BLOG PAWŁA ANTONIEGO BARANOWSKIEGO O PRZYCZYNACH I SKUTKACH BEZROBOCIA W CZASIE RZĄDÓW PO (TUSKA), ORAZ INNYCH WAŻNYCH SPRAWACH W OKRESIE 2011 - 2016
MOTTO: UCZCIWY CZŁOWIEK NIE MOŻE DZIŚ MILCZEĆ A MILCZĄCY CZŁOWIEK NIE JEST DZIŚ UCZCIWY.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą staże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą staże. Pokaż wszystkie posty

12/02/2012

29.
Prace Interwencyjne i Roboty Publiczne – świetne pomysły… wypaczone i skompromitowane.

Na początku lutego (jak ten czas leci...) pisałem o stażach dla osób bezrobotnych, finansowanych ze środków Funduszu Pracy, a zwłaszcza o fatalnym wypaczeniu i zniszczeniu tego pomysłu, doprowadzeniu go do absurdu przez Urząd Pracy, tak jak ja to widzę i rozumiem.

Rozpoczęły się działania pozorowane w Urzędach Pracy

Kolejnym „instrumentem rynku pracy” są prace interwencyjne i roboty publiczne.
Jest to forma interwencji Państwa w tak zwany „rynek pracy”, polegającej na częściowym dotowaniu zatrudnienia dla osób, które dzięki temu powinny uzyskać trwałe zatrudnienie i wyjść z sytuacji bezrobocia. Można to w zasadzie traktować jako formę potrzebnej kontynuacji działania poprzez staże w pełni dotowane, jakie opisałem wcześniej, ale niestety także i kontynuacji wypaczenia jakie opisywałem w odniesieniu do staży, a więc kontynuację w całym tego słowa znaczeniu.

Ma to szczególne znaczenia dla osób posiadających pewną wiedzę i umiejętności ale bez żadnego doświadczenia zawodowego (stażu pracy), gdyż właśnie ten brak doświadczenia praktycznego bardzo często powoduje niechęć do ich zatrudniania. Pracodawcy poszukują przecież kandydatów idealnych, już doświadczonych i wdrożonych do pracy przez innego pracodawcę. Ma to więc znaczenia dla aktualnych absolwentów studiów i szkół zawodowych, ale także dla osób przekwalifikowanych z powodu potrzeby dopasowania ich umiejętności do lokalnych potrzeb. Wśród tychże osób przekwalifikowanych najczęściej są ludzie starsi niż absolwenci, często w wieku tzw. „50+”. Uzyskali oni nową wiedzę w ramach kursów i szkoleń na jakie uczęszczali jako bezrobotni, ale nie mają praktyki w stosowaniu tej wiedzy; zresztą do każdej pracy trzeba się najpierw dopasować, „wpracować się w nią” jak to się potocznie określa i dotyczy to absolutnie każdego.

Otóż idea była świetna: w takiej sytuacji osoba chętna i zdeterminowana, zdecydowanie starająca się o to, powinna być kierowana najpierw na staż (3 – 6 miesięcy) który jest dla zachęty pracodawcy w pełni dotowany z FP i w jego trakcie osoba ta wykonuje pod nadzorem „opiekuna stażysty” konkretną, weryfikowalną pracę na zasadach „wpracowania się”, otrzymując za to stypendium stażowe z FP, pracuje z wykorzystaniem nabytej wiedzy teoretycznej i jej samodzielnym uzupełnieniem w razie potrzeby. Po zakończeniu takiego stażu pracodawca może zatrudnić taka osobę czasowo lub na czas nieokreślony, albo zawrzeć z nią umowę cywilną. Jeśli to nie wystarczy do uzyskania trwałego zatrudnienia, natychmiast po stażu osoba ta może być skierowana do zatrudnienia na zasadach prac interwencyjnych, w połowie dotowanych z FP a w połowie – płatnych przez pracodawcę, gdzie także pracuje na zasadach samodzielnej pracy za wynagrodzeniem, na okres np. 12 miesięcy. Refundacja około połowy kosztów zatrudnienia (płaca i składki na ub. społ.) niewątpliwie jest oszczędnością i zachętą dla pracodawcy a także nieocenioną pomocą dla osoby bezrobotnej, pozwala rzeczywiście nabyć doświadczenie i pewność w wykonywaniu nowej pracy.
Jeśli nawet instytucja zatrudniająca taką osobę nie jest zainteresowana kontynuowaniem jej zatrudniania po okresie prac interwencyjnych, bez dotacji, to osoba ta powinna być już na tyle samodzielna zawodowo i psychicznie „utwierdzona” w swoim poczuciu wartości (utraconym z powodu bezrobocia), że powinna szybko samodzielnie uzyskać jakieś inne zatrudnienie… chyba że należy do grupy „50+”, która jest bezwzględnie wypychana z rynku pracy, irracjonalnie i bez względu na umiejętności i kompetencje; jest po prostu eksterminowana przez rząd Platformy Obywatelskiej. W ostateczności, w najgorszym przypadku osób młodszych - sporym kosztem społecznym daje to dodatkowe 1,5 roku pracy i powrót do rejestru bezrobotnych.

Ustalanie zasad nie należy jednak do Urzędów Pracy; urzędy jedynie są ich realizatorami.
Pomijając to, co wymaga oddzielnego omówienia, jest to ważna propozycja. Pozwala to (teoretycznie) pracodawcy czasowo obniżyć koszty wykonywania realnych prac w zamian za umożliwienie nabycia doświadczenia zawodowego. Pozwala sprawdzić konkretną osobę jako kandydata do trwałego zatrudnienia, wdrożyć ją do konkretnych standardów organizacyjnych i jakościowych w firmie (korporacji) stosunkowo minimalnym kosztem własnym.

Wszystko to by było bardzo piękne, gdyby nie wypaczenia. O wypaczeniach staży dla osób bezrobotnych pisałem w poprzednim, przywołanym na wstępie artykule.
Prace interwencyjne także zostały wypaczone i to dokładnie z tego samego powodu: upoważnienia instytucji występujących o zgodę na zorganizowanie prac interwencyjnych lub robót publicznych – na imienne wskazanie osoby zarejestrowanej w Urzędzie Pracy, dla której chcą te prace zorganizować. Okazało się przez to, że ta forma pomocy zupełnie nie jest dostępna dla „zwykłych” osób zarejestrowanych jako bezrobotne, że ich starania czy inicjatywa na nic się nie zdaje. Poszczególne instytucje czy firmy po prostu zaczęły dokładnie korzystać ze swojego uprawnienia; najpierw ktoś „ważny” w firmie – organizatorze, na zasadach protekcji, prywaty czy nepotyzmu ustalał osobę dla której będą zorganizowane prace interwencyjne, następnie osoba ta rejestrowała się w PUP po to by móc skorzystać z tej formy pomocy Państwa (gdyby nie to, osoba ta nigdy by się nie ubiegała o status bezrobotnej) i była zatrudniana, często też na specjalnie dla niej stworzonym stanowisku, z dotacją Funduszu Pracy.

W tym znaczeniu też, całkowicie zneutralizowano wpływ tego „instrumentu” na stan bezrobocia. Oferty „organizacji prac interwencyjnych” były zawsze w PUP publikowane jako powszechnie dostępne oferty pracy, dopiero zgłaszające się zainteresowane osoby od dawna zarejestrowane jako bezrobotne otrzymywały za każdym razem odpowiedź, że oferta dotyczy konkretnie i imiennie wskazanych osób, czyli była praktycznie zajęta zanim się ukazała w PUP. Pieczono w ten sposób „dwie pieczenie przy jednym ogniu” a może nawet i „trzy pieczenie”, bo środki na dotacje szły do tych „do których trzeba”, czyli do „swoich”, córeczek i wnuczków ważnych osobistości a nie do jakiejś hołoty bezrobotnej, po drugie Urząd Pracy tworzył sobie dane do sprawozdań ilościowych oraz nabijał sobie liczbę publikowanych ofert pracy, mimo że publikował oferty - przed publikacją już zajęte, a po trzecie i najważniejsze – nie zmniejszało to stanu bezrobocia, czyli nie zagrażało interesom ogromnej armii ludzi żyjących z tego że bezrobocie jest i żerujących na nim.
W ten sposób znane są przypadki nawet i kilkuletniego bezrobocia - bez zasiłku, które nie doczekało się ANI JEDNEJ OFERTY ZATRUDNIENIA ze strony Urzędu Pracy.

Urzędy Pracy boją się znacznego zmniejszenia bezrobocia, ale jeszcze bardziej boją się oskarżenia o marnotrawstwo czy niegospodarność, wpadki lub pomyłki, a jak wiadomo "nie myli się jedynie ten co nic nie robi", więc... Urzędy Pracy z tego powodu nastawione są nie na pomoc bezrobotnym w wychodzeniu z bezrobocia, ale na „obronę przed oszustami”. Są jak warowne zamczyska, zabezpieczone ze wszystkich stron murami "procedur", biurokratycznych warunków do spełnienia, zastrzeżeń, dokumentów, zaświadczeń, formularzy itp. To oczywiście nie jest wina PUP a raczej głupiej ustawy, wrzucającej „do jednego worka” i faktycznych bezrobotnych i alkoholików niezdolnych do pracy i cwaniaków udających bezrobocie dla uzyskania zasiłku lub składek ubezpieczenia zdrowotnego. Urzędy boją się afer ale nie bardzo też im zależy na realizacji faktycznych zadań czy osiąganiu wymiernych skutków wobec potrzebujących, bo do tego wszystkiego dochodzi jeszcze pogarda dla ludzi przychodzących tu po pomoc, może na zasadzie psychicznej bariery samoobronnej. Lepiej więc zdaniem PUP nie pomóc faktycznemu bezrobotnemu, niż przez nieuwagę pomóc osobie do pomocy nieuprawnionej, szczególnie gdyby to się miało "wydać". Jasne jest, że przez zasadę "wrzucenia do jednego worka" wszystkich "chętnych na zasiłek" wraz z poszukującymi zatrudnienia, w imię jakiejś idiotycznej, dogmatycznej "równości" i "wolności" wyznawanej niczym religię przez "sektę" neoliberałów - tracą tylko ci faktycznie szukający zatrudnienia, rzeczywiści bezrobotni zdolni i chętni do podjęcia odpowiedniej pracy i pozbawieni dochodów. Alkoholicy niezdolni do żadnej pracy a uznani za bezrobotnych na podstawie ich oświadczenia, oraz oszuści udający niepracujących dla zasiłku i składek ubezpieczenia - zyskują, a Urzędy pomimo "obwarowania się" nie są w stanie temu przeciwdziałać z winy durnej ustawy.
Urzędy pracy w takiej sytuacji są zainteresowane jedynie formalnymi wskaźnikami dającymi się łatwo i ładnie „sprzedać” w sprawozdaniach i opracowaniach, dlatego taka sytuacja dotycząca prac interwencyjnych prawdopodobnie im podpowiada, jest dla Urzędu w miarę bezpieczna. Taka organizacja nic nie daje bezrobotnym ale daje poczucie bezpieczeństwa urzędnikom i to jest dla nich najważniejsze.

08/02/2012

28.
Rozpoczęły się kolejne „działania pozorowane” w Urzędach Pracy.

Można mieć uwagi do większości szczegółowych rozwiązań i pomysłów dotyczących pracy, lecz jest to o tyle daremne, że – jak niegdyś każdą dyskusję na dowolny temat kończył argument o „przewodniej roli Partii”, tak dziś wszystko rozbija się o idiotyczną ustawę stworzoną przez ludzi nie mających pojęcia - co robią, czyli tak zwany „Sejm” tak zwanej „Rzeczypospolitej”. Przykro to pisać ale jeszcze bardziej przykro czasem przyznać się do bycie Polakiem, gdy w „Sejmie” produkuje się knot za knotem a jednocześnie kwitnie tam pozerstwo, narcyzm, jajcarstwo, załatwianie własnych interesów, rozrost sitwy, nieustający spektakl wzajemnego obrażania się i przepraszania.
Oczywiście to jedno z możliwych wyjaśnień. Jest przesadne bo jest emocjonalne, a to z kolei - gdyż dotyczy dramatycznego stanu najbardziej istotnych dla człowieka spraw. Niektórzy coraz częściej widzą tu nie nieudolność a celowe i świadome działanie antyspołeczne, związane z jakimś dziewiętnastowiecznym pojmowaniem kapitalizmu i mechanizmów jego rozwoju. To oddzielny temat niewątpliwie wart rozważenia, zanim doprowadzi to do wybuchu społecznego na miarę tzw. "wariantu rumuńskiego".

Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, bo o niej tu piszę, także jest knotem legislacyjnym, zawierającym abstrakcyjne pomysły ludzi nie mających pojęcia o realiach w tej sprawie, ludzi dla których sprawy bezrobocia są właśnie pełną abstrakcją - tonącą w „oparach” bełkotu medialnego, stereotypów, nienawistnej lub po prostu durnej gadaniny różnych mędrków ludowych albo agentów celowo wprowadzających zamieszanie na polecenie swoich mocodawców ze służb, wywiadów i grup lobbingowych.

Ustawa wymaga natychmiastowej zmiany, zarówno doraźnie – na czas nasilonego kryzysu i ogromnego bezrobocia, jak i systemowo. Musi być zmieniony cały system działania tak zwanych „służb zatrudnienia”, które dziś służą wyłącznie sobie, „kaście” urzędniczej oraz drobnym i cwanym przedsiębiorcom żerującym na tym systemie kosztem bezrobotnych.

Dochodzi już pierwsza dekada lutego. Urzędy Pracy powoli budzą się z letargu w jakim tkwiły od miesięcy w oczekiwaniu na swój tegoroczny budżet. Ukazują się pierwsze ogłoszenia o przetargach. Upubliczniane są plany szkoleń. Niestety obawiam się, że znowu pieniądze z okrojonego przez zdziczałego ministra finansów budżetu Urzędów Pracy wystarczą na niewielką symulację jedynie tych wszystkich działań, jakie powinny być podjęte, by uzyskać odczuwalny skutek. Niestety rok bieżący zapowiada się kolejnym rokiem pozorowania walki z bezrobociem, poprzez uparte i bezmyślne wdrażanie abstrakcyjnych rozwiązań obowiązującej, durnej ustawy. Pytanie; jakie negatywne skutki to wywoła, jakie dramaty na skalę społeczną. Pytanie, czy istnieją ośrodki rejestrujące rzeczywiste skutki tych działań rządu PO z punktu widzenia interesu społecznego, losów ludzi – by to wykorzystać jako przyszłe dowody oskarżenia przed Trybunałem Stanu.

Zastanówmy się, co Urzędy Pracy maja do zaproponowania a więc, co przewiduje wspomniana ustawa.

Staże dla osób bezrobotnych.
Staże są rodzajem krótkoterminowego zatrudnienia dotowanego w całości przez Urząd Pracy. Przede wszystkim należy kategorycznie zaprzeczyć, by jakikolwiek bezrobotny był kierowany przez Urząd Pracy na taki staż. Urzędy Pracy w ogóle nie dają nikomu ani propozycji pracy, ani też propozycji jakichkolwiek innych działań z zakresu instrumentów będących w ich dyspozycji. Zachowują się całkowicie biernie. Biernie i niechętnie. O skierowanie na taki staż trzeba walczyć, to znaczy starać się, domagać się zdecydowanie, pisać wnioski, podania i odwołania. To oczywiście w przypadku, gdy inicjatywa należy do osoby bezrobotnej. Niestety wprowadzono i taką możliwość, że dana instytucja czy pracodawca nie tylko chce zorganizować staż dla bezrobotnego, ale chce to zrobić dla konkretnej, wskazanej przez siebie osoby. Zdecydowanie wypaczyło to ideę oraz utrudniło osobom zarejestrowanym w PUP dostęp do tej pomocy, ponieważ większość staży stała się de facto ofertą zamkniętą, skierowaną do konkretnych osób spoza rejestru bezrobotnych, osób które rejestrowały się w PUP wyłącznie po to by skorzystać ze zorganizowanego specjalnie dla nich stażu. Staż odbywały więc osoby w zasadzie nie będące bezrobotnymi, to znaczy spełniające warunki uzyskania statusu, ale takie które nie były wcześniej zarejestrowane i nigdy by się nie rejestrowały jako bezrobotne gdyby nie wymogi formalne by skorzystać z w pełni dotowanego zatrudnienia. Z tego powodu staże miały absolutnie minimalny wpływ na wielkość bezrobocia rejestrowanego.

Jest tu i inny czynnik decydujący o braku skuteczności tego instrumentu.
Organizator stażu ma do zyskania darmowego pracownika. Darmowego to znaczy w pełni opłacanego z Funduszu Pracy, nic pracodawcę nie kosztującego a wykonującego konkretną pracę przez okres nawet sześciu miesięcy. Dlatego jest sporo chętnych a środki z Funduszu Pracy są ograniczone, i z tego powodu przyznanie prawa zatrudnienia stażysty odbywa się na zasadzie konkursu pracodawców. Istnieją tu konkretne i dla wszystkich jednakowe kryteria punktacji. istnieje też minimum punktów po przekroczeniu którego dopiero określa się ilość stażystów i czas trwania ich stażu. Niektóre instytucje występują o stażystów wręcz masowo, bo wykonując sporą część prostych prac na koszt Funduszu Pracy – oszczędzają na własnych budżetach. Głównie dotyczy to Urzędów Miejskich, Urzędów Marszałkowskich, ZUS-u, uczelni wyższych.
Decydującą ilość punktów w tymże konkursie pracodawca uzyskuje za deklarację chęci zatrudnienia stażysty po zakończeniu stażu. Preferowany jest staż jako forma przygotowania dla siebie nowego pracownika, którego niejako na koszt FP można sprawdzić i przyuczyć, ale po to by go następnie zatrudnić po zakończeniu stażu. Niektóre firmy tak się wyspecjalizowały, że wygrywają te konkursy pomimo braku deklaracji dalszego zatrudnienia stażysty. Ma to pewien potencjalny zysk, gdyż aktywizuje osobę wcześniej bezczynną na kilka miesięcy trwania stażu, daje jej doświadczenie praktyczne. Miałoby to znaczenie, gdyby pośrednicy pracy podczas trwania stażu poszukiwali dla tej konkretnej osoby innej oferty zatrudnienia i natychmiast po zakończeniu takiego stażu (po którym organizator nie zatrzymał stażysty u siebie), kierowali tę osobę bezrobotną do konkretnego innego pracodawcy, na przykład na prace interwencyjne (w połowie już tylko dotowane), albo po prostu - do zatrudnienia. Tak jednak nie jest, dlatego po takim stażu bezrobotny powraca do rejestru i po kilku miesiącach następującej bezczynności spowodowanej brakiem ofert, cały pozytywny efekt osiągnięty dzięki stażowi na koszt Funduszu Pracy – marnuje się. Bezrobotny znów traci wiarę we własna wartość, w swoje możliwości i umiejętności.
Staż dla osoby bezrobotnej jako idea jest więc wypaczany w praktyce jego stosowania. Możliwość wskazania imiennie konkretnej osoby dla której staż jest organizowany otwiera oczywiście ogromne pole dla nepotyzmu, prywaty, „kolesiostwa”, „załatwiactwa” – co ma niewiele wspólnego z rejestrem bezrobotnych oraz rynkiem pracy.
Niektóre firmy wprost i bezczelnie wykorzystują to, że bezrobotni czasem są w tak trudnej sytuacji materialnej iż nie tylko zgadzają się na „fikcyjność” stażu ale nawet współpracują w tym z nieuczciwymi pracodawcami. Staż ma mieć głównie funkcję przyuczenia, przypomnienia, uaktualnienia wiedzy zawodowej, także wprowadzenia w normalny rytm obowiązków, punktualności, wydajnej pracy z możliwym do sprawdzenia efektem itp. Najlepiej gdyby staże były stosowane przede wszystkim po szkoleniach grupowych lub indywidualnych lub wobec osób o stosunkowo krótkiej przerwie w pracy oraz posiadających w danej pracy jakieś wcześniejsze doświadczenie. Również w przypadku przekwalifikowania dostosowującego umiejętności bezrobotnego do potrzeb rynku choć z zachowaniem jego indywidualnych potrzeb i preferencji – staż powinien mieć charakter praktyki w zawodzie, będącej przedłużeniem szkolenia. Niestety część pracodawców pragnie przede wszystkim zaspokoić własne zapotrzebowanie na darmowych (z ich punktu widzenia) pracowników i – jak jeden z wielkich sklepów branży budowlanej – sadza stażystę na kilka miesięcy do pracy na stanowisku np. fakturzysty, zajmującego się wyłącznie wystawianiem klientom faktur na podstawie paragonu sprzedaży, po czym sporządza fikcyjne sprawozdania ze stażu (w których podaje wiele prac i stanowisk na jakich rzekomo stażysta pracował) a stażysta - zadowolony z otrzymywania dzięki temu przez wiele miesięcy stypendium z Funduszu Pracy – sprawozdanie takie akceptuje i przedstawia w Urzędzie jako prawdziwe. Efekt tego więc, prócz zmarnowania sporej kwoty w Funduszu Pracy – jest mizerny, gdyż taki stażysta powraca po prostu do rejestru osób bezrobotnych.

Z kolei w przypadku gdy pracodawca wygrał konkurs na przyznanie stażysty dzięki punktom otrzymanym za deklarację późniejszego jego zatrudnienia, a deklaracji tej nie zrealizował – początkowo nie ponosił za to żadnych konsekwencji a ostatnio jedyną konsekwencją jest wykluczenie z kolejnych konkursów na organizację stażu, co może jest sprawiedliwe ale pomniejsza szansę bezrobotnych na odbycie stażu.

Staże zupełnie nie sprawdzają się w przypadku osób w wieku powyżej 50 lat, gdyż osób tych pracodawcy – czy po stażu czy też bez niego – nie chcą z niewiadomych powodów zatrudniać. Wydają się one dobrym rozwiązaniem głównie dla ludzi młodych, absolwentów nie posiadających jeszcze doświadczenia zawodowego oraz dla osób przekwalifikowanych z powodów strukturalnego charakteru bezrobocia.

W takim systemie pracy tak zwanych „służb zatrudnienia” jaki obserwujemy obecnie, staże są po prostu działaniem pozornym, straszliwym marnotrawstwem środków, instrumentem bardzo nieskutecznym, elementem marnotrawstwa pieniędzy publicznych i środków unijnych (gdyż niektóre staże są finansowane z EFS a nie z FP). Powodem tego jest bylejakość postawy pracowników PUP, brak całościowego systemu nastawionego na realne zmniejszenie bezrobocia, fikcyjność działań, brak wyobraźni, brak systemowego uzależnienia oceny pracy PSZ od rzeczywistych efektów. Urząd Pracy ma po prostu „robić” a nie „zrobić” ; ma wydać pieniądze (zrealizować budżet) a nie osiągnąć coś konkretnego za pomocą tych wydanych pieniędzy.

Czasem odnosi się wrażenie, że nikomu w tym kraju nie zależy na zmniejszeniu bezrobocia a może nawet wręcz odwrotnie; zależy na utrzymaniu go na poziomie na tyle wysokim, aby usprawiedliwiał stan zatrudnienia w samych Urzędach Pracy i wielkość środków kierowanych na finansowanie samych „służb zatrudnienia” niezależnie od efektów ich pracy.

26/12/2011

18.
Chory kraj… Polska.

Twierdziłem w kilku wcześniejszych felietonach, że głównym - moim zdaniem oczywiście - powodem sporego zainteresowania pieniędzmi ze składek przedsiębiorców, będącymi w dyspozycji Funduszu Pracy oraz pieniędzy z funduszy unijnych przeznaczonych na walkę z bezrobociem – jest możliwość zarobienia na samym fakcie uruchomienia i wykorzystania tych funduszy.
Po prostu; tam gdzie jest jakiś przepływ pieniędzy, tam pojawiają się „zainteresowani”, zwracający uwagę jedynie na to, co ewentualnie może dla nich przy okazji „skapnąć”…

Nie będę ukrywał, że uważam to za ohydne, niegodne, podłe, małostkowe, prostackie i barbarzyńskie.
Tak jak pojawienie się „nadzianego gościa” w okolicy stawia w stan ekscytacji wszystkie okoliczne jawne i ciche „amatorki”, doskonale wiedzące o tym, że tam gdzie jest dużo pieniędzy – łatwiej o ich wydawanie „na przyjemności” a i kwoty bywają „umownie atrakcyjne” – tak i pojawienie się pieniędzy z Europejskiego Funduszu Społecznego i funduszy przeznaczonych na zmniejszanie skutków bezrobocia, przyciągnęło osoby o podobnej mentalności, sposobie myślenia… tym razem odniesionego jednak do "biznesu".

Pisałem o tym choćby we wcześniejszym tekście pt. „Pasożytowanie na funduszach przeznaczonych dla bezrobotnych”.

Obecnie, gdy pieniądze Funduszu Pracy zostały w równie barbarzyński sposób „zamrożone” przez ministra rządu PO - Vincenta Rostowskiego, całkowicie znikły jakiekolwiek oferty zorganizowanej działalności typu szkoleniowego lub dotowania zatrudnienia – co bezpośrednio dowodzi trafności mojego wcześniejszego spostrzeżenia. Nie chodziło o ludzi, o egzystencję dwóch milionów obywateli w wieku produkcyjnym, pozbawionych obecnie możliwości pracy zarobkowej. Chodziło o przepływ „łatwego” pieniądza i możliwość „uszczknięcia” z niego pod pozorem pomocy, ale w rzeczywistości tak, aby nie pomóc a tym samym nie zlikwidować tej „żyły złota”, jaką dla nieuczciwych jest bezrobocie; oczywiście bezrobocie innych. Była szansa na "biznes szkoleniowy" dlatego jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się różne instytucje "szkoleniowe"...
Z jakiegoś powodu zaczęło opłacać się zakładanie "Agencji zatrudnienia", to też masowo one zaczęły powstawać, a nawet firmy od dawna zajmujące się zupełnie czym innym, stawały się także zarejestrowanymi agencjami pracy, które... nikomu pracy nie załatwiały, może kilka osób rocznie, byle tylko spełnić minimum wymogów rejestracyjnych... mieć co napisać w obowiązkowym sprawozdaniu.
W powiatowych Urzędach Pracy panuje całkowity marazm. W okresie kwiecień – czerwiec skończyły się pieniądze na działalność inną niż wypłacanie zasiłków nielicznym „szczęściarzom”, fundusze na działania na rynku pracy - radykalnie obcięte (o 70% w stosunku do roku ubiegłego) przez rząd Donalda Tuska. Ludzie pozbawieni pracy zostali praktycznie bez pomocy...

Sytuacja staje się dramatyczna. Pocieszające jest, że dzięki owemu „zamrożeniu” – przynajmniej pieniądze te jeszcze są, jeszcze nie zostały zmarnowane na fikcyjne, nic nie dające osobom pozbawionym pracy – działania.

Wydaje się, że ich ponowne udostępnienie jest sprawą kilku decyzji; kiedy je uruchomić i czym je zastąpić - w działaniach ukrywających faktyczny stan długu publicznego państwa. Wiadomo przecież, że zablokowanie pieniędzy pracodawców (ze składek) stanowiących Fundusz Pracy przeznaczony na walkę z bezrobociem, miało służyć biurokratycznemu poprawieniu statystyk finansowych Polski w ocenie unijnych instytucji kontrolnych. Ratuje się finanse państwa kosztem tych najsłabszych, najbiedniejszych, tym których to państwo doprowadziło do takiej sytuacji i którym można pomóc - gdyby ktoś rzeczywiście chciał.

Aby to miało sens, musi nastąpić bardzo szybka nowelizacja ustawy „O promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy”. Nowelizacja aktualizująca „instrumenty rynku pracy” oraz sposoby oceny ich skuteczności. Dotychczasowe instrumenty "nie zagrały", zostały wypaczone, użyte do niewłaściwych celów.

Obecna sytuacja zaskoczyła wiele „instytucji szkoleniowych”, które dotychczas pozorowały pomoc dla bezrobotnych – nieźle sobie przy tym żyjąc. Obecnie nie ma żadnych programów przekwalifikowań ani szkoleń dla osób niezatrudnionych. Tego typu instytucje, prowadzące szkolenia w roku bieżącym – mają ogromne kłopoty ze spełnieniem wymogu ich skuteczności; wymogu, jaki pojawił się już po zaplanowaniu tych działań i nie był w planach uwzględniony. Bo jeszcze do niedawna nikogo w ogóle nie interesowała skuteczność wydawania pieniędzy na pomoc w zmniejszaniu bezrobocia. To wina rządu PO. Przez minione 4 lata zmarnowano straszliwe kwoty, pozorując pomoc w zwalczaniu bezrobocia. A bezrobocie rosło.

Nadzieja dla urzędników jest więc jeszcze w manipulacjach danymi statystycznymi.

Odwiedziny: