- Wykonywanie pracy w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, pod jego kierunkiem i nadzorem (podległość służbowa, regulaminy i instrukcje, polecenia, lista obecności, dyscyplina pracy itp. – dotyczą wyłącznie umowy o pracę);
- Wykonywanie pracy na rzecz i ryzyko pracodawcy;
- Praca wyłącznie za odpłatność (za wynagrodzeniem);
- Charakter ciągły – od zawarcia do rozwiązania.
- Treść umowy wyłącznie wynikająca z Kodeksu Pracy, warunki umowy nie gorsze niż określone w KP.
Czynności lub zadanie określone w umowie-zlecenia nie mogą posiadać powyższych cech a umowa taka jest raczej przewidziana dla wykonania jednorazowego określonej czynności (zadania). Nie może w niej być odwołań do przepisów Kodeksu Pracy, charakterystycznych cech pracy jak godzina rozpoczęcia i zakończenia, potwierdzania obecności, dyscypliny pracy, wymiaru etatu, podległości i wykonywaniu poleceń itp.
Zawarcie umowy posiadającej wymienione cechy – powoduje, że umowa taka jest traktowana jak umowa o pracę, choćby nosiła wzór i nazwę umowy zlecenia. Pracodawca odpowiada wówczas za wszelkie zaniechania i szkody z tego wynikające dla zatrudnionego oraz Skarbu Państwa. Niestety: pracodawcy – czując za sobą wsparcie władzy, polityków, bezradność lub bezczynność nadzoru oraz przychylność sądów – nauczyli się tak manewrować treścią umów zlecenia zawieranych w miejsce umów o pracę, by w połączeniu z krętactwem wyślizganych prawników unikać odpowiedzialności za to.
Odpowiedzialność za wykroczenia przeciwko Kodeksowi Pracy jest w gruncie rzeczy praktycznie niewielka w porównaniu do zysków, jakie może w praktyce przynieść przedsiębiorcy. Stworzono sytuację, gdy opłaca się Łamać prawo.
Zawieranie umów-zlecenia w przypadkach, gdy okoliczności i zadania stawiane wykonawcy są charakterystyczne dla umów o pracę – jest podyktowane chęcią oszustwa o motywacji finansowej, gdy danie zlecenia pozwala na zmniejszenie opłat, np. nieodprowadzenie składek ubezpieczenia, a to ma fatalne dalsze skutki społeczne.
Umożliwienie przedsiębiorcom nieograniczonego zarabiania, nieograniczonego nawet przepisami obowiązującego prawa – jest najwyraźniej zasadą bliską Platformie Obywatelskiej.
Dewastacja zasad współżycia społecznego, szkodzenie finansom publicznym i systemowi ubezpieczenia społecznego – nie stanowi dla Platformy żadnego problemu…
Niestety narasta zamieszanie pojęciowe, niewiedza i niezrozumienie spowodowane rażącym rozdźwiękiem pomiędzy tym, co poszukujący pracy praktycznie widzi wokół siebie a tym, co czyta w ustawie, w informacjach opartych bezpośrednio na prawie pracy. Normalnemu człowiekowi nie mieści się w głowie, że można sprawując władzę w demokratycznym niby państwie, w centrum Europy, w XXI wieku – aż tak drwić sobie z prawa i aż tak nie szanować ludzi. Niestety; nagminność łamania prawa stawia je w oczach ludzi zasadniczo pod znakiem zapytania. Praktyka działania metodą faktów dokonanych zastępuje stan właściwy, zgodny z prawem. Jeśli jeden człowiek złamie prawo – jest przestępcą, ale jeśli bardzo wielu ludzi złamie to prawo – to… prawo jest złe… oto dewiza państwa mafijnego.
Choćby przed chwilą czytam w portalu porad prawnych: … osoba zatrudniona w firmie w oparciu o umowę zlecenie (praca od poniedziałku do piątku) przedstawiła pracodawcy zaświadczenie usprawiedliwiające jednodniową absencję w pracy. Wynikało z niego, że w czasie nieobecności uczestniczyła w charakterze świadka w rozprawie sądowej. Czy w takiej sytuacji pracodawca powinien pomniejszyć przysługujące jej wynagrodzenie, czy też ma obowiązek wypłacić je w pełnej wysokości?…
Ręce opadają…

Odwiedziny: