Problem „fikcyjnych bezrobotnych”, a może należałoby powiedzieć
wprost: oszustów wyłudzających nienależne świadczenia – wiąże się
bezpośrednio z istnieniem i funkcjonowaniem a nawet rozrostem tak zwanej
„szarej strefy” czyli zatrudnienia całkowicie nielegalnego.
Chodzi o osoby zgłaszające się do urzędów pracy i rejestrowane jako,
bezrobotne na podstawie składanych fałszywych oświadczeń o swoim stanie –
związanych z wymogami definicji osoby bezrobotnej.
Z punktu widzenia formalnego – są to osoby bezrobotne pozostające w
ewidencji urzędu jako oczekujące pomocy w uzyskaniu zatrudnienia.
W rzeczywistości to osoby pracujące zarobkowo, tyle że w sposób całkowicie nielegalny.
Pisząc o legalności mam oczywiście na myśli standardowe obowiązki
przedsiębiorcy zatrudniającego pracownika, dotyczące zgłoszenia tego do
ZUS wraz z odprowadzaniem właściwych składek ubezpieczenia, do
właściwego urzędu podatkowego wraz z odprowadzaniem za pracownika
właściwych zaliczek na jego podatek dochodowy, ewentualnego zgłoszenia
do PIP itp.
Spośród świadczeń związanych z pracą najbardziej istotna z punktu
widzenia praktycznego jest składka do NFZ na ubezpieczenie zdrowotne,
której zapłacenie daje prawo do korzystania ze "kontraktowej" służby
zdrowia, np. lekarza rodzinnego, oraz refundacji na niektóre leki i
usługi. Tu właśnie jest przyczyna rejestrowania się w urzędzie pracy
pomimo świadomości niespełniania w rzeczywistości podstawowych wymogów
definicji bezrobotnego; uzyskanie statusu osoby bezrobotnej powoduje
automatyczne objęcie ubezpieczeniem zdrowotnym. Rejestracja taka
następuje w wyniku złożenia oświadczenia niezgodnego z prawdą lub w
wyniku zatajenia zmiany jaka nastąpiła już po zarejestrowaniu.
Niewątpliwie jest to oszustwo, wyłudzenie nienależnych świadczeń. W ten
sposób osoba taka ma pracę zarobkową a w niej stosunkowo wysokie
wynagrodzenie, bo nie obciążone żadnymi odliczeniami, także nie
opodatkowane i ma ubezpieczenie zdrowotne płacone nie przez pracodawcę a
fundowane przez skarb państwa.
Niestety nie wiadomo, jaki jest zakres ilościowy tego zjawiska, tak
przynajmniej twierdzą urzędy pracy a za nimi ministerstwo. Minister
Władysław Kosiniak Kamysz wyznał niedawno w blogu Kancelarii Prezesa, że
z pobieżnych analiz (a na czym opartych i z jaką metodologią?)
dokonanych przez ministerstwo wynika, jakoby tych „fałszywych”
bezrobotnych mogło być nawet 60% liczby wszystkich zarejestrowanych.
Jeśli tak, to świadczy to o upadku całego systemu.
Skoro politycy domagając się władzy obiecywali społeczeństwu oparcie
procedur załatwiania różnych spraw na oświadczeniach samych
zainteresowanych z domniemaniem ich prawdziwości – to jest tego skutek.
W myśl ustawy i promocji zatrudnienia, Art. 119 ust. 2 –
„Bezrobotny, który podjął zatrudnienie, inną pracę zarobkową lub
działalność gospodarczą bez powiadomienia o tym właściwego powiatowego
urzędu pracy, podlega karze grzywny nie niższej niż 500 zł”. Dużo
wyższa ona też praktycznie nie może być. Ryzyko wykrycia oszustwa jest
obecnie jeszcze niewielkie, może więc to poczucie bezkarności napędza
ten proceder?
Mamy tu cały ciąg wzajemnych zależności różnych spraw. Oczywiście
źródłem wszystkiego jest aspołeczna i anarchizująca ideologia Platformy
Obywatelskiej. Istotne w tym przypadku jest gremialne przyzwolenie na
bogacenie się i zarabianie przez przedsiębiorców „za wszelką cenę”,
czyli pewna odmiana „róbta co chceta”. Stąd wszelkie metody zmniejszania
kosztów, w swoistej mitomanii zrzucane na „kryzys” a w rzeczywistości
służące wyłącznie MAKSYMALIZACJI WŁASNEGO ZYSKU NETTO i to za wszelką
cenę.
W tej pogoni za „szmalem” pracodawcy domagają się wszelkiej swobody,
idącej jednak w odwrotnym niż oczekiwany kierunku, cięcia kosztów –
zamiast maksymalizacji przychodów. Ta „swoboda” – na pograniczu anarchii
i bezprawia, korzystająca z nieformalnej ochrony politycznej, wyraża
się w absurdalnych oczekiwaniach wobec pracownika, skandalicznym
rozdźwięku pomiędzy wymaganiami a płacą, kompletnym bimbaniem sobie
przedsiębiorców z prawa, w tym z prawa pracy, samowolą, sobiepaństwem i
ciągłym narzekaniem na „wysokie koszty”. Pracodawcy poszukując
pracowników publikują całkowicie bezprawne, łamiące prawo oferty
zatrudnienia. Prywatne portale ogłoszeniowe przyjmują je do publikacji z
zastrzeżeniem wyłącznej odpowiedzialności nadawcy (autora), jednak Urzędy Pracy tego robić nie mogą, gdyż bezpośrednio zabrania tego przedmiotowa ustawa, Art. 36, ust. 5e i 5f.
Po prostu – Urzędy Pracy nie mogą przyjmować od pracodawców ofert
zatrudnienia jawnie sprzecznych z wymogami ustawy Kodeks Pracy. A takich
ofert jest większość, bo jak wspominałem – jest na to przyzwolenie
polityczne. Dlatego Urzędy mają do dyspozycji zazwyczaj bardzo niewiele
ofert.
Urząd ograniczany jest w przyznawaniu zasiłku dla bezrobotnych bardzo
rygorystycznymi warunkami określonymi w ustawie. Dlatego statystycznie
jedynie ok. 16% osób zarejestrowanych otrzymuje prawo do takiego
zasiłku, najczęściej na 6 miesięcy, w niektórych przypadkach do 12
miesięcy. Statystyczny okres poszukiwania zatrudnienia wynosi obecnie
ok. 20 miesięcy. W związku z tym bardzo trudno jest znaleźć ofertę pracy
w Urzędzie Pracy, jeszcze trudniej jest otrzymać zasiłek dla
bezrobotnych. Status osoby bezrobotnej wymaga spełnienia warunku
nieuzyskiwania dochodów w postaci wynagrodzeń wyższych niż połowa
najniższej ustawowo określonej płacy, co obecnie wynosi 600 zł brutto a
za tyle nie da się utrzymać w gotowości do podjęcia pracy zawodowej.
Trudno się dziwić, że niektóre osoby, szczególnie mające na
utrzymaniu dzieci, decydują się gdy mają okazję, na podjęcie takiej
pracy nielegalnej, w której zyskują możliwość doraźnego utrzymania się,
ale tracą możliwość składania na własną emeryturę, możliwość uzyskania
zasiłku chorobowego itp. Można więc tu się zastanawiać i sprzeczać, czy
osoby te są oszustami, czy też ofiarami antyspołecznego systemu. A może
po prostu – i to, i to…
Osoba bezrobotna ma określone w ustawie obowiązki wobec urzędu pracy i
są one niezależne od faktu otrzymywania bądź nieotrzymywania zasiłku
dla bezrobotnych.
Przede wszystkim status osoby bezrobotnej jest ustalany drogą decyzji
administracyjnej w czasie rejestracji a następnie przedłużany podczas
kolejnych, obowiązkowych wizyt w z góry wyznaczonym terminie. Jeśli dana
osoba do ustalonego terminu obowiązkowego stawienie się u pośrednika
pracy nie znalazła zatrudnienia a urząd pracy także nie posiada dla niej
propozycji odpowiedniej pracy – status osoby bezrobotnej jest
przedłużany do czasu kolejnej obowiązkowej wizyty lub do chwili
zatrudnienia, jeśli nastąpi ono wcześniej.
Konieczność stawiania się w urzędzie pracy w wyznaczonych terminach
celem przyjęcia ofert pracy jest istotnym utrudnieniem dla tych
nielegalnie pracujących, bo wymusza zwalnianie się z pracy, dojazd do
siedziby urzędu z sąsiednich gmin itp. Urzędy Pracy twierdząc że wielu
zarejestrowanych nie jest bezrobotnymi – powołuje się na liczne
przypadki odmowy przyjęcia oferty zatrudnienia przedstawionej
bezrobotnemu podczas takiej obowiązkowej wizyty. W wyjątkowych
przypadkach odmowa może być uzasadniona, bo na przykład oferta nie
dotyczy wymogu pracy „odpowiedniej” jak to definiuje ustawa, ale można
przyjąć, że w większości przypadków to wykręt takich właśnie oszustów,
którzy chcą zachować prawo do ubezpieczenia zdrowotnego na koszt
społeczeństwa, ale nie są przecież w stanie przyjąć drugiej
pełnoetatowej pracy i to gorzej płatnej.
Tyle, że to nie jest przecież żaden problem dla urzędów, bo ustawa daje w
tym przypadku możność pozbycia się takiej nieuczciwej osoby z rejestru
bezrobotnych na pewien czas a w konsekwencji na zawsze.
Chodzi mi o Art. 33 przedmiotowej ustawy, którego fragment zacytuję:
1. Powiatowe urzędy pracy rejestrują bezrobotnych i poszukujących pracy oraz prowadzą rejestr tych osób.
2. Rejestracja bezrobotnych i poszukujących pracy następuje po
przedstawieniu przez te osoby dokumentów niezbędnych do ustalenia ich
statusu i uprawnień.
3. Bezrobotny ma obowiązek zgłaszania się do właściwego powiatowego
urzędu pracy w wyznaczonym przez urząd terminie w celu przyjęcia
propozycji odpowiedniej pracy lub innej formy pomocy proponowanej przez
urząd lub w innym celu wynikającym z ustawy i określonym przez urząd
pracy, w tym potwierdzenia gotowości do podjęcia pracy. W przypadku
bezrobotnego będącego dłużnikiem alimentacyjnym, w rozumieniu przepisów o
pomocy osobom uprawnionym do alimentów, wyznaczony termin nie może być
dłuższy niż 90 dni.
4. Starosta, z zastrzeżeniem art. 75 ust. 3, pozbawia statusu bezrobotnego, który:
(…)
3) odmówił bez uzasadnionej przyczyny przyjęcia propozycji odpowiedniej
pracy lub innej formy pomocy określonej w ustawie lub poddania się
badaniom lekarskim lub psychologicznym, mającym na celu ustalenie
zdolności do pracy lub udziału w innej formie pomocy określonej w
ustawie; pozbawienie statusu bezrobotnego następuje od dnia odmowy na
okres:
a) 120 dni w przypadku pierwszej odmowy,
b) 180 dni w przypadku drugiej odmowy,
c) 270 dni w przypadku trzeciej i każdej kolejnej odmowy;
4) nie stawił się w powiatowym urzędzie pracy w wyznaczonym terminie i
nie powiadomił w okresie do 7 dni o uzasadnionej przyczynie tego
niestawiennictwa; pozbawienie statusu bezrobotnego następuje od dnia
niestawienia się w powiatowym urzędzie pracy odpowiednio na okres
wskazany w pkt 3, w zależności od liczby niestawiennictw;(…)
Nie widzę więc tu zgłaszanego przez urzędy problemu: bezrobotny
bez wystarczającego uzasadnienia odmawia przyjęcia oferty pracy, więc zgodnie z ustawą jest automatycznie
wykreślany z rejestru bezrobotnych na 4, 6, lub 9 miesięcy… Chodzi o
to, że władza musi zdobyć rzetelną wiedzę, ilu w rzeczywistości miejsc pracy brakuje i mniej więcej jakich; aby taką wiedzę zdobyć trzeba uporządkować bałagan jaki powstał w tej sprawie.
Urzędy Pracy nie mają zastępować Pomocy Społecznej.
Z drugiej strony nielegalne zatrudnienie choć rozładowuje jednak
praktycznie nieco problem bezrobocia, jest zjawiskiem bardzo szkodliwym
dla całej gospodarki i całego społeczeństwa. Cóż z tego, że ktoś
zostanie pozbawiony możliwości nielegalnego zarabiania na życie, gdy
urzędy pracy nie mają mu do zaoferowania ani zasiłku, ani zatrudnienia z
powodów o których już wspominałem. Z punktu finansowego nic to nie
zmienia: składki ZUS nadal nie wpływają, podatek też nie, składkę na NFZ
nadal finansuje skarb państwa… biedny człowiek domaga się zapomóg i
zasiłków z pomocy społecznej, bo chce żyć, a tych nie dostanie w
wysokości takiej jak mu to gwarantowała jego nielegalna płaca…
Obawiam się, że tu nie wystarczy jakaś nowelizacja ustawy
przygotowywana przez ministra pracy, jakieś profilowanie bezrobotnych i
inne zmiany kosmetyczne. Powinien się zmienić cały system a – by to było
możliwe – musi się zmienić ideologia polityczna władzy.