BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pbaranowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pbaranowski. Pokaż wszystkie posty

29/03/2012

48.
Cud „życia za darmo” i eksterminacja ze względu na wiek.

POLSKA NIE JEST OK - PANIE TUSK!
Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy wymaga natychmiastowej nowelizacji.

Ostatnio co prawda częściej pisze się o bezrobociu, szkoda - że tylko PÓŁ PRAWDY! Najbardziej w tej chwili newralgiczna jest sprawa środków do życia dla osób w wieku po 40 roku życia, bezskutecznie poszukujących zatrudnienia, od nieraz 2 – 3 lat zarejestrowanych jako bezrobotne a nieotrzymujących zasiłków.

Trzeba sobie zdawać sprawę, że czasowe zasiłki dla bezrobotnych - są tylko dla niektórych bezrobotnych! Średnio (statystycznie) - dla ok. 20% z nich. Aby mieć prawo do zasiłku trzeba na wstępie spełnić rygorystyczny warunek działający jako „sito” bezdusznie ograniczające ilość osób uprawnionych; trzeba wykazać się przepracowanymi łącznie 12 miesiącami w ciągu 18 miesięcy liczonych wstecz od daty zarejestrowania w PUP. Na dodatek – trzeba wykazać, że praca ta generowała wpłacanie przez pracodawcę składek na Fundusz Pracy przez owe 12 miesięcy. Nawet jeśli ktoś wcześniej pracował i generował składki na FP przez 25 lat a teraz nie spełnia dokładnie powyższego wymogu ustawowego – prawa do zasiłku nie otrzyma.
Dlaczego tak? Jakie uzasadnienie merytoryczne ma ten warunek? – trudno dociec. To jakaś pozostałość w przepisach po czasach PRL-u. A już z pewnością – nie powinno to mieć miejsca teraz, w sytuacji aż takiego wielkiego kryzysu. Jeśli warunek ten ma uzasadnienie, to w czasie takiego kryzysu powinno być ono bez znaczenia.

Wszystko wskazuje na to, że to prawo musi zostać choćby tymczasowo zmienione. Potrzeba do tego prawdopodobnie co najmniej nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. To żaden kłopot: władza udowodniła już nie raz, że jeśli tylko chce – jest w stanie przeprowadzić taką nowelizację w ciągu kilku tygodni.

Bardzo wiele osób z różnych powodów już w chwili rejestrowania się nie spełnia tego warunku ustawowego i dlatego zasiłku w ogóle nie otrzymują. Powodem niespełniania tego warunku podstawowego może być na przykład długo ciągnąca się w sądzie pracy sprawa o przywrócenie do pracy. W przypadku odmowy przywrócenia do pracy – może się okazać, że przerwa w zatrudnieniu przekracza łącznie 6 miesięcy co powoduje utratę prawa do przyznania czasowego zasiłku. W zasadzie każdy obywatel który zostaje zwolniony z pracy w jakiejś firmie, powinien natychmiast i samodzielnie rozpocząć starania o zatrudnienie w nowym miejscu pracy. To oczywiste; chce pracować w swoim zawodzie, musi pracować na utrzymanie, to bez ceregieli rozgląda się natychmiast za nową pracą. Pośrednictwo w tym Urzędu Pracy nie jest obowiązkowe, wręcz przeciwnie: jest nie tylko zbędne ale i szkodliwe, bo w dość powszechnie spotykanym rozumieniu wielu pracodawców – jakikolwiek kontakt z Urzędem Pracy negatywnie świadczy o kandydacie. Tak więc - najpierw i przede wszystkim – samodzielnie. Urzędy pracy są dla tych którym w ten sposób nie udało się znaleźć zatrudnienia a nie mają już środków utrzymania.

Należy tu zwrócić uwagę na faktyczne skutki wspomnianego przepisu ustawy; powoduje on, że ludzie zwolnieni z pracy zamiast poszukiwać nowego zatrudnienia najpierw rejestrują się w PUP, nieraz zupełnie niepotrzebnie a powodem jest tylko obawa o utratę ewentualnego prawa do zasiłku. W ten sposób państwo nakręca bezrobocie zamiast promować samodzielność, przynajmniej w pierwszym okresie po rozwiązaniu stosunku pracy.

A więc tylko co piąty statystyczny bezrobotny ma uprawnienia do zasiłku. Za co żyje pozostałe 80% bezrobotnych? Dlaczego dziennikarze o to nie pytają, nie interesują się problemem tak naprawdę! Ci z bezrobotnych którzy mają prawo do zasiłku - otrzymują go przez nie dłużej jak 6 miesięcy (osoby w wieku po 50 roku życia - nie dłużej jak 12 miesięcy) po czym prawo do zasiłku tracą, niezależnie od szans na pracę. Zasada tak naprawdę jest następująca: przychodzi bezrobotny, nie ma dla niego oferty pracy a spełnia restrykcyjne wymogi przyznania zasiłku - to dostaje prawo do zasiłku - do terminu następnej wizyty. I tak aż do 6 (12) miesięcy. Potem zasiłek jest mu decyzją administracyjną odbierany, ale bezrobotnym jest nadal i ma nadal spełniać wszystkie wymogi definicji bezrobotnego. Średni czas poszukiwania zatrudnienia wynosi dużo więcej niż 6 (lub 12) miesięcy.
Więc za co ci ludzie wówczas żyją!? Ktoś powie - że z zasiłku z pomocy społecznej... Ale z tego źródła pojedyncza osoba może otrzymać w zasadzie nie więcej jak dwieście kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Za to się nie da przeżyć! Z pewnością nie da się utrzymać „dachu nad głową”. To fikcyjna pomoc a w zasadzie gigantyczne marnotrawstwo środków publicznych zamiast pomocy!
Niestety najczęściej przedstawia się w mediach sprawę tak, jakby to każdy bezrobotny z zasady otrzymywał zasiłek i to na dodatek przez dowolnie długi okres, dotąd - aż zostanie zatrudniony. Tak być może powinno być ale tak nie jest! Tworzy się w ten sposób szkodliwy mit, wprowadzający w błąd opinię publiczną oraz być może też i władzę (?). Trudno mieć pretensję do Prezydenta Miasta, Starosty czy Rady miejskiej (Rady Powiatu) za bezczynność podczas gdy być może ludzie ci nie zdają sobie sprawy z faktycznego stanu sprawy. Wszystko tonie w mitach i wyobrażeniach ludzi, którzy o tym decydują, ale nie znają prawdy, bo ich to nie dotyczy i nigdy ich osobiście nie dotyczyło, leży poza zakresem ich osobistego doświadczenia.

Sytuacja staje się dramatyczna, bo zbyt wielu ludzi nie ma ani zasiłku ani żadnych szans na jakiekolwiek zatrudnienie, a to jest jakieś wypaczenie czy może nawet zdziczenie społeczne. Jest to po prostu niepojęte, że w XXI wieku w środku Europy państwo stawia człowieka w takiej sytuacji. Szkoda już nawet wspominać o tak banalnej okoliczności, ze to jest jaskrawo sprzeczne z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej.
Ponadto niezwykle ważne jest, że sytuacja ta jest skrajnie sprzeczna z odnośną ustawą. Jakiś dochód o wysokości zbliżonej do zasiłku dla bezrobotnych jest niezbędny do tego, by bezrobotny był rzeczywiście bezrobotnym to znaczy spełniał podstawowe wymogi definicji. Przede wszystkim musi on być od chwili zarejestrowania zdolny i gotowy do natychmiastowego podjęcia zatrudnienia w wymiarze pełnego etatu, ale bez dochodów pozwalających na zaspokojenie absolutnie podstawowych potrzeb życiowych taka gotowość jest fikcją.

Wynika z tego prosty wniosek: bezrobotny, każdy bezrobotny musi mieć zasiłek po to by był rzeczywiście bezrobotny, to znaczy spełniał podstawowe wymogi definicji bezrobotnego. Inaczej - popadamy w fikcję, jak w chwili obecnej, gdy statystycznie cztery piąte bezrobotnych nie ma dochodów. Trzeba tu zauważyć, że bezrobotny z definicji nie może zarabiać, definicja ustalona w ustawie zabrania mu osiągania dochodu z wynagrodzenia, stałego zasiłku z pomocy społecznej bezrobotny także nie może mieć, bo wtedy traci status bezrobotnego. Wymogi ustawowe zdają się być skrajnie absurdalne: w myśl przepisów większość bezrobotnych musi żyć za darmo, nie posiadając żadnych środków i za darmo utrzymywać się w gotowości do natychmiastowego podjęcia pracy - a to jest fikcja! Jedyny legalny zdaniem PUP dochód bezrobotnego - to odsetki od zgromadzonego na rachunkach bankowych kapitałów czy "oszczędności", ale jeśli bezrobotny posiada takie oszczędności na oprocentowanych lokatach, w wysokości generującej odsetki pozwalające zaspokajać podstawowe potrzeby życiowe, to może nie powinien korzystać z zasiłku dla bezrobotnych. Piszę o tym oczywiście kierując się "logiką kryzysu"; być może byłoby to niesprawiedliwe, ale kryzysy w ogóle nie są sprawiedliwe a chodzi tu o pomoc w pierwszej kolejności najbardziej potrzebującym. Pomijając to - wszelkie dochody bezrobotnego, których źródłem nie może być "wynagrodzenie" oraz wiele innych źródeł (np. nie może to być stały zasiłek z pomocy społecznej) nie mogą przekroczyć dziś 750 zł miesięcznie brutto (50% najniższego ustawowo określonego wynagrodzenia) a to zbyt mało na utrzymanie się.

Każdy rzeczywisty bezrobotny musi otrzymywać zasiłek i to aż do chwili zatrudnienia. Tylko wówczas będzie rzeczywiście zdolny do podjęcia zatrudnienia. Jednocześnie każdy oszust udający bezrobotnego na przykład w porozumieniu ze swoim pracodawcą, po to by korzystać z zasiłku lub (i) "darmowych" składek na ubezpieczenia zdrowotne, płaconych przez skarb państwa zamiast jego pracodawcy - musi zostać pociągnięty do odpowiedzialności wraz z wymogiem zwrotu wszystkich bezprawnie pobranych świadczeń (zabezpieczenie roszczenia na mieniu posiadanym w chwili ujawnienia oszustwa). Do odpowiedzialności muszą być także pociągani urzędnicy rejestrujący jako bezrobotnych oraz przyznający świadczenia ludziom którzy bezrobotni nie są. Tolerowanie oszustw w tej dziedzinie, nijakość i nieudolność państwa - szkodzi rzeczywiście bezrobotnym, gdyż nie tylko obraża tych uczciwych ludzi postawionych bez swojej winy w dramatycznym położeniu przez państwo, to jeszcze na dodatek negatywnie ich stygmatyzuje, poprzez prymitywny stereotyp: bezrobotny - to obibok i pijak - co utrudnia im dodatkowo uzyskanie upragnionego zatrudnienia. Dlatego trzeba żądać pociągania do odpowiedzialności urzędników rejestrujących obiboków i pijaków jako bezrobotnych, zamiast jako pensjonariuszy leczenia odwykowego czy zorganizowanej resocjalizacji. To urzędnicy PUP tworzą parszywy stereotyp o ludziach pozbawionych zatrudnienia np. ze względu na wiek. Ludzie pozbawieni pracy a aktywnie jej poszukujący powinni mieć priorytet w urzędzie pracy.
Teraz jest jednak odwrotnie - cwaniacy zawsze mają się dobrze; to ludzie faktycznie bezrobotni są "karani" obojętnością, wyzwiskami, stereotypami i pomówieniami, obrywają za oszustów - od urzędników - z winy tych samych urzędników. Bo obecnie wszyscy oszuści i biurokraci żyją sobie nieźle a "karani" są wyłącznie ci prawdziwi, uczciwi bezrobotni, utrzymujący się najczęściej z pomocy rodzin i faktycznie poszukujący pracy. Z tego powodu wpadają w nędzę całe rodziny a nie obejmują tego żadne statystyki ani dane trafiające potem do władzy jako podstawa oceny stanu bezrobocia i jego skutków. Jeśli krewni przejmują utrzymanie bezrobotnego, biednieje cała rodzina i stanowi to rodzaj bezprawnego, nielegalnego i nigdzie nie ujętego opodatkowania osób w tejże rodzinie mających pracę czy dochody. Jeśli nie zasiłek bezrobotnym - to tym rodzinom powinno być wypłacone jakieś odszkodowanie czy rekompensata za przejęcie na siebie konstytucyjnych obowiązków państwa w tej sprawie. Bo istnieje coś takiego jak Konstytucja i zawiera ona obowiązujące zapisy określające obowiązki państwa. Tego faktu nie zmieni udawanie, że nic takiego nie istnieje, że żadnych obowiązków nie ma bo działa jakaś "niewidzialna ręka"! Rząd w sposób zasadniczy nie realizuje Konstytucji, mimo że nie ma takiego poparcia społecznego, by tę Konstytucję zmienić.
Nie wystarczy tu stwierdzić, że z zasady osoby po pięćdziesiątce nie mogą liczyć na żadną pracę. Jak wiadomo - nie mogą też w większości liczyć na żaden zasiłek ani na realną wystarczającą pomoc w podstawowym utrzymaniu się. Stwierdzając to, trzeba odpowiedzieć na pytanie: za co ci ludzie mają żyć...

... czy też może nie mają żyć a raczej przenieść się szybko na "tamten" świat albo co niektórzy - na "łono..." - to trzeba wyraźnie, otwarcie ogłosić:

"Obywatelu bezrobotny, bądź patriotą i zdechnij cicho na śmietniku przed terminem, bo Polska musi się wydawać "OK."! Pan Tusk tak sobie zażyczył na czas "Euro 2012"! Dla dobrej propagandy i Pi Ar. Koleżanka Kanclerz go za to pochwali..."

Władza nie może tak sobie wzruszyć ramionami i nie odpowiadać na to pytanie „za co żyć”.
Poza tym - narzuca się pytanie kolejne: na co ci ludzie maja czekać! Ludzie są cierpliwi. Potrafią poczekać, ale muszą mieć perspektywę, nadzieję. Trzeba coś energicznie przedsięwziąć, aby zaczęły pilnie powstawać miejsca pracy dostosowane do lokalnej podaży pracowników na rynku pracy, także co do ich wykształcenia i umiejętności.

Stan rejestrowanego bezrobocia w Szczecinie przekroczył 18.000 osób, więc potrzeba bardzo dużo nowych miejsc pracy lub jakiegoś innego rozwiązania systemowego.
Tylko dla rozwiązania tego ogromnego problemu nie wolno zamydlać oczu władzy i udawać, że problemu nie ma. Nie powinno się poświęcać prawdy dla uzyskania efektu propagandowego. Pisanie prawdy to rola dziennikarzy a nie "zwykłych" obywateli - występujących w roli komentatorów informacji dziennikarskich lub wręcz zastępujących dziennikarzy w reagowaniu na stan rzeczywisty. Nie bez powodu dziennikarstwo nazywa się czasem "czwartą władzą".

25/03/2012

43.
Walka z bezrobociem – planowo przegrana.

W oczekiwaniu na przyznanie budżetu na 2012 rok, Powiatowy Urząd Pracy w Szczecinie rozpoczął przyjmowanie wniosków osób bezrobotnych o sfinansowanie szkoleń w trybie indywidualnym.

To jedna z usług (!) jakie świadczą dla ludności Powiatowe Urzędy Pracy, wynikających z „Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy”. Bo Urzędy Pracy są instytucjami usługowymi. Polega ona na tym, że PUP (starosta) może skierować bezrobotnego na jego indywidualny wniosek, na szkolenie wskazane przez bezrobotnego a nieujęte w planie organizacji szkoleń grupowych opracowanym przez PUP na dany rok – jeśli wnioskodawca wykaże i wiarygodnie uzasadni celowość tego szkolenia, dla uzyskania przez niego zatrudnienia. Koszt takiego szkolenia nie może przekroczyć w ciągu roku równowartości 300% przeciętnego wynagrodzenia.

Wiarygodnym uzasadnieniem dla PUP jest oświadczenie na piśmie konkretnego pracodawcy o zamiarze przyjęcia do pracy bezrobotnego – wnioskodawcy, pod warunkiem ukończenia wskazanego szkolenia.
Innym uzasadnieniem może być złożenie przez bezrobotnego oświadczenia o zamiarze podjęcia konkretnej (opisanej we wniosku) działalności gospodarczej z własnych środków, po ukończeniu wskazanego szkolenia indywidualnego, jeśli ukończenie szkolenia jest warunkiem rozpoczęcia wspomnianej działalności.
Wniosek taki może osoba bezrobotna uzasadnić dokonaną przez siebie analizą zapotrzebowania na pracowników w danym zawodzie czy z danymi umiejętnościami jakie ma osiągnąć poprzez szkolenie o którego finansowanie się ubiega.

Warunkiem skierowania na takie szkolenie jest okres pozostawania w rejestrze bezrobotnych co najmniej 3 miesiące przed złożeniem wniosku, oraz spełnienie co najmniej jednego z warunków:

- bezrobotny w wieku do 26 lat;
- bezrobotny długotrwale, to znaczy co najmniej 12 miesięcy;
- bezrobotny po zakończeniu kontraktu socjalnego;
- kobieta, która nie podjęła pracy po urodzeniu dziecka;
- bezrobotny w wieku powyżej 50 lat;
- bezrobotny bez kwalifikacji zawodowych, bez wykształcenia średniego lub bez doświadczenia zawodowego;
- bezrobotny samotnie wychowujący dziecko (dzieci) w wieku do 18 roku życia;
- bezrobotny po odbyciu kary pozbawienie wolności;
- bezrobotny niepełnosprawny;

W zasadzie moglibyśmy tylko przyklasnąć, że istnieje i taka możliwość poprawienia swojej sytuacji na tak zwanym „rynku pracy”, i to możliwość wymagająca dużej determinacji i zaangażowania ze strony zainteresowanego. Trzeba jednak przyznać, że uzyskanie takiego oświadczenia pracodawcy przy obecnej nadwyżce podaży pracy nad popytem na nią - jest niezwykle mało prawdopodobne. Stwarza to sytuację po części fikcyjną.

Tak fajnie by było, gdyby… nie chodziło o Polskę. W Polsce jednak każdy pomysł po prostu musi być doprowadzony do absurdu, wypaczony i ośmieszony.

W tym przypadku - każdy kto ma lub miał do czynienie z obecnym bezrobociem – (oprócz dyrektora i pracowników PUP kompletnie tego nie rozumiejących) – wie, że dla wszystkich, albo co najmniej znakomitej większości tych powyżej wymienionych przypadków, dla bezrobotnych pozostających w powyżej opisanej sytuacji - zachodzą następujące okoliczności: podstawowym i najczęściej występującym bezpośrednim powodem niemożności uzyskania zatrudnienia – jest brak prawa jazdy, nieznajomość choćby jednego języka obcego w stopniu choćby podstawowym, komunikatywnych i ogólnym.
Jednocześnie - najczęściej osoby wcześniej wymienione nie posiadają już własnych zasobów finansowych na komercyjne, w pełni płatne szkolenia.
Szczególnie dotyczy to bezrobotnych do 26 roku życia, po 50 roku życia i bezrobotnych długotrwale.

Oczekiwanie prawa jazdy na samochód osobowy jest najpowszechniej dziś występującym warunkiem stawianym kandydatom do zatrudnienia. A wbrew pozorom najczęściej nie ma to nic wspólnego z treścią oferty, charakterem pracy itp. Nie chodzi nawet o to, że coraz częściej widzi się oferty z których wynika, że pracodawca oczekuje od kandydata do pracy używania prywatnego samochodu osobowego do wykonywania pracy, na potrzeby jego działalności gospodarczej, beż najmniejszej wzmianki o wylizingowaniu pojazdu od pracownika, rekompensacie zużycia pojazdu czy nawet kosztów paliwa. W wielu przypadkach wymóg prawa jazdy podawany przez „buraczanego” pracodawcę jest tak absurdalny, trudny do wyjaśnienia w powiązaniu z ofertą pracy, że zainteresowali się tym dziennikarze, prosząc kilku ogłoszeniodawców o jego uzasadnienie merytoryczne. Wówczas następowało zdziwienie, rozpaczliwe poszukiwanie możliwości jakiegokolwiek uzasadnienia którego nie było… a w jednym przypadku pracodawca stwierdził dobitnie, że co prawda wymóg posiadania prawa jazdy nie ma rzeczywiście żadnego uzasadnienia w proponowanej przez niego pracy, ale on uważa po prostu posiadanie prawa jazdy na dowód „odpowiedniego” poziomu rozwoju osobistego i kultury człowieka i tylko z takimi kandydatami chce rozmawiać o zatrudnieniu (chodziło o proste prace fizyczne).

Także powszechny staje się wymóg posiadania podstawowych kompetencji językowych, czemu towarzyszy stała „makaronizacja” języka polskiego mimo jego rzekomej ustawowej ochrony. Niestety młodzież do 26 roku życia oraz osoby po 50 roku życia często tej umiejętności nie posiadają. Osoby młode mogą ją posiadać, lecz jeszcze w zbyt niskim stopniu (szkolnym), a starsze - w już zbyt niskim stopniu, co wymaga szkolenia uzupełniającego.
W chwili obecnej nauka języka obcego doprowadzająca do uzyskania podstawowego certyfikatu jest wyłącznie domeną zamkniętego biznesu, odbywa się wyłącznie na zasadach komercyjnych (odpłatnie). Dokładnie tak samo jest z kursami prowadzącymi do uzyskania prawa jazdy: to biznes. Nie jest to objęte żadną pomocą PUP.

Wiele osób bezrobotnych i to zarówno młodych jak i z grupy „50+” ratowało się - staraniem się o pracę jako pracownik ochrony np. w dużych sklepach, hipermarketach itp. Jest to praca bardzo nisko płatna ( 5 – 7,5 zł/h), ale jest; można w przyszłości wykazać się jakąkolwiek pracą (stażem) a te 700 zł miesięcznie to także „więcej niż zero”. Coraz rzadziej jednak można uzyskać taką pracę bez kwalifikacji wynikających ze szkolenia specjalistycznego pracowników ochrony (kwalifikacje I stopnia).

Dlaczego ja to piszę?

Dlatego, nawiązując do tego co na wstępie - że Powiatowy Urząd Pracy w Szczecinie odmawia finansowania indywidualnych szkoleń na prawo jazdy, finansowania podstawowych kursów językowych a także finansowania szkoleń na kwalifikowanego pracownika ochrony. PUP nie przyjmuje nawet takich wniosków. Jednocześnie w planie szkoleń grupowych na rok 2012 opracowanych przez PUP nie ma ani szkoleń na prawo jazdy, ani kursów językowych ani szkoleń podstawowych dla pracowników ochrony.

Nieuchronnie prowadzi to do następujących wniosków:

1. Celem Urzędów Pracy nie jest skuteczne zmniejszenie stopy bezrobocia. Urzędy widocznie potrzebują bezrobocia dla uzasadnienia własnego istnienia, stanu zatrudnienia, budżetu na koszty działalności. Urzędy Pracy by istnieć muszą coś robić więc symulują działania "zmniejszające bezrobocie" ale tak by ono w żadnym przypadku nie zmalało w stopniu im zagrażającym.

2. Istnieje jakaś forma zmowy biznesowej, wyłączająca pewne obszary biznesowe z innych działań a już szczególnie z działań pomocowych, nieodpłatnych. Dlatego zrobić prawo jazdy oraz uczyć się języka obcego można w Polsce wyłącznie odpłatnie a jednocześnie powszechne i nie zawsze uzasadnione wymagania pracodawców wobec kandydatów - napędzają ten interes.

To oczywiście moje prywatne, nieco przewrotne wnioski, być może nieco prowokacyjne, ale jedyne jakie mi przychodzą do głowy i posiadają przy tym znamiona pewnej logiczności. Logiczność która powinna stać się przedmiotem zainteresowania właściwych instytucji kontrolnych.

42.
Targujmy się o swoje, o nasze…

Wiele wskazuje na to, że Premier Donald Tusk jest wynalazcą nowego znaczenia określenia „konsultacje”. Dla Premiera "konsultacje społeczne" to akcja propagandowa przekonywania o tym, że musi być i będzie tak jak Premier chce, jak chce partia, czyli - czyli tak jak mu nakazali… (lobbyści? biznesmeni? politycy "unijni"?)

Ciekaw jestem - nawet już tak zwyczajnie, po ludzku, co społeczeństwo z tym zrobi i czy w ogóle coś...

Prócz niebezpieczeństwa wynikającego z upierdliwej propagandy, która wydłużenie czasu oczekiwania na uzyskanie prawa do emerytury nazywa „wydłużeniem czasu pracy dla uzyskania wyższej emerytury” – co jest jak dotychczas czczą propagandą bez oparcia w rzeczywistości, jest też i inne widoczne już niebezpieczeństwo.
Polega ono na tym, że nowelizacją ustawy - wiek emerytalny zostanie przesunięty na 67 lat a inne konieczne działania, które powinny być wykonane wcześniej – pozostaną w formie ustnego zapewnienia, że „zrobimy”, że „tak oczywiście będzie”… kiedyś tam...

I przez to może się spełnić najgorszy scenariusz; zamiast pracować dłużej i powiększać swoją emeryturę ponad poziom „głodowy” – ludzie będą głodować już wcześniej na zasiłkach i zapomogach albo na łasce krewnych a ich emerytury będą malały z powodu braku wpłat składek, lub wpłat ale w "symbolicznej" wysokości…
Wiele wskazuje na to, że "oszołomstwo wiary w niewidzialną rękę" nadal gości w umysłach władzy i gotowa jest ona czekać z założonymi rękoma na to, aż ilość miejsc pracy "sama" wzrośnie w wyniku "naturalnego" rozwoju przedsiębiorczości, a jednocześnie popyt na pracę osób w wieku "50+" także "sam" wzrośnie w wyniku przemian demograficznych prowadzących do starzenia się społeczeństwa, na które władza także nie zamierza w żaden sposób oddziaływać.
Oczywiście - ilości ofiar tego oczekiwania nikt liczył ani tym bardziej rozliczał nie będzie...

Myślę, że jeśli nawet uznamy przesunięcie wieku emerytalnego na 67 lat życia za nieuniknione, niezbędne z jakichś przyczyn obiektywnych, ekonomicznych, kryzysowych czy demograficznych, to społeczeństwo nie powinno się zgadzać na jedynie obietnice dotyczące wszystkich niezbędnych działań „około-emerytalnych” jakie są przy takiej zmianie niezbędne.

Nie ma żadnego powodu czy przyczyny, by nie można było teraz opracować po prostu całego systemu emerytalnego, wraz z redukcją bezrobocia i systemem osłon socjalnych. Wszystkie te sprawy muszą być opracowane jako jednolity system, pakiet ustaw już teraz, razem z wydłużeniem wieku emerytalnego, nawet jeśli by to wymagało przesunięcia chwili wdrożenia tych zmian, gdyby poszczególne regulacje miały pewną kolejność wdrażania. Jest obawa, że jeśli nie powstaną teraz, to nigdy nie powstaną, albo będą knotami legislacyjnymi i pozostaną na papierze, jak projekt „Solidarność pokoleń dla 50+”. Ministra Michała Boniego.

Jeśli już uznać to co się dzieje teraz za rodzaj targu, pomiędzy koalicjantami ale i pomiędzy społeczeństwem a Rządem, to jest po prostu jedyna szansa wytargować niezbędne ustawy około-emerytalne, sprawiające że te zmiany będą dość elastyczne i że „da się żyć”, nawet i tym dla których pracy jeszcze długo nie będzie.
Nie referendum jest tu potrzebne a zwykłe targowanie się o swoje, a jest spora szansa, że Rząd to przewidział i ma z zanadrzu rezerwę do negocjacji, że będzie gotów na współpracę i przyjęcie rozsądnych żądań, byle osiągnąć swój założony cel; wiek emerytalny 67 lat.

25/02/2012

45.
Rozmowa głuchego ze ślepcem…?

Strona rządowa zawarła w projekcie ustawy zmieniającym system emerytalny zasadę uzależniającą prawo do przejścia na emeryturę z ukończeniem 67 roku życia, tak dla mężczyzn jak i dla kobiet, z jednoczesnym oczekiwaniem wykazania wymaganego minimalnego stażu ubezpieczeniowego (25 lat dla mężczyzn i 15 lat dla kobiet) oraz gwarancją emerytury minimalnej.

Jak dotychczas Premier wypowiadając się w tej sprawie, nie wyraził najmniejszej nawet chęci do jakiejkolwiek zmiany stanowiska rządowego. Jest to postawa tyleż butna i antydemokratyczna, co infantylna – gdy z jednej strony rozwija się platformę konsultacji społecznych, dyskusji, debaty publicznej a z drugiej strony nie ma najmniejszych oznak nawet teoretycznej gotowości do zmiany stanowiska. Widocznie Premier uważa, że konsultacje społeczne są po to, aby „ludziska sobie pogadali, ponarzekali a my i tak zrobimy swoje, bo to nie podlega dyskusji” albo traktuje konsultacje społeczne i całą dyskusję medialną wyłącznie jako formę przekazu jednostronnego, to znaczy platformę propagandy, przekonywania wszystkich do swojego zdania bez najmniejszej możliwości i zamiaru zmodyfikowania go.

Z drugiej strony – Solidarność a także odrębnie – SLD po pierwsze żądają referendum w tej sprawie, czyli przyznania prawa do decyzji większości demokratycznej, a po drugie wysuwa kontrpropozycję, by na emeryturę można było przejść po 40 latach pracy (mężczyzna) i 35 lat pracy (kobieta), niezależnie od wieku. Ogólnie – by staż pracy decydował o przejściu na emeryturę a nie wiek.

Oczywiście narzuca to wiele pytań i wątpliwości, ale strony jak widać nie chcą i nie organizują rozmów, by te wątpliwości wyjaśniać i dążyć do wypracowania kompromisu.
Przyznam, że nie odpowiadają mi propozycje SLD i Solidarności, ani co do referendum, ani co do uzależnienia prawa do emerytury tylko od stażu pracy, a to z tego powodu, że sytuacja ogólnie nie sprzyja rozumnemu czy może "rozumowemu" załatwieniu tego problemu, więc referendum będzie jedynie bezmyślnym, emocjonalnym więc sterowanym plebiscytem. Podobnie nie odpowiada mi buta Premiera i jego bezkompromisowe stanowisko.
Wątpliwości są jakoś, lepiej lub gorzej artykułowane przez dziennikarzy, polityków i blogerów, każdy kto interesuje się życiem codziennym może je poznać i nawet zająć stanowisko w tych sprawach, choćby w Internecie.

Chciałbym tu jednak zadać pytanie zasadnicze: dlaczego może być tylko tak – lub tak. Przecież mieliśmy już całkiem niedawno system dwutorowy, gdzie do przejścia na emeryturę wystarczyło spełnić jeden z warunków; albo stażu, albo wieku. Możliwość przejścia na emeryturę po uzyskaniu stażu pracy 40 lat mogłoby być wykorzystane przez mężczyzn  wcześnie rozpoczynających pracę zawodową, a osoby które zaczęły pracę później, po studiach, po wojsku, po urodzeniu i odchowaniu dzieci itp. – korzystałyby z możliwości uzyskania emerytury związanego z wiekiem, bez uwzględniania stażu (prócz tego minimalnego).
Dlaczego system nie może być dwutorowy, równoległy. Wymagałoby to oczywiście analizy finansowej i symulacji na danych statystycznych, czy taki układ, uniwersalny i bardziej prospołeczny – spełniłby oczekiwane po reformie kryteria ekonomiczne dla budżetu, bo to przecież jest istotą tej reformy: pieniądze a nie ludzie są tu ważne (dla projektodawców).

Tak czy inaczej pozostaje wiele wątpliwości ale jak dotychczas nikt nie okazuje woli czy zamiaru wyjaśniania ich społeczeństwu.

Odwiedziny: